POKECOLLECT.net.pl - Oficjalne forum strony DomixPokemon.pl
Zarejestruj
Zaloguj



Poprzedni temat «» Nastêpny temat
Bursztynowa Liga
Autor Wiadomo¶æ
Drowker 
Pewnie nie zna PokeMana
The Drow One



Do³±czy³: 28 Gru 2013
Posty: 17
Sk±d: Fatum
Kontakt:
Wys³any: 28 Grudzieñ 13, 21:11   Bursztynowa Liga

Nie jest to fanfick, tylko zabawa. Sezon Drugi w toku, wiêc pora szerzyæ propagandê dalej.

Bursztynowa Liga jest zabaw± w której dwóch graczy mo¿e udowodniæ, który z nich lepiej potrafi napisaæ w³asn± wizje walki Pokemon w postaci opowiadania. Wygrywa ten, który lepiej przedstawi swoj± historie.

Zasady zabawy:

1. Ka¿dy(prócz Nadzorcy) mo¿e mieæ tylko jedna aktywn± postaæ.
2. Szefem ca³ej Ligi jest Nadzorca (skrócie N), który mo¿e byæ ka¿dym zawodnikiem, ale nie jest liczony do rankingu. Do jego obowi±zków nale¿y:

a)akceptacja/odrzucanie kart postaci. Je¶li s± dobre i zgodne z regulaminem, pojawiaj± siê w pierwszym po¶cie tematu z walkami, je¿eli nie to N napisze albo PW albo w temacie rekrutacyjnym, co nale¿y poprawiæ.
b)ustala miejsce walk miedzy graczami(po wcze¶niejszym zg³oszeniu wyzywaj±cego) oraz ostateczny termin oddania prac.
c)og³asza pocz±tek(post w temacie o nadchodz±cej walce) i ostateczny wynik starcia
d)pilnuje czy gracze przypadkiem nie oszukuj±
e)akceptuje transakcje ze sklepiku/ewolucje Pokemonów
f)rozpatruje skargi i za¿alenia uczestników w kwestii regulaminu

3. Nale¿y stworzyæ kartê postaci wg. poni¿szego wzoru i umie¶ciæ w temacie "Rekrutacja":

UWAGA: Postaæ musi byæ cz³owiekiem!

Imiê i Nazwisko:
Przydomek/ksywka[opcjonalne]:

Wiek:
Miasto(Region):
w nawiasie podajemy Region
Wygl±d Postaci: Dok³adny opis stroju, w³osów, koloru oczu, blizn, z uwzglêdnieniem wzrostu i wagi, jak i ewentualnego ekwipunku, mo¿na posi³kowaæ siê rysunkiem.
Historia: Minimum pó³ strony w wordzie, maksimum pó³torej.
Ulubiony Typ:
Nielubiany Typ[opcjonalne]:

(A)Charakter postaci: Maks pó³ strony. Im bardziej rozbudowane tym lepiej.

(B)Pokemony(które nale¿y kupiæ Sklepiku Pana Wojtka): 1200 PokeDollary

Pokemon
- ksywka[opcjonalnie] - p³eæ

4. Wyja¶nienie (A)
Charakter postaci: Ka¿dy z zg³aszaj±cych musi opisaæ charakter swojej postaci, w którym nale¿y uwzglêdniæ cztery cechy: znajomo¶æ technik, opanowanie nad emocjami, stosunek do innych ludzi oraz wie¼ z Pokemonami. Nale¿y tak¿e zaznaczyæ, która z powy¿szych cech to nasz zaleta, a która to wada. Postacie bêd±ce najlepsze we wszystkim bêd± odrzucane.

Wyja¶nienie (B):

Dostajesz 1200 Pokedolarów, za które mo¿esz kupiæ pierwsze Pokemony. Pamiêtaj, ¿e nie bêdziesz móg³ zdobyæ kolejnych, póki nie spe³nisz odpowiednich warunków (czytaj - zwyciê¿a³ z innymi).

5. Sklepik starego Pana Wojtka, który po reformacji ustrojowej straci³ ciep³± posadkê w Ministerstwie Handlu Zagranicznego, a nastêpnie za³o¿y³ w³asny ca³kowicie legalny biznes. Tutaj ka¿dy, nie wa¿ne czy nowy, czy stary gracz zawsze znajdzie co¶ dla siebie. Tylko pamiêtaj, ¿e ewolucja wychodzi taniej ni¿ kupienie nowego Pokemona!
Oficjaln± walut± Ligi s± PokeDollary.

Link do sklepu online

Dziêki wygranym pojedynkom, mo¿esz rozwin±æ postaæ albo Pokemony b±d¼ kupiæ przedmiot lub nauczyæ wychowanków nowych ataków

Za ka¿d± wygran± walkê dostajesz 1 BattlePoint oraz 200 PokeDollarów, a je¶li oceniasz walki, za¶ za ka¿d± ocenê dostajesz 75 PokeDollarów, które mo¿esz wykorzystaæ:

a)Kupienie nowego Pokemona wg. cennika
b)Dokupowania przedmiotów oraz uczenia ataków:
c)Kamieni ewolucyjnych wg. cennika
d)Przedmiotów potrzebnych do ewolucji wg. cennika
e)Nauki pokemona ataków z TM wg. cennika
f)Mega Stone'ów

6.Kilka zasad odno¶nie walk, ich prowadzenie, wyzywanie innych oraz oceniana:

A)Tylko jedna(1!) walka na raz. Kolejne wyzwanie mo¿na rzuciæ dopiero po zakoñczeniu poprzedniej albo podczas trwania obecnej walki.

B)Postacie mog±, ale nie musz± prowadziæ dialogów ze sob±. Jednak szczególnie wulgarne i obra¼liwe frazy powoduj± automatyczn± dyskwalifikacjê jest pewna granica, której nie nale¿y przekraczaæ. Je¶li twoja postaæ mówi specyficzny sposób np. "Elo rap czarnuchu, co tam s³ychaæ na kwadracie?" nale¿y o tym powiadomiæ przeciwnika.

C)Mo¿na u¿ywaæ movesetu Pokemonów znanego z Tylko z Generacji Pi±tej oraz Szóstej oraz wszystkich HM.
Ataki nauczonych u Move Tutora, breedingu stwora oraz TM do dostêpne je¶li nie przekraczaj± 80 punktów.

D)Zakazane s±, pod wzglêdem karnego wyrzucenia z Ligi, Mega Ewolucje do momentu kupienia Mega Stone'a oraz dostatnia Mega Ringa. Je¶li posiadasz oba przedmioty, mo¿esz ich u¿ywaæ, jednak zgodnie z mechanika gry Pokemon.

E)Odrzucenie propozycji walki nie wi±¿e siê z utrat± punktów.

F)Nie mo¿na zabiæ przeciwnika w walce, ani ¿adnego z jego pokemonów. Nie dopuszczalna jest równie¿ kradzie¿. Takie walki nie bêd± uznawane.

G)W umówionym terminie gracz wyzywaj±cy pisze post w temacie z walkami, w którym wrzuca swoj± wizjê starcia. W ci±gu sze¶ci godzin powinien pojawiæ siê drugi wpis. Je¿eli nie ma siê mo¿liwo¶ci oddanie walki z przyczyn niezale¿nych, nale¿y wys³aæ PW do N o powodzie(mo¿na raz na jaki¶ czas). Je¶li nie, uznaje siê za zwyciêzcê wyzywaj±cego.

Zawodnicy maj± 15 minut na edycje swoich postów po dodaniu walki. Edycja po 15 minutach równa siê walkowerem.

Je¶li który¶ graczy skoñczy wcze¶niej, a nie bêdzie go w dniu walki z jakiego¶ powodu, to mo¿e przes³aæ walkê na PW Nadzorcy. W tym wypadku, wyzwany nawet po piêciu godzinach, gdy rywal wrzuci³ ju¿ walkê, nie zostanie dyskwalifikowany. Liczy siê dzieñ i oraz godzinna przys³ania wiadomo¶ci.

H) Termin walki nale¿y uzgodniæ musz± miedzy sob± uczestnicy, jednak nie mo¿e byæ d³u¿szy ni¿ 14 dni od dnia wys³ania PW do Nadzorcy z pro¶b± o miejsce. Je¶li równocze¶nie pojawi± siê dwa wyzwania, termin tego pó¼niejszego jest zmieniony.

I)Kiedy pojawi± siê wpisy, do oceny mo¿e przyst±piæ ka¿dy. Co nale¿y braæ pod uwagê przy ocenianiu:

a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ zawodników
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania


Twój g³os na zwyciêzce to jeden punkt dla wybranego przez ciebie gracza

Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê pod czas oceniania.

Ocenianie walk trwa trzy doby i/lub zostaje ono wyd³u¿one po oddaniu wersji wyzwanego. Oceny powinny pojawiæ siê pod walk±. Je¶li jeste¶ w Lidze, za ka¿dy ocenê otrzymujesz 75 PokeDollarów.
Oceny powinny znajdowaæ siê w tym temacie(link gdy powstanie)

N ma prawo zakoñczy ocenienia w momencie, gdy przewaga jednego zawodnika jest bardzo zdecydowana.

J)Walkê wygrywa gracz, który po zliczeniu punktów przez N, ma ich wiêcej. Je¶li pojedynek zakoñczy siê remisem, ka¿dy dostaje pó³ punkt albo jest przeprowadzana dogrywka.

L)Walka która zwyciê¿a, staje siê kanoniczna dla obu postaci. Obaj gracze mogê siê dogadaæ w kwestii fabu³y walki oraz w±tków, aby ¿aden nie by³ stratny.

M)Je¶li zaczynasz swoj± przygodê albo ju¿ jeste¶ d³u¿ej, mo¿esz skorzystaæ z poni¿szej rady:

Du¿o ³atwiej pisaæ opowiadania w pierwszej osobie, czyli z waszej perspektywy. Pomóc mo¿e równie¿ poni¿szy BBCode:

my¶li
umiejêtno¶ci pokemon
s³owa postaci X
s³owa postaci Y
s³owa postaci NPC

Z czasem oczywi¶cie lepiej bêdzie siê przerzuciæ na trzeci± osobê, ale to dla tych, którzy kochaj± opisy etc. Dalej najwa¿niejsza jest walka oraz wizja walki danego gracza. Taki zabieg u³atwi i uatrakcyjni pisanie. Wiêkszo¶æ walk zyska równie¿ na przejrzysto¶ci.

S± one ca³kowicie dodatkowe i nieobowi±zkowe.

N)Karta ka¿dego gracza, który przez 30 dni od ostatniej walki nie zawalczy ani nie wyzwie, zostanie automatycznie przesuniêta do POSTACI NIEAKTYWNYCH, za¶ przeci±gu 90 dni nie wyka¿e ¿adnej chêci pozostania w Lidze, usuniêta z BL.

K)Opcja URLOP, czyli ka¿dy gracz raz na pó³ roku mo¿e zabraæ maksymalnie dwumiesiêczna przerwê, który nale¿y zg³osiæ Nadzorcy albo Vice Nadzorcy. Je¶li urlop musi byæ wyd³u¿ony, tak¿e nale¿y powiadomiæ Nadzorce albo jego zastêpce, aby osi±gn±æ jakie¶ porozumienie. W takich wypadkach jej postaæ zostanie przesuniêta do POSTACI NIEAKTYWNYCH bez konsekwencji z punkty N.

7. Wyzwania:
1. Wyzywa siê przeciwnika w formie Prywatnej Wiadomo¶ci lub na GaduGadu. Nastêpnie nale¿y ustaliæ miedzy sob± termin oddania walki, nie d³u¿szy ni¿ 10 dni. Kolejny krokiem jest wysy³anie wiadomo¶æ do Nadzorcy z pro¶b± o miejsce oraz podanie ustalonego przez uczestników terminu. Nadzorca ustala miejsce starcia i akceptuje lub nie termin. Po otrzymaniu odpowiedzi rozpoczyna siê etap pisania walki, a N tworzy "Temat walki".

Wzór sposobu wyzywania:

[spoiler]Gracz X wyzywa gracza Y. Y odpisuje, ¿e chêtnie zawalczy za 5 dni. Jest 10.02, wiêc termin to 15.02. X pisze, ¿e mu pasuje i pyta o godzinê. Y pisze 15.00. X siê zgadza albo nie.
Gdy zostanie to ustalone, X wysy³a do Nadzorcy Prywatn± Wiadomo¶æ z pro¶b± o miejsce oraz dat± i godzinê. Nadzorca akceptuje godzinê i datê, je¶li nie koliduje z niczym, po czym wyznacza miejsce Z. Po zwrotnej PW od obu zawodników Nadzorca umieszcza "Temat walki".
Gdy nadchodzi umówiony dzieñ, gracz X umieszcza swoj± wizje walki, a w okresie 6 godzin - gracz Y. [/spoiler]

2.Nie mo¿na rzuciæ wyzwania tej samej osobie dwa razy z rzêdu.

3. Zmiana terminu po og³oszenie walki nastêpuje tylko w powa¿nych okoliczno¶ciach, po zgodzie obu uczestników oraz Nadzorcy. 

8. Kary za wszelkiego rodzaju oszustwa:

a)Pierwsze i ostatnie s³owne ostrze¿enie
b)Strata dwóch punktów(gdy nich nie ma, jeden Pokemon zostaje odebrany)
c)Zawieszenie na okres miesi±ca
d)Usuniecie z zabawy oraz ostrze¿enie wysoko¶ci 20%

9. Liga to tylko gra i wszelkie dramy, fochy z przytupem, obra¿anie kogo siê da, bo siê przegra³o, bêd± karane sta³ym wykluczeniem z zabawy. Jak chcesz psuæ atmosferê, to id¼ gdzie¶ indziej.

10. Na dzieñ 10 stycznia Nadzorc± jest Drowker

Spis Archiwalnych Walk Sezonu I

Karty Postaci w Sezonie Drugim

Temat rekrutacyjny


WSZELKIE PRAWA DO REGULAMINU BURSZTYNOWEJ LIGI NALE¯¡ DO NADZORCY I TWÓRCY LIGI

Na wszelkie pytanie chêtnie odpowiem na PW albo moim GG.

Have a nice day!

Sygnatura użytkownika
Ostatnio zmieniony przez Drowker 9 Styczeñ 14, 19:45, w ca³o¶ci zmieniany 1 raz  
 
     
Kleszczu 
Pewnie nie zna PokeMana
I dobrze mi z tym


Wiek: 33
Do³±czy³: 30 Mar 2013
Posty: 54
Sk±d: Z internetów
Kontakt:
Wys³any: 9 Styczeñ 14, 19:52   

Bursztynowa Liga

W walce otwarcia zwyciê¿y³ Sky stosunkiem g³osów 5:2

Sezon II

Walka numer 1

Vincent de’la Grande (Rocket) vs Alabah Ahsamuel (Kuballo)


Uczestniczy: Vincent de’la Grande (Rocket) (wyzywaj±cy) Alabah Ahsamuel (Kuballo) (wyzwany)
Miejsce: Couriway Town w Kalos
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Rocket

vs. Alabah Ahsamuel


- Vincent, czy przekazano Tobie kopertê? – zabrzmia³ g³os w telefonie.
- Tak. Jestem ju¿ w drodze do Couriway Town w regionie Kalos, dop³ynê jutro do brzegu i przesi±dê siê na poci±g, którym dojadê na miejsce.
- Dobrze. W kopercie znajdziesz instrukcje. Nie marnuj czasu m³ody, Akog jest w Kalos od miesi±ca, zapewne zd±¿y³ zorganizowaæ tam ma³± grupê – rozleg³o siê krótkie, ‘piip’ w s³uchawce i Vincent schowa³ telefon do swojej podrêcznej torby.

Piêkne morze zawsze robi³o wra¿enie na m³odym policjancie. Uwielbia³ je podziwiaæ, wprawia³o go to w nastrój refleksji. Po chwili namys³u podszed³ do swojego le¿aka i roz³o¿y³ siê na nim wygodnie, wyci±gaj±c równocze¶nie kopertê, o której rozmawia³ przez telefon. Znalaz³ tam list z instrukcjami. Wynika³o z nich, ¿e ma odszukaæ profesora Sycamore’a w Couriway Town. Sycamore zgodzi³ siê wspó³pracowaæ z policj± z Kanto, licz±c, ¿e zagraniczni agenci przywioz± egzotyczne pokemony, typowe dla regionu, z którego pochodz±. De’la Grande przed spotkaniem z profesorem ma udaæ siê do Centrum Pokemon, by tam odebraæ przesy³kê zawieraj±c± trójkê pokemonów: Bulbasaura, Squirtle’a i Charmandera. Mia³a byæ to zap³ata dla m³odego Sycamore’a i jego laboratorium. Zalecono mu równie¿, by powoli budowa³ swoj± pozycjê znanego i silnego trenera, ¿eby szuka³ okazji do walk. Góra liczy³a, ¿e to sprowokuje zespó³ R do zaproponowania wspó³pracy Vincentowi, tym samym móg³by robiæ za wtyczkê. Bycie wtyczk± w mafii to bardzo ryzykowne zadanie. M³ody policjant rozmy¶la³ nad swym zadaniem, najprawdopodobniej by³a to najtrudniejsza misja w jego karierze.

*****

Mi³a recepcjonistka wskaza³a Vincentowi drogê do restauracji gdzie mia³ na niego czekaæ profesor. Przy stoliku siedzia³o dwóch mê¿czyzn. M³ody i przystojny z bujnymi w³osami opowiada³ o czym¶ z wielkim zaanga¿owaniem, podczas gdy drugi, z tatua¿em na twarzy, s³ucha³ uwa¿nie trzymaj±c w d³oniach jaki¶ kamieñ.

- Stoimy u progu wielkiego odkrycia Ahsamuelu! Ewolucje pokemonów osi±gn± nowy poziom. To ekscytuj±ce, dziêki takim kamieniom jak ten, pokemon powinien przemieniæ siê w swoj± niezwykle siln± formê, która do tej pory pozostawa³a dla nas ukryta. Musimy tylko znale¼æ sposób by niejako uruchomiæ ten kamieñ. Moi uczniowie ju¿ pracuj± nad tym – us³ysza³ wycinek rozmowy Vincent, gdy podchodzi³ do stolika. Osoba, która opowiada³a przerwa³a na chwilê widz±c podchodz±cego do stolika nieznajomego. – S³ucham pana?

Vincent bez s³owa poda³ pude³ko, zak³adaj±c, ¿e to jest w³a¶nie profesor. Kto¶ z tatua¿em nie mo¿e byæ uczonym. Sycamore zajrza³ do ¶rodka pojemnika, gdzie ujrza³ trzy pokeballe. Twarz od razu mu siê rozja¶ni³a.

- Ach, tak. Vincent de’la Grande jak mniemam. Jestem profesor Sycamore, mi³o mi. Mój rozmówca to Alabah Ahsamuel, wêdrowny kupiec – rzek³ wskazuj±c d³oni± na drug± osobê przy stoliku. Policjant przyjrza³ mu siê uwa¿niej. Przypomina³ Araba, by³ bardzo wysoki i chudy, zauwa¿y³ te¿ kilka pokeballi przy pasie, wiêc musia³ byæ nie tylko kupcem, ale te¿ i trenerem.

- Mi równie¿ mi³o – odpowiedzia³ Grande i zwróci³ siê w stronê kupca. – Ciekawy tatua¿. Jakie¶ g³êbsze znaczenie? O ile oczywi¶cie mogê spytaæ.

Cz³owiek o nieco gadzim wygl±dzie wzruszywszy ramionami odrzek³:

- Pytaæ zawsze mo¿na. To symbol mej wiary. Jest dla mnie swego rodzaju motywacj± – lekka duma wyp³ywa³a z wypowiedzi Alabaha. Sycamore klasn±³ d³oñmi zwracaj±c na siebie uwagê.

- My tu gadu gadu a chcia³bym przeprowadziæ pewien eksperyment naukowy. Czy nie mogliby¶cie zawalczyæ miêdzy sob±? Chcia³bym zobaczyæ czy uda nam siê uruchomiæ dzia³anie tego kamienia – wskaza³ na klejnot trzymany przez Ahsamuela. Zarówno kupiec jak i policjant zgodzili siê na uczestnictwo w tym eksperymencie. Wyszed³szy na zewn±trz zaczêli szukaæ dobrego miejsca na walkê. Profesor przej±wszy inicjatywê zaprowadzi³ ich to ma³ego skweru. Przeciwnicy stanêli naprzeciw siebie w bezpiecznej odleg³o¶ci.

- Mam przy sobie tylko dwa pokemony – poinformowa³ Vincent, wyci±gaj±c przy tym z torby pokeballe.

- Dobrze, zatem walczymy dwoma pokemonami! Zaczynajcie! – rzek³ Sycamore, wcielaj±c siê w rolê sêdziego.

Grande szybko wybra³ pokemona i spokojnym, opanowanym ruchem rzuci³ pokeball na ziemiê przed sob±.

- Naprzód Reaper! – z kuli wy³oni³ Scyther, który zaskrzecza³ i przeci±³ powietrze swoimi ostrzami, chc±c zaimponowaæ widowni. Alabah u¶miechn±wszy siê lekko chwyci³ za czerwono-bia³± kulê i rzuci³ na ziemiê.

- Ragneg! Poka¿, na co cie staæ! Szybko! U¿yj kamienia Gengarite! – zakrzykn±³ kupiec a przed oczami widowni pojawi³ siê Gengar, ze swoim szerokim, z³owieszczym u¶miechem.

- Double Team a potem Sword Dance, Reaper! – odpowiedzia³ policjant z wci±¿ spokojnym g³osem, wydaj±c polecenia swojemu owadziemu pokemonowi.

Wzrok wszystkich obecnych skupi³ siê na Gengarze, który z si³± umys³u unosi³ kamieñ przed sob± i potrz±sa³ swoimi ma³ymi ³apami. Nic siê nie sta³o. Duchowi odwróci³ siê u¶miech do góry nogami. Chwyciwszy kamieñ w swoje rêce zacz±³ waliæ siê nim w czo³o. Dalej bez ¿adnych efektów. Tym razem twarz pokemona przybra³a wyraz zastanowienia by po chwili zmieniæ siê w przeb³ysk geniuszu. Ragneg skoczy³ na kamieñ. Bez efektu. Zacz±³ potrz±saæ kamieniem w d³oni tu¿ przy uchu. Bezradny spojrza³ na swojego trenera, który pokrêci³ g³ow±. Profesor równie¿ wydawa³ siê byæ zawiedziony i poleci³ zakoñczyæ walkê w normalny sposób. Alabah wiedzia³, ¿e Ragneg nie prze¿yje ciosy wrogiego Scythera, który wykorzysta³ ten czas by siê wzmocniæ. Kupiec mia³ jednak w zanadrzu plan.

- Reaper wykoñcz go Aerial Ace’em!

Zielony owad lecia³ w stronê ducha nabieraj±c coraz wiêkszego rozpêdu, tu¿ przed samym nosem Gengara robi±c zamach swoim ostrzem.

- Destiny Bond Ragneg! – decyzja Ahsamuela zaskoczy³a wszystkich. Pokemon duch przyj±³ na siebie uderzenie ostrza, równocze¶nie skupiaj±c swój umys³ na nawi±zanie kontaktu z umys³em przeciwnika. Gengar opad³ z si³, uderzenie by³o nokautuj±ce, jednak w momencie uderzenia Scyther ca³y ból, jaki zada³ Ragnegowi poczu³ na sobie, wiêc zaskrzecza³ z bólu przyk³adaj±c swoje ostrza do g³owy. Zemdla³. Vincent wyrazi³ uznanie dla taktyki przeciwnika a przed oczami wszystkich pojawi³ siê jego drugi pokemon, którym by³ Gyarados. Wodny pokemon przelecia³ siê po polu walki pokazuj±c swoje czerwone ³uski. Alabah z kolei wystawi³ niebieskiego dinozaura-krokodyla, Feraligatra.

- Fear, u¿yj Crunch! – wyda³ polecenie Ahsamuel, jego podopieczny ruszy³ w stronê Gyaradosa.

- Waterfall, Red! – odpowiedzia³ Vincent, lataj±cy w±¿ ruszy³ na przeciwnika du¿o szybszym tempem. Pokemon Vincenta wbi³ Feraligatra w ziemiê swoim atakiem, jednak, gdy opad³ kurz widaæ by³o jak dinozaur wgryza siê w skórê Gyaradosa, który rykn±³ z bólu. Czerwony w±¿ próbowa³ siê uwolniæ, ale szczêki krokodyla by³y mocne, wiêc nie pu¶ci³y.

- Aqua Tail, Red! – pokemon pos³usznie wykona³ polecenie trenera i uderzywszy ogonem w przeciwnika odrzuci³ go na kilka metrów. Alabah nakaza³ swojemu pokemonowi ponowiæ atak. Gyarados jednak wykona³ unik i Feraligatr by³by siê przewróci³ gdyby nie to, ¿e jego przeciwnik od razu uderzy³ go ogonem, ponownie odrzucaj±c na kilka metrów. Nie zwlekaj±c, w±¿ rozpêdzi³ siê i wyskoczy³ w górê chc±c wzmocniæ swój Waterfall. Tym razem to krokodyl by³ sprytniejszy i w ostatniej chwili odskoczy³ na bok, sprawiaj±c, ¿e podopieczny policjanta uderzy³ w ziemiê. Zarówno Fear jak i Red wygl±dali na wyczerpanych, jeden celny atak móg³ zakoñczyæ walkê. Profesor Sycamore by³ pod wra¿eniem umiejêtno¶ci trenerów i z zainteresowaniem przygl±da³ siê walce. Vincent de’la Grande nie chcia³ ryzykowaæ bliskiego kontaktu, poleci³, wiêc swojemu pokemonowi u¿yæ Hydro Pompy. Pokemon kupca wbi³ siê w strumieñ wody pocz±tkowo skutecznie siê przebijaj±c, jednak po chwili woda przemog³a go i Feraligatr opad³ z si³. Alabah Ahsamuel przywo³a³ swojego Feara z powrotem do kuli, wiêc Vincent poszed³ w jego ¶lady.

- Brawo Vincent, pokona³e¶ moich podopiecznych – Grande s³ysz±c pochwa³y tylko kiwn±³ g³ow± w podziêce. Zwróciwszy swój wzrok w stronê profesora, da³ mu do zrozumienia, ¿e czas za³atwiæ interesy.

- Zgoda, ¿e eksperyment nie wyszed³, mo¿e innym razem znajdziemy sposób. Dziêkujê Ci, Alabahu za po¶wiêcony czas. Nie zatrzymuje Cie ju¿ – rzek³ Sycamore do kupca.

- W porz±dku – odpowiedzia³ wysoki mê¿czyzna i zwróciwszy siê w stronê policjanta doda³: - Mnie pokona³e¶, ale s± tacy, którzy dali by Ci popaliæ. Szukaj Jasona Jupitera, je¶li chcesz prawdziwego wyzwania.

Trzej mê¿czy¼ni po¿egnali siê. Kupiec ruszy³ w swoj± stronê, natomiast policjant z profesorem wrócili do hotelu by omówiæ sprawy policji i zespo³u R. Jednak my¶l o Jasonie Jupiterze wci±¿ nie dawa³a spokoju Vincentowi.

Byæ mo¿e kiedy¶ zawalczymy, kimkolwiek jeste¶, pomy¶la³ i skupi³ swoje my¶li na tera¼niejszo¶ci.


Kuballo

Na nocnym niebie malowa³ siê wielki, srebrzysty ksiê¿yc w akompaniamencie ja¶niej±cych gwiazd. Rzuca³ on blask na korony iglastych drzew, skrywaj±cych prawdziw± naturê nocnego ¿ycia lasu. M³ody Sandshrew przemierza³ las z ciekawo¶ci±, gdy nagle odkry³ nowe wzniesienie. Uwielbia³ wdrapywaæ siê na wzniesienia, a jeszcze bardziej lubowa³ siê z nich staczaæ, tak, jak to robi³a jego mama podczas walki. Wgramoli³ siê na kupê ziemi, na której, o dziwo, znajdowa³y siê dwa srebrzyste, a miejscami ju¿ br±zowe pasy, które po dotkniêciu okaza³y siê twarde. Pomijaj±c je, ziemny pokemon weso³o podszed³ do krawêdzi i gdy pochyli³ siê, by zobaczyæ, jak strome jest zbocze, co¶ g³o¶nego i strasznego przejecha³o mu za plecami. Pod wra¿eniem Sansherw przewa¿y³ siê do przodu i bole¶nie stoczy³ siê po wzniesieniu i wyl±dowa³ ryjkiem w miêkkiej ziemi. Gdy podniós³ siê zrzucaj±c z siebie resztki tego, co mia³ na pyszczku, spojrza³ w stronê, w któr± uda³o siê monstrum i zobaczy³ kolorowe pud³o pêdz±ce szybciej, ni¿ cokolwiek, co do tej pory widzia³. Patrzy³ jeszcze przez chwilê, po czym postanowi³ zebraæ kupkê przyjació³ i ruszyæ w pogoñ za pêdziwiatrem.
Przez okno dwuosobowego przedzia³u pierwszej klasy ca³a ta sprawa z Sandshrew wydawa³a siê komiczna, i Alabah o ma³o siê nie ud³awi³ soczystym kawa³kiem jagniêciny, gdyby nie natychmiastowa reakcja jego Croconawa. £api±c oddech arab opar³ rêce na kolanach i wdycha³ tlenu ile tylko móg³. Przedzia³ by³ klimatyzowany, mia³ dwa ³ó¿ka i tyle przestrzeni miêdzy nimi, ¿e spokojnie mo¿na by posadziæ tu jeszcze osiem osób. Przy oknie sta³ do¶æ szeroki stó³, by mo¿na na nim by³ zmie¶ciæ ma³y bufet szwedzki.
- Dziêki Fear, na Ciebie zawsze mo¿na liczyæ... - powiedzia³ miêdzy wdechami Gad, po czym po³o¿y³ siê na swoim ³ó¿ku - Och... Cisza, spokój i ³ó¿ko... Warto by³o choæ raz przeznaczyæ na co¶ wiêcej kasy, ni¿ powinienem. Ty, a raczej wy, chyba podzielacie moje zdanie?
Krokodyl wyci±gn±³ siê na swoim pos³aniu, po czym stanowczo pokiwa³ g³ow±. Lekko zmêczony odwróci³ siê na drugi bok i zasn±³.
- No có¿, skoro tak stawiasz sprawê... - Ahsamuel wy³±czy³ ¶wiat³o i bior±c przyk³ad ze swojego wodnego kompana, przewróci³ siê na bok - Dobranoc Fear - powiedzia³ jeszcze przez ramiê i odwróci³ g³owê do góry - Dobranoc Ragneg.
Gengar, który od pocz±tku podró¿y siedzia³ ucieszony na dachu i patrzy³ siê w niebo, schyli³ g³owê, zamkn± oczy i odp³yn±³ razem ze swym trenerem i Croconawem w b³og± podró¿ do krainy Morfeusza.

-Couriway City, Popo³udnie -

Blask góruj±cego nad niebosk³onem s³oñca wreszcie obudzi³ Alabaha, który po d³ugiej i udanej drzemce u¶wiadomi³ sobie, ¿e zaspa³. B³yskawicznie wyjrza³ za okno, by zobaczyæ, gdzie siê znajduje. Malowniczy krajobraz w oddali i wspania³e wodospady genialnie komponowa³y siê z ¶redniej wielko¶ci wiosk±, w której wiêkszo¶æ domów by³a zbudowana z solidnego, dêbowego drewna. Na sam widok chcia³o by siê zostaæ tu na resztê ¿ycia, ale problem tkwi³ tym, ¿e nie tu mia³ zamiar siê znale¼æ. Wybiera³ siê, by odwiedziæ starego znajomego, który podobno zago¶ci³ w tym regionie na parê tygodni, jednak teraz bêdzie musia³ jeszcze poczekaæ na to spotkanie. Obudzi³ swego kompana i oci±gaj±c siê, wyszed³ na zewn±trz. Skwar, który w poci±gu by³ minimalnie odczuwalny przez klimatyzacjê, teraz dawa³ siê we znaki, i prêdko by³o trzeba znale¼æ miejsce, gdzie mo¿na by spokojnie odpocz±æ, przy zimnej szklance wody. Gengar, który ju¿ od dawna czai³ siê w cieniu kolumny wspieraj±cej sklepienie przystanku czekaj±c na trenera, przywo³a³ go gestem. To co chcia³ mu pokazaæ, to rozk³ad jazdy, który pokazywa³, ¿e najbli¿szy poci±g, do centralnej czê¶ci regionu by³ za ³adnych parê godzin.
- Ehh... No nic - westchn±³ zrezygnowany opuszczaj±c swobodnie rêce - Dobra, panowie trzeba gdzie¶ poczekaæ, a mi siê nie marzy tu w pe³nym s³oñcu ca³y dzieñ staæ, mo¿e pójdziemy gdzie¶ siê napiæ wody? - zapyta³ zwracaj±c siê ku swym pokemonom, rozk³adaj±c rêce i z dobijaj±cym u¶miechem patrz±c wymownie nañ.
Pokemony zgodnie i energicznie pokiwa³y g³ow±, po czym w trójkê zeszli po schodach ze stacji kolejowej. Ahsamuel wiele podró¿owa³, ale takiego miejsca jeszcze nie widzia³. Oprócz nowoczesnej i perfekcyjnie sprawuj±cej siê kolei i centrum pokemon wszystko wygl±da³o tu tak, jakby nikogo tu nie by³o od ¶redniowiecza. Marmurowe schody, granitowy chodnik, drewniane molo. To wszystko zlewa³o siê we wspania³± kompozycjê.

-To samo miejsce, parê godzin pó¼niej -

Ch³odna woda znacznie orze¼wi³a spragnione trio. Ka¿dy z butelk± tego magicznego napoju w rêku, maszerowali przez wrêcz zabytkowe uliczki miasta. Ludzie tu byli mili i widocznie lubili turystów, nawet tych przypadkowych. Tak im wspaniale popo³udnie minê³o, ¿e arab postanowi³ pokazaæ swoim pokemonom to, czego jeszcze pewnie nie widzia³y. Weszli na wzgórze, a raczej p³askowy¿, z którego sp³ywa³a rzeka tworz±c wodospad i stanêli przy krawêdzi. Nieziemski widok rozci±gaj±cej siê krainy Kalos i s³oñce chowaj±c siê za góra, które jeszcze momentami odbijaj±ce siê od oddalonej o setki kilometrów tafli oceanu o¶wieca³o wieczorne niebo... Pokemony by³ pod masywnym wra¿eniem. Gad dawno czego¶ takiego nie widzia³. Ostatni raz jak wdrapa³ siê na czubek radiostacji w Goldenrod, ale tamto nie mo¿e siê równaæ z tym, czego teraz jest ¶wiadkiem.
- Nareszcie jeste¶my na osobno¶ci - powiedzia³ kto¶ oziêble za jego plecami.
Humor Alabah w jednej chwili znacznie siê zmieni³. Powoli odwróci³ g³owê i spojrza³ na osobnika spode³ba. By³ to przeciêtnych gabarytów mê¿czyzna, ubrany w czarn±... nie, granatow± marynarkê i spodnie w kant tego samego koloru. Zawi±zana na szyi mucha dodawa³a mu efektu splendoru i powagi. Czarne, l¶ni±ce mokasyny by³y lekko ubrudzone lepk± ziemi±, zapewne po wspinaczce. Lew± d³oñ trzyma³ w kieszeni spodni, za¶ w drugiej mia³ skórzan± aktówkê. Sta³ prosto miêdzy dwoma strumieniami, z najbardziej niewymownym wyrazem twarzy, jaki by³ dany Ahsamuelowi widzieæ. Po d³u¿szej chwili postanowi³ stan±æ z tajemniczym osobnikiem twarz± w twarz, a w jego ¶lad poszed³ Croconaw i Gengar, którzy przybrali agresywne miny.
- Skoro mnie szuka³e¶, to czego¶ chcesz - powiedzia³ spokojnie Gad, uspokajaj±c swoje pokemony gestem rêki i staraj±c siê odgadn±æ, kim jest przybysz - Zamieniam siê zatem w s³uch.
- Aspirant Sztabowy Policji Regionalnej w Kanto Vincent de’la Grande, zostajesz aresztowany pod zarzutem cz³onkostwa w zespole R. Pojedziesz ze mn± do Kanto na przes³uchanie. Ruszamy najbli¿szym poci±giem - poinformowa³ bez skrupu³ów mê¿czyzna w garniturze, nie zmieniaj±c wyrazu twarzy, jedynie lekko modyfikuj±c tonacjê na bardziej stanowcz± przy ostatnim zdaniu.
- A je¶li mo¿na spytaæ, aspirancie de'la Grande, na jakiej podstawie s±dzisz, ¿e nale¿ê do tej¿e grupy terrorystycznej?
- Pierwszy powód to wêszenie po ca³ym mie¶cie przez pó³ dnia.
- Zwiedza³em.
- Kolejny to twoja sk³onna do terroryzmu rasa.
- Rasista.
- To jak logicznie wyt³umaczysz to, ¿e arab rozgl±da siê po ca³ym mie¶cie.
- Ju¿ mówi³em, zwiedza³em - powiedzia³ spokojnie niedosz³y aresztant, u¶miechaj±c siê szeroko do rozmówcy.
- Idziesz ze mn±.
- Mam dla Ciebie dwie wiadomo¶ci, jedn± z³± i drug± z³±, któr± wybierasz najpierw?
- Bez znaczenia, bo tak czy inaczej zostajesz aresztowany.
- To mo¿e pierwsza, nie jestem cz³onkiem tego twojego zespo³u.
- Oka¿e siê na przes³uchaniu.
- Druga tej taka, ¿e nie jadê na ¿adne przes³uchanie. Mam w tym regionie parê spraw do za³atwienia. Ale w jednym masz s³uszno¶æ, wsiadam do najbli¿szego poci±gu. Tyle, ¿e ty do Kanto, a ja w g³±b Kalos.
- Masz ostatni± szansê, ¿eby i¶æ ze mn± po dobroci - ostrzeg³ policjant wyjmuj±c z lewej kieszeni spodni ma³y pokaball, który w jednej chwili napêcznia³ do rozmiarów dojrza³ego jab³ka - Je¶li odmówisz, inaczej potañczymy.
- Niech wiêc siê zaczn± harce - odrzek³ rozradowany arab - Ragneg, poka¿ mu nasze s³ynne taktyki.
Fioletowy, u¶miechniêty od ucha do ucha duch wyst±pi³ o parê kroków przed swojego trenera i stan±³ w perfekcyjnym bezruchu, jakiego mog³aby mu pozazdro¶ciæ niejedna marmurowa rze¼ba. Wydawa³o by siê, ¿e u¶miecha siê do policjanta, na którego aktualnie pada³a jego linia wzroku. W rzeczywisto¶ci, za aspirantem wy³ania³a siê zza horyzonty ju¿ pierwsza pó³kula srebrzystej tarczy ksiê¿yca, która to przyku³a niezmiernie uwagê Gengara.
- Zasn±³? - zapyta³ z deka zdziwiony Vincent wskazuj±c d³oni± pokemona przed sob± - W sumie to nie ma znaczenia, Reaper i tak nie da mu szans - powiedziawszy to podrzuci³ do góry od niedawna trzymany pokeball.
By³a to modliszka ludzkiego wzrostu, prawie ca³± opancerzona w chitynow±, zielon± zbrojê. Ciemna barwa pancerza wskazywa³a na prawie podesz³y wiek pokemona. Z samej postawy i oczu, w których p³onê³a wola walki widaæ by³o, ¿e nie jedn± trudn± walkê w swym pokemonowym ¿yciu stoczy³. Obojêtne wobec niego zachowanie przeciwnika trafi³o jego ego, przez co Scyther, bo tak zwano go w jego ojczystym regionie, ledwo trzyma³ na wodzy swoje emocje. Ostatni blask s³oñca uton±³ w wodach wschodniego wybrze¿a Kalos i teraz g³ównym ¼ród³em ¶wiat³a ostawa³ majestatycznie wznosz±cy siê, ogromny ksiê¿yc. Mrok nocy zala³ Couriway i okolice.
- Co powiesz na ¿art na rozlu¼nienie atmosfery? - podsun±³ pomys³ Ahsamuel
- To nie bêdzie konieczne - odpowiedzia³ poddenerwowany Vincent - Miast tego proponuje zacz±æ walkê, zacznij. No, chyba, ¿e ju¿ teraz raczysz siê poddaæ.
- Sucker Punch.
¦lepi±cy siê w ksiê¿yc Gengar opu¶ci³ wzrok na przeciwnika. Ugi±³ lekko nogi jak do skoku i run±³ nañ, obracaj±c siê przy tym i ¶miej±c, traktuj±c jak dobr± zabawê. Reaper zdezorientowany szybko b³yskawicznym atakiem oponenta zd±¿y³ tylko z³o¿yæ swoje no¿yce na wskro¶, by sparowaæ jego cios, lecz efektem ubocznym gaszenia tak bogato na³adowanego si³± kinetyczn± ataku by³ wytr±cenie z równowagi, co da³o szanse duchowi na kolejny atak.
- Ragneg, szybko, Shadow Punch!
- Unik i kontruj!
Ragneg zamachn±³ siê i wyprowadzi³ do po³owy prawy sierpowy, po czym momentalnie znikn±³. Ciemnozielony robak uchyli³ siê mechanicznie po czym przeci±³ swoimi ostrymi koñczynami powietrze, gdzie jeszcze przed chwil± sta³ jego przeciwnik. Nie natrafisz na ¿aden opór, zdumiony zacz±³ szukaæ wokó³ siebie, lecz dojrzeæ nie móg³. Nagle niewidzialna pie¶æ, która wy³oni³a siê z ciemno¶ci zatrzyma³a siê na jego lewym policzku, ledwo co nie nokautuj±c Scythera. Ten od impetu obróci³ siê w miejscu, po czym ujrza³ wy³aniaj±c± siê z cienia sylwetkê opas³ego ducha, który suszy³ do niego z±bki z jeszcze wiêkszym entuzjazmem ni¿ na pocz±tku. Modliszka odskoczy³a na bezpieczn± odleg³o¶æ, by przygotowaæ siê do ataku i ewentualnej kontry. Ludzie us³yszawszy odg³osy walki zaczêli zbieraæ siê na p³askowy¿u dooko³a pola bitwy. Rzadko siê zdarza³o, ¿eby toczy³y siê w tak spokojnym miejscu jakie¶ walki, a smaczku dodawa³o to, ¿e jeden z trenerów podawa³ siê z policjanta.
- Dobra, czas na prawdziw± walkê, nieprawda¿ Ragneg? Pamiêtasz jeszcze tamt± walkê ze Scizorem w Sinnoh? Rób dok³adnie to samo. Choæ nie, wróæ! Oszczêd¼my sobie koñcówki - powiedzia³ u¶miechaj±c siê serdecznie i zerkaj±c na przeciwnika, którego nieufna mina by³a bardziej wymowna ni¿ tysi±c s³ów.
- Co ty, Reaper, nie dawaj im chwili do namys³u! Fury Cutter!
Scyther z czym¶ miêdzy sza³em a skupieniem na twarzy ruszy³ przed siebie przecinaj±c powietrze swoimi kosami. Genagar, który najwyra¼niej nic sobie nie robi³ z nadci±gaj±cego w ¿wawym têpiê przeciwnika, sta³ zamy¶lony ze spuszczon± g³ow±, i ju¿ mu mia³ przej¶æ z u¶miechu w zadumanie, gdy nagle sobie przypomnia³. Weso³y podskoczy³ i rado¶nie zaszar¿owa³ na Scythera ponownie szykuj±c siê do kolejnego Sucker Puncha. Mknêli tak ku sobie, lecz duch mia³ do tego przewagê prêdko¶ci, któr± wykorzysta³ w pewnym momencie, by przyspieszyæ niesamowicie. Lecia³ niczym rakiet na nieustêpuj±cego robaka.
- Teraz, Reaper!
Scyther kucn±³ w ostatniej chwili by przepu¶ciæ przeciwnika nad sob±, lecz to nie by³o jego g³ównym celem. Jego skrzyd³a rozpostar³y siê i za¶wieci³y o¶lepiaj±cym blaskiem. Mina Ragnega zrzed³a po raz pierwszy w tym starciu. Modliszka polecia³a ku górze z prêdko¶ci± startuj±cej rakiety, nabijaj±c przy okazji na skrzyd³o swego oponenta. Hamowa³ powoli w powietrzy, po czym zrzuci³ swobodnie spadaj±cego na ziemiê Gengara ze swych skrzyde³. Sam równie¿ zlecia³ na dó³, by upewniæ siê o stanie. Zobaczywszy nieruchomego przeciwnika, Reaper podniós³ swe kosy do góry w ge¶cie zwyciêstwa.T³um oszala³ i po ca³ej wiosce by³o s³ychaæ wiwaty, choæ nie wiadomo o co i po co by³a ta walka. Zawiedziony Alabah powróci³ swego pokemona do kuli.
- Sekundy, mój przyjacielu, sekundy - mówi³ do pokeballa i odwróci³ siê do swego jeszcze zdolnego do walki kompana - Teraz ty Fear, ale ty mnie nie zawiedziesz. Muszê Ci powiedzieæ, ¿e twój Scyther jest lepszy nawet od niektórych Scizorów.
- To oczywiste, w koñcu to nie jaki¶ ¿ó³todziób tylko mój wieloletni kompan.
- Tak czy inaczej, ty skoñczy³e¶ ostatni± potyczkê, wiêc ja zacznê t±. Fear, chyba wiesz co robiæ?
Lekko zdziwiony aligator spojrza³ na swego zachowuj±cego powagê trenera, po czym nie maj±c i tak nic do gadania, ruszy³ na Reapera. Podbiegaj±c doñ próbowa³ dosiêgn±æ go swymi jeszcze krótkimi, ale ostrymi pazurami, lecz ten z ³atwo¶ci± wykonywa³ uniki, choæ by³ ju¿ wymêczony po walce z komicznym duchem.
- Reaper, Quick Attack!
Scyther po udanym uskoku zaszar¿owa³ na krokodyla, ale ten sparowa³ i kontynuowa³ nacieranie tylko za pomoc± ciêæ pazurami, co nadal nie przynosi³o ¿adnego skutku.
- Co to za gierki? Reaper, atakuj go, Slash!
Gdy lataj±cemu robakowi uda³o siê unikn±æ ciosu, zaatakowa³ jak mu nakazano, tym razem skoczy³ nad Croconawem i próbowa³ ¶ci±æ go swymi kosami, co on z ³atwo¶ci± obroni³ pazurami. Podminowany Scyther nie czekaj±c na rozkaz trenera postanowi³ wej¶æ do szybkiej walki wrêcz. Roz³o¿y³ skrzyd³a i ruszy³ na wnerwiaj±cego aligatora. Gdy by³ ju¿ blisko jego skrzyd³a za¶wieci³y i przyspieszy³ gwa³townie. Pope³ni³ ten sam b³±d, co Gengar w walce z nim. Fear kucn±³ pod lec±cym przeciwnikiem i zamro¿onymi k³ami ugryz³ go w doln± koñczynê. Reaper krzykn±³ z bólu i próbowa³ siê wyrwaæ, lecz im bardziej siê szarpa³, tym mocniej gryz³ Croconaw. Policjant nie by³ wstanie przeboleæ tego wrzasku rozpaczy ze strony jego pokemona. Czerwona smuga poch³onê³a lamentuj±cego robaka, chowaj±c go do jego pokeballa. Uradowany aligator wróci³ na miejsce przed trenerem gotowy na kolejne wyzwanie.
- To walka o wszytko, i nie dam siê zastraszyæ jakiemu¶ krokodylowi! - stwierdzi³ aspirant wypuszczaj±c swojego ostatniego pokemona.
Do walki stan±³ ogromny, majestatyczny potwór morski, z rozdziawion± paszcz± i ogromnymi k³ami z niej wystaj±cymi. Wiêkszo¶æ mieszkañców zna³a tego pokemona, ale nie widzia³a go w takiej formie. Czerwony Gyardos zarycza³ straszniej ni¿ niejedno monstrum chcia³o by ryczeæ. Wytrenowany do walki na suchym l±dzie, nie potrzebowa³ dostêpu do wody.
- Niestety, Red nie zna zbyt wielu ruchów, wiêc pozwól, ¿e zaczniemy z grubej rury. Aqua Tail!
Olbrzym obróci³ siê po czym zamachn±³ siê ogonem na Croconawa. Ten z³apa³ ogon i próbowa³ przytrzymaæ potwora, lecz by³ zbyt s³aby, ¿eby kontrolowaæ co¶ takiego. Gyardos nie da³ mu wyboru. Fear zacz±³ zmieniaæ swoj± formê. Z ¶redniego wzrostu, przygrubego krokodyla sta³ siê wielkim, silnym aligatorem. Feraligatr by pokazaæ swoj± si³ê, poci±gn±³ monstrum za ogon i rzuci³ nim w dó³ wodospadu. Nie odpuszczaj±c skoczy³ za nim. Trenerzy stanêli obok siebie i spojrzeli na dó³. Publika otoczy³a pó³okrêgiem araba i policjanta, przygl±daj±c siê z zaciekawieniem dalszemu obrotowi spraw. Gyardos dryfowa³ na wodzie, gdy jego oponent sta³ na przeciw niego na suchym kawa³ku g³azu.
- Hydro pomp! - rzuci³ de'la Grande.
Strumieñ wody wystrzeli³ w aligatora, który przyj±³ to jak orze¼wiaj±c± k±piel.
- Cholera!
- Teraz nasza kolej, Crunch!
Krokodyl skoczy³ ku bezradnemu Gyardosowi, który czeka³ na rozkazy od trenera.
- Aqua tail!
Potwór machn±³ swym tu³owiem na szybuj±cego przeciwnika, szczê¶liwie go trafiaj±c i odbijaj±c w stronê zbocza. Feraligatr uderzy³ o ska³ê i bezw³adnie zsun±³ siê na dó³ na g³az, z którego zaczyna³. Walka by³a ju¿ prawie skoñczona, ale aligator jeszcze dycha³.
- Wykoñcz go, Hyper Beam!
Red spojrza³ z nutk± ¿alu na bezbronnego oponenta, ale to by³o polecenie. W jego paszczy zaczê³a kumulowaæ siê wi±zka ¶wiat³a, która nastêpnie wystrzeli³a w Feara. Uderzenie. Nie by³o widaæ nic oprócz ¶wiat³a i od³amków kruszonej ska³y lec±cych we wszystkie strony. Ostre, przebijaj±ce jego ³uski, k³y wbi³y mu siê w podbrzusze i zacisnê³y bole¶nie. Ból niczym ¿ar zap³on±³ w tamtym miejscu. Ryk olbrzyma zatrzasn±³ ziemi±. Próbowa³ siê wyrwaæ, lecz bez skutku. Wyskoczy³ na ledwo utrzymuj±ce jego ciê¿ar molo wraz z ¼ród³em problemów. By³ nim nie kto inny jak Fear.
- Teraz, zamra¿aj!
Aligator p³ynnie do gryzienia doda³ zamra¿anie, poczynaj±c zmieniaæ wodnego giganta w bry³ê lodu.
- Gyardos, proszê, walcz z tym!
Lecz choæby trener kaza³ pokemonowi wstaæ, tam pierwszy raz dusza pokemonowa swego trenera nie s³uszna.*

- Las na pó³noc od Couriway

Wie¿a zbudowana z piêciu pokemonów siêga³a ponad czubki drzew, sk±d by³ dobry widok we wszystkie strony. Sandshrew na samej górze patrzy³ przez znaleziony przyrz±d w stronê wodospadów. T³um ludzi patrzy³ na lodowy pos±g gigantycznego wê¿opodobnego pokemona. Ci dwaj widocznie przestali walczyæ i ten wy¿szy chcia³ temu drugiemu podaæ rêkê, ale tamten j± odtr±ci³. Wyci±gn±³ rêkê i zamro¿ona statua znik³a, po czym chyba oburzony ruszy³ w stronê lasu, którym siê znajdowali. Ten wysoki z³apa³ siê za g³owê i zacz±³ biec wraz z krokodylem w stronê domu stalowego potwora, z którym tu przybyli.
Venipede, który by³ podstaw± tej¿e wie¿y d³u¿ej ju¿ nie wytrzyma³ i zrzuci³ towarzyszy z grzbietu. Obola³e i wkurzone pokemony zaczê³y krzyczeæ i wymachiwaæ ³apkami na Truj±cego robaka. Ten teatralnie ich ola³ i poszed³ odpocz±æ w cieniu. Mareep próbowa³ ostudziæ emocje kolegów, ale Kacleon by³ tak dog³êbnie oburzony, ¿e nie zwraca³ na niego uwagi. Wiecznie niezdecydowany Buizel nie wiedzia³, czy winien stan±æ po stronie robaka i owieczki czy koalicji kameleona i ziemnej myszy. Sk³ócone pokemony us³ysza³y szelest i ju¿ pogodzone ukry³y siê za krzakami. Elegancko ubrany mê¿czyzna nios±cy teczkê przedziera³ siê przez zaro¶la. Na jego twarzy malowa³o siê niedowierzanie i w¶ciek³o¶æ. Gdy ju¿ przeszed³, kompania przekrad³a siê przez las i morderczym sprintem biegli w kierunku miasta, by zd±¿yæ przed ucieczk± kanciastego, kolorowego monstrum. Nie by³o im w my¶li przemierzaæ kolejne miliardy kroków w pogoni za tym czym¶. Jednak na ich nieszczê¶cie, tak± podró¿ im gotowa³ los...


Wizje mo¿na oceniaæ do godziny 20 dnia 11 stycznia 2014 roku, lub do momentu, gdy jeden z graczy biedzie mieæ znacz±c± przewagê nad rywalem

Mo¿na to zrobiæ w tym temacie z wg. poni¿szych kryteriów:

a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania

Po czym oddajemy g³os na w naszej opinii zwyciêsk± wizje.
Jeden g³os to jeden punkt w pojedynku.

Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê. Proszê kierowaæ siê w³asnym sumieniem przy przyznawaniu g³osu.



lub pod tym adresem.

* * *

Sezon II

Walka numer 2


Uczestniczy: Mike Sterck (Bulbinek) (wyzywaj±cy) vs Diana Hunter (teddy) (wyzwany)
Miejsce: Pokémon Village w Kalos
Przewidywalna data oddania: 12 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania:13 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

Walka numer 3

Uczestniczy: Anthony Emerald (Dialgu¶) (wyzywaj±cy) vs Max Starn (Sky) (wyzwany)
Miejsce: Lumiose City w Kalos
Przewidywalna data oddania: 11 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania:16 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

* * *

Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.

Wejd¼ tu albo tutaj

Polecaj± W³adimir W³adimirowicz Putin, Angela Merkel, Kleszczu, Drowker, Trybson, Jole Rutowica(ta od konia), Cygan z Krakowskiego Rynku(ten co by wyjeba³ w pizdu ca³± policje i stra¿ miejsk±)


#chamskareklama

Sygnatura użytkownika
NICO
 
     
Drowker 
Pewnie nie zna PokeMana
The Drow One



Do³±czy³: 28 Gru 2013
Posty: 17
Sk±d: Fatum
Kontakt:
Wys³any: 12 Styczeñ 14, 22:44   

Bursztynowa Liga

W walce numer 1 zwyciê¿y³ Kuballo stosunkiem g³osów 4:1

Sezon II

Walka numer 2

Mike Sterck (Bulbinek) vs Diana Hunter (teddy)


Uczestniczy: Mike Sterck (Bulbinek) (wyzywaj±cy) vs Diana Hunter (teddy) (wyzwany)
Miejsce: Pokémon Village w Kalos
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Bulbinek

- Nie mogê siê przyzwyczaiæ do twojej nowej aparycji...
- Cicho b±d¼! - kapitan Croc skarci³ Mika szorstkim g³osem, zaciskaj±c i szczerz±c swoje k³y, przy czym wyda³ cichy, gniewny pomruk.
- Nie przesadzaj... - kontynuowa³ w±tek majtek, powoli przechadzaj±c siê po Snowbelle. - W gruncie rzeczy jeste¶ teraz... silniejszy. Staæ ciê na wiêcej, ³atwiej ci wygrywaæ walki... - Pokemon raz jeszcze zawarcza³, spogl±daj±c na towarzysza na w¶ciek³ym spojrzeniem.
- Co z tego, skoro wygl±dam jak skrzy¿owanie dinozaura z krokodylem?! Czy wymy¶laj±c wizerunek feraligatra, matka natura musia³a mieæ a¿ takie poczucie humoru?! - Croc roz³o¿y³ rêce, unosz±c wzrok z rozpacz± w niebiosa, na co Mike tylko wzruszy³ ramionami z cichym westchnieniem. Ca³ej tej scence milcz±co przygl±da³ siê zataczaj±cy na niebie kó³ka togetic, Plip, w pobli¿u za¶ nieustannie krêci³ siê bêd±cy bulbasaurem Bernie, ciekawsko zerkaj±c w ka¿dy okoliczny zakamarek, i chyba jako jedyny nie przejmuj±c siê t± rozmow±.

- Jakby siê tak zastanowiæ... trochê sam dok³adasz cegie³kê do tego komizmu - rzek³ Mike, na co kapitan zatrzyma³ siê. Przez "cegie³kê" majtek rozumia³ stary strój Croca - dok³adnie ten sam, w którym chodzi³ od zawsze, a który na feraligetrzej wersji pokemona wygl±da³ - delikatnie mówi±c - niczym dzieciêcy, we wszystkich mo¿liwych miejscach uciskaj±c niebieskiego stworka i daj±c siê zapi±æ jedynie z najwiêkszym trudem, po kilkuminutowych mêczarniach. Ca³e piêkno i dostojno¶æ granatowego p³aszcza wraz z ewolucj± wyparowa³y niczym kamfora, za¶ jedynym dobrze wygl±daj±cym na pokemonie elementem by³ kapelusz z ró¿owym piórem, niewiele to jednak pomaga³o wobec zupe³nego braku synergii z pozosta³± czê¶ci± ubrania.
- Mam chodziæ po mie¶cie go³y?! - zapyta³ kapitan z wyrzutem, na co Mike spojrza³ na niego z konsternacj±, zupe³nie nie wiedz±c, co powinien odpowiedzieæ. Gdyby nie by³ to Croc, zapewne w tej chwili wybuch³by ¶miechem, niemniej przez szacunek dla swojego towarzysza, jak równie¿ przez wzgl±d na jego wybuchowy charakter, majtek tylko westchn±³ cicho, przygl±daj±c mu siê od stóp do g³ów.
- No wiesz... - zacz±³ nie¶mia³o brunet, po czym na chwilê zamy¶li³ siê. - W gruncie rzeczy ka¿dy pokemon chodzi po mie¶cie go³y...
- Ja nie jestem ka¿dy pokemon! - odpowiedzia³ krótko Croc, zaraz po swoich s³owach znów ruszaj±c naprzód w jeszcze wiêkszej w¶ciek³o¶ci. G³o¶no sapi±c i dysz±c, kapitan szed³ krokiem tak szybkim, i¿ Mike musia³ niemal biec, aby utrzymaæ jego tempo. - Wiesz, ¿e kwestia stroju nied³ugo rozwi±¿e siê sama. Ale wygl±du nic mi nie przywróci! Bêdê feraligatrem do koñca swoich dni i ju¿ nigdy nie powrócê do dawnej, dostojnej i piêknej postaci! Dlaczego nie zadba³em zawczasu o zapobie¿enie ewolucji?! - Mike zby³ milczeniem ¿ale feraligatra, wzdychaj±c przy tym jedynie i modl±c siê w duchu, ¿eby dawny Croc wreszcie wróci³. To znaczy to niew±tpliwie dalej by³ ten dawny Croc, który kiedy siê zirytowa³, potrafi³ kl±æ na czym ¶wiat stoi i nie przyjmowa³ do wiadomo¶ci ¿adnego, nawet najbardziej logicznego wyt³umaczenia dla pewnych zjawisk, niemniej jego obecny stan utrzymywa³ siê od kilku dni, a konkretnie odk±d zmieni³ swoj± postaæ, co trochê niepokoi³o Mika. Wprawdzie w brunecie ci±gle tkwi³o przekonanie, ¿e wreszcie feraligatr siê do nowej formy przyzwyczai, zadawa³ sobie jednak w duchu pytanie: ile to mo¿e jeszcze trwaæ? Dzieñ, dwa, tydzieñ, miesi±c? Czy mo¿e nawet rok? Ile czasu jeszcze musi up³yn±æ, zanim kapitan wreszcie pogodzi siê z nowym stanem rzeczy i wróci do stanu mentalnego "sprzed wypadku", na nowo ciesz±c siê swoim ¿yciem?

- Czekaj, Croc! - krzykn±³ Mike, na co pokemon z gniewem w oczach przystopowa³, wlepiaj±c w¶ciek³e ¶lepia w majtka. - Je¶li tak dalej bêdziesz pêdzi³, zgubimy Berniego! - doda³ chudy jak patyk brunet, na co kapitan kilkukrotnie g³o¶no i ostentacyjnie westchn±³.
- Bernie... - wymamrota³ gniewnie. - Ta sierota... Gdzie on...? - Po chwili uwa¿nego rozgl±dania siê, Croc dostrzeg³ w oddali zielonego pokemona, zaraz zaciskaj±c piê¶æ i rozpoczynaj±c marsz w jego kierunku. Bulabasaur w³a¶nie w tej chwili zapoznawa³ siê dok³adnie z budow± jednej z miejskich kratek ¶ciekowych, z ciekawo¶ci± wtykaj±c do ¶rodka nos i zagl±daj±c z nieskrywanym zainteresowaniem do ¶rodka, a ¿e nie interesowa³ siê przy tym bo¿ym ¶wiatem - w szczególno¶ci za¶ kapitanem - g³o¶no wrzasn±³, poczuwszy potê¿ne uszczypniêcie w ucho, kiedy feraligatr chwyci³ wytarga³ go za nie, si³± odci±gaj±c z powrotem na na ¶rodek chodnika. - Czy ty naprawdê nie masz za grosz wyczucia chwili?! - krzykn±³ pokemon na zielonego stworka, który z zaci¶niêtymi zêbami pod±¿a³ za ci±gn±cym go Crociem, wij±c siê z bólu. - I poza tym... naprawdê musisz zerkaæ wszêdzie?! Absolutnie wszêdzie?! Nos masz upaækany! - Croc pu¶ci³ Berniego, na co ten, wci±¿ nieco oszo³omiony, widowiskowym zezem zerkn±³ na swój front, ca³y mokry za spraw± wody, która ¶ciekaj±c ze snowbelle'owych, pe³nych ¶niegu tras, si³± rzeczy pokrywa³a ka¿dy tutejszy ¶ciek. Co gorsza - akurat dotykana przez bulbasaura kratka by³a brudna, w zwi±zku z czym pokemon musia³ spêdziæ d³u¿sz± chwilê na ¶cieraniu br±zowej plamy z nosa, co sz³o mu do¶æ nieudolnie za spraw± krótkich ³apek, kapitan za¶ w swoim obecnym humorze nie by³ skory do wspomo¿enia towarzysza.

- I teraz idziemy grzecznie do celu, tak? - rzek³ feraligatr, przyk³adaj±c rêce do bioder i wzrokiem karc±cego rodzica spogl±daj±c na Berniego. - Bez zbaczania z drogi, zagl±dania wszêdzie i w±chania kratek ¶ciekowych. Czy wyrazi³em siê jasno? - Zielony pokemon niepewnie przytakn±³, na co Croc pos³a³ mu jeszcze jedno gniewne spojrzenie - podkre¶laj±c nim, i¿ nie ¿artuje - po czym znów ruszy³ do przodu, tym razem wolniej, choæ wci±¿ bez u¶miechu na twarzy.

- Chyba ju¿ jeste¶my - rzek³ po kilku minutach marszu Mike, na co kapitan cicho westchn±³, spogl±daj±c w górê. Wielki, br±zowy, stylizowany na reklamê ¶redniowiecznego cechu szyld z napisem "Krawiec" by³ widoczny z oddali, pod nim za¶ znajdowa³o siê wej¶cie do niewielkiego, umieszczonego na parterze kamienicy lokalu. Jako ¿e to miejsce, znane ju¿ od trzech dni, by³o celem wyprawy ca³ej kompanii, Mike, Croc i Bernie niezw³ocznie udali siê ¶rodka, za¶ niezbyt dobrze czuj±cy siê w zamkniêtej przestrzeni Plip po prostu schowa³ siê do pokeballa. Jak siê okaza³o, nie byli oni jedynymi go¶æmi; przy du¿ej, ciemnobr±zowej ladzie sta³a drobna, ciemnow³osa brunetka, tocz±c rozmowê z podstarza³ym, czê¶ciowo siwym i czê¶ciowo ³ysym, chudym staruszkiem - w³a¶cicielem tego przybytku. Wokó³ na wszystkie strony krêci³ siê luxio, który by³ najprawdopodobniej pokemonem klientki.
- A jeszcze... mo¿e mi pan pokazaæ ten? - zapta³a nieznajoma postaæ, na co mê¿czyzna z u¶miechem poda³ kobiecie kawa³ek ciemnoczerwonego materia³u z wystawy, który ta wziê³a do rêki, delikatnie dotykaj±c.
- Oficjalnie ten kolor nazywany jest nadczerwieni± królewsk±, choæ w potocznym jêzyku mówi siê o nim "ciemna krew" - rzek³ krawiec. - Tej nazwy siê nie stosuje tylko dlatego, ¿e u niektórych budzi negatywne skojarzenia. - Kobieta kiwnê³a potakuj±co g³ow±, w tym samym czasie za¶ staruszek da³ Mikowi znak, aby jeszcze chwilê poczeka³. Chc±c nie chc±c, Croc i majtek stanêli w k±ciku, kiedy Bernie, jak to mia³ w zwyczaju, krêci³ siê na wszystkie strony, zagl±daj±c w ka¿dy zakamarek lokalu.

- A nie my¶la³e¶ o zmianie imienia? - zapyta³ nagle Mike Croca, który nieco zbity z tropu, spojrza³ na niego, nie do koñca bêd±c pewnym, jak zareagowaæ. - No wiesz, Croc pasowa³o idealnie do croconawa... ale do feraligatra? Mo¿e wybra³by¶ co¶ pasuj±cego do tej nowej aparycji? - Kapitan spogl±da³ na swojego kompana z nieskrywanym zdziwieniem w oczach, tak jakby nie dociera³a do niego w³a¶nie zas³yszana propozycja. - No wiesz, Feral... Albo kapitan Feraliga... - Na ostatni wariant pokemon parskn±³ ¶miechem, powoli odzyskuj±c dobry humor. Zreszt± w gruncie rzeczy o to chodzi³o Mikowi; sposób by³ mo¿e prosty, latwy do odczytania i oparty na wykpieniu swoich w³asnych pomys³ów, aczkolwiek chyba skuteczny skoro, Croc by³ w stanie siê przynajmniej u¶miechn±æ. - Mo¿e byæ te¿ krótko i zwiê¼le: Fera. - Kapitan pokiwa³ przecz±co g³ow± z wielkim u¶miechem na twarzy, tak jakby lekko nie dowierzaj±c. Przez chwilê spogl±da³ na Mika, który sam by³ chyba rozbawiony w³asnymi propozycjami, po czym westchn±³ cicho, upewniaj±c siê krótkim spojrzeniem, ¿e krawiec wci±¿ jest zajêty.
- Nie mo¿esz tego pamiêtaæ, ale odk±d siê urodzi³em, zawsze by³em Croc - rzek³ kapitan, skupiaj±c swoj± uwagê na majtku. - Nawet jako totodile'a nazywano mnie Crociem i teraz, jako feraligatr, pozostanê nim. Takie imiê nadano mi przy narodzinach i takie noszê do teraz. I choæ mo¿e siê wydawaæ to dziwne, stoi za nim pewna banalna logika... - Kapitan cicho westchn±³. - Niemniej gdybym zacz±³ opowiadaæ, musia³bym poruszyæ kilka innych w±tków. - Kapitan u¶miechn±³ siê, za¶ Mike przytakn±³ mu g³ow±. - Zostawmy to na jaki¶ d³u¿szy wieczór, zw³aszcza ¿e nasza kolej!

Croc idealnie wyczu³ moment, w którym krawiec ¿egna³ siê z klientk± z u¶miechem na twarzy.
- Proszê w takim razie daæ znaæ, kiedy pani siê zdecyduje, wtedy zdejmiemy miarê - rzek³ do kobiety, ta natychmiast przytaknê³a.
- Oczywi¶cie, my¶lê, ¿e wrócê najdalej za dwa dni - odpowiedzia³a, bêd±c wyra¼nie w bardzo dobrym humorze. - I bardzo dziêkujê za fachowe porady. Do widzenia! - Klientka gestem rêki przywo³a³a do siebie luxio, który pos³usznie uda³ siê z ni± na zewn±trz, krawiec za¶ jeszcze uniós³ d³oñ w ge¶cie po¿egnania, po czym westchn±³ rado¶nie, spogl±daj±c na kolejnych przybyszów. - Ach, pamiêtam, jak¿e móg³bym zapomnieæ! Sam kapitan Croc! Co jak co, trudno nie pamiêtaæ jednego z dwóch niecz³owieczych klientów w ¿yciu! Drugi by³ meowthem, ale mniejsza o to, w gruncie rzeczy czujê siê dumny, ¿e nawet w¶ród pokemonów s³ynê! - Staruszek parskn±³ ¶miechem. - Koniec tych dygresji, nie bêdê panów d³u¿ej zanudza³! Proszê zaczekaæ chwileczkê! - rzek³, po czym nuc±c co¶ pod nosem, tanecznym krokiem uda³ siê na zaplecze. Zza drzwi dostrzec mo¿na by³o sporo paczek, ¶wiadcz±cych o ca³kiem du¿ym popycie na snowbelle'owe stroje, w¶ród których mê¿czyzna grzeba³ siê przez d³u¿sz± chwilê, poszukuj±c tej w³a¶ciwej. W miêdzyczasie bulbasaur podszed³ do Croca, z pytaj±cym wzrokiem szepcz±c mu co¶ po pokemonowemu.

Dok³adnie w chwili, w której krawiec opu¶ci³ zaplecze, trzymaj±c w rêku pakunek, feraligatr parskn±³ ¶miechem, co natychmiast spotka³o siê z reakcj±.
- Có¿ tak pana rozbawia, panie kapitanie? - zapyta³ mê¿czyzna ¶piewnie, na co niebieski stworek pokiwa³ przecz±co g³ow±, z rado¶ci± spogl±daj±c na swojego zielonego pobratymcê.
- Ta ³ajza siê nigdy nie nauczy... - rzek³ bêd±cy wyra¼nie w dobrym humorze Croc, po czym skierowa³ swoj± uwagê na starca. - Wie pan, Bernie ma taki dziwny zwyczaj, ¿e czegokolwiek nie zobaczy, chce siê temu przyjrzeæ dok³adnie. Nawet je¶li to co¶ nale¿y do obcego, którego ju¿ dawno nie ma. - Kapitan zerkn±³ z ironicznym u¶mieszkiem na bulbasaura, który nieco siê zawstydzi³, rumieni±c siê na twarzy.
- A có¿ mu takiego wpad³o w oko? - zapyta³ mê¿czyzna, podaj±c przy okazji Mikowi paczkê.
- Ech, co tu gadaæ... - Feraligatr machn±³ d³oñmi z dezaprobat±. - Zobaczy³ jak±¶ czarn± szkatu³kê w pysku luxio i teraz chce koniecznie siê jej przyjrzeæ. Podobno mia³a takie b³yszcz±ce, z³ote zamkniêcie...
- Zaraz... - szepn±³ staruszek, mru¿±c oczy. - Czarna szkatu³ka... ze z³otym zamkniêciem?! - Mê¿czyzna podskoczy³ jako oparzony, kiedy Mike i Croc wymienili miêdzy sob± niepewne spojrzenia. Krawiec schyli³ siê pod ladê, kucaj±c i wypatruj±c czego¶ wzrokiem, po chwili za¶ westchn±³, ³api±c siê za g³owê i krêc±c ni± z niedowierzaniem. - A wydawa³a siê taka mi³a...

Na chwilê zapanowa³a konsternacja, podczas której ekipa Croca spogl±da³a po sobie, staruszek za¶ zagryza³ wargi, wci±¿ nie mog±c uwierzyæ w to, co us³ysza³.
- Ca³y dzisiejszy utarg szlag trafi³ - wymamrota³ cicho, wyra¼nie nie mog±c siê pogodziæ z tym faktem. - Tyle razy mi mówili, ¿e to zaufanie do ludzi mnie kiedy¶ na manowce sprowadzi... Nawet nie pomy¶la³bym, ¿e ten rado¶nie biegaj±cy luxio...
- Zaraz, zaraz! - wtr±ci³ nagle Croc, zaciskaj±c piê¶æ. - Zosta³ pan okradziony, czy¿ nie? - Mê¿czyzna przytakn±³, na co pokemon spowa¿nia³, wymieniaj±c porozumiewawcze spojrzenie z majtkiem. - Idziemy, Mike! - rzek³ g³o¶no i stanowczo, czemu jego towarzysz nie ¶mia³ siê sprzeciwiæ. - Skoro Bernie by³ ¶wiadkiem zdarzenia i nie zapobiegli¶my kradzie¿y, naprawienie b³êdu to dla mnie sprawa honoru! Je¶li nie znajdziemy tej z³odziejki, zmieniam imiê na kapitan Feraliga!

Opu¶ciwszy lokal, feraligatr zacz±³ rozgl±daæ siê wokó³, poszukuj±c ¶ladów, podczas gdy Mike siêgn±³ po pokeballa, wypuszczaj±c ponownie Plipa. Togetic w pierwszej chwili u¶miechn±³ siê rado¶nie, szybko jednak spostrzeg³, i¿ towarzysze nie podzielaj± jego nastroju, wobec czego zaraz spowa¿nia³, obserwuj±c sytuacjê.
- Szukamy z³odziejki, ma³y - rzek³ do bia³ego pokemona kapitan, nawet nie odwracaj±c w jego kierunku wzroku, ci±gle bowiem szuka³ ¶ladów. - Drobna, ciemnow³osa kobieta, czarne spodnie, cienka, d¿insowa kurtka; bardzo charakterystyczna, na pewno rozpoznasz - doda³ jeszcze feraligatr, na co Plip zasalutowa³, wzbijaj±c siê w górê. Przez d³u¿sz± chwilê togetic krêci³ siê w powietrzu, poszukuj±c z³odziejki, kiedy w tym samym czasie reszta kompanii poszukiwa³a naziemnych ¶ladów.

- Chyba nic nie widzi... - rzek³ po jakim¶ czasie Mike, spogl±daj±c wymownie na togetica, który rzeczywi¶cie nie dawa³ sygna³u o dostrze¿eniu czego¶ interesuj±cego.
- Cholera...! - zakl±³ pod nosem Croc, zaciskaj±c zêby. - Im d³u¿ej zwlekamy, tym gorzej dla nas, ona znajduje siê coraz dalej. Trzeba dzia³aæ! - Kapitan przybra³ bojow± minê, tak jak i majtek, który doskonale rozumia³, i¿ idzie tutaj nie tylko o skradzione pieni±dze, ale i o honor jego przyjaciela. - ¦lady na ¶niegu wskazuj±, ¿e mog³a pój¶æ tylko dwiema drogami - kontynuowa³ feraligatr, rozgl±daj±c siê. - Jedna z nich prowadzi do miasta, druga - na zewn±trz, na po³udnie. My¶lê, ¿e w tych okoliczno¶ciach powinni¶my siê rozdzieliæ. - Majtek przytakn±³ kapitanowi, to samo uczyni³ Plip, który odpu¶ci³ ju¿ powietrze oszukiwania, tak jak i - o dziwo - skupiony na zadaniu Bernie. - Ja zwiedzê miasto, wy udacie siê dalej drog± 20. Jakie¶ pytania? - Mike pokiwa³ przecz±co g³ow±, co nie zaskoczy³o Croca ani trochê. - W takim razie rozpoczynamy poszukiwania! Natychmiast, zanim zupe³nie zgubimy trop!

[Witam, jestem bezmy¶lnym botem reklamowym pewnej gry online, ale mimo tego i tak nie obs³ugujê BBCode.]***[/align]

- Czy my gdziekolwiek têdy wreszcie dojdziemy? - zapyta³ sam siebie na g³os Mike, przedzieraj±c siê przez kolejne partie g±szczu na trasie. Obok niego szed³ Bernie - o dziwo, doskonale rozumiej±cy powagê sytuacji i unikaj±cy zbaczania z drogi - a gdzie¶ nisko w pobli¿u lecia³ Plip, który w¶ród gêsto po³o¿onych drzew musia³ darowaæ sobie powietrzne poszukiwania. Z kompani± nie by³o Croca, on bowiem wa³êsa³ siê w tym czasie gdzie¶ w Snowbelle, niemniej nie to stanowi³o najwiêkszy problem Mika; krêc±c siê od kilku godzin po okolicy, zupe³nie straci³ orientacjê w terenie, i nawet nie wiedzia³, czy zbli¿a siê, czy te¿ oddala od koñca trasy. O ile w ogóle mia³a ona jaki¶ koniec inny ni¿ Snowbelle - bo i w to majtek zacz±³ pow±tpiewaæ.

- Bulba! - krzykn±³ nagle z nieskrywan± rado¶ci± Bernie, na co majtek podniós³ oczy do góry... i natychmiast u¶miechn±³ siê wraz z nim! Na krañcu spowitej le¶nym pó³mrokiem trasy znajdowa³ siê niewielki, drewniany drogowskaz, na nim za¶ czarny napis nie do przeoczenia: Pokemon Village. Droga mia³a jednak koniec! Uradowany Mike westchn±³ cicho, ocieraj±c pot z czo³a, po czym powoli ruszy³ w kierunku wioski, w gruncie rzeczy nie wiedz±c, czego siê spodziewaæ. S³ysza³ wprawdzie jakie¶ plotki o okolicy, które lubi± kr±¿yæ w¶ród marynarzy, niemniej nawet nie przypuszcza³, ¿e Pokemon Village mo¿e znajdowaæ siê w³a¶nie tutaj. M³odzieniec szeroko rozdziawi³ usta, rozgl±daj±c siê wokó³ i powoli spaceruj±c po mekce pokemonów, równie¿ Bernie, oszo³omiony cudowno¶ci± tego miejsca, na chwilê zapomnia³ o poszukiwaniach, znów rozgl±daj±c siê za ka¿dym interesuj±cym krzakiem, drzewem czy kêp± trawy.

- Mo¿e i jej nie znale¼li¶my... ale warto by³o - szepn±³ cicho majtek, nie mog±c wyj¶æ z podziwu. - Kiedy opowiem Crocowi... Zreszt±... - Ch³opak u¶miecha³ siê szeroko, nieustannie obserwuj±c to miejsce, przy czym kiwa³ ci±gle g³ow± z niedowierzaniem. Jednocze¶nie w powietrze wzniós³ siê Plip, aby z góry poobserwowaæ piêkno natury; pokemonowy matecznik robi³ niesamowite wra¿enie, za¶ ka¿dy kwiat, krzak czy nawet ¼d¼b³o trawy zdawa³ siê ¿yæ tutaj w idealnej harmonii z dzikimi stworzeniami. Raj na ziemi...

- Tic! - pisn±³ nagle togetic, zatrzymuj±c siê w powietrzu. - Tiiic! - pisn±³ raz jeszcze; ewidentnie co¶ zobaczy³, i bynajmniej nie by³ to chyba widok najszczê¶liwszy. Pokemon wskaza³ skrzyd³em przed siebie, na co Mike i Bernie, nie zwlekaj±c, ruszyli do przodu, niemal biegn±c. Czy¿by...?

Majtek ju¿ z oddali rozpozna³ kobietê, która zdawa³a siê zupe³nie nie przejmowaæ faktem bycia poszukiwan±. Ciemnow³osa z³odziejka siedzia³a u¶miechniêta na czerwonym kocu pod drzewem niedaleko strumyka, obok niej za¶ sta³ luxio, karmiony przez swoja w³a¶cicielkê. Nie zwlekaj±c i wymieniaj±c porozumiewawcze spojrzenia z pokemonami, Mike podbieg³ do kobiety, asekurowany z dwóch stron przez swoich podopiecznych, którzy odcinali drogê ucieczki.
- Daleko siê schowa³a¶! - rzek³ do zupe³nie zaskoczonej brunetki, która na chwilê przerwa³a karmienie. Kobieta zmru¿y³a oczy, powa¿niej±c i spogl±daj±c na Mika, nie wygl±da³o jednak na to, ¿eby co¶ rozumia³a... albo dobrze gra³a.
- Zaraz... Ty jeste¶ tym go¶ciem od kapitana Croca, prawda? - zapyta³a, na co majtek przytakn±³ jej. Kobieta u¶miechnê³a siê delikatnie, po czym powoli podnios³a siê, otrzepuj±c ze spodni ¼d¼b³a trawy i podchodz±c do m³odzieñca. - Diana Hunter, mi³o mi - rzek³a, podaj±c d³oñ, której jednak brunet nie przyj±³.
- Mam dziwne uczucie, ¿e siê nie rozumiemy... - powiedzia³ niepewnie Mike, spogl±daj±c na nieco oszo³omion± z³odziejkê. - Przyby³em tutaj w celu odzyskania w³asno¶ci pewnego krawca, czego powinna siê pani domy¶liæ...
- W³asno¶ci... krawca? - Diana zmru¿y³a oczy raz jeszcze, tak jakby nie dowierza³a. Plip zapiszcza³, Bernie natomiast wyda³ z siebie gro¼ny pomruk...
- Czarnej szkatu³ki o z³otym zamkniêciu - doda³ Mike, na co kobieta natychmiast parsknê³a g³o¶nym ¶miechem, ³api±c siê za brzuch. Tego zachowania Mike nie rozumia³ zupe³nie; wrodzona nie¶mia³o¶æ i zupe³ne zaskoczenie sytuacj± nie pozwoli³y mu zadaæ pytania, niemniej Diana postanowi³a wyja¶niæ sprawê sama.
- Rzeczywi¶cie, ten krawiec mia³ czarn± szkatu³kê. I j± nawet widzia³am - zaczê³a, powoli dochodz±c do siebie. - I w gruncie rzeczy masz racjê w po³owie: jestem z³odziejk±. Ale nie okrad³am go! - Kobieta u¶miechnê³a siê, m³odzieniec natomiast zg³upia³ zupe³nie; mimo ¿e nie do koñca ufa³ tej postaci, zw³aszcza wobec tak naiwnie brzmi±cej deklaracji, postanowi³ daæ jej szansê zakoñczenia w±tku. - Mój luxio planowa³ zabranie ze sob± tych pieniêdzy, wszak po to go szkoli³am, aby niepostrze¿enie krad³, szybko jednak pouczy³am go, ¿e to by³oby idiotyczne. - Diana spowa¿nia³a, skupiaj±c swój wzrok na Miku. - Po prostu to z³y pomys³ okradaæ cz³owieka, który ma ci uszyæ nowe ubranie... A przynajmniej przed uszyciem go!

Mike szeroko rozdziawi³ usta, nie do koñca dowierzaj±c, choæ wersja Diany rzeczywi¶cie wydawa³a siê spójna. Równie¿ pokemony pozostawa³y w pogotowiu, mimo ¿e nie wygl±da³o na to, ¿eby akcja mia³a siê dalej rozwin±æ.
- Nowe ubranie jest mi potrzebne do pewnych celów... operacyjnych, ale nie bêdê ciê wtajemniczaæ - doda³a jeszcze kobieta, w której oku pojawi³ siê zawadiacki b³ysk.
- Chwileczkê... - wtr±ci³ jeszcze Mike, namy¶laj±c siê. - Przecie¿ skoro nie ukrad³a¶ szkatu³ki... jakim cudem krawiec nie móg³ jej znale¼æ? - Diana zrobi³a wielkie oczy, rozk³adaj±c rêce.
- Nie wiem - odpowiedzia³a obojêtnym g³osem, wskazuj±cym na to, e faktycznie nie zna³a odpowiedzi. - Mo¿e po prostu luxio od³o¿y³ j± na inne miejsce? - Mike cicho westchn±³.
- Niech bêdzie... - doda³ nie¶mia³o, ze zrezygnowaniem spuszczaj±c rêce. Wygl±da³ na nieco zagubionego w tej sytuacji, niemniej ziarno niepewno¶ci w nim zasiane by³o wystarczaj±co du¿e, aby darowa³ z³odziejce. - Bez dowodu nie ma winy - doda³ jeszcze, powoli odwracaj±c siê. - Ale w Snowbelle na pewno dopytam krawca o tê sprawê. Jedyna droga z Pokemon Village prowadzi za¶ w³a¶nie przez Snowbelle... - Diana u¶miechnê³a siê delikatnie, majtek natomiast da³ znaæ pokemonom, aby odpu¶ci³y i ruszy³y w drogê powrotn±. Daleko jednak nie zaszed³, gdy¿ zatrzyma³a go niedawna rozmówczyni.

- Zaraz, zaraz! - krzyknê³a Diana, na co m³odzieniec odwróci³ siê. - Po pierwsze: nie przedstawi³e¶ siê.
- Mike Sterck - odpowiedzia³ krótko majtek, co wyra¼nie poprawi³o humor kobiety.
- ¦wietnie - rzek³a. - No wiêc po drugie: naprawdê my¶lisz, ¿e mo¿esz mnie ot tak oskar¿yæ nies³usznie o kradzie¿ i po prostu sobie pój¶æ?! - Majtek nieco zdziwi³ siê temu o¶wiadczeniu, co szybko dostrzeg³a z³odziejka, kontynuuj±c monolog. - Skoro ju¿ si³± rzeczy spotkali¶my siê ze sob±, proponujê pojedynek. Bez zobowi±zañ, chcê siê po prostu odegraæ za tê szopkê. Ile masz pokemonów? - Mike spojrza³ najpierw na Berniego, potem na Plipa.
- Dwa... - odrzek³ niepewnie. - To znaczy jest jeszcze Croc, ale on teraz pewnie szuka ciê gdzie¶ w Snowbelle... - Diana spochmurnia³a.
- Ech... - westchnê³a cicho. - A tak chcia³am zawalczyæ kiedy¶ z gadaj±cym pokemonem... - Kobieta przewróci³a oczami, spogl±daj±c ku niebu, tak jakby zastanawia³a siê, co zamierza zrobiæ. Wygl±da³o na to, i¿ brak kapitana w pobli¿u wywo³a³ u niej wielki zawód. - Trudno, wyzwanie rzucone! - krzyknê³a, u¶miechaj±c siê raz jeszcze.
- Niech¿e wiêc bêdzie - rzek³ Mike, przybieraj±c boj± minê. - Zaczynamy!
- Chwileczkê! - przerwa³a mu Diana, spogl±daj±c wprost w oczy przeciwnika, tak jakby chcia³a je dok³adnie wybadaæ. - To miejsce jest miejscem ¿ycia pokemonów, nie chcia³abym, aby nasz pojedynek je zaburza³ - rzek³a, powa¿niej±c. - Widzisz, nawet z³odziejki maj± szacunek do natury... Udajmy siê w jaki¶ lasek w pobli¿u, gdzie walka nie bêdzie nikomu przeszkadzaæ. - Mike przy³o¿y³ d³oñ do podbródka, namy¶laj±c siê.
- Skoro tak uwa¿asz... chod¼my!

Po kilkunastu minutach para znalaz³a siê gdzie¶ w lesie okalaj±cym Pokemon Village, gotowa do boju. W drzewiastej scenerii Mike i Diana siêgnêli do kieszeni po pokeballe - kobieta chcia³a swojego podopiecznego wywo³aæ, majtek za¶ jednego z towarzyszy tymczasowo ukryæ.
- Zdajesz sobie sprawê, ¿e mam na tob± pewn± przewagê? - zapyta³a z³odziejka, na co Mike wydawa³ siê nieco zdziwiony. - Znam twoje pokemony, wiêc wiem, jak siê na nie przygotowaæ. Wiedz jednak, ¿e swój honor mam! - Kobieta u¶miechnê³a siê z zawadiackim b³yskiem w oku. - Dlatego jednym z moich walcz±cych podopiecznych bêdzie luxio. Ale on zawalczy jako drugi. Co do pierwszego za¶... musisz wybraæ! - Kobieta podnios³a do góry trzymanego pokeballa, kiedy Mike namy¶la³ siê przez chwilê, nie mog±c podj±æ wyboru. Majtek zerka³ to na Dianê, to na swoich podopiecznych, dopiero po d³u¿szym momencie wybieraj±c czerwono-bia³± kulkê.
- Na razie zaczekasz, Bernie! - krzykn±³, po czym w blasku czerwonego ¶wiat³a bulbasaur znikn±³.
- Nie ukrywam, ¿e takiego rozwi±zania siê spodziewa³am - rzek³a z u¶miechem z³odziejka. - Zaczynasz, bronzor!

Na has³o stalowo-psychiczny pokemon pojawi³ siê na polu walki, wykonuj±c w miejscu kilka obrotów wokó³ w³asnej osi. Plip tkwi³ w powietrzu, przygl±daj±c mu siê i wyra¼nie zastanawiaj±c siê, co powinien teraz uczyniæ.
- Poka¿ mu, jak to jest siê zderzyæ z ¿yroskopem! - krzyknê³a Diana, co na bojowy nastawiony pokemon pochyli³ siê górn± czê¶ci± do przodu, obserwuj±c uwa¿nie Plipa. Przez chwilê stalowo-psychiczny stworek mierzy³ w swojego rywala, po czym czym zupe³nie nagle ruszy³ do przodu z pe³n± prêdko¶ci±. Togetic by³ na to przygotowany, nie spodziewa³ siê jednak, ¿e jego przeciwnik potrafi rozwin±æ taka prêdko¶æ! Uciekaj±c przed ciosem, lataj±cy podopieczny Mika zosta³ mocno tr±cony w skrzyd³o, przez co sykn±³ z bólu i wykona³ obrót w powietrzu, utrzymuj±c siê jednak nad ziemi±.
- Plip... - szepn±³ cicho majtek, spogl±daj±c na rozdra¿nionego pokemona. - Jak mo¿esz ugry¼æ co¶ o takim dziwnym typie? Masz jaki¶ pomys³? - Us³yszawszy te s³owa, Diana parsknê³a ¶miechem.
- Ty... Ty powa¿nie pytasz swojego pokemona, co powiniene¶ zrobiæ?! - Z³odziejka spogl±da³a na marynarza jak na kosmitê, ten jednak tylko wzruszy³ ramionami.
- Bywa... A nu¿ ma jaki¶ pomys³, bo ja nie...

W tym momencie togetic z olbrzymi± prêdko¶ci± ruszy³ na bronzora, trafiaj±c go cia³em z zupe³nego zaskoczenia, tyle ¿e... to kompletnie nie zrobi³o wra¿enia na jego przeciwniku! Pokemon Diany tylko obejrza³ siê niepewnie na rywala, który po ataku zatrzyma³ siê za nim w powietrzu, niemniej nie wydawa³o siê, aby cokolwiek uleg³o w pojedynku zmianie.
- Wierzysz w szczê¶cie?! - zapyta³a ironicznie z³odziejka, spogl±daj±c na bezradnego rywala.
- A na co mogê liczyæ? - odpowiedzia³ majtek pytaniem na pytanie, wzruszaj±c ramionami. - Lepszego pomys³u nie mam, Plip! Próbuj dalej!

Pos³uszny s³owom trenera togetic zacz±³ powoli poruszaæ w powietrzu palcem, kiedy nieco skonsternowana Diana wróci³a my¶lami do pojedynku, spogl±daj±c na swojego podopiecznego.
- Mo¿e i liczenie na farta jest g³upim pomys³em, ale nie ryzykuj! - krzyknê³a, zaciskaj±c piê¶æ w bojowym ge¶cie. - Przywal mu porz±dnie! - Bronzorowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ. Skin±wszy ca³ym cia³em - wszak osobnej g³owy nie posiada³ - pokemon ruszy³ z pe³nym impetem na swojego przeciwnika, uderzaj±c go z olbrzymi± moc±, za¶ skoncentrowany tylko na sobie zachowa³ siê niczym trafiona rakiet± pi³eczka pingpongowa; zupe³nie nie broni±c siê, togetic uderzy³ z wielkim impetem o ziemiê, przekozio³kowa³ kilkana¶cie metrów i zatrzyma³ siê na najbli¿szym drzewie, trafiaj±c w niej plecami. Wyci±gn±³ jeszcze do góry ³apkê, chc±c dokoñczyæ atak, ale nie da³ rady! Koñczyna bia³ego pokemona opad³a bezwiednie, tak jak i jego g³owa osunê³a siê na bok.

- Chyba jeste¶ w nie najlepszej sytuacji - rzek³a Diana, na co Mike spojrza³ na ni± powa¿nie. Niezdolny do walki togetic zosta³ zawrócony, zamiast niego za¶ pomiêdzy drzewami pojawi³ siê bulbasaur, przybieraj±c natychmiast bojow± postawê.
- Bêdzie trudno, Bernie - wymamrota³ Mike, ca³y czas b³±dz±c wzrokiem pomiêdzy Dian±, bronzorem i swoim podopiecznym. - U¿yj tego, co najbardziej przyda ci siê na starcie! - Stworkowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ; w u³amku sekundy ku jemu przeciwnikowi, zbyt wolnemu, aby po prostu uciec, pofrunê³o kilka br±zowych nasion, to jednak wywo³a³o tylko u¶miech na twarzy z³odziejki.
- Na bronzora? Naiwny! - Diana parsknê³a ¶miechem, spogladaj±c z uwag± na swojego pokemona. - Zadbaj, ¿eby wiele z ciebie nie wyssa³! - Na polecenie trenerki stworek natychmiast wykona³ dziwny gest swoim cia³em, przez co bulbasaur nieco wzdrygn±³ siê, choæ nie by³o widaæ jego wymiernych skutków - poza tym, ¿e trwaj±cy od ataku zielonego pokemona przep³yw energii zdawa³ siê go ju¿ teraz nie wzmacniaæ. Mike przy³o¿y³ d³oñ do podbródka, kiedy Diana triumfalnie spogl±da³a na niego. - I co, s³abo idzie? Twój cios sta³ siê bezwarto¶ciowy!
- Tylko w po³owie... - wymamrota³ majtek, podnosz±c g³owê i wzdrygaj±c siê, tak jakby w³a¶nie co¶ wymy¶li³. - I to w tej mniej wa¿nej po³owie! Za¶piewaj mu ko³ysankê, Bernie!

Bulbasaur u¶miechn±³ siê szeroko, po czym, rzecz jasna, nie za¶piewa³, lecz wyrzuci³ ze swojej bulwy olbrzymi± chmurê kolorowych py³ków, szybuj±cych z wiatrem dok³adnie w stronê jego przeciwnika.
- Trzymaj siê z dala od tego syfu! - krzyknê³a Diana, dla bronzora by³o ju¿ jednak stanowczo za pó¼no; niezbyt imponuj±cy prêdko¶ci± pokemon próbowa³ jeszcze uciec ze spowijaj±cych okolicê ziaren, nie zdo³a³ jednak oddaliæ siê na czas, wobec czego pad³ jak kamieñ na ziemiê, g³o¶no chrapi±c. - Sprytne, nie spodziewa³am siê tego po tobie - rzek³a z³odziejka do Mika, który u¶miechn±³ siê tylko delikatnie.
- Dziêki za komplement, ale mój pokemon musi jeszcze zwieñczyæ swoje dzie³o. Zadbaj, ¿eby siê nie podniós³, Bernie! - Bulbasaur skin±³ g³ow± na potwierdzenie zrozumienia polecenia, nie dane mu jednak by³o uderzyæ; w blasku czerwonego ¶wiat³a bronzor znikn±³, jego trenerka za¶ obojêtnie spogl±da³a na m³odzieñca.
- Teoretycznie móg³by jeszcze chwilê przetrwaæ, ale i tak wiele by nie zrobi³ - rzek³a, poprawiaj±c d³oni± swoje w³osy. - Chcia³am mu tego oszczêdziæ - doda³a, zwracaj±c swój wzrok na drugiego podopiecznego. - Poza tym... najwiêkszego asa w rêkawie jeszcze nie pokaza³am. Twój czas nadszed³, luxio!

Pokemon natychmiast wykona³ kilka kroków do przodu, szeroko u¶miechaj±c siê do bulbasaura. Ten pozosta³ skupiony, przygl±daj±c siê psu uwa¿nie; elektryczny stworek wydawa³ siê bardzo pewny siebie, co sprawia³o wra¿enie swoistej gry psychologicznej. Po chwili luxio przybra³ gro¼n± minê, spogladaj±c na swojego przeciwnika, ten za¶ zdawa³ siê nieco przera¿ony - przynajmniej na tyle, aby chcieæ wykonaæ bardzo dok³adnie ka¿dy swój ruch, aby nie pope³niæ b³êdu. Bulbasaur w taktycznych zagrywkach nie pozosta³ mu d³u¿ny; jego bulwa zdawa³a siê w krótkim czasie do¶æ zauwa¿alnie wzrosn±æ, wype³niaj±c siê ro¶linn± energi±.

- Je¶li tak dalej pójdzie, za chwilê za¶niemy - skomentowa³a sytuacjê Diana, ostentacyjnie ziewaj±c. - Walnij go porz±dnie i tak, ¿eby siê za ³atwo nie pozbiera³! - Luxio skin±³ g³ow±, po czym ustawi³ siê tak, aby Bernie znalaz³ siê na wprost niego; elektryczny pokemon ruszy³ do przodu, za¶ bezradny i niezdolny do uniku na czas bulbasaur otrzyma³ potê¿ny cios jego pazurami, zaciskaj±c cicho zêby.
- Mo¿esz oberwaæ, je¶li nie pozostaniesz d³u¿ny! - krzykn±³ Mike, na co jego podopieczny wypu¶ci³ natychmiast wielk± chmurê kolorowych py³ków z chmury, czego nie przewidzia³ szykuj±cy siê do szybkiej "dobitki" luxio. Elektryczny pies skrzywi³ siê, a jego cia³o gdzieniegdzie pokry³o siê ró¿nymi odcieniami fioletu.
- On nas zmusza, ¿eby¶my skoñczyli szybko - krzyknê³a Diana, zamaszystym ruchem g³owy uk³adaj±c fryzurê. - Skoczmy wiêc szybko, powtórka z rozrywki!

Nie zwlekaj±c ani chwili, luxio powtórzy³ swój atak, znów z ca³ej si³y trafiaj±c pazurami w przeciwnika, który potoczy³ siê kilka metrów w ty³, tu¿ pod drzewo. Bulbasaur próbowa³ znów skontrowaæ, jednak próbuj±c zaatakowaæ, wzdrygn±³ siê z bólu z cichym sykiem, niezdolny do ruchu.
- Co¶ mi mówi, ¿e pójdzie ³atwiej, ni¿ siê spodziewa³am! - krzyknê³a triumfalnym g³osem z³odziejka, wydaj±c siê pewn± wygranej. - Nastêpnego uderzenia ju¿ nie wytrzyma! Skoñcz to, luxio!

Elektrycznemu pokemonowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ. Pewny siebie stworek po raz kolejny ruszy³ w kierunku przeciwnika, ju¿ z oddali szykuj±c pazury do finalnego ataku. Szybko jednak okaza³o siê, ¿e do trzech razy sztuka! Spodziewaj±c siê powtórki z rozrywki, Bernie wypu¶ci³ swoje pn±cza do góry, chwytaj±c siê ga³êzi. Dos³ownie w ostatniej chwili trawiasty pokemon podci±gn±³ siê, za¶ zupe³nie zaskoczony luxio z pe³n± prêdko¶ci± uderzy³ w drzewo, wydaj±c przy tym z siebie g³o¶ny skowyt.
- Cholera...! - przeklê³a g³o¶no Diana, a to jeszcze nie by³ koniec! Wci±¿ zawieszony kilka metrów nad ziemi± bulbasaur przechyli³ siê bulw± do przodu, wyrzucaj±c z niej seri± du¿e, twarde nasiona, który niczym pociski karabinu maszynowego, raz za razem trafia³y wyj±cego z bólu psa. Ciê¿ko oddychaj±c, luxio osun±³ siê na ziemiê i choæ wci±¿ by³ przytomny, nie wygl±da³ na zdolnego do dalszej walki.

- £adnie, Bernie... - wyduka³ cicho Mike, kiedy jego pokemon spu¶ci³ siê z drzewa, z dum± u¶miechaj±c siê do trenera. W zupe³nie innym nastroju by³a Diana, która z grymasem zawodu i niedowierzania wycofa³a swojego pokemona, kieruj±c wzrok na majtka.
- To niewiarygodne... - wyszepta³a, spogladaj±c na m³odzieñca, którego wzrok momentalnie skupi³ siê na przeciwniczce. - Przez ca³± walkê nie wyda³e¶ prawie ¿adnego polecenia... a twoje pokemony i tak potrafi³y przechyliæ szalê zwyciêstwa na swoj± stronê. - Mike wzruszy³ ramionami.
- Chyba po prostu maj± talent - rzek³, na co z³odziejka pochyli³a g³owê, w¶ciek³ym wzrokiem mierz±c marynarza.
- To nie jest talent... - wtr±ci³a kobieta, która zdawa³a siê ca³y czas intensywnie my¶leæ. - To co¶ wiêcej... Ile czasu je trenujesz? - Marynarz raz jeszcze wzruszy³ ramionami.
- Raczej ma³o... Croc spêdza z nimi wiêcej czasu, ale generalnie nie jest to trening ostrzejszy ni¿ standardowy. - Mike u¶miechn±³ siê, kucaj±c przy Berniem i g³aszcz±c go po bulwie. - W gruncie rzeczy sam nie wiem, jak to siê dzieje... Moje walki zawsze wygl±daj± podobnie, a jednak i tak wygrywam. Pokemony zawsze co¶ wymy¶l±, jak Bernie teraz! - Majtek spojrza³ z u¶miechem na swojego podopiecznego, z³odziejka za¶ wzdrygnê³a siê, podnosz±c wzrok.
- No nic, mi³o by³o. Mo¿e siê jeszcze kiedy¶ spotkamy... i nastêpnym razem nie oskar¿ysz o kradzie¿.
- Albo oskar¿ê s³usznie - dopowiedzia³ Mike z u¶miechem. - Tak czy tak, do zobaczenia, Diano!

- "Moje walki zawsze wygl±daj± podobnie"... - powtórzy³a jak mantrê Diana pod nosem, kiedy oddali³a siê kawa³ek od swojego niedawnego przeciwnika. - Skoro tak, mo¿e... Mo¿e po prostu pokemony siê przyzwyczai³y? Z do¶wiadczenia wiedz±, ¿e nie mog± liczyæ na trenera, wiêc... nauczy³y siê my¶leæ same? - Z³odziejka parsknê³a ¶miechem, krêc±c z niedowierzaniem g³ow±. - Szalone, po prostu szalone... I do tego g³upie... Choæ mo¿e i w tym szaleñstwie jest jaka¶ metoda...?

W tym samym czasie Mike powoli zabiera³ siê z polany, chwytaj±c swojego bulbasaura na rêce, gdy¿ zmêczony pokemon stanowczo zas³u¿y³ sobie na odpoczynek. Zastanawia³ siê jeszcze, czy powinien udaæ siê bezpo¶rednio do Snowbelle, czy te¿ jednak zwiedziæ najpierw Pokemon Village, z zamy¶lenia wyrwa³ go jednak znajomy g³os, który dobiega³ z oddali:
- Tutaj jeste¶! - tego krzyku Mike nie móg³ nie rozpoznaæ. Podobn± mow± legitymowa³ siê tylko i wy³±cznie kapitan Croc! - Nie uwierzysz, co siê sta³o! - kontynuowa³ feraligatr, który wci±¿ chodzi³ w starym, obcis³ym ubraniu - rozdzielaj±c siê, kompani nie pomy¶leli o rozs±dnym rozdaniu ekwipunku, tote¿ paczkê z ubraniem przez ca³y czas targa³ Mike... Przy okazji kapitan spostrzeg³ siê, ¿e stan Berniego wskazuje na ca³kiem interesuj±ce wydarzenia, nie zdawa³ siê tym jednak bardzo przejêty. - Widzê, ¿e te¿ masz co opowiadaæ... ale to zaraz! Otó¿ wyobra¿asz sobie, Mike, ¿e ten krawiec znalaz³ jednak szkatu³kê?! - Croc szeroko wyszczerzy³ zêby, nie kryj±c swojego rozbawienia. - Okaza³o siê, ¿e po prostu po³o¿y³ j± w innym miejscu! A my¶my latali za kobiet±, która wcale nie by³a z³odziejk±! - Historia pokemona specjalnie nie zaskoczy³a majtka, który ju¿ po reakcjach Diany domy¶la³ siê, i¿ jej wersja jest prawdziwa. Mimo to nie przyzna³ siê od razu do spotkania, tak jakby nie chcia³ psuæ feraligatrowi rado¶ci opowiadania prze¿yæ. - Teraz twoja kolej, gadaj, co cie spotka³o! - krzykn±³ rado¶nie Croc, klepi±c towarzysza po ramieniu. - I dawaj ten cholerny p³aszcz, chcê wreszcie wygl±daæ jak pokemon!

PS Je¿eli zdarzy³o mi siê cokolwiek za bardzo przeinaczyæ, je¶li chodzi o Snowbelle, route 20 lub Pokemon Village, to bardzo proszê o wybaczenie, zupe³nie nie znam Kalos, bazowa³em tylko na znalezionych w sieci obrazkach i krótkich opisach ^^ .

Standardowe t³umaczenie z mojego na atakowe: zaczê³o siê od gyro balla bronzora, potem by³ extremespeed Plipa (z metronome'a), na zwieñczenie pierwszej walki heavy slam. W nastêpnej kolejno¶ci Bernie u¿y³ leech seeda, w odpowiedzi heal block, dalej oczywi¶cie sleep powder i po walce drugiej. Czê¶æ taktyczna pojedynku ostatniego to scary face i growth, potem luxio u¿ywa³ thunder fanga trzykrotnie - pierwsza kontra to poison powder, druga - parali¿ (czyli nic), ostatnia - seed bomb.


teddy

Dzieñ by³ pochmurny. Ca³e niebo spowite by³o grub± warstw± szarych chmur. Wyra¼nie zanosi³o siê na deszcz, a nawet burzê. Ale po¶ród gestych drzew lasu Pokemon Village pogoda by³a raczej czynnikiem ma³o znacz±cym. Sam las by³ miejscem tajemniczym. Pe³no w nim by³o miejsc gdzie dzia³y siê niezwyk³e rzeczy takie jak cudowne uzdrowienia czy wizje przysz³o¶ci. Ogrom tego miejsca w po³±czeniu z gêsto rosn±cymi ro¶linami sprawia³y, ¿e atmosfera by³a tam poprostu magiczna. Diana sz³a wolnym krokiem miêdzy drzewami podziwiaj±c harmonie jaka panowa³a w otoczeniu. Nie wybra³a ¶cie¿ki gdy¿ chcia³a zobaczyæ co las kryje przed ludzkim wzrokiem. Zawsze lubi³a takie miejsce. Takie gdzie inni nie chc± przychodziæ. Gdy us³ysza³a szum wody skierowa³a siê w kierunku d¼wiêku. D¼wiêk wydawa³ ma³y wodospad pod wielkim, starym dêbem. Diana chwilê sta³a w miejscu podziwiaj±c niezwyk³e znaleziono. Podesz³a do wody by nape³niæ butelkê. Nagle us³ysza³a szelest w krzakach. Mo¿na by powiedzieæ, ¿e skoro to las to szelesy Pokemonów, które biegaj± wszêdzie dooko³a to norma. Ale to by³ inny, du¿y Pokemon. Diana automatycznie spojrza³a w tamtym kierunku. Nagle z zaro¶li wyskoczy³ du¿y, fioletowy Pokemon. Przemieszcza³ siê na czterech nogach i mia³ dwa potê¿ne rogi na g³owie.
- Cholera, Scolipede! - powiedzia³a zaniepokojona. Wiedzia³a, ¿e s± to bardzo silne i agresywne Pokemony. Ten by³ z³y z powodu intruza na jego terytorium.
- SCOLIPEDE! - zarycza³. Móg³ zaatakowaæ w ka¿dej chwili.
- Scolipede ja nie chce walczyæ. Ju¿ sobie idê. - powiedzia³a staraj±c siê uspokoiæ w¶ciek³± bestie. W tym momencie Pokemon wystrzeli³ kule b³ota w Diane. Jej refleks pozwoli³ unikn±æ ataku. Wiedzia³a ju¿, ¿e truj±cy stwór bêdzie atakowa³, a¿ ona nie padnie. Gdy chcia³a wezwaæ na pomoc Bronzora dooko³a pojawi³y siê jeszcze trzy inne Scolipede'y. "Jednemu Bronzor da³by radê, ale cztery to dla niego za du¿o" pomy¶la³a. Natychmiast zaczê³a uciekaæ. Zgrabnie wskoczy³a na pobliski kamieñ, z którego wesz³a na drzewo. Przywódca Scolipede'ów ruszy³ za ni±. Dziêki zwinno¶ci nabytej przez czêste ucieczki przed funkcjonariuszami policji mog³a z ³atwo¶ci± przeskakiwaæ z ga³êzi na ga³±¼. Jednak szybko¶æ dzikich Pokemon'ów zaskoczy³a j±. Scolipede'y ca³y czas bieg³y za ni± atakuj±c b³otem i kolcami. W pewnej chwili jeden z ataków trafi³ ga³±¼, na której sta³a Diana. Niestety nie zdarzy³a wykorzystaæ skoku i spad³a z impetem na ziemiê. Jeden ze Scolipede'ów chcia³ zaatakowaæ ruchem Megahorn, ale ponownie refleks uratowa³ j± przed ciosem. Rzuci³a siê ponownie do ucieczki. Bieg przed rozw¶cieczonymi Pokemonami zapêdzi³ j± do bardzo gesto poro¶niêtych czê¶ci lasu. Bieg³a na o¶lep. By by³o jeszcze gorzej zaczê³a siê burza. Niebo nad lasem sta³o siê ca³e czarne. Teraz to miejsce nie zachwyca³o lecz przera¿a³o. Zdawa³o jej siê, ¿e Scolipede'y s± wszêdzie. Widzia³a fioletowe kszta³ty miêdzy krzakami i sama nie wiedzia³a co jest prawd±, a co wytworem przestraszonego umys³u. Gdy najgêstrze krzaki minê³y dostrzeg³a jaskinie. Bez zastanowienia wbieg³a do ¶rodka i schowa³a siê za g³azem. Gdy wychyli³a siê by zobaczyæ co siê dziejê zobaczy³a cztery zdezorientowane Pokemony. Trochê siê uspokoi³a ale szybko jej strach sta³ siê wzmo¿ony. Zobaczy³a, ¿e biegn±c tutaj zgubi³a a¿ trzy swoje Pokeballe. Co gorsza jeden Scolipede zobaczy³ je i bardzo siê nimi zainteresowa³. Gdy przywódca grupy dostrzeg³ Pokeballe podszed³ do nich. Powoli podniós³ jedn± nogê nad kule. Diana wiedz±c co chce zrobiæ wystrzeli³a ze swojej kryjówki i w ostatniej chwili uratowa³a Pokeballe przed zmia¿d¿eniem. Ponownie by³a zmusza do biegu. Stara³a siê utrzymaæ tempo, ale b³oto na drodze i wybuchy Sludge Bomb nie u³atwia³y tego zadania. Ca³y czas potyka³a siê o co¶. By³a przera¿ona wizj± tego co mo¿e jej siê staæ je¶li te Pokemony j± z³api±. Wbieg³a na ma³± polanê i zatrzyma³a siê na jej ¶rodku by³o zbyt ciemno by dostrzec co jest miêdzy drzewami, ale ci±gle widzia³a cienie miêdzy drzewami. Ciê¿ko dusz±c ze zmêczenia ci±gle odwraca³a siê w obawie przed atakiem. Kiedy gdzie¶ uderza³ piorun widzia³a ¿ó³te oczy patrz±ce na ni± z mroku.
- Zostawcie mnie! - wrzasne³a. By³a zbyt wystraszona by my¶leæ rozs±dnie. Chcia³a tylko byæ bezpieczna. Nie mia³a ju¿ si³ by uciekaæ wiec je¶li Arceus nie ze¶le jakiego¶ cudu bêdzie po niej. Gdy us³ysza³a za sob± szelest odwróci³a siê w jego kierunku. Dostrzeg³a tylko ostatni moment przed staranowaniem przez w¶ciek³ego Scolipede'a.

- Do stu Magikarp'ów, zaraz wyrwê wszyskie drzewa z tego cholernego lasu! - krzykn±³ wielki krokodyl potykaj±c siê o korzeñ. Za nim szed³ chudy cz³owiek o czarnych w³osach.
- To tylko korzeñ Kapi... znaczy Croc. - odrzek³.
- Jak moj± babciê kocham, powiedz do mnie jeszcze raz "Kapitanie" a dostaniesz Ice Punch'em! - zagrozi³ wystawiaj±c piê¶æ w strone ch³opca - Niewa¿ne, jest ju¿ ciemno. Przez ten g³upi deszcz ma³o jest miejsc do rozbicia obozu, ale tu powinno byæ dobrze. Mike jak my¶lisz?
- Bêdzie dobrze. - powiedzia³ pospiesznie. Feraligatr wzdech³.
- Mike, ju¿ to ustalili¶my. To ty decydujesz co i jak. Jeste¶ trenerem wiec kontroluj sytuacjê. - powiedzia³ zrezygnowany. Ch³opcu zrobi³o siê g³upio, ¿e tak ¼le wychodzi mu bycie trenerem. Szybko razem z Pokemonami rozbili ma³y obóz. Wszyscy siedzieli przy ognisku otoczeni pogr±¿onym we ¶nie lasem.
- Ja tylko mówie, ¿e Oran Berry jest smaczniejsze od Pecha Berry. - powiedzia³ krokodyl. Obok siedzia³ bia³y Pokemon o dlugiej szyji i ma³ych skrzyd³ach. Wygl±da³ jakby k³óci³ sie z niebieskim gadem - Mike, które Berry s± lepsze? Oran czy Pecha? - spyta³ trenera. Mike by³ zaskoczony pytaniem.
- Ja... zawsze lubi³em Leppa Berry. - odpowiedzia³. Chcia³ pozostaæ neutralnym w sporze. Jednak jego Pokemony dziwnie na niego spojrza³y.
- Powa¿nie? - spyta³ Croc.
- A co w tym dziwnego? - spyta³ niepewnie. Nie rozumia³ ca³ej sytuacji.
- Nie, nic dziwnego. To normal... - nie dokoñczy³. Nagle jaki¶ cieñ przelecia³ przez ogieñ gasz±c je. Zapanowa³a ciemno¶æ.
- Co to by³o? - spyta³ Mike. By³ lekko wystraszony ca³± sytuacj±.
- Stañcie do siebie plecami! - poleci³ Feraligatr. Wszyscy oparli siê o siebie. Ksiê¿yc przys³ania³y chmury wiec ciê¿ko by³o cokolwiek dostrzec. Ci±gle z zaro¶li dochodzi³y jakie¶ ha³asy.
- Co to jest? - spyta³ Mike.
- Nie wiem. Plip, Bernie do Pokeballi. Nie bêdê ryzykowaæ. - rozkaza³ krokodyl. Togetic i Bulbasaur niechetnie wróci³y do swoich kul. Gdy Mike chcia³ je w³o¿yæ do torby cieñ znów siê pojawi³. Przelecia³ obok chlopaka i wyrwa³ mu kule z r±k. Croc mimo b³yskawicznej reakcji nie z³apa³ cienia.
- Prze...przepraszam. By³ za szybki.
- Potem przepraszaj. Teraz patrz gdzie ta gnida siê ukrywa. - poleci³ Pokemon. Nagle chmury ods³oni³y ksiê¿yc. W tym momencie z ukrycia wysz³y trzy Pokemony. Przed Feraligatr'em stan±³ Luxio, a przed Mike'em Zorua i Gligar, który trzyma³ w szczypcach jego Pokeballe. Wszystkie wygl±da³y powa¿nie. Luxio powiedzia³ co¶ do krokodyla.
- Co powiedzia³? - spyta³ ch³opak. Jednak jego Pokemon go zignorowa³.
- Powinienem ciê rozszarpaæ, a nie s³uchaæ. - powiedzia³ do Luxio. Lew zawarcza³ i przybra³ bojow± postawe. Jego futro zaiskrzy³o co znaczy³o, ¿e w ka¿dej chwili mo¿e uderzyæ. Znów powiedzia³ co¶ do rozmówcy. Gligar i Zorua równie¿ byli gotowi do walki.
- O co tu chodzi? - spyta³ ciekawy Mike. Krokodyl dostrzeg³ dwójkê rywali za nim i powiedzia³ do Mike'a.
- Mówi±, ¿e mamy z nimi i¶æ. Nie mówi± gdzie i po co. - odpowiedzia³ - Ale niech Gligar odda kule. - zarz±da³ Croc. Lew wyra¼nie siê nie zgodzi³.
- Nie dasz im rady? - spyta³ niepewnie ch³opak.
- Pojedyñczo tak. Ale ca³ej grupie w±tpiê. No i maj± Plipa i Berniego. - odpowiedzia³ cicho do trenera - Chod¼my.
Szli ciemnym lasem oko³o piêciu minut. Zorua i Gligar bacznie obserwowa³y ka¿dy ruch swoich ofiar. Mog³y w ka¿dej chwili uderzyæ. Croc zachowywa³ zimn± krew, ale jego trener by³ trochê wystraszony. Wkoñcu od kiedy trzy ¿adkie w Kalos Pokemony napadaj± ludzi w lesie i gdzie¶ ich ci±gn±. Po chwili doszli do ma³ej polany. By³a do¶æ mocno zniszczona od jednej ze stron. Mike nie wiedzia³ dlaczego Luxio przyprowadzi³ ich tutaj. Szybko dostrzeg³ lewituj±cego nad ziemi± Pokemona. Przypomina³ sze¶ciok±tne, metalowe zwierciad³o. Ch³opak rozpozna³ stworka, by³ to Bronzor. Stalowy Pokemon wydawa³ siê nie widzieæ przybyszów. Jego oczy ¶wieci³y co oznacza³o, ¿e u¿ywa psychicznych mocy.
- Co on robi? - spyta³ swego przyjaciela.
- Spowalnia dzia³anie trucizny. - Powiedzia³ pokazuj±c na miejsce pod Pokemonem. Ch³opak dopiero w tym momencie dostrzeg³ dziewczynê le¿±c± na ziemi. Mia³a poszarpane i zab³ocone ubranie, a w okolicach ramienia spor± ranê. Luxio podszed³ do niej i znów powiedzia³ co¶ do Feraligatr'ora. Teraz jego ton by³ bardziej ³agodny, choæ nadal powa¿ny. Krokodyl slycha³ go w milczeniu. Gdy skoñczy³ Croc odwróci³ siê do Mike'a.
- O co tu chodzi? - spyta³ nie¶mia³o ch³opak. Ciekawo¶æ dawa³a mu siê we znaki.
- Ta dziewczyna zosta³a otruta przez Scolipede'y. Mamy jej pomóc. - odpowiedzia³.
Mike'owi nie trzeba by³o powtarzaæ. Chcia³ zbli¿yæ siê do dziewczyny, ale Zorua stanê³a mu na drodze. Wystawi³a swoje k³y pokazuj±c, ¿e jest gotowa do ataku. Mike postanowi³ zachowaæ zimn± krew.
- Nie pomogê jej je¶li do niej nie podejdê. - powiedzia³ najspokojniej jak umia³. Ma³y, czarny lisek zszed³ mu z drogi. Jego spojrzenie mówi³o jasno, ¿e je¶li zrobi co¶ podejrzanego to szybko tego po¿a³uje. Gdy podszed³ do dziewczyny dostrzeg³, ¿e rana jest powa¿na, ale dziêki moc± Bronzor'a by³a do wyleczenia. Mike szybko przemy³ ranê wod± która mia³ w torbie. Croc poda³ mu ma¶æ z korzenia nirnu lecz±c± zatrucia. Ch³opak nasmarowa³ ranê odrobin± ma¶ci. Mia³a za cel zabiæ truciznê znajduj±c± siê na skórze. Nastêpnie opatrzy³ ranê banda¿em.
- A jak zabiæ jad, który jest ju¿ w krwi? - spyta³ sam siebie.
- Sokiem z Pecha Berry. - podpowiedzia³ Feraligatr. Ch³opak wyj±³ z plecaka gar¶æ jagód. Szybko zgniut³ je w mo¼dzierzu i odla³ ciecz z naczynia. Z pomoc± Croc'a odchyli³ delikatnie g³owê dziewczynie i powoli wla³ sok do jej ust. - Co teraz? - spyta³.
- Czekamy do rana. Je¶li do tego czasu siê nie odzyska przytomno¶ci...- odpar³. Zapanowa³a cisza - Przenie¶my j± na ¶piwór. - dokoñczy³. Krokodyl razem z trenerem delikatnie przenie¶li dziewczynê. Ma³a Zorua po³o¿y³a siê blisko trenerki, a Gligar odda³ Pokeballe Mike'owi i tak jak lis znalaz³ siê przy dziewczynie po czym zasn±³. Tylko Luxio dalej siedzia³ i czuwa³ nad jej stanem. Mike i jego przyjaciel tak¿e po³o¿li siê spaæ. Jutro mia³o siê okazaæ czy pomoc by³a daremna, czy ocali komu¶ ¿ycie.

Diana ledwo otworzy³a oczy. Zobaczy³a b³êkitne niebo, po którym leniwie przemieszczaj± siê ma³e, bia³e ob³oczki. Otoczenie wydawa³o siê spokojne. By³a bardzo wyczerpana i ma³o pamiêta³a ostatnie wydarzenia. Przekrêci³a g³owê w bok i zobaczy³a swojego Luxio, który ledwo trzyma siê by nie zasn±æ. Gdy dostrzeg³, ¿e siê ockne³a by³ bardzo szczê¶liwy. Diana z niema³ym wysi³kiem podnios³a siê z pozycji le¿±cej do pozycji siedz±cej. W tym momencie zobaczy³a, ¿e na rêku ma opatrunek i le¿y na spiworze. "To nie moje" pomy¶la³a.
- Hej, Mike wstawaj! Spojrz kto siê obudzi³? - krzykn±³ jaki¶ g³os. Diana odwróci³a tam g³owê. Przed ni± sta³ du¿y, niebieski, dwuno¿ny krokodyl. Pocz±tkowo wystraszy³a siê go, ale dotar³o do niej, ¿e jest niegro¼ny. Obudzi³ ¶pi±cego blisko ch³opaka. By³ wy¿szy od niej. Mia³ czarne, krêcone w³osy i br±zowe oczy. Choæ wy¿szy to Diana zauwa¿y³a, ¿e jest m³odszy od niej o jaki¶ rok. Wydawa³ siê szczê¶liwy z jej widoku.
- Wsta³a¶. Czyli uda³o siê zabiæ trucizne. - powiedzia³. Diana dalej nie rozumia³a.
- Kim jeste¶cie? - spyta³a zmêczona.
- Jestem Mike, a to Croc. - powiedzia³ ch³opak wskazuj±c na Feraligatr'a.
- Przez chwilê wydawa³o mi siê, ¿e on mówi. - odpar³a.
- Bo mówiê. - odpowiedzia³ Croc. Diane bardzo to zaskoczy³o. S³ysza³a o Pokemonach, które u¿ywaj± telepatii by porozumiewaæ siê z lud¼mi ale Pokemon mówi±cy ludzkim g³osem by³ nadzwyczajny.
- To...trochê... - wyjaka³a. Croc by³ lekko zdenerwowany reakcj±.
- Nie naturalne? Le¿a³a¶ Arceus wie ile zatruta w ¶rodku lasu z wielk±, krwawi±c± ran± i ¿yjesz. To jest nie naturalne. - powiedzia³ dumny.
- Gdybym nie czu³a siê tak ¼le to zarobi³by¶ jak±¶ ciêt± riposte. - odpowiedzia³a. Mimo, ¿e ten Feraligatr j± zdenerwowa³ to zdradzi³ jej dlaczego czujê siê tak s³abo i czemu ma zabanda¿owan± rêke. Teraz sobie przypomina³a co siê sta³o.
- ¬le siê czujesz? Mo¿e chcesz wody? - spyta³ Mike. Prawie zapomnia³a o jego o obecno¶ci.
- Nie trzeba.
- A co ci siê wogóle sta³o? Wygl±da³a¶ jak ¶mieræ. - spyta³ Pokemon. Mike te¿ ciekawi³o co robi³a pó³ martwa w ¶rodku lasu.
- Zosta³am zaatakowana przez Scolipede'y. To one mnie tak poturbowa³y. - wyja¶ni³a. Samo wspomnienie ucieczki przed czterema bestiami wywo³ywa³o u niej dreszcze. Teraz raczej bêdzie siê baæ tych Pokemonów. Krokodyl i ch³opak s³uchali jak ucieka³a przed czterema w¶ciek³ymi stworami.
- Gdyby¶ lepiej pilnowa³a swoich Pokeballi to te Scolipede'y nigdy by ciê nie dopad³y. Sama jeste¶ sobie winna. - podsumowa³ Croc. Zanim Diana odpowiedzia³a Luxio wyskoczy³ przed krokodyla i zawarcza³ gro¼nie. By³ niezadowolony, ¿e kto¶ oskar¿a jego trenerkê. Feraligatr nie pozosta³ d³u¿ny i równie¿ zawarcza³ na du¿o mniejszego czarnego lwa.
- Spokojnie, Croc nie mia³ tego na my¶li... - próbowa³ uspokoiæ dwa Pokemony Mike - Przecie¿... eee... a jak siê nazywasz?
- Diana.
- No... przecie¿ Diana jest nadal os³abiona. Walka to z³y pomys³. - powiedzia³. Stara³ siê byæ stanowczy ale s³owa jakby nie dochodzi³y do rywali. Croc lekko siê u¶miechn±³. Mike wiedzia³ co to oznacza.
- A mo¿e to dobry pomys³. Jest zdrowa tylko lekko os³abiona. Walka pozwoli jej sê rozbudziæ. - powiedzia³ nie odrywaj±c wzroku od Luxio. Mike nie wydawa³ siê przekonany jednak Dianie ten pomys³ siê podoba³. I wiedzia³a, ¿e je¶li,odmówi walki to Luxio bêdzie siê na ni± boczy³.
- Czemu nie. Nie jestem w pe³ni si³, ale moje Pokemony tak. Wiec mo¿e dwa na dwa? - zaproponowa³a. Mike wydawa³ siê niezdecydowany, ale zanim odpowiedzia³ Croc go uprzedzi³.
- Wchodzimy w to. - spojrza³ na Luxio - A ty walczysz pierwszy. Ze mn±.

Diana i Mike staneli naprzeciwko siebie. Za pole walki mia³a s³u¿yæ polana blisko obozu. Zasady by³y jasne. Walcz± trzema Pokemonami tak d³ugo, a¿ wszystkie jednej ze stron bêd± niezdolne do walki. Jak powiedzia³ Croc na pierwszy ogieñ poszli Luxio Diany i Feraligatr Mike'a. Przez wcze¶niejsz± k³ótnie obaj byli bardzo zmotywowani by pokonaæ przeciwnika. Diana widzia³a, ¿e futro jej Pokemona jest pe³ne iskier.
- Poka¿ co potrafisz futrzaku! - krzykn±³ Croc. Luxio tylko czeka³ na tak± okazje. Natychmiast zaatakowa³ Discharge. Fala piorunów polecia³a w stronê krokodyla, który by³ szybszy ni¿ wygl±da³ i bez problemu zrobi³ unik.
- Ha, unika³em lepszych ciosów gdy by³e¶ jeszcze jajkiem! - wy¶mia³ Croc. Dianie jak i jej Pokemonowi dzia³a³o to na nerwy. Teraz kaza³a u¿yæ ruchu Spark. Luxio otoczy³ siê elektryczno¶ci± i pobieg³ w stronê rywala. Wbrew oczekiwaniom krokodyl nie ucieka³ tylko zablokowa³ cios krzy¿uj±c przed sob± ³apy. Choæ czê¶æ ataku zosta³a zatrzymana to cia³o niebieskiego gada zosta³o pora¿one pr±dem. Odepchn±³ Luxio przed siebie i znów prowokowa³ do ataku. Diana polecia³a u¿yæ Double Team by zdezorientowaæ przeciwnika. Dooko³a krokodyla pojawi³o siê mnóstwo kopii elektrycznego lwa. Jednak dla Croc'a nie by³ to problem. Wystrzeli³ z paszczy potê¿ny strumieñ wody, który zniszczy³ iluzjê. Sam Luxio równie¿ dosta³ z Hydro Pomp'y. Choæ atak by³ s³abszy ni¿ normalnie to mocno zrani³ Pokemona. Diana nie wiedzia³a co robiæ. ¯aden z ataków Luxio nawet nie trafi³ przeciwnika. Polecia³a znów uderzyæ Discharge'em. Jej lew ponownie wystrzeli³ masê piorunów w rywala. Tym razem Feraligatr nie ucieka³. Swoj± piê¶ci± pokryt± lodem odpar³ elektryczn± moc. W chwili zetkniêcia siê piorunów z lodem b³ysnê³o jasne b³êkitno-bia³e ¶wiat³o. O¶lepi³o ono krokodyla co Diana szybko wykorzysta³a i kaza³a u¿yæ Spark. Dziêki b³yskawicznej reakcji Luxio Feraligatr przyj±³ ca³± moc uderzenia w brzuch. Cios by³ do¶æ silny by sprawiæ, ¿e przeciwnik uklêknie na jedno kolano.
- Twoja obrona zosta³a prze³amana. - powiedzia³a zadowolona Diana. Luxio równie¿ by³ z siebie dumny. Croc by³ natomiast bardzo z³y.
- Wcze¶niej widzia³a¶ mnie mi³ego. Ale skoro chcesz mnie poznaæ z³ego to proszê. - powiedzia³ powoli. Po wypowiedzeniu tych s³ów natychmiast ruszy³ do ataku. Jego k³y b³ysnê³y gotowe zatopiæ siê w ciele Luxio, który u¿y³ Discharge. Krokodyl g³adko przebieg pod piorunami i z³apa³ lwa w zêby. W chwili z³apania rywala wyskoczy³ z miejsca w górê i rzuci³ trzymanym Pokemonem o ziemiê. Luxio zawy³ z bólu gdy uderzy³ o pod³o¿e. Feraligatr w tym czasie przygotowa³ Ice Punch by uderzyæ nim w bezbronnego przeciwnika. Pokemon ucieka³ przed ciosem dos³ownie przed uderzeniem. Nawet Croc by³ zaskoczony, ¿e uderzy³ w ziemiê. Luxio ponownie u¿y³ Discharge. Krokodyl uskoczy³ przed atakiem i odpowiedzia³ Hydro Pomp. Zaczê³ siê ostrza³ miêdzy Luxio a Croc'iem. Dla ludzkiego oka b³yskawiczne ruchy Pokemonów by³y niemal nie do zobaczenia. Diana polecia³a u¿yæ Spark. Feraligatr by³ zaskoczony ruchem i ponownie przyj±³ jego moc. Zmêczenie dawa³ mu siê we znaki tak jak i Luxio. U¿ywanie tak silnych ciosów po³±czone z ci±g³ymi unikami sprawia³o, ¿e dwa Pokemony by³y mocno wyczerpane. Nagle Croc ponownie wyprowadzi³ swoj± szar¿ê. Wyskoczy³ w górê i u¿y³ Aqua Tail. Dziêki Double Team Luxio ucieka³ przed atakiem, który zrobi³ wielk± dziurê w ziemi. Znów klony zosta³y zniszczone przez strumieñ wody z paszczy gada. Ale w¶ród kopii brakowa³o twórcy. Ferailgatr spojrza³ w górê i zobaczy³ lec±cego na niego elektrycznegó lwa. Wyl±dowa³ dok³adnie na g³owie przeciwnika i u¿y³ Discharge. Croc zachwia³ siê na nogach. Nagle z³apa³ Luxio w ³apê i zacz±³ brutalnie uderzaæ nim w ziemiê. Nie mia³ ¿adnej lito¶ci dla wyj±cego z bólu Pokemon. Po kilku ciosach w pod³o¿e cisn±³ nieprzytomnym lwem w stronê sparali¿owanej Diany. Widok jej Pokemona w takiej sytuacji sprawia³, ¿e mia³a ochotê zemdleæ razem z Luxio, który le¿a³ przed ni±. Podesz³a do niego i wziê³a Pokemona na rêce. Nawet nie zareagowa³ na dotyk. Ciê¿ko dysza³. Diana spojrza³a na Feraligatr'ora. Sta³ w miejscu i patrzy³ na ni± jakby mia³a byæ nastêpna. Jego oczy b³yszcza³y czerwieni±. Tylko czeka³ na now± ofiarê. Diana by³a zbyt przera¿ona by wezwaæ kolejowego Pokemona. Mike powoli wyci±gn±³ Pokeball. Chcia³ odwo³aæ Croc'a. Gdy ten dostrzeg³ co zamierza zrobiæ zarycza³ na niego. To ju¿ nie by³ Croc, to by³ dziki Pokemon. Jego u¶pione instynkty zbudzi³y siê, a mieszanka furii oraz chêci do walki przejê³y nad nim kontrolê. Diana nie mia³a wyboru. Dr¿±c± rêk± wezwa³a Luxio do Pokeballa. Zamiast niego do bitwy stan±³ Bronzor. Rywal nie traci³ czasu i ruszy³ do ataku u¿ywaj±c Crunch. Bronzor stworzy³ cztery ¿ó³te kule, które polecia³y w stronê krokodyla. Gdy siê zbli¿y³y b³ysnê³y mu przed twarz±. Croc straci³ rozpêd i przewróci³ siê. Trenerka stalowego stworka kaza³a u¿yæ Extrasensory. Oczy Bronzor'a zaczê³y ¶wieciæ, a fioletowa aura scisne³a wij±cego siê na ziemi krokodyla. Feraligatr wzniós³ siê do góry i polecia³ w stronê pobliskiego drzewa. Przez zamroczenie nie móg³ siê broniæ wiec Bronzor kontynuowa³ atak miotaj±c przeciwnikiem po ca³ym polu bitwy. Nagle krokodyl ockn±³ siê i uderzy³ Hydro Pomp. Si³a by³a tak wielka, ¿e Diana musia³a zrobiæ unik przed pos³anym w jej kierunku Pokemonem tarcz±. Jej podopieczny uderzy³ w drzewo, a krokodyl ruszy³ za nim by dokonczyæ co zacz±³. Diana kaza³a u¿yæ Bronzor'owi Iron Defense by przetrzyma³ burzê ciosów Feraligatr'ora. Gdy siê do niego zbli¿y³ zacz±³ uderzaæ w niego jak oszala³y. Bronzor ponownie zebra³ swoj± psychiczn± moc i odepchn±³ krokodyla na kilka metrów. "Teraz albo nigdy" pomy¶la³a Diana. Kaza³a u¿yæ Gyro Ball Bronzor'owi. Pokemon zakrêci³ siê wokó³ i polecia³ w stronê Feraligatr'ora. Zacz±³ lataæ blisko niego i biæ w taki sposób by jego przeciwnik nie móg³ wstaæ. Gdy Feraligatr by³ u kresu si³ stalowy Pokemon postanowi³ to zakoñczyæ. Wzniós³ siê wysoko ponad przeciwnika i u¿ywaj±c Gyro Ball wbi³ go w ziemiê. W momencie uderzenia kurz zas³oni³ ca³± scenê. Diana po tym co widzia³a nie mia³a pewno¶ci czy Feraligatr zosta³ pokonany czy nadal siê trzyma. Jednak widok le¿±cego gada sprawia³, ¿e na sercu zrobi³o jej siê lekko. Mike wezwa³ swojego przyjaciela do Pokeball'a.
- Twoja kolej Plip. - powiedzia³ Mike wystawiaj±c do walki bia³ego Pokemona o d³ugiej szyji i ma³ych skrzyde³kach. Jego brzuch by³ w czym¶ co przypomina³o skorupkê bia³ego jajka z ma³ymi niebieskimi i czerwonymi trójk±tami. Sam Pokemon by³ u¶miechniêty a jego wygl±d nadawa³ mu wrêcz niewinnego wyrazu. Diana rozpozna³a w nim Togetic'a. Tym razem ona pierwsza zadzia³a. Kaza³a u¿yæ Gyro Ball. Jej Pokemon polecia³ w przeciwnika. Mike kaza³ u¿yæ Metronome. Plip zakrêci³ ³apk± w powietrzu kilka razy i szybko zacz±³ kopaæ dó³. W wykopanej dziurze skry³ siê dos³ownie sekundê przed uderzeniem. Gdy Bronzor siê zatrzyma³ pod nim wyskoczy³ Togetic atakuj±c ruchem Dig. Szybki zwrot pozwoli³ unikn±æ obra¿eñ. Stalowy stworek zaatakowa³ Extrasensory ale jego moc skupi³a siê na kuli któr± stworzy³ Plip ciosem Ancient Power. Kula wybuch³a na ¶rodku pola bitwy. Togetic ponownie u¿y³ Metronome. Bronzor chcia³ uderzyæ Gyro Ball'em, ale nagle Togetic poprostu znikn±³. Diana rozpozna³a ruch Teleport. Kaza³a Bronzor'owi byæ czujnym i od razu zaatakowaæ Extrasensory. Togetic dos³ownie znik±d pojawi³ siê obok Bronzor'a. Jednak teraz to psychiczny Pokemon by³ szybszy i pe³n± moc± zaatakowa³ Plip'a. Skrzydlaty stworek zosta³ rzucony na ziemiê. Bronzor u¿ywaj±c Confuse Ray uniemo¿liwi³ mu wykonanie jakichkolwiek ruchów. Mike móg³ tylko patrzeæ jak Bronzor koñczy starcie przy pomocy ruchu Gyro Ball. Po kilku atakach Plip by³ niezdolny do dalszej walki. Bronzor podlecia³ Diany. Choæ cieszy³a siê z wygranej to nadal martwi³a siê o stan Luxio. Ci±gle przed oczami mia³a jak Feraligatr brutalnie wbija go w ziemiê. Teraz gdy zobaczy niebieskiego krokodyla ten straszny widok bêdzie wracaæ.
-Hej. - powiedzia³ Mike stoj±c przed ni±. Tak siê zamy¶li³a, ¿e o nim zapomnia³a.
- Co?
- Dobrze walczysz. I... przepraszam za Croc'a. On czasem... traci panowie nad sob±. - wyja¶ni³ Mike. Ba³ siê reakcji Diany na jego s³owa.
- Dziêki. Wybacz ale mój Luxio natychmiast potrzebuje opieki medycznej, wiêc cze¶æ. - powiedzia³a i zaczê³a szybko i¶æ w strone najbli¿szego Centrum Pokemon. Po kilku krokach ju¿ nie sz³a a bieg³a staraj±c siê jak najszybciej pomóc swojemu Pokemomowi.


Wizje mo¿na oceniaæ do godziny 20 dnia 15 stycznia 2014 roku, lub do momentu, gdy jeden z graczy biedzie mieæ znacz±c± przewagê nad rywalem

Za³o¿enie do walki: Pojedynek ma siê odbywaæ w lesie.

Mo¿na to zrobiæ w tym temacie z wg. kryteriów w spoilerze:

a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania

Po czym oddajemy g³os na w naszej opinii zwyciêsk± wizje.
Jeden g³os to jeden punkt w pojedynku.

Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê. Proszê kierowaæ siê w³asnym sumieniem przy przyznawaniu g³osu.



lub pod tym adresem.

* * *

Sezon II

Walka numer 3


Uczestniczy: Anthony Emerald (Dialgu¶...Max Starn (Sky) (wyzwany)
Miejsce: Lumiose City w Kalos
Przewidywalna data oddania: 11 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania:16 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

Walka numer 4

Uczestniczy:Jason Jupiter (Fallen) (wyzywaj±cy) vs Vincent de’la Grande (Rocket) (wyzwany)
Miejsce: Dendemille Town w Kalos
Przewidywalna data oddania: 20 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania:23 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

* * *

Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.

Wejd¼ tutaj

Sygnatura użytkownika
 
     
Kleszczu 
Pewnie nie zna PokeMana
I dobrze mi z tym


Wiek: 33
Do³±czy³: 30 Mar 2013
Posty: 54
Sk±d: Z internetów
Kontakt:
Wys³any: 2 Luty 14, 00:27   

Bursztynowa Liga

Sezon II

Walka numer 5

James David Clarkson (Drowker) vs Anthony Emerald (Dialgu¶)


Uczestniczy: James David Clarkson (Drowker) (wyzywaj±cy) vs Anthony Emerald (Dialgu¶) (wyzwany)
Miejsce: Battle Chateau w Kalos
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Drowker

vs Anthony "Tony" Emerald


Cze¶æ I

Do: James Clarkson
Od: Ranger Squad HQ

1. Rozpocz±æ operacje „Nurse”. Celem jest znalezienie podejrzanej Joy Korini z Lavender Town(kod 001/005), jej aresztowanie oraz doprowadzenie na przes³uchanie.
2. Meldunek o zatrzymaniu podejrzanej via SSIX.
3. W razie problemów z aresztowanej podejrzanej albo w momencie pojawienia siê Makai Taki, wycofaæ siê natychmiast oraz zg³osiæ to do dowództwa. Pod ¿adnym pozorem nie kontynuowaæ po¶cigu!
4. Otrzymaæ jakie¶ informacje o tajemniczym kamieniu od lokalnego profesora Augustine Sycamore'a. Urzêduje on w Lumiose City(kod 003/006).
5. Wszelkie próby zamachów zg³aszaæ do dowództwa oraz lokalnych w³adz.
6. Wspó³pracowaæ z lokalnymi jednostkami Pokemon Ranger w regionie Kalos (kod 006).
7. Meldunek operacyjny do dowództwa g³ównego co tydzieñ via SSIX.
8. Kontynuowaæ operacje „Kagai” w regionie 006, a¿ do przys³ania nowych rozkazów.

Koniec wiadomo¶ci


Zielone oczy kolejny raz wbija³y siê tekst wiadomo¶ci, wy¶wietlanej na cztero calowym ekranie dziwnego urz±dzenia. Przypomina³o ono swoj± budow±, do¶æ gruby Smarthphone z wysuwan± klawiatur±, lecz to by³o podstawowe urz±dzenie Rangersów. £±czy³o one komunikator obs³uguj±cy protokó³ SSIX z analizatorem Pokemonów, bêd±cym ubogim krewnym Pokedexów oraz Poke Asyst±, umo¿liwiaj±c± chwilo z³apanie dzikiego stworka. Lecz ten model nie posiada³ tej funkcji, poniewa¿ w³a¶ciciel gardzi³ Asyst±, tak samo jak gardzi³ smoczymi Pokemonami. Na szczê¶cie modu³owa budowa urz±dzenie pozwala³a na wymianê elementów.

Co do samego tekstu, to by³ on krótki oraz precyzyjny. ¯adnych farmazonów, ¿adnego lania wody czy filozoficznych rozwa¿añ. Typowy rozkaz, za¶ nadawca zapewniê wysy³a³ setki podobnych notek codziennie, wiêc to dla niego nie by³o nic wielkiego. Mo¿na podejrzewaæ, ¿e robi³ to automatycznie niczym robot, bo on by³ tylko po¶rednikiem miêdzy dowództwem, a zwyk³ym szarym Rangerem. Nawet nie zastanawia³ siê kim jest odbiorca i jak± ma misje. Dosta³ rozkaz na kartce, wklepa³ go do komputera i nacisn±³ "Wy¶lij". Resztê ju¿ mia³y zrobiæ maszyny, zmieniaj±c zero jedynkowy w kod impulsy elektryczne.

Odbiorc± by³ James David Clarkson, ¶wie¿o mianowany Ranger drugiego stopnia, dla którego to by³a pierwsza powa¿na misja w tej roli. Dwa lata ciê¿kiego, wymagaj±cego po¶wieceñ treningu oraz wylewania setek litrów potu, o krwi nie wspominaj±c, mia³y go przygotowaæ do roli stra¿nika. Jednak to zadanie by³o bardzo osobiste dla Skippera, jak nazywali go w Akademii. Przecie¿ to on pierwszy odczu³ uderzenie Makai'ego, który prawie go zabi³ podczas walki. I to by³ jego jedyny b³±d.
Pó¼niej próbowa³ go wytropiæ, aby w koñcu zostaæ ponownie zdradzonym, ale tym razem przez siostrê Joy, której ufa³.

Lecz wtedy, gdy klêcza³ na ¶rodku zabytkowego stadionu na Lilly of Valley Island zrobi³ swoj± spowied¼. Wyzna³ grzechy, za¶ deszcz oczy¶ci³ jego duszê. Bóg nakaza³ mu odkupiæ swoje winy jeszcze raz, a jego wys³annikiem by³ ponownie Makai Taka. Czy¿by ten psychopata by³ bratni± dusz± dla Jamesa? Na to pytanie JD dopiero musia³ znale¼æ odpowied¼, ale Taka da³ mu tajemnicy kamieñ, bêd±cy zarazem pierwsz± wskazówk±. Przedmiot za¶ sprowadzi³ go do Kalos, gdzie us³ysza³ o legendzie na temat potê¿nej przemieniê Pokemonów. Nazywano to Mega Ewolucj±.

Obecnie jednak opiera³ siê o boczne nadkole zielonej terenówki, czekaj±c na swoich towarzyszy, poniewa¿ nikt w dowództwie Kalos, nie chcia³ go pu¶ciæ samego. James by³ zbyt wybuchowy cz³owiek, wiêc postanowiono daæ mu dwie "niañki", przez co wszyscy kierowa³ siê do laboratorium lokalnego profesora, Augustine Sycamore'a, zajmuj±cego siê badaniem Mega Ewolucji, aby dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej, jednak wpierw musieli odbêbniæ swoje obowi±zki jako Rangerzy. Czyli patrol po sektorach.

Tu¿ przed nim sta³a m³oda blond dziewoja, która obserwowa³a teren przez nowoczesn± lornetkê, za¶ woln± rêk± szuka³a czego¶ w swoim d³ugim ciemnoczerwonym p³aszczu, zakrywaj±cym czarny golf oraz krótkie shorty. Miranda Lemon, bo tak siê nazywa³a, by³a Rangerk± drugiego stopnia, podobnie jak James, za¶ jej Poke Partnerem by³ mêski Meowstic.

-Co¶ ciekawego? - zapyta³ JD, bawi±c siê urz±dzenie w rêce. Te patrole zaczyna³y go powoli nudziæ, ale to by³ obowi±zek. Nic nie móg³ na to poradziæ.
-Nic a nic – odpowiedzia³a dziewczyna, nie odrywaj±c wzroku od lornetki – Znów czyta³e¶ t± wiadomo¶æ, prawda? Jeste¶ jak ma³e dziecko, któremu zakazano pój¶cia do weso³ego miasteczka.
-Tia. Nie wierze, ¿e kto¶ z dowództwa wys³a³ co¶ takiego – mrukn±³ ignoruj±c docinek z jej strony, po czym ziewn±³. Absol, le¿±ca na masce terenówki leniwie podnios³a g³owê i popatrzy³a na swojego trenera – Kira, my¶li podobnie. Co jak co, ale bardzo do mnie pasuje charakterem – doda³, czekaj±c na reakcje Pokemona, który potrafi³ nawi±zaæ ze swoim trenerem wie¼ telepatyczn± i dziêki temu porozumieæ siê z nim. Chyba przez tak szybko siê polubili.

„Nie prawda” odpar³a zaspana Absol „No dobra, trochê jestem”
„Gdyby¶ nie by³a, to dawno udusi³aby¶ mnie przez sen” zakpi³, co wywo³a³o prychniêcie ze strony stworka."Wiedzia³em. Polujesz na moje ¿ycie"
"Bez gówna, Sherlocku..."


-Zgadzam siê – potwierdzi³a Miri - Tak¿e jest niezno¶na, g³o¶na, chamska, prostacka …
-Dobra, starczy – przerwa³ jej James – I tak wiem, ¿e mnie lubisz, bo inaczej pos³a³by¶ mnie w diab³y ju¿ dawno temu – Miranda spojrza³a na swojego rozmówc±. W jej fioletowych spojówkach mo¿na by³o dostrzec z politowanie dla s³ów Clarksona - Oj we¼ ...
-Zrobi³abym to z diabelsk± przyjemno¶ci±, ale nie mogê. Dowództwo kaza³o nam ciebie pilnowaæ, mówi±c co¶ o wybuchach ...
-Tylko dwa i to nie by³a moja wina na lito¶æ Arceusa! - krzykn±³, co przebudzi³o Kire do koñca – Dobrze wiesz, ¿e to by³ Taka. Czyta³a¶ moj± teczkê, opisy sytuacji … a co ja siê bêdê produkowa³ – machn±³ na rêk± – Prze¿y³em dwa zamachy. Koniec i kropka.
-Które nie by³y w ciebie wymierzone. Pierwszy to mia³ byæ pokaz si³y, a drugi pozbycie siê Kuzihiro oraz tej ca³ej Joy, do której mia³e¶ s³abo¶æ – zakpi³a z niego – Mia³e¶ pecha i zacz±³e¶ my¶leæ fiutem w pewnym momencie. Typowy facet.
-Gdybym ci uratowa³ ¿ycie, to tak¿e mia³by¶ do mnie s³abo¶æ – odgryz³ siê, po czym popatrzy³ w niebo – Ale masz racje. Jestem mato³em …
-Jeste¶ mato³em. Potwierdzam, mimo ¿e znam Cie tylko miesi±c – potwierdzi³a Miranda. James znów machn±³ na ni± rêk± – Hmm, ciekawe gdzie twoja Skarmory panie trener – zakpi³a. JD zacz±³ siê coraz bardziej irytowaæ.

-Tori? Robi to, co twoje poke asystowe ptaszki nie potrafi±, czyli obserwuje – odpar³ spokojnie – Poke Asysta, debilizm.
-Nie umiesz tego obs³ugiwaæ, temu narzekasz. Solana …
-Solana to, Solana tamto. Daj mi spokój – mrukn±³ – Jestem Rangerem drugiego stopnia, a ona ju¿ chyba ma ostatni poziom. Jej Pulse jest do¶æ silny, co muszê to przyznaæ, ale Tinia zdjê³a go. Tak samo jak Pikachu tego dzieciaka Karla ...
-Jak elektryczne ataki nie s± efektowne, to co chcia³e¶ osi±gn±æ – zakpi³ podchodz±c do auta. Kira zeskoczy³a z maski, po czym usiad³a obok swojego trenera. Spojrza³a na niego pytaj±co – Co z twoj± Absol?

„Na serio nie mo¿esz jej po prostu zaprosiæ na kawê? Takie podchody by³y modne w podstawówce, a ty masz ju¿ chyba ponad dwie dychy na karku.” rzek³a Kira. "Masz szanse! Dajesz!"
„Odczep siê, dobra? Co siê upar³a¶ z t± kaw±, przecie¿ mnie i jej nic ³±czy, chyba ¿e … ty ma³y diable”
„James i Miranda zakochana para” zakpi³a „Widzê jakie my¶li masz o niej ty zbere¼niku jeden ...”


-Kira, zabije Cie kiedy¶ za to – warkn±³ James, za¶ Miranda zabra³a wodê z miejsca pasa¿era. Absol tylko u¶miechnê³a siê z³owieszczo, po czym spojrza³a w niebo, próbuj±c dostrzec Tori – Hmm, ciekawe czy co¶ znalaz³a. Trochê mnie martwi, ¿e nie da³a o sobie jeszcze ¿adnego znaku.

-Pewnie nie – odpar³a dziewczyna przyk³adaj±c butelkê do ust. Mia³a ju¿ zabraæ ³yk, ale w tym momencie podmuch wiatru powali³ Rangerkê, wylewaj±c zawarto¶æ na jej golf. James spojrza³ wpierw w górê, a pó¼niej obserwowa³ jak Tori l±duje tu¿ obok niego. Spojrza³ na Kire, która tylko prychnê³a – To by³o chamskie! - krzyknê³a zdenerwowana. Skarmory tylko wrzasnê³a, stroj±c siê do walki. JD pokiwa³ przecz±c± g³ow±, po czym poda³ Mirandzie rêkê. Dziewczyna nie skorzysta³a z gestu, tylko fuknê³a i podnios³a siê o w³asnych si³ach – Dupek.

-Co ja znów?! Nie wiedzia³em, ¿e to zrobi – podszed³ do stalowego ptaka – Znalaz³a¶ co¶ ciekawego, czy dalej nic? - Tori wyda³a z siebie metaliczny skrzek – Rozumiem. Dobra, wracaj do obserwacji -Skamory pokiwa³a g³ow± na tak, po czym wzlecia³a ku górze, za¶ JD spojrza³ na Mirande. Ta mia³a ochotê go rozszarpaæ – Eeee, co?
-Zaraz Cie zabije – Kira znów zachichota³a, po czym wskoczy³a na maskê. James przewróci³ oczami. Nie po raz pierwszy s³ysza³ tak± gro¼bê i nie robi³o to ju¿ na nim wra¿enia. Opar³ siê o maskê, ziewn±³ i wyj±³ swoj± komórkê – S³yszysz?!
-Pó³ lasu s³yszy – mrukn±³ – Uspokój siê. Mówi³em, ja nie mam z tym nic wspólnego. Kira potwierdzi, bo czyta moje my¶li – Absol potwierdzi³a – Tori po prostu ukazuje swoj± rado¶æ …
-Zabije Cie – warknê³a powoli podchodz±c do Skippera. W oczach mia³a ¿±dze mordu – Przegi±³e¶ – rzuci³a siê na Clarksona, a ten odsun±³ siê, po czym z³apa³ za ramie, wykrêci³ je, a drug± woln± rêkê przygniót³ czaszkê Miri do maski auta.
-Spokój – rzek³ JD przyciskaj±c jej g³owê do maski. Kira za¶mia³a siê – Przypominam. Ja mam pas w Krav Madze, nie ty. Ja mia³em byæ trenerem, nie ty, ja …
-Pu¶æ mnie! - krzyknê³a Lemon.

"¦wietnie. Bierzesz sprawy swoje rêce! Mo¿e siê obrócê ..." przerwa³a widz±c ¿±dze mordu w oczach Jamesa.
"Zaraz wrócisz do Pokeballa i tyle bêdziesz mia³a z mo¿liwo¶ci chodzenia wraz ze mn±" warkn±³ JD.


-Przerywam w randce? - zapyta³ pojawiaj±cy siê kolejny Ranger. By³ to czarnoskóry brunet, ubrany w ciemno czerwony p³aszcz z przyczepion± krótkofalówk± na ramieniu, tylko ¿e rozpiêty. Pod nim nosi³ czarny golf oraz jeansowe spodnie. By³ dwa lata starszy od Jamesa, przez co dowodzi³ grupk± sk³adaj±c± siê z by³ego chuligana oraz swojej siostry, gdy¿ Jacob, bo takie imiê posiada³, by³ starszym bratem Mirandy, jednak nie rodzonym, a adoptowanym. Oboje zostali przygarniêci przez pewne ma³¿eñstwo z Cylage City, gdy byli jeszcze ma³ymi szkrabami. W ich ¿y³± nie p³ynê³a ta sama krew, ale byli tak samo blisko jak rodzone rodzeñstwo. Jacob chcia³ chroniæ swoj± siostrê za wszelk± cenê, za¶ Miri w¶cieka³a siê na takie traktowanie, ale w g³êbi duszy by³a mu za to wdziêczna.

-Zostawiæ was na kilka minut, a ju¿ zaczynacie siê do siebie dobieraæ – za¶mia³ siê widz±c ca³a sytuacje. Jego szare ¶lipia wbi³y siê Jamesa, za¶ Mroczny Pokemon zeskoczy³ z maski i podbieg³ do przybysza – Co jest Kira? - pog³aska³ Absol po g³owie – Dobra Skipper, pu¶æ moj± m³odsz± siostrê.
-Jak sobie ¿yczysz – odpar³ JD, uwalniaj±c Mirandê. Ta tylko fuknê³a z³a jak osa – Gdzie teraz, szefie?
-Sprawdzimy jeszcze Battle Cheatu, a pó¼niej jedziemy do Lumiose City. Dosta³em informacje, ¿e Sycamore jest w swoim gabinecie i co¶ odkry³ odno¶nie tych kamieni – odpar³ przybysz, wsiadaj±c do pojazdu. Clarkson wskoczy³ na ty³ terenówki, za¶ Kira tu¿ za nim. Dziewczyna bez s³owa usiad³a na miejscu pasa¿era – Miri, co jest?
-Jest z³a na ca³y ¶wiat – zakpi³ JD, za¶ Jacob zabra³ mikrofon CB Radia do rêki – Meldunek u operacyjnego?
-Trzeba to zrobiæ – nacisn±³ guzik – Tu jednostka g zero osiem zero, zg³aszamy siê, odbiór.
-Tu dowództwo g zero osiem zero, jaki jest was status, odbiór – zatrzeszcza³o radio. Clarkson ziewn±³.
-Sektor omega c dwa dwa sprawdzony. Brak problemów. Kierujemy siê do omega c trzy jeden, po czym do alfa l jeden. Potwierd¼cie, ¿e zrozumieli¶cie, odbiór.
-Potwierdzam g zero osiem zero. Szeroko¶ci, dowództwo bez odbioru – us³yszeli w odpowiedzi. Murzyn od³o¿y³ mikrofon, po czym opali³ terenówkê.

-Dobra. Obud¼cie mnie jak dojedziemy – rzek³ JD, obracaj±c daszek swojej czapki tak aby zas³ania³y oczy, po³o¿y³ siê na po³owie siedzenie, opar³ g³owê o plecak jaki le¿a³ na tylnej kanapie i zamkn±³ oczy. Kira usadowi³a siê na wolnej przestrzeni, tak¿e oddaj±c siê odpoczynkowi – ¦pioch z ciebie demonie – pog³aska³ swoj± podopieczn±, po czym odp³yn±³.

Jaki¶ czas pó¼niej

James przebudzi³ siê gdy do jego uszu dosz³a jaka¶ skoczna piosenka dla nastolatek, które dopiero wchodzi³y w ten "magiczny" wiek. Jego uszy krwawi³y, gdy kolejne s³owa uderza³y w bêbenki. Nie wytrzyma³, tylko szybko podniós³ siê, wyprostowa³em i jednym p³ynnym ruchem zmieni³ stacje radio, ku zaskoczeniu Mirandy oraz Jacoba.
-Was p*jeba³o? - zapyta³ dosadnie, usadawiaj±c siê na fotelu – Co to by³o? Moje uszy krwawi³y.
-One Way czy jako¶ tam – odpar³ kierowca, gdy z g³o¶ników pop³ynê³a jaka¶ ludowa muzyka z mocnym damskim g³osem – No we¼, teraz to chyba ciebie pojeba³o – zmieni³ stacje – S³uchaæ tego pseudo producenta, który ma wiêksze parcie na szk³o ni¿ ten ³ysy go¶æ od duetów? My¶la³em, ¿e masz lepszym gust.
-Przypadek z tym, a co do go¶cia nie mam nic osobistego do niego, ale racja. Kawa³ki robi o kant dupy rozbiæ – ¶ci±gn±³ czapkê, patrz± na poblisk± rzekê. Brakowa³o mu trochê tych spokojnych wypadów z Tini± oraz Krokiem, gdy jeszcze by³ w formie podstawowej, nad jezioro i trenowania. Beztroski czas, ale wszystko siê zmieni³o. Jego ¿ycie rozsypa³a siê jak domek z kart, chocia¿ by³ jeden plus. Rodzice w koñcu byli z niego dumni. Rodzice – Muszê zadzwoniæ do mamy, ale to wieczorem dopiero.
-Maminsynek – zakpi³a Miranda, której poprawi³ siê humor – Chocia¿ … Jacob, mamy chyba jaki¶ prezent dla naszej Ma?
-Mia³a¶ kupiæ – odpar³ zaskoczony ch³opak – Miri!
-Jak zwykle moja wina! - krzyknê³a dziewczyna – Jak zwykle! Wielki pan Ranger trzeciego stopnia, a nie pamiêta o prostym prezencie dla Mamy.
-Z szacunkiem gówniaro. Jestem starszy i mam prawo ...
-Starszy, a g³upszy!

-Bêdziemy w Lumiose to kupicie, w czym taki problem – rzek³ JD przeci±gaj±c siê – Zg³odnia³em trochê. Chyba pora na jaki¶ obiad.
-Racja – Jacob, chc±cy zmieniæ temat, popar³ kolegê po fachu, patrz±c na zegarek na desce samochodu – Dochodzi piêtnasta. Podejdziemy do Cheatu, to co¶ zjemy. Miri?
-Wszystko mi jedno – mruknê³a, gdy doje¿d¿ali do potê¿nego budynku z kamienia. Na Jamesie zrobi³o piorunuj±ce wra¿enie. Nie wiedzia³ jeszcze, jak bardzo piorunuj±ce.

Cze¶æ II

-Witamy w Battle Cheatu – rzek³ portier, który podszed³ do nich – W czym mo¿emy pañstwu pomóc?
-Sprawdzamy czy wszystko w porz±dku i chcieli¶my co¶ zje¶æ – odpar³ Jacob pokazuj±c odznakê.
Tymczasem kilka dzieciaków z daleko obserwowa³o Absol Jamesa, za¶ dwójka próbowa³a podej¶æ. Kira widz±c te podchody, warknê³a daj±c znak, aby nikt siê do niej nie zbli¿a³. Za¶ JD odda³ trzy PokeBalle w rêce siostry Joy, która stacjonowa³a w budynku, przy okazji pokazuj±c jej zdjêcie poszukiwanej. Dalej nie móg³ poj±æ, jak one siê rozró¿niaj±, mimo t³umaczeñ agentki Taki, ale to nie by³o najwa¿niejsze w tym momencie.

-Czyli nie widzia³a¶ jej? - zapyta³ pytanie, aby potwierdziæ to co odpowiedzia³a wcze¶niej.
-Niestety nie. Od kiedy zniknê³a z Lavender Town, to nikt jej nie widzia³ … to chyba by³o jakie¶ dwa lata temu, po tym strasznym zamachu w Lilly of Valey Island.
-Ta, pamiêtam – mrukn±³. Odruchowo sprawdzi³ czy siekierka jest przy jego pasie – No có¿, dziêkuje. Za ile mogê odebraæ swoich podopiecznych?
-My¶lê, ¿e za jakie¶ trzydzie¶ci minut. Najwy¿ej dam je twojej przyjació³ce – odpar³a spokojnie. JD kiwn±³ g³ow± na znak, ¿e zrozumia³, po czym skierowa³ siê ku Mirandzie oraz Jacoba. Ci rozmawiali o prezencie dla swojej mamy.

-Nie widzia³a, co mnie nie dziwi. Makai tak¿e zapad³ siê pod ziemie po uderzeniu w Violet City, jedynie pojawi³ siê podczas turnieju …
-Tak, wiemy. Historie waszej znajomo¶ci wa³kowali¶my chyba tysi±c razy – fuknê³a dziewczyna, po czym skierowa³a siê w kierunku jadalni. James spojrza³ na Jacoba, który tylko wzruszy³ rêkami.
-We¼ kup jej kwiaty na przeproszenie czy co¶ – rzek³ ch³opak do JDiego. Ten pukn±³ siê w g³owê – To siê nie dziw. Wkurzy³e¶ j±, a Miri d³ugo trzyma urazê. Dobra chod¼, bo sam zg³odnia³em – obaj ruszyli, ale Clarkson prawie natychmiast zatrzyma³ siê widz±c jak jego Absol niepewnie przygl±da siê innemu rogowi pokoju. Sam spojrza³ w tym kierunku.

Niby zwyk³a sytuacja. M³ody ch³opak, mo¿e siedemnastoletni, adoruje kobietê niewiele starsz± od Jamesa. Jednak w tej akcji by³o co¶, co zainteresowa³o Kire.
W ciemno mo¿na by³o powiedzieæ, ¿e to nie by³ brunet z charakterystyczn± grzywk±. Zielony T shirt, rozpinana bluza ze stercz±cym ko³nierzykiem oraz podwiniêtym rêkawem, niebieskie jeansy i jakie¶ addiasy. No i gogle na g³owie. Prawie zwyczajny ch³opak.

Za to kobieta wyda³a siê Jamesowi znana. Wysoka niewiasta o d³ugich blond w³osach ubrana w br±zow± skórzan± kurtkê oraz jeansy. Niby skupia³a siê na rozmowie z ch³opakiem, ale jej du¿e niebieskie oczy ukradkiem lustrowa³y zebranych i na jeden krótki moment spotka³y siê z zielonymi spojówkami Jamesa. Przez jego cia³o przeszed³ dreszcz podniecenia. Modlitwy zosta³y wys³uchane.
Ten u³amek sekundy wystarczy³ im obu, aby zrozumieæ z kim maj± do czynienia. Oboje poznali … nie, oboje u¶wiadomili sobie swoje zamiary wzglêdem siebie. Kobiet± u¶miechnê³a siê wydawaæ siê mog³o, ¿e w kierunku swojego rozmówcy, ale to by³ u¶mieszek skierowany do JDiego. Ten sam co ostatnim razem …

James spojrza³ na Kire i oboje wymieni miêdzy sob± my¶li. Absol kiwnê³a g³ow±, po czym ruszy³a za niewiast±, która zabra³a swojego rozmówcê za rêkê i uda³a siê w tylko im znanym kierunku.
-Pakuje siê w pu³apkê – mrukn±³ sam do siebie, a nastêpnie zwróci³ siê do Jacoba – Zaraz do was do³±czê, dobra? Kira chce siê przewietrzyæ.
-Dobra, my ju¿ zamówimy – odpowiedzia³ Jacob, po czym obaj ruszyli przeciwne strony – Mam z³e przeczucia – wyj±³ swój Holoclaster i wybra³ numer – Officer Jenny? Tutaj Jacob Lemon, Kalos Pokemon Ranger Squad. Bêdziemy potrzebowaæ …

Tymczasem James pod±¿a³ za kobiet± i jej kochankiem. By³ pewny co do to¿samo¶ci niewiasty, ale jegomo¶æ tak¿e mu wydawa³ siê do¶æ znajomy. Jakby gdzie¶ go ju¿ spotka³, albo przynajmniej widzia³ z daleka. Przecie¿ Ona musia³a mieæ jaki¶ cel, robi±c z ch³opaka, jeszcze nie¶wiadom± swojej roli, przynêtê na Rangera ... albo by³ inny, nie znany jeszcze Jamesowi powód.
W koñcu wyszli na do¶æ du¿y placyk znajduj±cy siê na ty³ach przybytku. Ku zadowoleniu Jamesa, nie by³o nikogo postronnego w pobli¿u, dziêki czemu nie musia³ patrzeæ siê na cywili, a tym samym na punkt trzeci rozkazu. Delikatny wiatr poruszy³ koronami drzew dooko³a, gdy para siê zatrzyma³a. Ch³opak dopiero wtedy zauwa¿y³ JDego.

-Dobra, starczy tych gierek – rzek³ James w kierunku dwójki. Spojrzenie jego i kobiety spotka³y siê na kilka sekund. Teraz by³ ju¿ pewny - Bêdzie stawiaæ opór, czy podasz siê … Joy? - zapyta³, za¶ Kira zawarcza³a. Ch³opak zrobi³ krok w przód – Pos³uchaj mnie go¶ciu, to nie jest twoja sprawa.
-Za kogo siê uwa¿asz? - warkn±³ brunet, za¶ w jego d³oni pojawi³ siê Pokeball – Ashley, odsuñ siê, zaraz poka¿e temu punkowi gdzie jest jego miejsce!
-Ashley? Nie staæ cie na co¶ bardziej wymy¶lnego? - zakpi³ z poszukiwanej. Ta za¶mia³a siê – A i nie punk, tylko – pokaza³ odznakê – James Clarkson, Johto Pokemon Ranger Squad. Ta kobieta jest poszukiwana …
-Nie staæ cie na co¶ bardziej wymy¶lnego? - teraz to ona zakpi³a, po czym zwróci³a siê do ch³opaka – Nie przejmuj siê nim Tony. To mój by³y facet. Jest straszny zazdrosny o to, ¿e zerwa³am z nim, wiêc wymy¶la jakie¶ chore bajki – sk³ama³a. JD przewróci³ oczami – Poka¿ mu miejsce w szeregu. Przecie¿ taki szczur, nie jest problem dla ciebie.
-Nie b±d¼ tak cwana Joy, oj nie b±d¼. Dobra, miejmy to z g³owy, przes³uchanie czeka – chcia³ zrobiæ krok, ale Tony rzuci³ kule z której wy³oni³ siê Poliwrath – S³uchaj casanovo. Próbuje uratowaæ ci ty³ek oraz wype³niæ swoje zadanie, wiêc ³askawie odwo³aj swoj± kijankê i daj mi w spokoju …
-Kupi³e¶ sobie odznakê na bazarze za kilka dolców i uznajesz siê za Rangera? Rana, poka¿my mu gdzie jest jego miejsce!
-Ej! - krzykn±³ poruszony t± zniewag± munduru – Zbyt du¿o kosztowa³o mnie zostanie Ranger, wiêc ¿aden marnej jako¶ci casanova nie bêdzie mi ubli¿aæ – James siêgn±³ po Pokeballe, ale kieszeñ by³y tylko dwie kule. Kiry oraz Tori – Cholera no tak, zostawi³em ekipê na przegl±dzie – mrukn±³, po czym spojrza³ na Absol.

„Kira …” zacz±³ spokojnie. Mroczny pies pokiwa³ przecz±co g³ow±.
„Przecie¿ on ma przewagê typów! Zapomnij!” odpar³a lekko zaniepokojona.
„Kira proszê …”
„Nie! Jeszcze mi futro zamoczy.”
„Kira! W³a¼ na pole walki!” krzykn±³ mentalnie. Absol westchnê³a.
„Dobra, no ... „ rzek³a zrezygnowana.


Mroczny Pokemon zrobi³ dwa kroki naprzód i stanê³a naprzeciw wodno walcz±cego Pokemona. James jeszcze raz spojrza³ na Tony'ego, który pali³ siê do walki. Za¶ Joy/Ashley sta³a za nim z za³o¿onymi rêkami i z wrednym u¶mieszkiem na twarzy.
-Pora wróciæ do siod³a - przekrêci³ daszek czapki o 90 stopni w prawo - Wiesz kto jest nastêpny? - wskaza³ na Tony'ego – Ty jeste¶ nastêpny! - a nastêpnie palce przesun±³ na kobietê – A pó¼niej ty! Kira, Psycho Cut!

Ostrze na czubku g³owy Absol zab³ys³o na jasnoniebiesko, po czym wykona³a kilka ruchów swoj± czaszkê, tworz±c co¶ przypominaj±ce ostrza, które popêdzi³y ku Poliwarhtowi. Tony chyba przewidzia³ taki ruch ze strony Jamesa, poniewa¿ rozkaza³ u¿yæ Bubblebeam, aby skontrowaæ atak, po czym doda³, aby jego podopieczna podbieg³a i próbowa³a uderzyæ Kire. Mroczny Pokemon, odskakiwa³ przy ka¿dej próbie ciosu, czekaj±c na odpowiedni moment, ale pope³ni³a b³±d. Spó¼ni³a siê o u³amek sekundy, przez co uderzenie otwart± d³oni± og³uszy³o j±. Pó¼niej by³o drugie, poprawiaj±ce poprzedni cios. Trzecie uderzenie prawie powali³ Kire, ale przed czwartym ju¿ uciek³a poprzez skok do góry, po raz kolejny u¿ywaj±c Psycho Cuta. Jednak brunet wyczu³ intencje mrocznego Pokemon, rozkazuj± Ranie wyprowadziæ Submmision. Jedna z finalnych ewolucji Poliwaga z³apa³a Disaster Pokémon za tylne ³apy i p³ynnym ruchem rzuci³a Absol o pod³o¿e. Tylko James zauwa¿y³, ¿e jej oczy zab³ys³y na sekundê. Mog³o to oznaczaæ tylko jedno.
-Kira! - krzykn±³ James, gdy jego podopieczna wsta³a – Jeste¶ w stanie jeszcze walczyæ?

„Nie zadawaj g³upich pytañ.” warknê³a ”Jaki¶ plan?”
„Gramy na czas.”
„Dobra, ale mam nadzieje, ¿e widzia³e¶ co zrobi³am” odpar³a.


-Slash! - rozkaza³. Absol zaczê³a biec w kierunku Rany, ta za¶ przyjê³a odpowiedni± pozycje, tak jakby oczekiwa³a tego ataku.
-Rana, Circle Throw, po czym Dynamic Punch! - Tony wyda³ polecenie, oczekuj±c, prostej, bezproblemowej wygranej.
-Tak jak my¶la³em – mrukn±³ JD, za¶ wodno-walcz±cy Pokemon z³apa³ jego podopieczn± w pasie i przerzuci³a przez g³owê, po czym prawie natychmiast powsta³, chc± zadaæ ostateczny cios. Jednak jakiej by³o jej zdziwienie, gdy zamiast jednej Kiry by³o ich piêciu. Ka¿da gro¼ne warcza³a na rywalkê. Tony by³ zaskoczony takim obrotem sytuacji, ale nie pokaza³ tego po sobie – Calm Mind!

-Nie pozwól na to! Bubblebeam! - odpar³ casanowa, rozmy¶laj±c nad strategi± swojego rywal – Wie, ¿e mam przewagê typów, ale mimo to atakuje, a nie próbuje zadawaæ ciosów z dystansu. Albo ma co¶ zanadrzu, albo jest g³upszy od tych dwóch cz³onków Team Flare, których pokona³em z Max'em - tymczasem wodny stworek wykona³ polecenie. Wystrzeli³ w hordê Absolów, które zab³ys³y na bia³o, strumieñ b±belków. Cios niszczy³ kopie jedn± po drugiej, a¿ w koñcu trafi³a w odpowiedni±. Jednak by³o ju¿ za pó¼no. Specjalny Atak i Obrona Disaster Pokemona wzros³y – Dynamic Punch! Nie pozwól aby ciê zaatakowa³a!

Kira odskoczy³a po ataku b±belków jaki przyjê³a na siebie, a nastêpnie ponownie u¿y³a Psycho Cuta. Rana po raz kolejny unika³a psychicznych ostrzy, za¶ jej pie¶æ zab³ys³a na niebiesko. By³a ju¿ tak blisko, gdy spostrzeg³a wredny u¶mieszek na twarzy Absol. Tony i Joy tak¿e do dostrzegli, ale nie wiedzieli czemu Pokemon u¶miecha siê przed znokautowaniem. Jednak po chwili ca³a trójka odkry³a prawdê.
Prawd± by³ promieñ o wszystkich kolorach têczy, który uderzy³ ca³kowicie zaskoczon± Rane, prawie j± nokautuj±c. Ostrze Kiry za¶wieci³o na bia³o, co mog³o znaczyæ, ¿e u¿y³a Sword Dance. Jej Atak wzrós³.

-Co to by ... Future Sight? - zapyta³ Tony widz±c jaka jego Poliwarth siê podnosi – Jednak jeden cios nie móg³by powaliæ mojej podopicz ... ach tak – zreflektowa³ siê – Calm Mind zwiêksza specjalny atak, przez co cios okaza³ siê silniejszy ni¿ normalnie. Gra³e¶ na czas, bo wiedzia³e¶, ¿e mój Pokemon uniknie ciosów twojej Absol, a teraz zwiêkszy³e¶ sobie Atak. Niez³y pomys³, poczekaj, zapisze to sobie – wyj±³ z plecaka notatnik.
-Gdzie¶ to ju¿ widzia³em – mrukn±³ JD, obserwuj±c sytuacje. Dostrzeg³, ¿e Joy u¶miechnê³a siê z³owieszczo – Wiêc o to ci chodzi. Czy¿by Taka potrzebowa³ notatek jakiego¶ gówniarza? - zada³ sobie pytanie, za¶ Tony zanotowa³ – Ju¿? Mo¿emy wracaæ do walki?
-Tak. Rana, Hypnosis! - rozkaza³ ch³opak. Clarkson u¶miechn±³ siê pod nosem – Nie podoba mi siê to ... - doda³ w momencie gdy brzuch jego Pokemona zacz±³ wirowaæ, próbuj±c u¶piæ Kire.
-Magic Coat! - rzek³ krótko Clarkson. Tony próbowa³ jeszcze cofn±æ komendê, ale by³o ju¿ za pó¼no. Absol stworzy³a przed sob± przypominaj±ce co¶ lustro, które odbi³o atak, usypiaj±c Rane – Podasz siê, czy mamy to zakoñczyæ przez Ogoshi ...

„G³upia nazwa dla Night Slash.” mruknê³a Kira
„Cicho. Wiesz, ¿e lubiê nazywaæ wasze finishery”


-Dobra, podaje siê – mrukn±³ niezadowolony Tony, podchodz±c do Rany – Dobrze siê spisa³a¶ – JD gwizdn±³, co zwróci³o uwagê ch³opaka. Rzuci³ mu jaka¶ jagódkê – Mint Berry, dziêki – mrukn±³ zdziwiony. Brunet poda³ owoc swojemu Pokemonowi, który po chwili siê przebudzi³. Tony u¶miechn±³ siê do Rany, a nastêpnie j± odwo³a³, wymieniaj±c rêce Pokeball.
-Co siê tak patrzysz?! Skop mu ty³ek, przecie¿ by³e¶ uczestnikiem Bursztynowego Turnieju i walczy³e¶ z finalist±! - krzyknê³a zdenerwowana Joy. Tony zdziwi³ siê tym wybuchem agresji ze strony kobiety, która z wyra¼n± irytacj± patrzy³a na Jamesa.

-Okej. Desertmon, potrzebuje twojej asysty! - krzykn±³, a po chwili nad polem walki zawis³ Flygon. JD zdziwi³ siê, bo pierwszy raz widzia³ tego Pokemona. Wyj±³ swoje urz±dzenie i szybko zeskanowa³ stwora – Masz Pokedex?
-Nie, to takie urz±dzenie Rangerów. Pokazuje podstawowe dane o stworku. Okej, ziemia smok … nie cierpiê smoków – odpar³, po czym popatrzy³ na Kire. Ta dalej odczuwa³a skutki poprzedniej walki, wiêc stwór z Hoenn mia³ przewagê. Zmiana nie wchodzi³a w drogê, poniewa¿ jego Pokemony by³y u siostry Joy … chocia¿. Spojrza³ w niebo i u¶miechn±³ siê. By³a jednak szansa na równy pojedynek w powietrzu.

„HALO! ZIEMIA DO JAMESA! JA TU OBRYWAM, WIÊC PRZESTAÑ MY¦LEÆ O TY£KU MIRANDY, TYLKO MI POMÓ¯!”

Natychmiast jego wzrok wróci³ na pole walki, gdzie Absol unika³a kolejnych rzucanych kamieni. By³a wyra¼nie zirytowana zachowaniem swojego trenera i gdyby mog³a, to u¿y³aby Psycho Cuta na nim.
-Dragon Beath! - krzykn±³ Tony pewny swojej wygranej. Jego Flygon wystrzeli³ w rywalkê niebieski promieñ.
-Protect, a nastêpnie Batton Pass! - Kira stworzy³a przed sob± zielon± ¶cianê, o któr± rozbi³ siê cios, po czym za¶wieci³a siê na sekundê, aby w ostateczno¶ci wróciæ do Pokeballa. JD siêgn±³ po drug± kule jak± mia³, za¶ Absol wydosta³a siê przedmiotu – Dziêki Kira, a teraz pora na mojego drugiego Pokemona – rzuci³ przedmiot ku górze. Tony oraz Joy w napiêciu oczekiwali na pojawienie siê drugiego podopiecznego Jamesa, ale Pokeball otworzy³ siê i … tyle. Skipper z³apa³ pust± kulê, po czym u¶miechn±³ siê szeroko – Ups, zapomnia³em …

-Kpisz sobie ze mnie?! - wrzasn±³ Tony – Jestem Anthony Emerald! Toczy³em epickie bitwy z Jasonem Jupiterem, Steven, Darionem, Tamar± czy … - przerwa³ s³ysz±c charakterystyczne skrzeczenie.
-Gdyby¶ da³ mi dokoñczyæ, to by¶ wiedzia³, a tak – wzruszy³ ramionami, po czym zacz±³ przypominaæ sobie nazwisko ch³opaka. Emerald, gdzie¶ na pewno je s³ysza³ – A teraz wszyscy razem! Krzycz Tori! Krzycz Tori!

Desertmon, gdy ujrza³ pêdz±c ku niemu Skarmory, nie mia³ ju¿ czasu na reakcje. Zaliczy³ bliski kontakt ze stalowy skrzyd³ami Tori, która ponownie wznios³a górê, przygotowuj±c siê do kolejnego podej¶cia, które nadesz³o po chwili, ale smok by³ szybszy.
-Sandstorm! - krzykn±³ Tony, zak³adaj±c swoje gogle na oczy – Muszê zniwelowaæ jako¶ jego przewagê – pomy¶la³, gdy pole walki ogarnê³a burza piaskowa – Desertmon, u¿yj Hone Claws, po czym Fire Punch!
-Tori! - James zas³oni³ sobie oczy rêk±, próbuj±c dostrzec swojego Pokemona. Us³ysza³ jedynie skrzeczenie – Kontruj wszystko Metal Soundem. Wierze w ciebie.

Tori próbowa³a wypatrzyæ swojego rywala, który mia³ teraz nad ni± przewagê. W tej burzy czu³ siê jak ryba w wodzie. Jako Vibrava dorasta³ na pustynie Hoenn, gdzie spotka³ swojego dotychczasowego trenera, a tam panowa³y i¶cie spartañskie warunki. Teraz to on polowa³, a Skarmory by³a zwierzyn±. Nie odwrotnie. Atak z powietrza go zaskoczy³, ale ju¿ nie da siê nabraæ.
W koñcu wyczu³ odpowiedni moment. Jego pie¶æ zab³ysnê³a na czerwono, za¶ on sam pogna³ ku rywalce. Zorientowa³a siê zbyt pó¼no, aby unikn±æ ciosu, lecz wyda³a z siebie potê¿ny metalowy skrzek. Równocze¶nie Fire Punch dosiêgn±³ celu, zadaj±c do¶æ mocne obra¿enia, ale sam odczu³ atak rywalki. Natychmiast odlecia³, aby zregenerowaæ swoje zdrowie, lecz Tori siedzia³a mu na ogonie. Rozpoczê³a siê po¶cig pomiêdzy oboma lataj±cymi typami. Desermont próbowa³ siê pozbyæ metalowego ptaka, ale ta u¿y³a Agillity, zmniejszaj±c niebezpiecznie dystans miêdzy oboma Pokemonami. Smok pogna³ ku górze, czekaj±c na odpowiedni moment. Jego pie¶æ ju¿ p³onê³a, za¶ z ka¿d± chwil± burza piaskowa odbiera³a trochê ¿ycia Skarmory. W koñcu nadszed³ ten moment.
Obróci³ siê o 180 stopni i zapikowa³ ku rywalce. Ta odbi³a w bok, chc± unikn±æ kolizji, ale Flygon na to czeka³. Zanurzy³ pie¶æ w odsuniêtym brzuchu Tori, wytracaj±c j± z równowagi, przez co zaczê³a pikowaæ. Desermont nie chcia³ odpu¶ciæ, tylko zakoñcz to jak najszybciej. Pie¶æ dalej p³onê³a, za¶ burza powoli ustêpowa³a na rzecz s³oñca.

Tymczasem na ziemie trwa³a dyskusja pomiêdzy trenerami.
-Gratuluje pomys³u! - zakpi³ JD – Nic nie widaæ!
-Ja widzê – odpar³ Tony, który za³o¿y³ ko³nierzyk swojej koszuli na usta, aby uchroniæ siê przed piaskiem.

„Ma gogle, temu widzi. Powiniene¶ sobie kupiæ gogle, wiesz …” Kira zaczê³a swój wywód
„Od kiedy znasz siê na modz … k*rwa, ju¿ pamiêtam! „


-Jasna cholera! Joy, ty ma³a wredna s*ko! - krzykn±³ zdenerwowany – Specjalnie to zrobi³a¶! Makai kaza³ Ci, aby¶ ¶ledzi³a poprzednie jego ofiary, a tylko o Emeraldzie by³o ostatnio g³o¶no! Chcesz pozbyæ siê ¶wiadków, bo wie, ¿e tym razem dobierzemy mu siê do ty³ka!
-Makai Taka … chwila! - wykrzycza³ Dialgu¶, odwracaj±c siê w miejsce gdzie sta³a Ashley, ale ju¿ nie by³o – Co tutaj jest grane?!
-Co¶ ci zaczyna ¶witaæ? Przypomnê ci. To ten psychol …
-Pamiêtam … chcesz mi powiedzieæ, ¿e ona jest jego wys³anniczk± … - obaj us³yszeli charakterystyczny ¶miech. ¦miech psychopaty z Kanto - O cholera!
-Tori, Sunny Day natychmiast! - James siêgn±³ po toporek, bêd±c gotów do ataku. Nad polem walki pojawi³o siê s³oñce, powoli rozpraszaj±c burze piaskow±. JD ruszy³ w kierunku Emeralda, maj±c bardzo z³e przeczucia – Tony! - krzykn±³ gdy Sandstorm s³ab³. By³ ju¿ w po³owie dystansu, gdy us³ysza³ charakterystyczne skrzeczenie bólu. Spojrza³ w niebo – Ten dzieñ nie móg³ siê lepiej skoñczyæ, prawda? - zakpi³, widz±c jak nieprzytomna Tori leci ku niemu. Nie zd±¿y³by siêgn±æ po Pokeball, za¶ Kira by³a zbyt daleko aby go uderzyæ.
-Desertmon, z³ap Skarmory za nim upadnie! - krzykn±³ Tony. Flygon pogna³ ku Tori, ³api±c ja w odpowiedniej odleg³o¶ci od Jamesa. Ten spojrza³ na Emeralda, który wygl±da³ na ca³ego – Powiesz mi co tutaj siê dzieje? - zapyta³, ale nie uzyska³ odpowiedzi. JD rozejrza³ siê dooko³a i spochmurnia³. Joy ju¿ nie by³o.
-Cholera jasna … masz swój notesik? - zapyta³ casanowy, odwo³uj±c Tori – Dobra robota, zas³u¿y³a¶ na odpoczynek – schowa³ Pokeball za pas. Tymczasem Emer sprawdzi³ plecak i kieszenie, bêd±c wyra¼nie zaniepokojonym – Tak s±dzi³em. Dobra chod¼, spiszemy zeznania i pogadamy na spokojnie …

Cze¶æ III

Jaki¶ czas pó¼niej

James w³a¶nie koñczy³ wys³uchiwaæ historii Tony'ego. Szybko sobie wyja¶nili to i owo, po czym porozmawiali o Tace. O dziwo ch³opak nie widzia³, ani nie s³ysza³ o nim od tej sytuacji Hoenn, co mog³o znaczyæ, ¿e Makai nie by³ nim zainteresowany. Jednak musia³ istnieæ powód, czemu ten dupek go napad³. Czy¿by chodzi³o mu o ten dziennik?

-Dziwne – rzek³ James – Zjeba³e¶ mi akcje, ale mimo wszystko, pomog³e¶ mi. Sprawdzi³em Kire oraz Tori w walce, wiem, ¿e Joy oraz Makai czego¶ szukaj± – wyci±gn±³ kule – Tylko po co mi to dawa³, to ja nie wiem …
-Mam co¶ podobnego – rzek³ Tony, wyci±gaj±c podobny kamieñ – Le¿a³ on sobie miêdzy ska³ami przy Victory Road w Johto. Profesor Oak nie wiedzia³ co to jest, wiêc wys³a³ mnie tutaj, a ¿e spotka³em pewnego fajnego typa …
-Victory Road w Johto – mrukn±³ JD. Momentalnie wróci³ wspomnieniami do wydarzeñ, które rozpoczê³y jego podró¿ ku ciemno¶ci. Poci±g, trasa miêdzy Kanto a Johto, ¶nie¿ne szczyty, jego pierwsze spotkanie z Joy. No i pierwsza walka z Taka. Nie równa, bo zdominowana przez psychola, ale zdj±³ jednego z jego Pokemonów.
-S³uchasz mnie? - Tony wyrwa³ go z odmêtów wspomnieñ. James kiwn±³ g³ow± na tak, po czym zauwa¿y³, ¿e w ich kierunku zmierza³a Miranda – Hej maleñka …

-Maleñka to mo¿e byæ twoja pa³a – warknê³a Miri, po czym uderzy³a Jamesa w ty³ g³owy – £adnie tak mnie wystawiaæ? Gdzie siê w³óczy³e¶ z moim bratem?!
-Nie wiem o co ci chodzi. Jacob mia³ do ciebie przyj¶æ, ja za¶ mia³em nosa – Absol warknê³a – Znaczy moja kochana Kira mia³a i wypatrzyli¶my Joy.
-Chwila, t± Joy?! - krzyknê³a zdenerwowana – Aresztowa³e¶ j±? Sprawa zakoñczona?
-Nie, bo mój nowy kolega, próbowa³ zabajerowaæ Joy. A opowiem Ci przy obiedzie, bo teraz na serio muszê co¶ zje¶æ – odpar³ zdziwiony. Zastanawia³ siê, gdzie wciê³o brata dziewczyny.
-Mia³e¶ czas– mruknê³a Miri, po czym jej wzrok siê przeniós³ na bruneta u¶miechaj±cego siê przyja¼nie – Mo¿e nas zapoznasz, panie wielki wojowniku?
-Miri to Tony Emerald, go¶æ który tak¿e mia³ zatargi z Makaim. Casanovo to Miranda Lemon, moja kole¿anka po fachu …

„Kole¿anka po fachu, tia jasne ...” zakpi³a Kira, ale JD zignorowa³ to „Tchórz”

-Mi³o mi – rzek³ Emer, za¶ JD schowa³ d³onie do kieszeni spodni – Mieli¶my trochê z³y pocz±tek, ale mo¿emy to naprawiæ …
-Zapo …
-Miri, spiszesz od niego zeznania? Ja muszê co¶ za³atwiæ – powiedzia³ odchodz±c. Nie zwa¿a³ na protesty Mirandy. Po prostu odszed³, kieruj±c siê ku budynkowi. Chcia³ odebraæ swoje Pokemony. Kira pod±¿y³a tu¿ za nim.

Kilka minut pó¼niej James wróci³ na miejsce, gdzie Miranda koñczy³a spisywaæ zeznania, odpêdzaj±c siê od koñskich zalotów Tony'ego. Kira fuknê³a, daj±c wyraz swojemu niezadowoleniu zachowaniem swojego trenera.

„Dobra, wygra³a¶. Zaproszê Mirandê na t± cholern± kawê w tym zasranym Lumiose City, tylko przestañ wa³kowaæ ten temat” rzek³ do swojego Pokemona, a ta tylko u¶miechnê³a siê „Absol swatka, ja pi*erdole”

-Ju¿? - zapyta³ Clarkson podchodz±c do dwójki ludzi. Lemon wygl±da³a jakby zaraz mia³a eksplodowaæ ze z³o¶ci. Tony podpisa³ swoje zeznania na tablecie, koñcz±c ten ¿mudny proces – Szybko.
-Krótko i zwiê¼le. Twój raport bêdzie obszerniejszy – odpar³a z wyra¼n± satysfakcj± w g³osie. Skipper spochmurnia³ na sam± my¶l o pisaniu raportu – Dobra, chod¼my. Poszukajmy mojego brata i jed¼my do tego profesora.
-A mo¿e dasz zaprosiæ siê na kawê? - rzek³ ju¿ desperacji Emerald, widz±c, ¿e jego podryw nie przynosi skutku. Lemon mia³a ju¿ wybuchn±æ, ale JD by³ szybszy.
-W sumie to mam pomys³. Jest remis w naszej poprzedniej walce, to co powiesz na trzeci± rundkê. Jak wygrasz, to Miri pójdzie z tob± na kawê – rzek³. Oboje spojrzeli na bruneta jak na szaleñca, a przy okazji blondynka mia³a ochotê go rozszarpaæ. Emer pokiwa³ g³ow±, daj±c sygna³, ¿e siê zgadza – ¦wietnie, Miri posiedziujesz? - zada³ kolejne pytanie.
-Tak - Rangerka wycedzi³a przez zêby, po czym skierowa³a siê ku ¶rodkowi pola walki, lecz wyszepta³a jedno zdanie do Skippera – Tylko przegraj, a zabije Cie podczas snu – James prychn±³, po czym cofn±³ siê o kilka metrów. W jego rêce pojawi³ siê Pokeball – To bêdzie pojedynek treningowy pomiêdzy James Clarksonem z Olivine City a Anthony Emeraldem z Petelburg. Ka¿dy uczestników mo¿e u¿yæ tylko jednego Pokemona. Pojedynek trwa, a¿ do momentu gdy jedna ze stron bêdzie niezdolna do walki. Gotowi?

-Krok, potrzebuje twoje asysty! - krzykn±³, James ciskaj±c kule w kierunku pola walki.
-Buckie, naprzód! - rykn±³ Dialgu¶. Sekundê pó¼niej Sceptile oraz Feraligatr zwar³y siê. Rozpoczê³a siê próba si³ – To bêdzie krótkie. Mam przewagê typów oraz ...
-Nie wym±drzaj siê, tylko walcz – rozkaza³ James – Przerzuæ go przez plecy i Ice Punch! - jego Pokemona prze³ama³ klincz, obróci³ siê plecami do rywala i silnym ruchem przerzuci³ go przez bark. Chcia³ wyprowadziæ uderzenie piê¶ci±, jednak Sceptile zablokowa³ cios X Scissorem. £apa Kroka odbi³a siê od ostrzy Buckie, za¶ ten przeturla³ siê przez bok, natychmiast wstaj±c. Ogon Aligatora, który rozb³ysk na jasnoniebiesko, zdzieli³ ods³oniêtego startera z Hoenn – Nugerani! - krzykn±³ JD widz±c dogodn± sytuacje. W pysku jego Pokemona zaczê³a gromadziæ siê niebieska kula, która po sekundzie wystrzeli³a w kierunku rywala. Ten odskoczy³ i bêd±c jeszcze w powietrzu odpowiedzia³ gradem ro¶linnych pocisków, a te dosiêg³y Kroka, zadaj±c mu do¶æ du¿e obra¿enia.

-Leaf Blade! - krzykn±³ Emer, za¶ Sceptile po wyl±dowaniu pogna³ ku rywalowi, a jego li¶cie zamieni³y siê w ro¶linne ostrza. Chcia³ zadaæ dwa precyzje ciêcia, ale Aligator z³apa³ swoimi ¶wiec±cymi ³apami ostrza. Znów zaczê³a siê próba si³ – Brick Break?
-Ta, wpadli¶my na to jak jeszcze by³ Croconawem – odpar³ JD, za¶ nad polem walki za¶wieci³o s³oñce. James spojrza³ na kule na plecach Buckie, które mieni³y siê potê¿nym blaskiem – Cholera! Krok, odskocz do ty³u! Natychmiast!
-Za pó¼no! Solarbeam! - krzykn±³ pewny swojego Tony'ego. Mia³ powodu do rado¶ci. Jeden z najpotê¿niejszych specjalnych ataków typu ro¶linnego pogna³ ku Aligatorowi, lecz ten jakim¶ cudem unikn±³ ataku.
-Cholera, nie musi nawet prze³adowywaæ – powiedzia³ James. Krok, który gotowa³ siê do ataku, rykn±³ – My¶l JD, my¶l … - przerwa³, patrz±c na wkurzon± Mirande.

„Ona mnie zabije przecie¿” rzek³ do Kiry, a ta tylko siê za¶mia³a.
„Sam siê w to pakowa³e¶” odpar³a mu „Trzeba by³o po prostu j± zaprosiæ, a nie robiæ jakie¶ pojedynki”
„Dziêki za pomoc. To twoja wina, bo od trzech tygodni wiercisz mi dziurê, aby zaprosi³ j± na kawê … wariant d piêæ. Powinien wystarczyæ”


-Dobra - rzek³ James widz±c jak Aligator odskakuje od kolejnego ataku – Rain Dance! Bêdzie mia³ czas na dwa ataki, ale wytrzymamy – rozkaza³. Krok rykn±³, za¶ nad polem walki zaczê³y pojawiaæ siê ciemne chmury. Sceptile strzeli kolejny raz, tym razem trafiaj±c. Krok pad³ na ziemie – Nie!
-To chyba … - przerwa³ widz±c jak z pyska aligator wystrzela niebieska kula – Buckie unik! - Sceptile chcia³ odskoczyæ, ale promieñ trafi³ w jego nogê, zamra¿aj±c j± na amen. Ro¶linny stworek zosta³ unieruchomiony.
-Wariant d piêæ! - krzykn±³ JD
-Jaki wariant? - zapyta³ Emer, za¶ Feraligatr powsta³ i rykn±³. Jego cia³o otoczy³a woda – Aqua Jet …
-Powiem ci co siê teraz stanie – zacz±³ James, za¶ Krok wystrzeli³ ku górze – To bêdzie twój ko …
-Solarbeam! - rykn±³ Tony w akcie desperacji. Skippera zatka³o. Tego siê nie spodziewa³. Buckie zacz±³ ³adowaæ promieñ, za¶ wodny stwór gna³ ku niemu dalej, ale spostrzeg³ swoj± sytuacje.
-Nugerani, ale zamró¼ siê sam – rozkaza³ niepewnie Clarkson. Ta taktyka by³a szaleñce ryzykowna, ale jedno nauczy³ siê do Stevena – Ryzyko pop³aca - mrukn±³, za¶ Krok zaufa³ swojemu trenerowi i wykona³ polecenie, zmieniaj±c siê w bry³ê lodu. Chwile pó¼niej Sceptile wystrzeli³ promieñ.

„Co ty kombinujesz?” zapyta³a zaciekawiona Absol, widz±c jak promieñ uderza w bry³ê „To gwarantowany nokaut, nawet ten drañ Krok tego nie przetrwa.”
„Pada ju¿ deszcz, przez co si³a Solarbeamu jest mniejsza. No i je¶li dobrze kombinuje ...” przerwa³ widz±c jak promieñ znika. Feraligatr by³ ca³y i zdrowy „.. to cios tylko roztopi lód. Teraz koniec”


-Ice Punch, po czym Osotogari! - krzykn±³ JD, za¶ pie¶æ Krok zab³ys³a na niebiesko. Buckie przyj±³ cios jak prawdziwy mê¿czyzna oraz próbowa³ siê jeszcze zrewan¿owaæ, ale ogon otoczony przez strumienie wody powali³ go – Dobra walka.

-Wygrywa James Clarkson – powiedzia³a Miri z wyra¼n± ulg± w g³osie. Tony odwo³a³ Sceptile'a, za¶ JD podszed³ do niego. Obaj uciele¶nili sobie d³oñ – Mo¿e jednak nie jest takim mato³em … - przerwa³a, gdy jaka¶ dziewczynka podbieg³a do nich i wrêczy³a co¶ Emeraldowi. Ten wyra¼nie ucieszy³ siê, podobnie jak Clarkson – Ciekawe co – mia³a siê ruszyæ, ale Kira zagrodzi³a jej drogê – Mêskie sprawy, tak? - zapyta³a siê Absol, a ta tylko pokiwa³a g³ow± – Co¶ czujê, ¿e to twoja sprawka.

James i Anhtony wymienili miêdzy sob± jeszcze kilka s³ów, po czym siê po¿egnali. Clarkson wróci³ do Miri, która sta³a z jego Pokemonami. Mia³ ju¿ co¶ powiedzieæ, ale us³yszeli kobiecy krzyk. Pierwsza wystartowa³a Kira, a tu¿ po niej reszta.

Epilog

Przy jednej ¶cian by³o ju¿ do¶æ du¿o zbiegowisko ludzi. James oraz Miranda przecisnêli siê przez t³um, ale to co zobaczyli przerazi³o ich, zarazem rozwi±zuj±c zagadkê gdzie by³ Jacob.
Odpowied¼ by³a prosta – zosta³ ukrzy¿owany, ale nie tak jak Jezus. Napastnik wpierw go dotkliwie pobi³, po czym przywi±za³ jego rêce do lin i zawiesi³ na koñcach jednej ze ¶cian budynku. Za pewnie nie by³o ¶wiadków, poniewa¿ ta cze¶æ ogrodu by³a wy³±czona z u¿ytkowania z powodu remontu elewacji.
Miri wpierw g³o¶no krzyknê³a imiê swojego brata, po czym pad³a na kolana i zala³a siê ³zami. James zachowa³ zimn± krew, bo wiedzia³, ¿e musi co¶ zrobiæ. Domy¶la³ siê, kto jest sprawc±.

-Kira, Psycho Cut w liny! Krok z³ap go nim upadnie! - rozkaza³. Oba jego Pokemony wykona³y polecenie. Absol swoim psychicznym ostrzem przeciê³a liny, za¶ Aligator z³apa³ rannego Jacoba. James podbieg³ do kolegi i pobie¿nie sprawdzi³ jego stan. Na szczecie ¿y³, ale dostrzeg³ ranê w brzuchu. Jakby zrobion± skalpelem – Do samochodu … - rzek³, za¶ z kieszeni kurtki wylecia³a kartka. Krok oraz Kira pobiegli do terenówki, która sta³a na parkingu, a JD przeczyta³ wiadomo¶æ, po czym j± zgniót³ i cisn±³ w przed siebie.
-Przesadzi³e¶. Teraz na serio przegi±³e¶ pa³ê – mrukn±³ i ju¿ chcia³ ruszyæ w kierunku auta, ale przypomnia³ sobie o klêcz±cej Miri. Podbieg³ do niej – Chod¼!
-Co oni mu zrobili …
-Miri wiem, ¿e to ciê¿kie, ale musisz siê pozbieraæ – rzek³ ³agodny g³osem. Jej fioletowe oczy mokre od ³ez spoczê³y na nim – Dla Jacoba. Chod¼, jedziemy do szpitala! - podniós³ g³os, równocze¶nie poci±gaj±c j± za rêkê. Miranda wybudzi³a siê z letargu i obaj pobiegli ku jeepowi, ale w my¶lach Clarksona dalej kr±¿y³y s³owa z kartki.

„Pamiêtaj g³upcze, im d³u¿ej spogl±dasz w mrok, bacz, by i on nie zacz±³ spogl±daæ na ciebie.”

Sygnatura użytkownika
NICO
 
     
Drowker 
Pewnie nie zna PokeMana
The Drow One



Do³±czy³: 28 Gru 2013
Posty: 17
Sk±d: Fatum
Kontakt:
Wys³any: 2 Luty 14, 00:33   

Dialgu¶

vs. James David Clarkson

- No gdzie on jeeeeest? - zawo³a³ Emer, ciê¿ko stawiaj±c nogi. Nic dziwnego, skoro ju¿ od dwóch dni nieustannie b³±dzi³ po zachodnim Kalos.
Od ostatniej walki min±³ ju¿ tydzieñ, a on dalej szuka³ i szuka³ profesora Sycamore'a. Co prawda, dosta³ wiadomo¶æ od profesora Oaka, ¿e jeden z jego dawnych uczniów kilka miesiêcy wcze¶niej wyprowadzi³ siê do tego regionu, by badaæ tutejsze gatunki kieszonkowych stworków i wys³a³ ju¿ informacje na ich temat do Oaka, wiêc Dialgus mo¿e ju¿ wracaæ do Kanto, jednak on tego nie chcia³. Stwierdzi³, ¿e nie spocznie, póki nie odnajdzie Sycamore'y i nie dostanie odpowiedzi na kilka pytañ, dotycz±cych tajemniczego kamienia, tkwi±cego w jego plecaku. W³a¶ciwie, zale¿a³o mu obecnie raczej na tym drugim, ani¿eli pierwszym, jednak dobrze wiedzia³, ¿e osob±, która wie najwiêcej na temat tego dziwnego przedmiotu jest w³a¶nie Sycamore. Co prawda, drugim mo¿liwym wyborem jest Rowan, bêd±cy specjalist± od ewolucji pokemonów. Co prawda, Tony nie wiedzia³, czy tajemnicza kula s³u¿y w³a¶nie do ewolucji tych stworków, wiêc postanowi³ udaæ siê najpierw do Sycamore'a. Pamiêta³ nawet, ¿e raz czy dwa pokazywa³ on w telewizji podobne kamienie. By³ to g³ówny powód, dla którego na pierwszy ogieñ poszed³ w³a¶nie mieszkaniec Kalos.
Jednak¿e, powoli zacz±³ w±tpiæ w mo¿liwo¶æ osi±gniêcia celu. Wêdrowa³ ju¿ kilka dobrych dni i nikt nie potrafi³ daæ mu ¿adnej, porz±dnej informacji na temat chocia¿by przybli¿onego miejsca pobytu Sycamore'a. Nikt nawet nie s³ysza³, by ten jegomo¶æ móg³ przebywaæ w pobli¿u. Wêdrowa³ wiêc dalej, coraz to bardziej oddalaj±c siê od Lumiose City - miejsca zamieszkania profesora, a dochodz±c do bardziej tropikalnych zak±tków regionu - zachodniej czê¶ci, maj±cej dostêp do morza, co dawa³o ciep³e lata i ³agodne zimy. Teraz jednak Emer nie zwraca³ uwagi na piêkne widoki, które mo¿na by³o dostrzec na drodze 7. Jego wzrok przyku³ wielki budynek, maluj±cy siê na horyzoncie - Pa³ac Walk!
- O jaaa... - Tylko tyle móg³ wyj±kaæ Dialgus, przyt³oczony ogromem budowli. Z ka¿dym krokiem ros³o jego zdziwienie i podziw dla budowniczych tego olbrzyma. Ten pa³ac by³ ogromny! By³ wiêkszy nawet od Wailorda, a to nie byle wyczyn. Krocz±c prosto na niego, budynek rozrasta³ siê w ka¿d± ze stron, tworz±c prawdziwe dzie³o sztuki budowniczej. - Ile oni musieli to budowaæ? - spyta³ sam siebie Dialgus. W rzeczywisto¶ci, sama budowla nie by³a a¿ tak potê¿na, jednak w tym momencie dzia³a³a nieskoñczona wyobra¼nia m³odzieñca, dodaj±ca wiele metrów dodatkowych zabudowañ, przylegaj±cych do skrzyde³ pa³acu.
- Przecie¿ to musia³o budowaæ kilka pokoleñ... - mrukn±³ Tony, z nag³ym przyp³ywem si³ kieruj±c siê w stronê budowli. Zapomnia³ o zmêczeniu. Zapomnia³ o wszystkim. Widok tego "ósmego cudu ¶wiata" ca³kowicie zam±ci³ mu w g³owie. Zapomnia³ nawet o profesorze Sycamore. Nie liczy³o siê nic innego ni¿ ten pa³ac. Sam nie wiedzia³, co go do niego ci±gnê³o. Ciekawo¶æ? Prawdopodobnie.

***

- Dalej siê dziwiê, ¿e Ci na to pozwalaj±... - mruknê³a Miranda, patrz±c na swojego partnera. Jej fio³kowe oczy ponownie zlustrowa³y go od stóp a¿ po czubek g³owy. Zatrzymywa³y siê na u³amek sekundy, by kolejny raz zapamiêtaæ ka¿dy jego szczegó³. Zaraz nad kolanem koñczy³y siê jego ciemnozielone bojówki, do paska których przypiêty by³ ma³y, ozdobny toporek. Na przeciêtnie umiê¶nionym torsie le¿a³a dopasowana, niebieska, lekko przechodz±ca w granat koszulka z bia³ym napisem "Skipper", od razu rzucaj±cym siê w oczy. Krañce tego s³owa zakrywa³a czerwona kurtka Pokemon Rangera z ¿ó³tym emblematem na ramieniu. Patrz±c w górê, obserwator zauwa¿a³ przystojn± twarz dwudziestodwulatka, lekko oszpecon± przez bliznê na lewym policzku. Krótkie, czarne w³osy schowane by³y pod niebiesk± czapk± z daszkiem, skierowan± lekko w prawo. Ten tylko u¶miechn±³ siê lekko i przemówi³ spokojnym g³osem:
- O mnie siê nie martw. Szefostwo nie czepia siê tego, wiêc nic siê nie dzieje.
Teraz on spojrza³ siê na swoj± kole¿ankê. Jego zdaniem wygl±da³a ¶wietnie w mundurku rangerki, który idealnie podkre¶la³ jej atuty. By³a idealn± pod wzglêdem cia³a kobiet±. D³ugie nogi, lekko zakryte przed czarne skarpety i czerwone buty. O Ukryciu czegokolwiek nie mog³y nawet pomarzyæ jej ciemne szorty, nie siêgaj±ce nawet po³owy uda. Krwista kurtka rangera, która powinna byæ zawsze, ale to zawsze zapiêta, jej nada³a jeszcze wiêcej uroku, pozwalaj±c innym spogl±daæ na jej dwie soczyste pó³kule. Idealnie wiedzia³a, jak zaimponowaæ nimi mê¿czyzn±.
Wykona³a lekki ruch rêk±, przerzucaj±c swoje jasne blond w³osy, które opad³y jej na moment na twarz. A nie by³o to jakie¶ tam oblicze. By³o to jedno z piêkniejszych oblicz w ca³ym Kalos. Kszta³tne usta, zdaniem wielu wprost stworzone do ca³owania, o czym przekona³o siê niewielu. Co najwy¿ej dwóch czy trzech. Wielkie, piêkne, fio³kowe oczy lustrowa³y otoczenie z wielk± dok³adno¶ci±. Ka¿dy, kto w nie spojrza³, od razu zakochiwa³ siê w tym spojrzeniu. By³o w nim co¶ nietypowego, egzotycznego. Kry³y w sobie tajemnicê, któr± wielu by chcia³o odkryæ. Nie by³o widaæ czubka jej czo³a, gdy¿ zakrywa³ je czerwony beret - typowy dodatek rangerek.
- Normalnie rangerzy nie u¿ywaj± z³apanych pokemonów - odpar³a Miranda. - Wiêc uwa¿aj, James.
- Daj spokój - odpar³ Clarkson. W³a¶ciwie, to nazywa³ siê James David Clarkson, jednak znajomi i przyjaciele nazywali go JD lub po prostu James. Nie ¿ywi³ on zbyt wielkiego uczucia do pe³nego nazwiska. Czu³ siê wtedy zbyt oficjalnie, poza tym kojarzy³o mu siê to z dawnym, przestêpczym ¿yciem. - Nigdy, ale to przenigdy nie zostawiê moich przyjació³. Prêdzej bym rzuci³ bycie rangerem. To dziêki Krokowi siê zmieni³em. Bez niego jestem jak bez nogi. CO ja mówiê? Krok to nie tylko mój przyjaciel. Jest prawie ¿e jak brat. Jego nigdy nie zostawiê.
- Pewnie czu³by¶ siê jak bez rêki, co? - za¶mia³a siê Miranda.
- Reki? Nieee... To za ma³o. Jak bez g³owy. Bez niego pewnie znowu by³ mia³ k³opoty z prawem. - Po tych s³owach zamilk³. Nie wspomina³ dobrze czasów, kiedy uczestniczy³ w walkach pseudo kibiców. Nie raz nie móg³ usn±æ w nocy przez to wspomnienie.
Chwilê tak jeszcze postali w ciszy, kiedy Miranda wpad³ do g³owy pewien pomys³ na poprawienie humoru przyjaciela.
- Poka¿ mi go jeszcze raz.
- Co? - zdziwi³ siê JD, nie rozumiej±c, o co dziewczynie chodzi.
- Oj, no dobrze wiesz... Kamieñ - doda³a tajemniczym tonem. James wiedzia³ ju¿, o co jej chodzi. Z u¶miechem na ustach siêgn±³ do najwiêkszej kieszeni w swoich spodniach, wyci±gaj±c z niej szary, okr±g³y kamieñ. By³ on lekko przezroczysty, a od góry do do³u przecina³a go ciemna elipsa o kszta³cie DNA.
- Absolite - rzek³ cicho JD, z dum± patrz±c na swój ma³y skarb.
- Ty to chyba jednak masz farta. To trzeba przyznaæ. Nie do¶æ, ¿e pozwolono ci mieæ w³asne pokemony, to jeszcze znalaz³e¶ Absolite - kamieñ kompatybilny z twoj± Kir±.
- Ma siê farta... - zacz±³ rado¶nie James, jednak resztê jego wypowiedzi zag³uszy³ krzyk, dobywaj±cy siê zza jego pleców.
- Heeeeeeej! - krzykn±³ Emer, biegn±c ile si³ w stronê rozmawiaj±cej pary. Na pewno siê nie pomyli³. Co to, to nie. Na sto procent zauwa¿y³ w rêki ubranego w czerwon± kurtkê ch³opaka co¶, co niezmiernie przypomina³o czerwon± sferê, ukryt± w jego plecaku.
- Czego chcesz? - spyta³ James, szybko ukrywaj±c kamieñ w kieszeni.
- Informacji - odpar³ Dialgus, ³api±c oddech po szybkim biegu.
- Na jaki temat? - do³±czy³a do rozmowy Miranda. Jeszcze niedawno na widok kogo¶ takiego zaraz straci³by g³owê i próbowa³ zarywaæ. Jednak nie teraz. Od czasu upadku ze szczytu Srebrnej Góry, nauki pod okiem profesora Oaka i odnalezieniu tajemniczego kamienia zmieni³ siê o prawie sto osiemdziesi±t stopni. W³a¶ciwie, to tylko w niektórych kwestiach. Przesta³ wyrywaæ do dziewczyn, ale dalej pokemony by³y dla niego jak przyjaciele.
- Na temat kamienia, który w³a¶nie schowa³e¶ do swojej kieszeni - rzek³ spokojnie Emer, jednak odczuwa³ niewyobra¿aln± rado¶æ. Nareszcie znalaz³ kogo¶, kto jest w stanie mu wyt³umaczyæ, czym jest tajemnicza sfera w jego plecaku.
- Jaki kamieñ? - udawa³ zdziwienie James.
- Nie udawa³ g³upiego. W³a¶nie schowa³e¶ go do kieszeni! - prawie zawo³a³ oskar¿ycielsko. W miêdzyczasie ¶ci±gn±³ z pleców swój plecak i zacz±³ rozpinaæ najwiêksz± kieszeñ.
- Nic nie schowa³em do kieszeni - odpar³ lekko opryskliwie JD.
- Schowa³e¶. Kamieñ, bardzo podobny do tego - mówi±c to, Emer wyci±gn±³ z plecaka swoj± czerwon± kulê. Po³yskuj±c w s³oñcu, piêknie eksponowa³a elipsê, ukryt± w jej centrum.
- Sk±d to masz?! - zawo³a³ James, ca³kowicie trac±c dotychczasowy ton. - Sk±d masz ten kamieñ?
- A wiêc to jednak kamieñ, co? - mrukn±³ Tony, u¶miechaj±c siê pod nosem. Wiedzia³ ju¿, ¿e ta osoba mo¿e dostarczyæ mu informacji, jakich potrzebowa³.
- Gadaj lepiej, sk±d to masz! I przestañ udawaæ, ¿e nie wiesz, czym on jest! - krzykn±³ cicho JD.
- Obaj chcemy informacji, co? - podsumowa³ rado¶nie Dialgus.
- Wiesz, kto jest nastêpny? - zawo³a³ James, wskazuj±c palcem na rozmówcê z niebieskimi goglami. - Ty jeste¶ nastêpny!
- Co? - powiedzia³ wstrz±¶niêty Tony, nie rozumiej±c, o czym mówi ranger.
- Walczymy! Ja kontra ty! Trzy na trzy, z wymianami, dopóki która¶ ze stron nie straci wszystkich pokemonów. Teraz czaisz?
- Aaaaa... Trzeba by³o tak od razu. - Na twarzy Emera pojawi³ siê szeroki u¶miech. Walka. D³uga, porz±dna walka, czyli co¶, co kocha. - Ok. Wchodzê w to!
- Jak wygram, to od razu wy¶piewasz mi, sk±d masz ten kamieñ, jasne?
- Móg³bym mu to powiedzieæ i bez tego, ale dobra tam... - mrukn±³ niedos³yszalnie Dialgus.
- A jak ty wygrasz - kontynuowa³ JD, w ogóle nie zwracaj±c uwagi na m³odszego trenera - to ja powiem ci wszystko, co tylko chcesz. Pasi?
- Pasi - odpar³ Emer, wyci±gaj±c rêkê w stronê przeciwnika. - Tony Emerald, ale mówi± na mnie Dialgus.
- James David Clarkson - odpar³ nowy ranger, ujmuj±c rêkê rywala. U¶miechn±³ siê lekko, ciesz±c siê trochê na zmianê tematu i wyrwanie go z lekkiego sza³u. - Mo¿esz mówiæ na mnie JD, jak wszyscy.

***

Obaj trenerzy stanêli naprzeciw siebie w odleg³o¶ci jakich¶ piêtnastu metrów. Oddziela³ ich spory kawa³ek brukowanej alejki, wokó³ których ros³y potê¿ne drzewa. Wia³ lekki wiatr - idealne warunki do walki. Obaj m³odzieñcy stali jednak spokojnie, trzymaj±c w rêkach czerwono-bia³e kule. Miranda opu¶ci³a walcz±cych z dwóch powodów. Po pierwsze, nie lubi³a walk pokemon. A po drugie, zachcia³o jej siê piæ, wiêc uda³a siê w stronê najbli¿szego automatu z zimnymi napojami.
- Zaczynaj - powiedzia³ spokojnie Tony, mierz±c wzrokiem przeciwnika.
- Ok. Przygotuj siê na przegran±. Do ataku, Diddy!
- Bierz go, Cleon!
Z kul, w¶ród bia³ych b³ysków wyskoczy³y dwa stworki. Jednym z nich by³ zielony kameleon, którego brzuch przecina³ czerwony zygzak. Drugim natomiast by³a czerwona ma³pa o d³ugich rêkach z potê¿nymi piê¶ciami. Jego brwi przekszta³ci³y siê w wstêgi ognia.
- Kecleon - mrukn±³ JD, rozpoznaj±c gatunek pokemona przeciwnika.
- Darmanitan. Niez³y przedstawiciel - powiedzia³ spokojnie Emer, ju¿ wiedz±c, jak ma go pokonaæ. - To bêdzie bu³ka z mas³em.
- Nie lekcewa¿ Diddy'ego - upomnia³ go James. - Zaczynamy?
- Zaczynamy - odpar³ Dialgus, u¶miechaj±c siê pod nosem. Jego Kecleon pochyli³ siê lekko, przyjmuj±c pozycjê do ataku. Wyszczerzy³ lekko swoje ma³e, ostre k³y.
- Diddy, u¿yj Ognistej Piê¶ci!
- Cleon, Pazur Cienia!
Zielony jaszczur popêdzi³ ku cz³ekokszta³tnemu, bior±c potê¿ny zamach praw± ³ap±. Wokó³ jego d³oni pojawi³a siê smuga niemal¿e czarnego ¶wiat³a, która przyjê³a kszta³t trzech pazurów. Jego cel natomiast stan±³ na tylnych ³apach, unosz±c przed siebie lew± ³apê. P³omienie otoczy³y jego piê¶æ, któr± nakierowa³ wprost na zbli¿aj±cego siê oponenta. Normalnie, przy tej szybko¶ci kameleon wpad³by wprost na ten atak, jednak ten da³ radê odbiæ w swoje lewo, by ci±æ od boku. Ponownie siê zamachn±³, wyprowadzaj±c cios, jednak ma³pie uda³o siê odskoczyæ. Polecia³ w górê, gdzie otworzy³ szeroko paszczê. Tam wypu¶ci³ z niej potok p³omieni, które popêdzi³y wprost na zielonego gada. Ten z cudem tego unikn±³, odskakuj±c w bok.
- Uff... - odetchn±³ z ulg± Emer. - Na szczê¶cie nie trafi³.
- Durne Przegrzanie - warkn±³ pod nosem JD. - Strasznie rzadko trafia. Co nie, Dial?
- Dial? - zdziwi³ siê Tony.
- Zdrobnienie od Dialgus. A co? Z³e? Wolisz mo¿e... Dialek?
- Nie. Dial nie jest z³e - odpar³ Emer, odwracaj±c wzrok. Nagle przypomnia³ sobie o walce. - Cholera! Cleon, Antyczna Moc!
- Co... Walka! - równie¿ i James zapomnia³ na moment, co siê dzieje. - Diddy, Ochrona!
Wokó³ ma³py pojawi³a siê kula, która za¶wieci³a zielonym ¶wiat³em. By³a ona cienka, ale i wytrzyma³a. Przez ni± widaæ by³o zniekszta³conego Darmanitana. Jednak, nie mia³o to wygl±daæ ³adnie, a byæ funkcjonalne. I takie by³o. Bezkszta³tna masa ¶wiec±cej, kamiennej energii wpad³a wprost na ssaka, jednak zatrzyma³a siê na tej cieniutkiej os³onie. Spokojnie wytrzyma³a. Zaraz po tym Darmanitan przypu¶ci³ kontratak. W jego ustach wybuch³y p³omienie, które obleg³y k³y ssaka. Cz³ekokszta³tny stworek rzuci³ siê na oponenta, próbuj±c zacisn±æ szczêkê na tylnej ³apie gada. Uda³o mu siê. Plan Jamesa zadzia³a³ perfekcyjnie. Tak przynajmniej s±dzi³. Nie zna³ jednak drugiego dna tego posuniêcia.
Kecleon sykn±³ cicho, jednak nie zrobi³ sobie nic wiêcej z tego bólu. Zamiast tego zamachn±³ siê ³ap±, przypuszczaj±c pierwszy udany atak w tej walce. Ci±³ swoimi ostrymi pazurami prosto w czubek g³owy cz³ekokszta³tnego. Idealnie wymierzony cios poskutkowa³. Darmanitan nie do¶æ, ¿e oberwa³, to jeszcze pu¶ci³ kameleona. Ten odskoczy³ i z daleka przypu¶ci³ kolejny atak. W jego d³oniach pojawi³a siê bezkszta³tna masa kamiennej energii, która tym razem trafi³a wprost w g³owê ma³py. Ten efektywny wzglêdem typu atak rzuci³ na ³opatki Darmanitana. Po³o¿y³ siê na ziemi i ju¿ ie wsta³.
- Cholera, Diddy!
- Jeden zero - zawo³a³ rado¶nie Emer, patrz±c, jak jego przeciwnik przywo³uje pokonanego pokemona do pokeballa i wymienia kule. - Ale, muszê przyznaæ. Nie by³o ³atwo.
- Dziêki. Ale uwa¿aj, bo teraz bêdzie trudniej. Do ataku, Kira! Nocne Ciêcie!
Na miejscu pokonanego Darmanitana pojawi³a siê czarna wilczyca o bia³ym, grubym futrze i ostrym rogu - zwiastunka nieszczê¶cia, Absol. W zaskakuj±cym tempie doskoczy³ do przeciwnika i ci±³ swoim rogiem, którego obleg³a ciemna po¶wiata. Atak nie dosiêgn±³ jednak gada, tylko... pluszaka. Pojawi³ siê on na miejscu Kecleona. On sam znalaz³ siê nagle za plecami wilczycy i ci±³ j± swoimi pazurami. Nie da³o to zbyt wiele, ale jednak nawet ten atak ¦ciêcia da³ choæby i te ma³e obra¿enia.
- Substytut, tak? - spyta³ spokojnie JD.
- Dok³adnie. Szkoda tylko, ¿e to rani równie¿ i Cleona.
- Co¶ za co¶, niestety. Kira, Lodowy Promieñ!
Z ust mrocznego stworka wydoby³ siê strumieñ lodowej energii, skierowany wprost na g³owê Kecleona. Ten nie zd±¿y³ odskoczyæ, wiêc b³êkitny cios trafi³ wprost na niego. Z powodu u¿ycia substytutu i poprzedniej walki, kameleon by³ w stanie przyj±æ na siebie tylko i wy³±cznie ten jeden, jedyny atak. Po tym zemdla³ z braku si³.
- Cleon! No nie!
- Jeden jeden, czy¿ nie? - rzek³ weso³o James. - Co ty na to? I nie mów, ¿e nie ostrzega³em.
- A ja na to, jak na lato! Wybieram ciê, Buckie!
Ko³o miejsca, gdzie dotychczas le¿a³ pokonany Kecleon pojawi³ siê inny, zielony gekon. Ten jednak mia³ d³ugi ogon, ¿ó³te kulki na grzbiecie i li¶cie, wyrastaj±ce z r±k. Sceptile, najstarsza forma Treecko, startera z Hoenn, rodzinnego regionu Emera. Znaj±c dobrze swojego trenera, doskoczy³ on do oponenta i ci±³ li¶æmi na swoich przedramionach. Ro¶liny te zab³ys³y na zielono, jednocze¶nie siê wyd³u¿aj±c. Absol jednak nie pozosta³ mu d³u¿ny. Zam zacz±³ atakowaæ, tn±c na przemian rogiem i pazurami na swoich przednich ³apach.
Dwa potê¿ne pokemony na przemian ciê³y i uderza³y siê, kieruj±c w najczulsze punkty przeciwnika. Zacz±³ siê ¶miertelny taniec, który mia³ siê zakoñczyæ ju¿ za moment, kiedy jeden z nich upadnie na ziemiê i ju¿ nie wstanie. To, co siê teraz dzia³o, mo¿na okre¶liæ jednym, prostym s³owem - potêga. ¯aden z napastników nie zamierza³ odpu¶ciæ. Pomimo bólu i kolejnych ran, ¿adna ze stron nie zamierza³a odpu¶ciæ. Robili to dla swoich trenerów, wiêc nie zamierzali odpu¶ciæ...

- Skoñcz! - zawo³a³ Sceptile, po raz kolejny odbijaj±c li¶ciem ³apê przeciwnika.
- Nie! Ty to zrób! Ja siê nie poddam! - odpar³a Absol, z furi± w oczach opuszczaj±c róg, by pchn±æ nim w brzuch oponenta.


Sceptile odskoczy³, by nastêpnie pojawiæ siê tu¿ za plecami Absol. Tam ponowi³ atak, tn±c od ty³u. Wilczyca jednak siê odwróci³a, by ponowiæ natarcie. Dwoje potê¿nych wojowników zaczê³o szybki taniec, ponownie atakuj±c. Zaczê³o im ju¿ powoli si³y, by ponawiaæ ataki. Dlatego w³a¶nie gadzi stworek odskoczy³, by za³adowaæ w d³oniach zielon± kulê naturalnej energii, któr± rzuci³ w oponenta. Ta oberwa³a wprost w kark, wyj±c dono¶ne. W to samo miejsce Buckie ponownie uderzy³, krzy¿uj±c swoje ³apy. Wylecia³a z niej smuga ¿ó³tej energii, która powali³a Absol na ³opatki.
- Nie! Kira! - krzykn±³ JD, podbiegaj±c do swojej podopiecznej. - W porz±dku?
- Abb... - zamrucza³a Absol, przymykaj±c oczy. Zaraz zniknê³a w czerwonym ¶wietle, które wci±gnê³o j± do pokeballa.
- Trzyma siê? - spyta³ troskliwie Tony.
- Wyjdzie z tego. Tymczasem my musimy dokoñczyæ nasz± walkê. Do ataku, Krok! Przywal mu z Lodowego Promienia!
Z otwartego pokeballa wyp³yn±³ strumieñ ¶wiat³a. Nie zmaterializowa³ siê od razu w pokemona. Zanim ostatni wybór Jamesa pojawi³ siê na umownej arenie, wystrzeli³ lodow± energiê ku ledwo trzymaj±cemu siê na nogach Sceptile'owi. Ten, po swojej poprzedniej walce ledwo siê trzyma³ na nogach. Nie zamierza³ jednak poddaæ siê bez walki. Dlatego najpierw pos³a³ cienki b³ysk ¶wiat³a ku niebu, a nastêpnie z jego ogona wznios³a siê chmura li¶ci, która popêdzi³a ku do³±czaj±cemu do walki pokemonowi. Min±³ w locie lodowy promieñ i uderzy³ w ¶wie¿o zmaterializowanego Feraligatra - ostatni± formê wodnego startera z Jotho. Z niebieskiego, ³uskowatego, umiê¶nionego cia³a wyrasta³y czerwone, twarde jak ska³a odpowiedniki p³etw, pomagaj±ce mu w p³ywaniu. Odskoczy³, uderzaj±c ogonem w pod³o¿e. Ledwo unikn±³ ataku, czego nie mo¿na powiedzieæ o Sceptile'u. Lodowy promieñ trafi³ go prosto w brzuch, zni¿aj±c go do parteru. Zaraz po tym zamkn±³ oczy i zemdla³.
- Buckie!!! - rykn±³ Tony, biegn±c ku le¿±cemu na ziemi gadowi. Podbieg³ do niego i z³apa³ go w ramiona. - Przepraszam, przyjacielu. To siê ju¿ wiêcej nie powtórzy. Obiecujê.
- W porz±dku? - zawo³a³ James.
- ¦redniawo. Przynajmniej da³ radê ci zaszkodziæ.
- Jak? Przecie¿ Burza Li¶ci nie trafi³a.
- Nie o tym mówiê - odpar³ Emer, przywo³uj±c pokonanego Sceptile'a do kuli. Siêgn±³ do nerki i wzi±³ kolejn± kulê. - Do boju, Igneel! - Z ma³ego przedmiotu w d³oni trenera z Hoenn wydoby³ siê ognisty, skrzydlaty jaszczur o p³on±cym ogonie - ostatnia forma ognistego startera z Kanto, czyli Charizard. - Igneel, poka¿ im, czego nauczyli¶my siê w Kanto! S³oneczny Promieñ!
Ognisty jaszczur wyrzuci³ z siebie potê¿ny strumieñ ro¶linnej energii, który uderzy³ prosto w brzuch krokodyla, wyrzucaj±c go kilkana¶cie metrów w ty³.
- Jak? - zawo³a³ JD. - Przecie¿ S³oneczny Promieñ trzeba najpierw za³adowaæ!
- Spójrz w górê - odpar³ spokojnie Tony. James spojrza³ nad siebie i zaraz przymru¿y³ oczy. O¶lepi³o go ¶wiat³o dnia. - S³oneczny dzieñ? - spyta³ sam siebie. - Ale kiedy?
- Zaraz przed Burz± Li¶ci - wyja¶ni³ Tony. - Nie patrzy³e¶, a Buckie u¿y³ tego ruchu. Chyba wiesz, co to robi, prawda?
- Wzmacnia ogniste ataki, os³abia wodne, a S³oneczny Promieñ nie musi siê ³adowaæ.
- Ma to te¿ pewien minus - doda³ Emer, patrz±c, jak jego podopieczny lekko krzywi siê z bólu.
- S³oneczna Moc? - spyta³ James, rozpoznaj±c umiejêtno¶æ jaszczura.
- Tak. Zwiêksza moc specjalnych ataków Igneela w s³oñcu, ale co jaki¶ czas trochê go rani. Nie zmienia to faktu, ¿e zaraz cierpienie siê skoñczy. Igneel, S³oneczny Promieñ! Pe³na moc!
- O nie! Co to, to nie. Tak ³atwo siê nie damy! Krok, Hydro Pompa!
Oba pokemony wypu¶ci³y ze swoich paszcz potê¿ne strumienie energii, które popêdzi³y ku sobie. Zderzy³y siê w po³owie dystansu, jednak to atak Charizarda okaza³ siê silniejszy. Przebi³ siê przez potok wody pod wysokim ci¶nieniem, by nastêpnie trafiæ wprost w otwart± paszczê krokodyla. To ponownie odrzuci³o go w ty³, przewalaj±c na grzbiet. Ten atak by³ wystarczaj±cy, by Feraligatr ju¿ nie wsta³. Zosta³ pokonany.
- Krooooook! - zawy³ James, rzucaj±c siê ku podopiecznemu. Z³apa³ go za g³owê, przytulaj±c do siebie. - Trzymasz siê? - Ten tylko przytakn±³, by nastêpnie zamkn±æ oczy. Nie mia³ si³y trzymaæ ich d³u¿ej otwartych.
- Niez³a walka - pogratulowa³ przeciwnikowi Tony, podchodz±c do pokonanego. Igneel siedzia³ ju¿ sobie spokojnie w pokeballu.
- Dziêki. Ty te¿ ¶wietnie walczy³e¶ - odpar³ James, przywo³uj±c Kroka do pokeballa. - Ok, to co chcesz wiedzieæ?
- Czym jest ten kamieñ, który mam.
- To Mega Kamieñ.
- Mega Kamieñ?
- Zaraz ci wszystko wyja¶niê..


Zwyciê¿y³: Drowker wynikiem 5:0

W walce numer 2 zwyciê¿y³ Bulbinek stosunkiem g³osów 5:0

W walce numer 3 zwyciê¿y³ Sky stosunkiem g³osów 5:0

W walce numer 4 zwyciê¿y³ Fallen stosunkiem g³osów 6:0


* * *

Sezon II

Walka numer 6

Uczestniczy: Diana Hunter (teddy) (wyzywaj±cy) vs Max Starn (Sky) (wyzwany)
Miejsce: Sumiru Village w Kalos
Przewidywalna data oddania: 5 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania:5 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

* * *

Walka numer 7

KONIEC REGIONU KALOS


Uczestniczy: Dylan Shapiro (Chaqui) (wyzywaj±cy) vs Karl Potyns (Alberto) (wyzwany)
Miejsce:Tower of Mastery w Shalour City
Przewidywalna data oddania: 8 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania:8 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

* * *

Walka numer 8


Uczestniczy: Luca Aller (Kleszcz) (wyzywaj±cy) James David Clarkson(Drowker) (wyzwany)
Miejsce: White Ruins w Unova
Przewidywalna data oddania: 12 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania:15 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze

Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.

Wejd¼ tu

Poleca W³adimir W³adimirowicz Putin

Sygnatura użytkownika
 
     
Kleszczu 
Pewnie nie zna PokeMana
I dobrze mi z tym


Wiek: 33
Do³±czy³: 30 Mar 2013
Posty: 54
Sk±d: Z internetów
Kontakt:
Wys³any: 16 Luty 14, 21:44   

Sezon II

Walka numer 8


Uczestniczy: Luca Aller (Kleszcz) (wyzywaj±cy) James David Clarkson(Drowker) (wyzwany)
Miejsce: White Ruins w Unova
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Kleszcz:

Noc potrafi obudziæ mroczn± naturê cz³owieka. Lecz s± te¿ i tacy, którzy nie wierz± w takie bujdy, gdy¿ zwyczajnie utracili blask w swej duszy i nie znaj± ju¿ dobra czy z³a. Widz± wy³±cznie jedno – cel, który maj± do spe³nienia. Misjê, od których zale¿y spojrzenie w lustrze. Przeznaczenie, dla którego zostali stworzeni. Nie s± oni z³em, czy dobrem tego ¶wiata, a tak¿e nie stanowi± równowagi ³adu czy chaosu. Zwyczajnie ¿yj± definicj± nowego, lepszego ¶wiata… Jeden z nich w³a¶nie zakoñczy³ pracê na maszynopisie. Z delikatno¶ci± siêgn±³ po kartê ¶wie¿o ukoñczonego manifestu. Wzi±³ g³êboki oddech, po czym zacz±³ go czytaæ na g³os:

„¯yjemy w ¶wiecie przepe³nionym Pokemonami o niezliczonej ma¶ci. Egzystujemy razem z nimi od niezliczonych pokoleñ na ka¿dym kontynencie, pos³uguj±c siê nimi zarówno jako broni±, jak i szans± wspó³istnienia w¶ród innych mi³o¶ników Pokemonów. A wiêc czy na pewno jeste¶my panami w³asnego losu, czy mo¿e jednak marionetkami istot, które byæ mo¿e nawet nie s± pochodzenia ziemskiego? Nie bojê siê zadaæ Wam tego pytania – czy potrafiliby¶cie ¿yæ bez Pokemonów? Prze¿yliby¶cie bez ich wsparcia? Czê¶æ z Was z pewno¶ci± upad³aby pod ciê¿arem prawdziwego ¿ycia, lecz z pewno¶ci± pewna grupa najwytrwalszych da³aby sobie radê. Jednostki najsilniejsze, gotowe na starcie z now± rzeczywisto¶ci±.

W³a¶nie takich ludzi poszukujê, gotowych na zdjêcie ze swoich barków brzemienia zw±cego siê Pokemon, ¶wiadomych skali wyzwania, które ich czeka w trakcie misji, a tak¿e odwa¿nych, by oczy¶ciæ ten zatruty ¶wiat raz na zawsze. To nasza planeta, a wiêc to my powinni¶my podporz±dkowywaæ j± sobie, a nie pozwalaæ na zanieczyszczanie jej jednostkami innej kategorii, które byæ mo¿e ju¿ w tej chwili dominuj± nad nami nie tylko liczebnie? To jest ostatnia chwila, by uderzyæ, gdy¿ ka¿dy kolejny dzieñ zw³oki zbli¿a nas do momentu, gdy oka¿e siê, ¿e jest ju¿ za pó¼no.

Nazywam siê Klaus Hertez i jestem cz³owiekiem numer jeden w Team Revo-Ex. Celem zarówno organizacji, któr± niedawno za³o¿y³em jak i moim osobistym jest eksterminacja gatunku okre¶lanego jako „Pokemony”. Oczywi¶cie jestem w pe³ni ¶wiadomy tego, ¿e z chwil± pierwszego uderzenia wszyscy obróc± siê przeciwko nam, jednak nie zapomnijcie o tym, ¿e owa ignorancja i wrogo¶æ to oznaka strachu, który jest nasz± si³±.

A zwyciêstwo wkrótce bêdzie nasze.”


Spojrza³ oczami wyobra¼ni na wyimaginowan± aulê, gdzie setki jego zwolenników w tym w³a¶nie momencie skandowa³o has³a „¦mieræ!”, „Team Revo-Ex!” czy „Klaus, jeste¶my z tob± na dobre i z³e!”… lecz to nadal by³y tylko s³owa. Potrzeba czynów, czy pokazu si³y.

Czas przetestowaæ broñ przed ¶witem nowej ery.

*


Luca spojrza³ na pochmurne niebo. Niesamowite dla niego by³o to, jak szybko potrafi³a zmieniæ siê pogoda, gdy jeszcze parê godzin temu znajdowa³ siê na szczycie Dragonspiral Tower, gdzie niesamowicie intensywnie pra¿y³o s³oñce. Teraz ta sama wie¿a do³±czy³a do ca³o¶ci ponurego krajobrazu, który nie wzbudza³ chêci do ¿ycia. Jakby w pewnym momencie ca³a przyroda chcia³a mu zasygnalizowaæ, ¿e wkrótce zdarzy siê co¶ niezwykle smutnego… „Bez przesady, byæ mo¿e zwyczajnie zmienia siê pogoda. No có¿, d³ugo tu nie pobêdê” – po czym ruszy³ dalej. Widzia³ ju¿ przed sob± pierwsze zarysy White Ruins i zwyczajnie nie móg³ siê poddaæ. Nie dzisiaj, bo inaczej kolejne wymówki bêd± oddalaæ go od jego celu, którym mia³ byæ powrót na ¶cie¿kê trenera Pokemonów, którego kolejne dni kr±¿± wokó³ marzeniom stania siê numerem jeden w ca³ym rejonie Unova. „A do tego potrzeba mi zarówno silniejszego sk³adu, jak i wiêkszego do¶wiadczenia w starciach z innymi trenerami. Czy¿ nie znajdê tego tutaj - nieopodal Icirrus City, sk±d najlepsi wyruszaj± do Opelucid by dopi±æ formalno¶ci?” – spojrza³ ponownie za siebie, lecz tym razem jego oczy znalaz³y wcze¶niej wspomniane miasto.

D³uga droga czeka³a go i jego skromn± ekipê, by zmierzyæ siê z Brycenem, mistrzem pogromców smoków – Pokemonów o typie lodowym, lecz okolice samej mie¶ciny by³y bogate w przeró¿ne stworzenia. Niestety, najwyra¼niej dzisiaj jeszcze nie mia³ szczê¶cia i nie mia³ okazji skorzystaæ z ani jednej okazji do walki, lecz z drugiej strony tyle ju¿ s³ysza³ o White Ruins i o legendarnych Pokemonach, które by³y nieraz ³±czone z owym miejscem , a w pe³ni sprawna i zdolna ekipa ma okazjê skorzystaæ z potencjalnej okazji na progres w niezapomnianym starciu.

Spojrza³ na swoje Poke Balle – mia³ tylko dwa Pokemony, i to niekoniecznie potê¿ne: Knacka, Snivy’ego otrzymanego od profesor Saramedy oraz Eelektrika, któr± z braku pomys³u nazwa³ Elektr±. Mo¿e nie by³ to jeszcze sk³ad godny pretendenta o tytu³ mistrza Ligi Unova, lecz mia³ jeszcze wiele czasu przed sob±, a zdobyte wcze¶niej dwie odznaki by³y dowodem zakoñczenia ¿mudnego epizodu eksplorowania przybrze¿nych partii rejonu Unovy. „Do rozpoczêcia turnieju jeszcze sporo czasu, nie powinienem siê spieszyæ, a powoli rozbudowywaæ swoj± jako¶æ” – pomy¶la³, po czym wznowi³ wêdrówkê ku ostatniemu punktowi dzisiejszej wycieczki. Wcze¶niej planowa³ spêdziæ tam noc na poszukiwaniu nowych wyzwañ, lecz ta aura ze zmian± pogody w roli g³ównej… nadal budzi³o to w nim z³e przeczucia. Jednak nie móg³ przewidzieæ tego, co mia³o siê wkrótce zdarzyæ.

[Witam, jestem bezmy¶lnym botem reklamowym pewnej gry online, ale mimo tego i tak nie obs³ugujê BBCode.]*[/align]

Mia³ nadziejê, ¿e zachodz±ce s³oñce przywita go w chwili, gdy dotrze do White Ruins, lecz pogoda nie mia³a ani grama ochoty zmieniaæ swej ponurej i przygnêbiaj±cej aury. Luca westchn±³ z grymasem niezadowolenia, a po chwili wsta³, otrzepa³ siê i jeszcze raz rozejrza³ siê po owej mitycznej lokacji. Niestety, owa „tajemniczo¶æ” musia³a kryæ siê w opowie¶ciach, mitach, legendach i ba¶niach, gdy tak naprawdê na pierwszy rzut oka uderza³o wra¿enie, ¿e to tylko kolejne stare ruiny. Znajduj±ce siê miêdzy wzgórzami resztki dawnej ¶wi±tyni nie budzi³y w sobie mistyczno¶ci… a mo¿e to efekt z³ej aury panuj±cej zarówno na niebie, jak i na ziemi? Luca podszed³ do jednej z samotnych kolumn, która zapewne niegdy¶ stanowi³a jeden z elementów wspania³ej kolumnady czy te¿ zadaszenia, po czym poci±gn±³ d³oni± po niej z dziwn± delikatno¶ci± i nut± dedukcji, jakby szukaj±c ukrytego przycisku mog±cego otworzyæ nieznan± nikomu jaskiniê, czy te¿ pomieszczenie. Niestety – bez skutku.

- Co tu robisz, nieznany mi cz³owieczku? – g³os zza jego pleców niemal¿e nie zabi³ obecnego trenera z zaskoczenia.
Luca instynktownie odwróci³ siê, by odkryæ ¼ród³o owego g³osu. Wtedy te¿ ujrza³ przed sob± osobê o podobnym wzro¶cie, lecz zarówno o spojrzeniu jak i wyrazie twarzy ulicznego bandziora, co stanowi³o idealny kontrast dla noszonej przez niego kamizelki charakterystycznej dla Rangerów. Na dodatek charakterystyczny czarny Tomahawk, czy niebieska bejsbolówka... W sumie sam nie móg³ siê zdecydowaæ, czy ma siê obawiaæ ³omotu, czy mu zaufaæ i do³±czyæ do rozpoczêtej rozmowy.
- Wiem, ¿e siê nie znamy, a wygl±dasz jakby¶ zobaczy³ samego diab³a. Jestem James! – po czym dziarsko poda³ d³oñ, co jeszcze bardziej zaskoczy³o i poniek±d przerazi³o Lucê. – Wybacz t± bezpo¶rednio¶æ, lecz móg³bym powiedzieæ ¿e z nieba mi spad³e¶.
- Luca Aller… - niemrawo odpowiedzia³ trener - ale po co by³bym tobie potrzebny? Jestem tutaj tylko na chwilê, mo¿e na nieco d³u¿ej, ale nic wiêcej. Nie wiem jak móg³bym pomóc Rangerowi…
- Eh, w sumie prawie trafi³e¶ – w tym momencie JD przesta³ graæ sylwetkê dobrodusznego cz³onka organizacji Rangerów - normalnie odpu¶ci³bym sobie wsparcie jakiego¶ przypadkowo spotkanego trenera, który raczej nie dotrzyma³by mojego tempa, co nie Kira? – dopiero wtedy Luca zauwa¿y³, ¿e u boku JD znajdowa³ siê Absol, którego spojrzenie wzbudzi³o u trenera co najmniej du¿y niepokój. – Lecz tym razem mo¿e mi siê przydaæ obecno¶æ drugiej osoby w mrocznych korytarzach White Ruins…
- Korytarzach?! Jest tutaj co¶ ukrytego? – Luca zapomnia³ o strachu i wstêpnej nieufno¶ci do Jamesa, gdy us³ysza³ s³owo "korytarz", wyra¼nie sugeruj±ce, ¿e byæ mo¿e kryje siê jednak co¶ tajemniczego w owym miejscu. – Chêtnie, czemu nie? Pomogê!
- Eh, nie napalaj siê trenerku, to tylko patrol, bo kr±¿± o tym miejscu niefajne wie¶ci. Potrzebujê kogo¶, kto zapewni mi… spokój – po czym JD pomy¶la³ o ciasnych korytarzach, które w mroku sprawia³y wra¿enie jeszcze mniejszych. Ale no có¿, s³u¿ba, nie dru¿ba.
- Nie rozumiem… Jednak w sumie je¶li wiesz o tym miejscu wiêcej ni¿ ja sam, to chêtnie do³±czê – po czym Luca jeszcze raz otrzepa³ siê wykazuj±c gotowo¶æ do wyruszenia.
- No dobra, dobra. W sumie im szybciej to odhaczê, tym prêdzej… bêdê móg³ siê zaj±æ w³asnymi sprawami – JD ruszy³ w kierunku, który mia³ go zaprowadziæ do ukrytego wej¶cia do podziemnych korytarzy White Ruins.
Luce nie pozosta³o nic innego, jak ruszyæ za nim. „No nareszcie co¶ siê dzieje!” - pomy¶la³ z u¶miechem na ustach.

*


Niestety - tak jak JD to przewidywa³ w swoich my¶lach - by³ to tylko, a mo¿e a¿ rutynowy patrol wymy¶lony przez „górê” organizacji. Po kilku godzinach wêdrowania po opuszczonych korytarzach zarówno trener, jak i Ranger powoli zbli¿ali siê do wyj¶cia z badanego obszaru. Miêdzy nimi panowa³a cisza – Luca nadal mia³ w g³owie pierwsze spotkanie z towarzyszem, za¶ sam James nie mia³ ochoty rozwijaæ g³êbokich relacji z trenerem, który mia³ mu tylko zapewniæ towarzystwo podczas eksploracji po znienawidzonych przez niego ciasnych i mrocznych korytarzach. Czasem pada³y miêdzy nimi krótkie pytania i jeszcze krótsze odpowiedzi, lecz w tym wszystkim panowa³ formalizm czy bezosobowo¶æ. S³u¿bowy patrol, nic wiêcej. Byleby tylko odhaczyæ swój ma³o ciekawy obowi±zek.

Wkrótce pojawi³o siê i owe wyj¶cie, które z ka¿dym krokiem by³o coraz bli¿sze i wyra¼niejsze. James ju¿ zastanawia³ siê, jak tu podziêkowaæ, jak i jednocze¶nie sp³awiæ typa, byleby tylko szybko wróciæ i móc odpocz±æ po kolejnym nudnym zadaniu, lecz… co¶ by³o nie tak.
- Czy mi siê zdaje, czy powinna panowaæ ju¿ noc?
- Tak.
- To czemu jest tam tak jasno? – Luca nie móg³ odpu¶ciæ swej ciekawo¶ci. – Albo trwa³o to du¿o d³u¿ej, albo…
- Kto¶ tam jest – przerwa³ mu JD. – B±d¼ gotów.
- Na co?
- Na wszystko – po czym da³ porozumiewawczy sygna³ swemu Absolowi.
Kira ze stoickim spokojem przyjê³a niewerbaln± informacjê. Luca siêgn±³ po Poke Ball z Knackiem, po czym do³±czy³ do milcz±cego towarzysza, by w kompletnej ciszy zmierzaæ ku wyj¶ciu.

O dziwo, pierwsze co zaatakowa³o dwójkê patroluj±cych przy wyj¶ciu z podziemnych korytarzy by³y wy³±cznie reflektory. Zaskakuj±ce by³y dwie rzeczy:
- Czemu s± tutaj te ¶wiat³ojeby, a tak¿e gdzie s± ci, którzy je tu postawili? – James zapyta³ samego siebie, lecz nie potrafi³ odpowiedzieæ na te pytania.
- Mo¿e to Rangerzy? Martwili siê o nas i…
- Nie b±d¼ tak naiwny, gdyby zaczêli dr¿eæ o moje zdrowie czy ¿ycie, wcze¶niej zauwa¿yliby to i chocia¿ staraliby siê skomunikowaæ ze mn±. A w koñcu mam aktywny komunikator… - po czym siêgn±³ po swój smartfon, by po chwili… - Cholera! Co siê sta³o?!

Luca spojrza³ na Jamesa z niemym zapytaniem, nie rozumiej±c co siê w ogóle dzieje.
- Nie dzia³a! Przecie¿ przed chwil± jeszcze sprawdza³em, czy nie przysz³y nowe koordynaty, 5 minut temu! – po czym spojrza³ na zegarek i ponownie zakl±³ na g³os.
- Eeee… te¿ nie dzia³a? – Luca próbowa³ odkryæ ¼ród³o ponownego wybuchu gniewu rzucaj±c najbardziej prawdopodobn± opcj±.
- Brawo Nostradamusie. Lepiej sprawd¼, czy i twoje bajerki dzia³aj±.
Trener siêgn±³ po swój podrêczny nawigator – niestety nie dawa³ ¿adnego znaku ¿ycia.
- No to jeste¶my w dupie – tyle zd±¿y³ powiedzieæ.

Nagle us³yszeli nad sob± z³owrogi warkot jednego z helikopterów, który w nastêpnej chwili agresywnie wyl±dowa³ na jednej z okolicznych polan, wcze¶niej zrêcznie unikaj±c wystaj±cych szcz±tków po dawnej kolumnadzie. Zanim zd±¿yli jakkolwiek zareagowaæ, za ich plecami zjawili siê nieznani im napastnicy w kombinezonach maskuj±cych, które mo¿e nie gwarantowa³y niezauwa¿alno¶ci, lecz skutecznie pozwala³y poruszaæ siê bezszelestnie za patroluj±cymi. Nawet nie bawili siê w zaawansowane sztuki walki czy wsparcie Pokemonów, lecz zwyczajnie wyci±gnêli urz±dzenia, które b³yskawicznie udowodni³y, jak skuteczne jest unieszkodliwienie przy pomocy ³adunku elektrycznego.

„Co siê dzieje?” – szaleñcze my¶li ko³ota³y w g³owie Luci, za¶ z mroku wy³ania³y siê kolejne postacie o podobnym, nietypowym ubiorze oraz z dziwnymi instrumentami, czy te¿ przedmiotami, o do¶æ d³ugich gabarytach. Po chwili wszyscy, którzy pojawili siê w o¶wietlonym obszarze stanêli w bezruchu ustawiaj±c siê w wyszkolonym szyku (nie licz±c dwójki napastników, która dba³a o spokojny spoczynek schwytanych cz³onków patrolu), a ¶mig³a helikoptera zastyg³y w identycznym bezruchu. Wtedy te¿ maszynê opu¶ci³ jegomo¶æ, ubrany w specyficzny opancerzony kombinezon z³o¿ony g³ównie z ochronnej warstwy kevlaru, nios±c ze sob± w kaburze jaki¶ dziwny przedmiot stworzony z tworzyw metalicznych, który budzi³ niepokoj±ce skojarzenia. Jegomo¶æ podniós³ d³oñ – w tej samej chwili schwytani us³yszeli odg³os klikniêæ w owych d³ugich przedmiotach trzymanych przez ustawionych w szyku cz³onków grupy. Zapanowa³a z³owroga cisza, któr± przerwa³ wyró¿niaj±cy siê jegomo¶æ w potê¿nym kombinezonie:
- Dobry wieczór – przywita³ ich g³os, który od samego pocz±tku budzi³ niechêæ i odrazê do jego posiadacza. – Nazywam siê Klaus Hertez i jestem liderem organizacji zwanej Team Revo-Ex. Nie wiem kim jeste¶cie…

M³ody trener poczu³, ¿e powoli wracaj± mu si³y, przynajmniej, by cokolwiek powiedzieæ.
- Nazywam siê Luca i kompletnie nie wiem… – nagle Luca poczu³ uderzenie kolb± w kark, by po chwili ponownie opu¶ciæ g³owê i g³o¶no jêkn±æ z bólu.
- Milcz, gdy Lider do ciebie mówi, chyba ¿e ka¿e ci odpowiadaæ! – tyle us³ysza³ od jednego z pilnuj±cych ich wartowników w ramach wyja¶nienia.
- Zbêdna jest mi wiedza, kim jeste¶cie – Klaus kontynuowa³ z tym samym stoickim spokojem, jakby do ostatniego zdarzenia wcale nie dosz³o – aczkolwiek macie niew±tpliw± przyjemno¶æ byæ ¶wiadkami ma³ego przedstawienia w ramach przygotowañ do szeroko zakrojonej akcji bêd±cej form± przedstawieniu ca³emu ¶wiatu, ¿e pewna era w cywilizacji ludzkiej w³a¶nie zmierza ku koñcowi. Tak, mowa o pewnej rewolucji…
- We¼ przestañ pieprzyæ, bo gadasz tak samo jak inni zapuszkowani wizjonerzy! – James nie wytrzyma³, a nastêpnie poczu³ ten sam ból, który spotka³ jego towarzysza.
- Eh, wizjonerzy. Wiecznie to samo, niecne z³e plany przy pomocy zepsutych Pokemonów… - Klaus splun±³ z wyra¼n± odraz± – nie mia³y prawa siê spe³niæ, gdy swoje marzenia i ambicje powierzasz plugawym bestiom spoza naszej planety! Ale nie, pewnie nie przyznacie mi racji, bo w³a¶nie w tej chwili macie ze sob± pozorne ma³e wiêzienia zwane Poke Ballami. Pozorne, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy to wszystko siê zmieni…
- Czy ty mówisz o dominacji Pokemonów?! Lecz siê! – JD by³ ¶wiadom tego, jakie bêd± konsekwencje tych s³ów, lecz kolejne zdania Klausa wzbudza³y u trenerów niechêæ. Zwyczajnie by³y pe³ne jadu i nienawi¶ci wobec Pokemonów...
Klaus da³ d³oni± kolejny sygna³. Wartownicy podnie¶li dwójkê schwytanych, lecz po chwili wyci±gnêli swoj± podrêczn±, tym razem chwytaj±c za kolbê jak za rêkoje¶æ.
- Widzê, ¿e nie jeste¶cie jeszcze gotowi na zrozumienie mojej idei, no có¿, ludzie lubi± byæ g³usi na czyje¶ s³owa. Jednak od czego w koñcu s± czyny? Szeregowy pierwszy od lewej, poka¿ skuteczno¶æ naszego argumentu w s³usznej sprawie.

Wskazany cz³onek w ustawionym szyku podniós³ w górê wyd³u¿ony przedmiot, wycelowa³ nim w znajduj±ce siê wy¿ej drzewo, po czym poci±gn±³ za spust. Wszyscy w okolicy us³yszeli specyficzny, nikomu nieznany, lecz z pewno¶ci± z³owrogi huk, za¶ z owego drzewa wystrzeli³y w niebo przera¿one, wcze¶niej ¶pi±ce Pokemony. Szeregowy ze stoickim spokojem wycelowa³ w jednego z odlatuj±cych w panice stworów, zatrzyma³ oddech i poci±gn±³ jeszcze raz za spust. Spadaj±cy po chwili kszta³t upewni³ go w przekonaniu, ¿e seria kul z pewno¶ci± nie chybi³a.

- Doskonale szeregowy, wróæ do szyku! – stoicki spokój nie opuszcza³ Klausa. – I co teraz powiecie? Co maj± do powiedzenia wizjonerzy przy mojej sile argumentów… a raczej argumentu si³y?
Zarówno Luca jak i James milczeli – jednego dusi³ strach, drugiego gniew. Lider grupy doskonale to wyczuwa³, zreszt± by³o to wyra¼nie widaæ w ich oczach. U¶miechn±³ siê w ge¶cie triumfu, po czym kontynuowa³:
- Ale nie, pewnie macie swoje argumenty, zapewne lepsze! Dlatego daje wam propozycjê nie do odrzucenia! Poka¿cie mi swoj± rado¶æ z bycia trenerem Pokemonów! Walczcie miêdzy sob±, jeden na jednego, mo¿e przekonacie mnie ¿e siê mylê!
- Mamy walczyæ dla ciebie?! Dupku, nie ma szans! – wrzask Jamesa nie zrobi³ na Klausie wiêkszego wra¿enia.
- Pragnê przypomnieæ – jest to propozycja nie do odrzucenia. W innym przypadku, jak widzicie, mam du¿o chêtnych pragn±cych siê wykazaæ, ¿e nie tylko jeden z szyku potrafi strzelaæ. A na pewno ci, którzy w³a¶nie celuj± z krótkiej broni palnej w wasze potylice. Czy¿ nie?

Schwytani us³yszeli za sob± pomruk sugeruj±cy przytakniêcie, za¶ ty³y ich g³ów zosta³y delikatnie przyci¶niête przez blisko znajduj±ce siê lufy pistoletów.
- A, zapomnia³bym! Uwielbiacie o co¶ walczyæ! Odznaki, tytu³y, honory i tak do koñca ¶wiata i dzieñ d³u¿ej! Dlatego mam propozycjê jako… powiedzmy pan ca³ego dzisiejszego przedstawienia! – po czym u¶miechn±³ siê z³owieszczo, ¶wiadomy bólu s³ów, które zaraz wypowie. – Zwyciêzca wyjdzie z ca³ego spotkania ca³y i zdrów! A przegrany… bêdzie l¿ejszy o jedno wiêzienie dla tych waszych Pokemonów! Je¶li wam co¶ nie odpowiada – wyci±gn±³ z kabury przedmiot o srebrzystym po³ysku i dziwnym magazynku, maj±cym kszta³t bêbenka – chêtnie przetestujê swoj± broñ przy pomocy wiêkszej ilo¶ci strza³ów ni¿ tylko jednym.
- A wiêc to szanta¿, dupku? – James nie zamierza³ odpu¶ciæ, by³ zbyt rozw¶cieczony na to co siê dzieje, a tym bardziej na pewn± bezsilno¶æ.
- Ty to tak nazywasz. Sam wolê definicjê nadania wiêkszej warto¶ci ca³ej walce. Uznaj to za mój gest, bo na samym pocz±tku nie mia³em ochoty byæ a¿ tak mi³y. A w³a¶nie, skoro ju¿ jestem taki mi³osierny to a¿ was przeproszê za u¿ycie broni impulsowej do wy³±czenia waszej elektroniki. Nie chcia³em tu ¿adnych niespodziewanych go¶ci...

- Walczmy – Luca zaskoczy³ Jamesa – teraz nic im nie zrobimy, aczkolwiek nie mog± sobie ot tak znikn±æ do koñca naszych. Wolê przegraæ potyczkê by wygraæ wojnê.
- Wzruszaj±ce s³owa – sarkazm Klausa wyra¼nie bi³ po uszach – aczkolwiek trenerek ma racjê. Chyba ¿e wolisz nadal graæ obroñcê sprawiedliwo¶ci i za chwilê po¿egnaæ siê z tym… Pokemonem – po czym spojrza³ znacz±co na Kirê.
- Cholera, zajebiê ciebie te¿, jak tylko wyrównam pozosta³e warunki, jednak teraz… eh, walczmy – JD ciê¿ko przysz³y te s³owa, lecz z pewno¶ci± u³atwi³a je lufa ponownie tul±ca siê do jego potylicy.
- A wiêc… jak to siê u was mówi – niech wygra lepszy!
Humor nie opuszcza³ Klausa nawet w tak ponurej chwili.

*


- Kira… ustaw siê – kolejne s³owa bola³y Jamesa, lecz ¶wiadomo¶æ bezsilno¶ci wzbudza³a jeszcze wiêkszy ból.
- Knack, wybieram ciebie! – w g³osie Luci panowa³o pragnienie, by ca³o¶æ zakoñczyæ jak najprêdzej.
„Niech ten koszmar skoñczy siê jak najprêdzej!”
- Jeszcze dajecie im imiona, jakie to s³odkie! – Klaus nie zamierza³ milczeæ podczas walki, lecz po chwili zmieni³ ton na bardziej z³owieszczy. – Walczcie powa¿nie, bo inaczej przestanê byæ mi³y!

- Knack, Leaf Tornado! – Luca stara³ siê jak najbardziej zachowaæ pozory normalno¶ci tego starcia, lecz im bardziej siê stara³, tym mocniej bola³o go w ¶rodku to, co w³a¶nie robi.
Snivy pos³usznie zacz±³ obracaæ siê wokó³ w³asnej osi, za¶ pojawiaj±ce siê pierwsze li¶cie zaczê³y ulegaæ sile wzmacniaj±cego siê wiru. Po chwili naprzeciwko Absola sta³o niewielkie tornado, którego „ostrza” niebezpiecznie l¶ni³y w blasku reflektorów.
- Uderz!
- Kira, unik, a nastêpnie kontruj szybkim ciosem!

Jego podopieczna nie mia³a problemu z ominiêciem nadchodz±cego huraganu pe³nego ostrych li¶ci. Z ³atwo¶ci± odskakiwa³a nadchodz±cemu zagro¿eniu, które zbyt wolno zbli¿a³o siê w jej stronê, by zaskoczyæ. Wreszcie po jakim¶ czasie Knack nie mia³ ju¿ si³y d³u¿ej utrzymaæ ataku, co skutkowa³o os³abniêciem wiru i zatrzymaniu siê samego Pokemona w celu nabrania oddechu po zbyt d³ugotrwa³ym ataku. Wtedy te¿ Kira z ³atwo¶ci± zbli¿y³a siê do Snivy’ego, by z jeszcze wiêksz± ³atwo¶ci± przy pomocy rogu wyrzuciæ du¿o mniejszego Pokemona na niema³y dystans.

- Knack, musisz odzyskaæ t± energiê… Mega Drain!
- Czemu bierzesz t± walkê na powa¿nie?! – Jamesa zaczê³a powoli dra¿niæ coraz wiêksza rola Luci w tej grze marionetek. Tym bardziej, ¿e jego wy³±czony komunikator gwarantowa³ JD, ¿e prêdzej czy pó¼niej pojawi siê paru zaniepokojonych Rangerów. Pragn±³ graæ na czas, lecz jego przeciwnik tego mu nie u³atwia³
- A czy my¶lisz, ¿e specjalnie wraca³em do Unovy, by straciæ na zawsze pierwszego Pokemona ju¿ w pierwszej powa¿nej walce? Cokolwiek bêdzie siê dzia³o, walka musi trwaæ! – W oczach Luci pojawia³y siê pierwsze ³zy, lecz czy by³y to ³zy bezsilno¶ci czy z beznadziei sytuacji?
- Ehh… Dupku, pomy¶l trochê!
- Nie chcê wam przeszkadzaæ w tej czu³ej rozmówce… lecz gdybym chcia³ obejrzeæ telenowelê, to bym j± sobie w³±czy³! – Klaus ponownie przypomnia³ o sobie w swoim stylu.
- Dobra, no to sobie walcz! – James rzuci³ we w¶ciek³o¶ci jakiekolwiek s³owa, nadal licz±c, ¿e prêdzej czy pó¼niej kto¶ z organizacji zainteresuje siê jego losem.
- Knack, u¿yj Mega Drain!
- Kira, skontruj to Quick Attackiem!

Po chwili obydwa Pokemony sparowa³y siê ze sob±, jednak ca³e uderzenie Absola zosta³o szybko zregenerowane przez sprytny atak Snivy’ego. Jednak nadal to Pokemon Luci sprawia³ wra¿enie zarówno bardziej zmêczonego starciem, jak i bêd±cego silniejszym faworytem „na odstrza³”.
- Knack, Gastro Acid!
Snivy instynktownie wyrzuci³ z siebie niema³e jak na jego gabaryty pok³ady klej±cej siê mazi, która nie mog³a nie trafiæ w blisko stoj±cego Absola. James kombinowa³, co z tym fantem zrobiæ, gdy¿ jak przewidywa³, kolejna komenda Luci mog³a byæ tylko jedna:
- A teraz Leaf Tornado!

Knack z du¿o wiêkszym impetem rozpocz±³ kolejne podej¶cie do wiruj±cego ciosu. Tym razem samo tornado by³o du¿o silniejsze, a¿ cz³onkowie Teamu Revo-Ex musieli dbaæ, by ich nakrycia g³owy nie do³±czy³y do rotuj±cego Snivy’ego.
- Kira, nie mo¿esz tego przegraæ! Zrób to! – James po raz pierwszy od dawna… straci³ kontrolê nad sob±. Wiedzia³, ¿e ten cios zakoñczy walkê… lecz w oczach Luci widzia³ t± sam± utratê kontroli nad sytuacj±. Klaus skutecznie ci±gn±³ za sznurki.
Mroczny Pokemon otworzy³ swe usta, za¶ po chwili pojawi³ siê zal±¿ek ¶wietlistej i bia³ej sfery . Po chwili owa sfera sta³a siê strumieniem, a strumieñ promieniem. Ice Beam. To nie mog³o siê nie udaæ, szczególnie gdy sam ³adunek zamra¿aj±cej energii przeszed³ przez wir niczym nó¿ w mas³o, a zaledwie sekundy zakoñczy³y ¿ywot zarówno trawiastego ataku, jak i Pokemona oponenta.

Milczenie.

*


Przera¿aj±ca cisza mog³a ¶wiadczyæ wy³±cznie o jednym. Luca w³a¶nie przegra³, i to zarówno bole¶nie, jak i sprawiedliwie z Jamesem. Nawet nie mia³ szans – jego przeciwnik, pomimo olbrzymiej niechêci musia³ go pokonaæ. Zreszt± on sam nawet nie mia³ w tej chwili odwagi spojrzeæ w oczy dwudziestolatka. Wtedy te¿ us³ysza³ za swoimi plecami odg³os klaskania. Zwróci³ g³owê w stronê, sk±d donosi³ siê owy d¼wiêk. Zauwa¿y³ szyderczo u¶miechniêtego Klausa, w pe³ni zadowolonego z koñca walki. W tej chwili pragn±³ rzuciæ siê na niego i zrobiæ mu wiele z³ego, z uszczerbkiem na zdrowiu czy ¿yciu w³±cznie, lecz lufa blisko potylicy po to tam by³a, aby mu przypomnieæ o konsekwencji owego czynu.

- Tak, oto w³a¶nie kwintesencja walk przy pomocy Pokemonów! – w tej chwili u¶miech znikn±³ z twarzy Lidera, za¶ w oczach pojawi³y siê iskierki gniewu. – Gdzie wasza rado¶æ z zakoñczonego starcia? Gdzie te s³odkie s³ówka gratulacji, czy ¿yczenia ponownego spotkania w silniejszych sk³adach, bo w koñcu zawsze kiedy¶ mo¿e doj¶æ do rewan¿u? Chyba nie s³yszê? Czy mo¿e to magia odbiorników telewizyjnych?
Nastêpnie bez d³u¿szej zabawy siêgn±³ do kabury, by wyci±gn±æ broñ o srebrzystym po³ysku i charakterystycznym bêbenku nad cynglem. Rewolwer. Ustawi³ lufê w kierunku nieprzytomnego i wych³odzonego Knacka.

- Czas odci±æ jednego trenera od tej pêpowiny. Witamy w nowej rzeczywisto¶ci, panie trenerze… – po czym przymkn±³ jedno oko, aby nie chybiæ i… BANG!
To by³ ten moment, gdy ca³e ¿ycie przelecia³o przez ¿ycie ca³kiem m³odego trenera. Jeszcze chwilê temu sta³ w bezruchu, a w jego g³owie dominowa³y my¶li pe³ne apatii, by tu¿ przed strza³em obudziæ w sobie wszystkie zmys³y i w akcie szaleñstwa zas³oniæ Knacka swoim cia³em, jednocze¶nie przyjmuj±c na siebie ca³e z³o, które wydosta³o siê z nieznanej nikomu, aczkolwiek ¶mierciono¶nej broni. Poczu³, jak pocisk przedar³ siê przez jego bok i opu¶ci³ cia³o ¶widruj±c je na wylot, jednak pe³en przera¿enia i troski o pana pisk Knacka u¶wiadomi³ go, ¿e jego Pokemonowi nic siê nie sta³o. Resztkami si³ wezwa³ Pokemona do Poke Balla, aby nic wiêcej z³ego nie sta³o siê i tak skrzywdzonemu stworkowi. Sam ból by³ niemi³osierny – jakby kto¶ wyrwa³ mu ca³y kawa³ cia³a, a sam zarys ¶wiata stawa³ siê coraz bardziej czarno-bia³y…

- Zaimponowa³e¶ mi! Widzê, ¿e albo twoja wola walki jest niesamowicie silna, albo jeste¶ zwyczajnym idiot± – odpar³ Klaus, chowaj±c przy tym broñ do kabury – co mi tam! Pozwolê ci ¿yæ, jako dowód szacunku dla twojego po¶wiêcenia, jakiego w sumie wymagam od cz³onków mojej organizacji. Z takim oddaniem dla idei nawet pasowa³by¶ do nas… jednak jeste¶ nie po tej stronie, po której wymagam. A po tym wszystkim z pewno¶ci± bêdziesz nas nienawidziæ… - westchn±³, po czym odwróci³ siê w stronê helikoptera. – Na nas ju¿ czas i pora, czas sprawdziæ, jak posz³o oddzia³owi C w eksterminacji Pokemonów kategorii B+ przy pomocy technologii Ka³asznikowa. Czas nas zreszt± goni… Eh, i znowu siê nie wy¶piê.

Po tym wszystkim odszed³ do helikoptera z tym samym stoickim spokojem, z jakim jaki¶ czas temu przyszed³ do wówczas zaskoczonych trenerów.
- A tobie, drugi trenerze, sugerujê pomóc dzieciakowi – prêdzej czy pó¼niej zabraknie mu paliwa do ¿ycia, które my ludzie zwiemy krwi±. To nie Pokemon, zwyk³e Centrum mu nie pomo¿e – rzek³ do Jamesa, po czym wsiad³ do helikoptera.
Nie minê³a chwila, a wszyscy cz³onkowie Team Revo-Ex ruszyli w znanym sobie kierunku, a maszyna, po uruchomieniu ¶mig³a unios³a siê i ruszy³a by kontynuowaæ nadzór nad swymi „testami”…

James rzuci³ siê na Lucê, lecz ten mia³ ju¿ zamkniête oczy, za¶ puls stawa³ siê coraz mniej wyczuwalny.
- Cholera, nie padaj mi tu, bohaterzyno od siedmiu bole¶ci!
Wtedy te¿ us³ysza³ te¿ szelest nad sob±. Podniós³ g³owê. Ujrza³ trzech Rangerów znajduj±cych siê wy¿ej niego.
- Pierdo³y, lepiej pó¼no ni¿ wcale! Szykujcie medyka, transport do jasnej cholery! Cz³owiek nam zdycha!

Sygnatura użytkownika
NICO
 
     
Drowker 
Pewnie nie zna PokeMana
The Drow One



Do³±czy³: 28 Gru 2013
Posty: 17
Sk±d: Fatum
Kontakt:
Wys³any: 16 Luty 14, 21:44   

Drowker

vs Luca Aller

Do: James Clarkson
Od: Ranger Squad HQ

1. Kontynuowaæ operacje „Nurse”, bez wzglêdu na skutki oraz stan zatrzymanej.
2. Meldunek o zatrzymaniu podejrzanej via SSIX.
3. Sprawdziæ informacje o zauwa¿eniu Makai Taki w okolicach Dragonspiral Tower.
4. Wspó³pracowaæ z lokalnymi jednostkami Pokemon Ranger w regionie Unova (kod 005).
5. Przyznano wam pomoc w postaci Rangerki Drugiego Stopnia Mirandy Lemon.
6. Meldunek operacyjny do dowództwa g³ównego co tydzieñ via SSIX.
7. Kontynuowaæ operacje „Kagai” w regionie 005, a¿ do przys³ania nowych rozkazów.

Koniec wiadomo¶ci



-Jeszcze raz! Parabolic Charge! - mêski g³os przerwa³ ciszê panuj±c w dolinie. Zielone oczy wbi³y siê w pó³metrow± ¿ó³t± jaszczurkê z czarnym ³ebkiem, uszami oraz koñcem ogona, która obróci³a siê ty³em do celu, jakim by³a niebieska istota przypominaj±ca chodz±c± na dwóch ³apach rybê, machaj±c± szczê¶liwie ogonem – Cel … pal! - potê¿ny ³adunek elektryczny wydoby³ siê z niewielkiego cia³ka, kieruj±c siê wprost ku drugiemu stworkowi. Ten przyj±³ atak, nawet nie zmieniaj±c pozy. Jaszczurk± sapnê³a, za¶ m³ody ch³opak podszed³ do stwora. Pog³aska³ Pokemona po g³owie, wyci±gaj±c jaka¶ jaka¶ jagódkê z kieszenie spodni, która poda³ jaszczurce.
Quagsire równie¿ podesz³a do trenera, oczekuj±c czego¶ smako³yku. Ch³opak u¶miechn±³ siê, po czym da³ jej jaki¶ przysmak, za¶ wodno ziemny Pokemon zapiszcza³ rado¶nie.
– Jeste¶ idealn± partnerka do æwiczeñ dla Prime'a – Tinia, bo tak siê nazywa³a, pokiwa³a g³ow±, koñcz±c smako³yk. Helioptile, elektryczny Pokemon z Kalos, wskaza³ na le¿±ca w cieniu Absol, która ze znudzeniem w oczach, przygl±da³a siê ca³emu temu treningowi – Nie przejmuj siê Kir±, ona ma swoje humorki. Jak ka¿da kobieta. Przyzwyczaisz siê z czasem, a teraz odpocznijcie i pobawicie siê – doda³, kieruj±c siê siê ku mrocznemu Pokemonowi. K±tem oka zauwa¿y³ jak Krok trenuje z Diddym walkê w zwarciu. Brakowa³o mu tylko dwójki stworków, które gdzie¶ znik³y, tu¿ po rozpoczêciu treningu.

„Ma humorki” warknê³a Kira, która le¿a³a na kurtce swojego trenera, gdy ten usiad³ ko³o niej „Mo¿e mi jeszcze wmówisz, ¿e mam okres, co?”
„A nie masz?” zakpi³ JD, czochraj±c psa po g³owie „A no tak, zapomnia³em. Ty masz okres przez ca³y rok.”
„Pewnego piêknego dnia uduszê Cie we ¶nie” mruknê³a, co wywo³a³o atak ¶miechu ze strony Jamesa „Nie ¿artuje. Przeginasz pa³ê i nie dotrzyma³e¶ umowy …”
„Przepraszam bardzo” przerwa³ jej monolog, bior±c do rêki czapkê „Moja wina, ¿e ca³y misterny plan w poszed³ w pizdu? Pomy¶l swoim ma³ym mó¿d¿kiem. Jak mia³em zaprosiæ Miri na kawê, po tym co siê sta³o?”
„Normalnie? Hallo, jest dwudziesty pierwszy wiek …”
„Pojeba³o Cie? Mia³em do niej podej¶æ i rzecz co¶ w stylu, hej ma³a, pójdziemy na kawê, mimo ¿e twój brat walczy o ¿yci …” przerwa³, bior±c g³êboki wdech „Makai przegi±³. Zdrowo przesadzi³„
„Wiem” odpar³a Kira „Dorwiemy go, wiesz o tym dobrze. Jak siê trzyma?”
„Z tego co wiem, to odzyska³ przytomno¶æ … i tyle. Miranda nic nie mówi, a mi g³upio siê zapytaæ co z Jacobem. Do ich rodziców przecie¿ nie zadzwoniê, bo mnie nie znaj±.”
„Niby czemu?”
„Co im powiem? Witam, to mój wróg prawie zabi³ pañstwa syna? Kira u¿yj mózgu. Za¶ dowództwo utajni³o wszystko” opar³ siê konar drzewa „To moja wina. Wpl±ta³em ich walkê, w której nie powinni braæ udzia³u. Makai skrzywdzi³ za wiele osób, jak ten go¶æ Hizaru, który pó¼niej znik³, próbowa³ mnie dwukrotnie zabiæ, ale teraz … nie mam po prostu s³ów.”

„Mi generalnie chodzi³o o Mirande” rzek³a Absol, leniwie podnosz±c ³eb „Nie wydaje siê jako¶ szczególnie przybita t± ca³± sytuacj±.”
„Trudno mi powiedzieæ co siedzi w jej g³owie. Znam j± dopiero drugi miesi±c, razem podró¿ujemy, próbujemy koegzystowaæ i ogóle, ale nie potrafiê jej rozpracowaæ. Przed zamachem by³a bardziej sarkastyczna, wybuchowa i pewna siebie. Teraz … hmm, teraz jakby odpu¶ci³a. Dalej jest zimn± suk±, ale widzê przeb³yski ludzkich odruchów. Jednak dzisiaj, ju¿ od samego rana mia³a do mnie jaki¶ pretensje.”
„Zapro¶ j± na kawê, to siê dowiesz” powiedzia³a Kira, za¶ JD przewróci³ oczami „Wiesz, ¿e bêdê wierci³a ci dziurê, a¿ tego nie zrobisz ...” James prychn±³, ale mima mu rzed³a, gdy nad nim stanê³a blondynka. Typowy strój jak na t± dziewczynê, czyli krótka spódniczka, czarny golf oraz beret na g³owie. Jej fioletowe oczy szybko zlustrowa³y ch³opaka, który ziewn±³ „Zaczyna siê ...”


-Tak? - Clarkson zapyta³ swojej towarzyszki, która dalej sta³a nad nim i nie powiedzia³a ani jednego s³owa – Wiem, ¿e jestem przystojny, ale co chcesz?
-Chce aby¶ ruszy³ swoje dupsko – warknê³a, za¶ JD wsta³ – Musimy jechaæ dalej. Zróbmy nasz obchód i wracajmy do bazy. Mam wielk± ochotê odpocz±æ.
-Jasne, partnerko – zakpi³, po czym zagwizda³. Tinia, Krok, Diddy oraz Prime podeszli do swojego trenera – Jest was czterech, Kira pi±ta. Gdzie Soundwave? - spojrza³ na Kroka, który wzruszy³ ramionami – Kira?

„Nie mam pojêcia” odpar³a „Nie jestem jego niañk±”
"To po co Cie trzymam?"
"Cicho ..."


-Miri, gdzie twój Meowstic? - zapyta³, widz±c jak dziewczyna pisze co¶ na komórce. Ta wskaza³a palcem na pobliskie drzewo, gdzie na ga³êzi spa³ niebieski kot – Hmm, dziw … - nie skoñczy³, poniewa¿ oboje zostali powaleni przez potê¿n± fale d¼wiêku. James podniós³ delikatnie g³owê, aby ujrzeæ fioletowego Pokemona, który "suszy³ z±bki" jak pewna banda Pingwinów z Madagaskaru – Soundwave! - Loudred zaklaska³, za¶ JD wyj±³ Pokeball – Powrót – stwór zmieni³ siê czerwon± po¶wiatê, po czym schowa³ siê do kuli, a jego trener wsta³. Miranda zbiera³a swoj± komórkê z ziemi – Znów dostanê po g³owie. Super – westchn±³ Clarkson, a nastêpnie wyj±³ cztery kule i odwo³a³ swoich podopiecznych. Jedynie Kira usta³a siê przy swoim trenerze, który skierowa³ siê ku czarnemu coupe, którym teraz podró¿owali.

„To nie by³o fajne” mruknê³a Absol „Wiesz, mog³e¶ zachowaæ siê bardziej jak d¿entelmen”
„Ta, a pó¼niej chcia³aby mnie udusiæ” odpowiedzia³ „Sorry Kira, ale po ostatnim mam dosyæ bycia tym mi³ym ...”
„Ale mêcz± Cie wyrzuty sumienia” odpar³a „Poka¿, ¿e chocia¿ trochê Ci na niej zale¿y. Dobrze wiem, ¿e ci zale¿y. Zapomnia³e¶ kto czyta twoje my¶li?” zapyta³a wskakuj±c na ty³ pojazdu. JD nie odpowiedzia³, tylko usiad³ na fotelu kierowcy i zabra³ mikrofon.


-Tutaj patrol dwa jeden dwa, zg³aszamy siê – rzek³ po naci¶niêciu guzika odpowiedzialnego, za nadawanie.
-Tu dy¿urny operacyjny Kanciarz, s³ucham was dwa jeden dwa – us³ysza³ w odpowiedzi – Zg³aszacie jakie¶ problemy?
-Nie, wszystko jak najlepszy porz±dku. Udamy siê w kierunku White Ruins, a¿ do granic sektora sto jeden – odpar³ spokojnie, za¶ Miri wsiad³a do samochodu. James k±tem oka zauwa¿y³, ¿e blondynka próbuje uruchomiæ komórkê – Baza czekam na potwierdzenie.
-Potwierdzam dwa jeden dwa – odpowiedzia³ dy¿urny – Przy okazji Clarkson, komandor siê o was pyta³. Powiedzia³, ¿e macie siê do niego zg³osiæ po zakoñczeniu patrolu.
-Jasne, zrozumia³em i przyj±³em. Dwa jeden dwa, bez odbioru – od³o¿y³ mikrofon, po czym spojrza³ na coraz bardziej zirytowan± Mirandê – Oj daj to – mrukn±³, bior±c urz±dzenie. Lemon fuknê³a, za¶ Clarkson zacz±³ kombinowaæ z komórk± – Hmm, czyli nie uruchamia …
-No co ty nie powiesz – warknê³a dziewczyna, za¶ JD zignorowa³ to i kontynuowa³ zabawê – To twoja wina. Gdyby¶ nie ³apa³ tego Loudreda, to on nie zrobi³by takiego ¿artu. To twój drugi Pokemon, który uprzykrzy³ mi ¿ycie. Wpierw to metalowe ptaszyd³o, teraz on. Ciekawe kiedy twój aligator zamrozi mnie, albo ta elektryczna jaszczurka porazi mnie … ale jak? - przerwa³a, widz±c jak komórka dzia³a. James odda³ jej urz±dzenie, po czym odpali³ auto.
-Nie ma za co – mrukn±³, a nastêpnie wrzuci³ pierwszy bieg. Pojazd ruszy³ – Bateria nie styka³a, przez co nie dzia³a³o. Wiem, bo sam mia³em podobny problem z pierwsz± komórk±. Wtedy to by³a ceg³a w porównaniu z tym co teraz masz – auto przyspieszy³o, gdy JD zmieni³ bieg na wy¿szy. Silnik zarycza³, co przyprawi³o Jamesa o u¶miech – A¿ szkoda mi bêdzie zostawiæ to cudo. Maszyna chodzi jak marzenie. A¿ dziw, ¿e Unova ma takie m³ode samochody.
-Ta jasne – mruknê³a pisz±c co¶ na komórce – I tak jeste¶ dupkiem …
-Dobra starczy – przerwa³ jej JD, znów zmieniaj±c bieg – Odkupie Ci t± komórkê w Icirrus City, dobra?

„Oraz zaproszê na obiad, je¶li siê zgodzisz” Absol podsunê³a mu propozycje. JD spojrza³ w tylne lusterko „Zrób to. Prooooooszêêêêêêêêê”
„Kobiety” mrukn±³ niezadowolony.


-Oraz zapraszam Cie na obiad. Ja p³acê – doda³, nie odrywaj±c wzroku od drogi. Przez kilka chwil panowa³a z³owroga cisza, nie zwiastuj±ca niczego dobrego – Miri?
-Komórka okej. Tak mi musisz odkupiæ – odpar³a spokojnie, chowaj±c urz±dzenie do schowka – Obiad, zapomnij.
-Dobra – mrukn±³ James, któremu spad³ kamieñ z serca. W koñcu Kira da mu spokój. Bêdzie móg³ siê skupiæ na prawdziwym problemie jakim by³a jego misja.
-Bo nie wyrobimy siê, ale kolacja jak najbardziej wchodzi w grê – dokoñczy³a my¶l. Clarksona zatka³o, za¶ Kira zawy³a rado¶nie – Co z twoj± Absol?
-A ja to wiem? Nie rozumiem kobiet – za¶mia³ siê nerwowo, próbuj±c ukryæ zaskoczenie – A co do kolacji to okej, nie ma problemu. Obiad, kolacja, ¶niadanie. Oby tylko dobrze zje¶æ.
-Dok³adnie tak. Widaæ w jednej materii siê zgadzamy – przesiad³a siê do ty³u – Kira posuñ siê. Podobnie jak twój trener w Kalos, ja tak¿e siê teraz przekimam – mroczny pies przeskoczy³ na przedni fotel, za¶ blondynka po³o¿y³a siê i przykry³a siê swoim p³aszczem – Obud¼ mnie jak dojedziemy.
-Tak jest pani kapitan – zakpi³, ¶ciszaj±c radio. Zmieni³ bieg po raz kolejny, a pojazd przyspieszy³ nieznacznie. Przez kilka minut jechali w zupe³nej ciszy.

„No proszê. Idziesz na randkê” rzek³a Kira „A nie mówi³am? Podobasz siê jej. Musisz siê tylko ³adnie ubraæ”
„Kira ...”
„Oraz odchamiæ siê chocia¿ ma³ym stopniu. No i zabraæ do dobrej restauracji, albo przynajmniej niez³ej knajpy. Kupisz jej kwiaty” Absol kontynuowa³a
„Kira …”
„Pomy¶leæ, ¿e proponowa³ Ci, aby¶ zabra³ j± na obiad, a to bum! Wow, tego siê nie spodziewa³am. Jestem lepsza ...”
„Kira!” krzykn±³, przerywaj±c wywód swojego Pokemona „Daj sobie spokój!”
„Co?”
„To tylko kolacja. Nic wielkiego. Na Boga, jeste¶ gorsza ni¿ ustawa przewidujê i nie, nie wchod¼ mi do g³owy. Moje my¶li o Miri to moja prywatna sprawa … wesz³a¶ prawda?” szybko spojrza³ na Absol, która by³a wyra¼nie zdziwiona „K*rwa ...”
„Wow. Nie wierze, to co widzê” rzek³a, po czym przez chwilê zapanowa³a cisza. James odda³ siê przyjemno¶ci z jazdy, ale rozmy¶la³ o ostatniej walce.


Makai by³ tam gdzie¶. S³ysza³ jego ¶miech i pewnie on tak urz±dzi³ Jacoba. Bo kto inny? Joy, która uciek³a z notatnikiem Tony'ego. Przecie¿ to nie mia³o sensu. Wykorzystuje go jako przynêtê, po czym kradnie jakie¶ zapiski pe³ne taktyk? Taka by³ zbyt dobry, aby u¿ywaæ pomys³ów jaki¶ przypadkowych ludzi. Bo kim by³ jaki¶ tam Jupiter? Odpad³ w jednej czwartej turnieju po walce ze Stevenem. Dobra, ten to by³ wariat i ryzykant, ale nie by³ przecie¿ jakim¶ geniuszem w kwestii taktyk. Darion? Kolejny przypadkowy go¶æ, który doszed³ do fina³u, ale poleg³. Steven go zniszczy³, zmasakrowa³. A Tony nie mia³ zapisanej ¿adnej taktyki tego popaprañca. Tamara tak¿e nie by³a jaka¶ wyj±tkowa, ten ch³opak z papug± czy w koñcu ten m³odziak Karl. Wszystkich jednak co¶ musia³o ³±czyæ ze sob±, poniewa¿ zostawali sferze zainteresowania Makai'ego.
Z drugiej strony, mo¿e to by³ przypadek? Znów by³ z³ym miejscu o z³ym czasie? Joy chcia³a pewnie uwie¶æ ch³opaka, aby pozbyæ siê ¶wiadka oraz zdobyæ notatnik, jednak pojawi³ siê JD. Zauwa¿y³a go, wiêc natychmiast zmieni³a plan dzia³ania. Jednak czemu nie pozby³a siê ich obu, kiedy mia³a dogodn± sytuacje, tylko zniknê³a z notatnikiem. Ale by³o jeszcze jedno pytanie – czemu go porzuci³a? To by³o dziwne. Tyle zachodu o zeszyt, po czym zostawia go widoku? Najlepsza opcja by³oby, gdyby zrobi³a jego kopie. Chyba ¿e chodzi³o jej o Mega Ewolucje ...

„Ona p³aka³a” rzek³a w koñcu Kira, przerywaj±c cisze i wyrywaj±c trenera z rozwa¿añ. James spojrza³ na swojego Pokemona
„Co masz na my¶li?” zapyta³ zaintrygowany
„Nie wesz³am do jej g³owy, bo zaraz jej kot zrobi³by raban, ale zaobserwowa³ to kilka razy. Ty spa³e¶ jak kamieñ, za¶ Miranda p³aka³a do poduszki. Ta sytuacja chyba j± po prostu przerasta. Wiesz, ona uwa¿a³a, ¿e swoje z tob± odhaczy i bêdzie mog³a wróciæ do normalnej pracy, a tutaj jej brat zostaje ciê¿ko pobity przez jakiego¶ psychola. Do tego dowództwo wysy³a j± wraz z tob±, przez co w dzieñ w dzieñ musi sobie przypominaæ obrazek Jacoba.”
„Temu siê mnie pyta³a¶ jak siê trzyma, prawda? Martwisz siê o Miri, co nie?
„Tak. Mimo swojego charakterku, wydaje siê bardzo mi³a. Dba o Pokemony, kocha to co robi. Po prostu …”
„Mo¿e z ni± pogadaæ o tym?” zapyta³ JD
„Tak ci siê nie przyzna. Wed³ug mnie powiniene¶ byæ dla niej milszy … uwa¿aj!” krzyknê³a, gdy James nacisn±³ hamulec w ostatnim momencie przed potr±cenie jakiego¶ ch³opaka. Samochód zatrzyma³ siê prawie miejscu „No co za debil!”


-Pojeba³o Cie ?! - krzykn±³ James, wychylaj±c siê za kierownicy. Mia³ ju¿ ochotê przyjebaæ go¶ciowi, który opiera³ siê rêkoma o maskê samochodu – Prawie Cie zabi³em! Wypi*rdalaj, za nim Ci dojebie! - go¶æ podbieg³ do miejsca pasa¿era. James dok³adnie mu siê przyjrza³. Go¶æ by³ jego wzrostu, ale zdecydowanie mniej masywniejszy. Ubrany nie najgorsze stylowo spodnie oraz t-shirt z logiem Poke Balla, który by³ schowany pod rozpiêt± ciemnobr±zow± koszulê na zamek – Powiedzia³em co¶! Won!
-Panie, zabij mnie pó¼niej pan, ale teraz sp**rdalamy! Leci tutaj stado tubylców, chc±cych ofiary i krwi! Pi*rdolenie kanibale! - w piwnych oczach bruneta mo¿na by³o zauwa¿yæ przera¿enie. Wydawa³o siê, ¿e mówi³ prawdê, ale James by³ ju¿ zbytnio wkurzony.
-Jacy, k*rwa, kanibale?! Wyp*erdalaj, bo zaraz Ci tak przyjebie, ¿e twoja matka, bêdzie Cie szukaæ w Pallet Town! Ju¿!

-James, co jest? - zaspana Miri podnios³a g³ow±. Zobaczy³a wkurzonego towarzysza, Kirê, która warcza³a, oraz jakiego¶ przera¿anego go¶cia – O co chodzi? Kim jeste¶?
-Patrz! - wskaza³ palcem za siebie. Dwójka Rangerów spostrzeg³a grupkê pó³nagich facetów, umalowanych jaka¶ dziwn± farb±. Mo¿na z du¿± skal± prawdopodobieñstwa przypuszczaæ, ¿e to by³y rytualne tatua¿e. Trzeba by³o jeszcze dodaæ dziwne he³my, przypominaj±ce te rzymskich centurionów, które potêgowa³y aurê strachu. Ewidetnie nie mieli przyjacielskich stosunków do bruneta oraz Rangerów, a trzymaj±c w rêkach w³ócznie oraz ³uki tylko to potwierdzali. Byli dobre sto metrów od samochodu, ale biegli ku nim – Pó¼niej mnie zajebiesz! Uciekajmy!
-O k*rwa – przekln± James, po czym zrobi³ szybki rachunek strat i zysków. Spojrza³ na Absol, która przeskoczy³a na tylne siedzenie, a nastêpnie otworzy³ drzwi – Pakuj siê! Pronto – wrzuci³ jedynkê, za¶ ch³opak wskoczy³ na miejsce – Zapi±æ siê. Bêdzie ostro – przygazowa³, za¶ silnik pojazdu rykn±³. Tubylcy byli ju¿ blisko, ale James ruszy³ z kopyta. Samochód szarpn±³, po czym zacz±³ przyspieszaæ. JD widzia³ jak oddala siê od krzycz±cych wojowników, za¶ ch³opak odetchn±³ z ulg±.

-Blisko – rzek³ brunet, za¶ JD wrzuci³ czwarty bieg – Dziêki. Uratowa³e¶ mi ty³ek.
-Dobra, nie chrzañ. Jak to siê wpakowa³e¶? Chyba jak±¶ im podpad³e¶, bo nie wierze, ¿e tak z sami by zaczêli cie ¶cigaæ – warkn±³ zdenerwowany – Mów!
-Nie wiem. Przyjecha³em do znajomego, który pracuje na tutejszych wykopaliskach w White Ruins. Poszed³em potrenowaæ na pobliskiej polanie i nagle patrzê, jak w moj± stronie biegnie kilkunastu pó³nagich go¶ci. Mia³em poczekaæ i zapytaæ siê czego chc±? S³ysza³em, ¿e ponoæ tutaj istnieje jakie¶ plemiê, ale uwa¿a³em to za bujdê – odpowiedzia³ – Swoj± drog±, to jestem Luca. Luca Aller.
-James Clarkson – mrukn±³ JD – A ta pani z ty³u to Miranda Lemon.
-Potrafiê mówiæ za siebie – warknê³a blondynka, po czym wszyscy us³yszeli strza³. James przekl±³ - Co jest?
-Nie wiem jeszcze, ale mam podejrzenie – powiedzia³ zatrzymuj±c pojazd. Wrzuci³ jedynkê oraz zaci±gn±³ hamulec rêczny, po czym zgasi³ auto – Aby tylko nie silnik – wysiad³ z auta, podobnie jak Luca. Sprawdzi³ opony z jego strony – Czysto.
-U mnie przebita przednia - rzek³ brunet. JD podszed³ do nowego kolegi, który wyci±ga³ grot strza³y z ogumienia – Chyba masz zapas?
-Ta, ale lewarka nie mam – odpar³, po czym wyj±³ Pokeball – A zapowiada³ siê spokojny dzieñ – z kuli wy³oni³ siê wielki niebieski aligator. Zarycza³ – Uspokój dupê i podnie¶ delikatnie auto. Bez ¿adnego ziewania – skierowa³ siê ku baga¿nikowi - Abym tylko mia³ kluczê – Miri prychnê³a – Mo¿e ksiê¿niczko ruszysz swój ty³eczek i wysi±dziesz z auta? - rzek³ otwieraj±c ty³. Lemon wykona³a polecenie, narzekaj±c na swojego towarzysza – Ma³a ¿mija.
-S³ysza³am to idioto. To twoja wina, jak zwykle – warknê³a siadaj±c przy drzewie. Luca z zainteresowaniem przygl±da³ siê docinkom dwóch Rangerów – Gdyby¶ siê nie k³óci³, to nie by³oby takich problemów. Podobnie by³o ostatnio …
-Ej, wypraszam sobie – wyj±³ oponê – Luca ³ap – rzuci³ brunetowi zestaw kluczy, za¶ samemu podszed³ z ko³em – Uratowa³em ci ty³ek, wiêc siê przydaj do czego¶. Odkrêcaj, ja za¶ sprawdzê silnik. To bêdzie d³ugi dzieñ …

Jaki¶ czas pó¼niej

James koñczy³ dokrêcaæ ¶rubê. Czu³ chwilê wcze¶niej opór, ale postanowi³ przekrêci³ nakrêtkê jeszcze dwa razy, po czym usiad³ na ziemi. U¶miechn±³ siê zadowolony, gdy wymieni³ oponê. Robi³ to ju¿ kilka razy w Johto, ale wtedy mia³ lewarek oraz ojca do pomocy. Co jak co, to by³ mechanik pierwsza klasa i zna³ siê na autach lepiej od syna. Przez to kilka razy musia³ pomagaæ ch³opakowi z takim problemami jak zmiana opony czy problemy z elektryk±.

-W koñcu. Krok, opu¶æ – rozkaza³ swojemu Pokemonowi, który delikatnie postawi³ auto na ziemi – Trochê siê zesz³o.
-Kto by siê spodziewa³, ¿e taki m³ody samochód, a chyba ogumienia nie wymieniali od pocz±tku – mrukn±³ Luca, wrzucaj±c star± oponê do baga¿nika – To co teraz? Mo¿e jaki¶ piknik?
-Odwieziemy Cie do miasta, zjemy co¶, bo kobiecie tutaj nie chcia³o siê pogrzaæ posi³ku – powiedzia³ g³o¶no, za¶ blondynka pokaza³a mu ¶rodkowy palec – Wsad¼ go sobie w ten seksowny ty³ek – odpar³ James – Co¶ czu³em, ¿e to nie bêdzie spokojny dzieñ.
-Ta, sprowadzasz problemy – rzek³a Miri czytaj±ca jaka¶ ksi±¿kê – Mo¿e jeszcze zawalczycie miêdzy sob±? - zakpi³a, za¶ mê¿czy¼ni spojrzeli po sobie. Momentalnie w ich rêkach pojawi³y siê pe³nowymiarowe Pokeballe. Miranda podnios³a wzrok znad ksi±¿ki – Jaja sobie robicie? Prawda?
-Nie – odpar³ Luca – Ma³y sparing nie zaszkodzi, a JD my¶li, ¿e jest cwaniakiem.
-Uznaje to za wyzwanie – zakpi³ - Dajesz – rzek³, gdy na polu walki pojawi³ przypominaj±cy wê¿a stworek – Snivy huh. Jedziemy z tym koksem.

„Diddy?” zapyta³a Kira, wyra¼nie zaciekawiona „Najlepsza opcja. Przewaga typów i spokojnie zniszczy tego wê¿a”
„Nie, to by³oby zbyt ³atwe. No i chce spróbowaæ nowego towarzysza w walce.” odpar³ podrzucaj±c kulê „Chyba, ¿e ty idziesz ...”
„Zapomnij” fuknê³a „Ostatnim razem pos³a³e¶ mnie przeciw kijance na sterydach, po czym skupi³e¶ siê na ty³ku Mirandy, zamiast na walce z tym smokiem”
„Dalej prze¿ywasz t± walkê z Flygonem? Kira we¼, zachowujesz siê gorzej ni¿ przedszkolak, któremu zabrali zabawkê”


-Prime, pora na przedstawienie! - rzuci³ Pokeball, z którego Heptolite – Jeden na jeden?
-Dobra. Knack Vine Whip – rozkaza³ Luc, za¶ w±¿ wystrzeli³ w kierunku rywala dwa zielon± pn±cza, próbuj±c uderzyæ w Prime'a. Jaszczurka przyjê³a na siebie pierwsze uderzenie, lecz przed drugim ju¿ uskoczy³a. By³o widaæ, ¿e Heptolite nie by³ zbyt do¶wiadczony w walkach – Leaf Tornado. Dajesz James, spodziewa³em siê czego¶ wiêcej po tobie.
-Spokojnie – odpar³ JD, gdy w±¿ skoczy³ do góry – Thunder Wave – rzek³, za¶ Pokemon z Kalos wyrzuci³ z siebie kilka elektrycznych ³adunków, które sparali¿owa³y rywala. Ten upad³ na ziemie -Thunderbolt. Teraz zawsze bêdziemy szybsi.

Heptolite kiwn±³ g³ow±, a nastêpnie obróci³ siê do rywala, rozk³adaj±c swoje uszy. Zgromadzi³ na koñcu swojego ogona potê¿ny ³adunek w Snivy'ego. Knack próbowa³ odskoczyæ, ale parali¿ znów o sobie znaæ. Przyj±³ cios na klatê, po czym spróbowa³ zaatakowaæ. Nie uda³o siê, wiêc przyj±³ pozycje defensywn±. Jaszczurka stworzy³ za¶ elektryczn± kulê i wystrzeli³a w rywala. Ten jednak zrobi³ unik, pokonuj±c chwilowo parali¿. Luca obserwowa³ sytuacje, po czym szybko siê dostosowa³ do nowej sytuacji. James za¶ my¶la³ o taktyce jak± powinien przyj±æ. Parali¿ by³ du¿ym plusem, jednak Snivy mia³ mocn± specjaln± obronê.

-Knack, u¿yj Leaf Blade! - ogon stworka zab³ys³ na zielono, a nastêpnie uderzy³ w jaszczurkê, która upad³a – Leaf Tornado! - ro¶liny starter wyskoczy³ ku górze, ale parali¿ da³ o sobie znaæ. Znów upad³, za¶ Prime podniós³ siê. Jego uszy za¶wieci³o na bia³o, po czym wykona³ kilka ruchów g³ow±, tworz±c co¶ rodzaju powietrznych ostrzy. Snivy przyj±³ cios na siebie, za¶ Heptolite zacz±³ biec ku Knackowi. Uderzy³ wê¿a ca³ym cia³em, odrzucaj±c rywala metr do ty³u. W±¿ podniós³ siê i gotowa³ siê do dalszej walki. Obaj spojrzeli sobie g³êboko oczy, chc±c pokazaæ rywalowi, ¿e nie zamierza odpu¶ciæ.

-Skoñczycie to kiedy¶? – zapyta³a Miri. S±dzi³a, ¿e to bêdzie szybkie, a walka d³u¿y³a siê od chwili. Zobaczy³a u¶mieszek na twarzy Jamesa – Co tak cieszy? - Knack wyskoczy³ ku górze, próbuj±c jeszcze raz zaatakowaæ Leaf Tornadem.
-To, ¿e zaraz wygram – Heptolite wyskoczy³ ku górze, za¶ ogon za¶wieca³y na niebiesko –Dragon Tail! Koñ … - przerwa³. W³a¶nie sobie u¶wiadomi³ co narobi³ – Prime nie!

Cios doszed³ celu, ale na Snivym nie zrobi³o to wiêkszego wra¿enia. Skoñczy³ siê krêciæ, po czym wystrzeli³ w rywala tornado zielonych li¶ci. Jaszczurka, która by³a mo¿e pó³ metru od rywala, przyjê³a dewastuj±cy cios na siebie, a nastêpnie upad³a na ziemi.
-To chyba koniec – mrukn±³ Luca, gdy Knack wyl±dowa³ tu¿ przed nim. Obaj byli zaskoczeni, gdy ¿ó³ta istota wsta³a – Twardy gracz.
-Sam jestem zdziwiony – powiedzia³ James, patrz±c na swojego podopiecznego. Ten wyda³ z siebie okrzyk bojowy – Thunderbolt! Raz dwa!
-Protect - starter z Unova chcia³ wykonaæ polecenie, ale nie uda³o siê. ¦ciana nie pojawi³a siê, wiêc Knack przyj±³ wi±zkê elektryczn± na siebie. Zachwia³ siê, a gdy zauwa¿y³, ¿e rywal pêdzi ku niemu. Jego cia³o by³o otoczone przez czyst± energie elenktyczn±. Chcia³ kontratakowaæ, ale Primie by³ szybszy. Uderzy³ rywala g³ow± w brzuch, a nastêpnie jego cia³o opu¶ci³a kilkaset woltów, które w u³amki sekund przeszy³y przez cia³ko Snivy'ego, a nastêpnie odskoczy³. Knack mia³ ju¿ upa¶æ na ziemie, ale pn±cza go podtrzyma³y. Heptotite by³ gotów do ostatecznego ciosu.
-Pirme! Parobolic Charg ….

-Uwaga! - krzyknê³a Miranda. Jaszczurka oraz jej trener spojrzeli na lec±ce ku im kamienie. JD wraz z Kir± odskoczyli do ty³u, jednak Heptolite nie zd±¿y³. Atak wprost zmiót³ Prime'a z pola walki, przez co ten nieprzytomny wyl±dowa³ pod nogami swojego trenera, a Pokemon przypominaj±cy skrzy¿owanie jaszczurki i ptaka zarycza³. Kilka sekund pó¼niej by³o ju¿ ich wiêcej.
-Archeopsy! - krzykn±³ Luca, który wraz z Snivy gotowa³ siê do walki. James rozejrza³ siê dooko³a, szukaj±c trenerów dziwnych istot – Znale¼li nas!

-Baikaka!(Staæ!) - wszyscy us³yszeli wrzask dochodz±cy z nieba. Clarkson spojrza³ ku górze. Jeden z go¶ci co wcze¶niej siedzia³ grzebcie przypominaj±cego or³a Pokemona – Kaja boaka cal! (Dawaæ dziewczynê heretycy!)
-Mów po ludzku wie¶niaku, bo nie gadam po waszemu – warkn±³, odwo³uj±c Prime'a – Zapytam siê grzecznie – rêk± spoczê³a na toporku – Czego chcesz?
-Boaka!(Dziewczynê!) - rykn±³ przywódca. Kira oraz Knack byli gotowi, za¶ ich trenerzy z niecierpliwo¶ci± czekali na rozwój wydarzeñ – Aannana! (Braæ j±!) - jeden z Archeopsów zawy³, po czym zapikowa³ w dó³. James tylko na to czeka³.
-Kira! Psycho Cut! - rozkaza³ swojej Absol, której ostrze zab³ys³o na fioletowo.

“Z przyjemno¶ci±!” krzyknê³a, robi±c kilka zamachów. Antyczny ptakojaszczur wzniós³ siê ku górze, chc±c unikn±æ ataków, a nastêpnie zatoczy³ ko³o, aby znów zapikowa³, tym razem celuj±c w Kire. Jednak Snivy Luci nie czeka³a na rozkaz, tylko stworzy³ burzê potê¿nych li¶ci, które uderzy³y w Archeopsa. Mroczny Pokemon tak¿e zaatakowa³ Night Shlashem, posy³aj±c rywala deski “Dziêki”
“Nie ma sprawy” odpar³ Knack “Zosta³o jeszcze kilku”
“Prawda, ale James i twój trener wypuszcz± resztê ...” przerwa³a widz±c nerwowy ¶miech Snivy'ego. Westchnê³a “Ile?”
“Ja i Eelektrik ” odpowiedzia³ “Ale damy radê! Prawda?”


-Jeden z g³owy – rzek³ Luca podchodz±c do nowego towarzysza – To co? Masakrujemy?
-Masakrujemy – odpar³ James gdy w rêce pojawi³ siê Pokeball – Ciekawe jak dadz± sobie radê ... - przerwa³ mu krzyk. Obróci³ siê odruchowo, aby ujrzeæ jak Rangerka jest porywana przez jednego z or³ów – Miranda! - rykn±³ biegn±æ ku partnerce, ale by³o za pó¼no. Ptak wzniós³ sie na tak± wysoko¶æ, ¿e JD nie móg³ ju¿ go z³apaæ – Nie!

-James pomó¿! - krzyknê³a Miri, za¶ Braviary pogna³ na zachód. Tu¿ za nim uda³y siê pozosta³e Archeopsy – JD!
-Do auta! - rozkaza³ Clarkson wskakuj±c na fotel kierowcy. Odpali³ kluczyk stacyjce, za¶ pojazd wyda³ z siebie warkot. Luca, Kira oraz Knack byli ju¿ w coupe – Nie pozwolê na to! - wrzuci³ pierwszy bieg i przycisn±³ gaz do pod³ogi. Samochód rykn±³, zerwa³ siê z miejsca i skierowa³ siê za kluczem ptaków – Gdzie oni j± bior±?!
-Chyba do g³ównej czê¶ci White Ruins – odpar³ niepewnie Luca, wyci±gaj±c mapê swojego regionu – Tak, do ruin, ale od jakiej¶ innej strony. Wykopaliska s± z bardziej na wschód ...
-Nie wa¿ne, nie pozwolê aby ten ch*jek mnie tak wykiwa³ – warkn±³ James, unikaj±c kamieni przeszkód na drodze. Licznik wskazywa³ ju¿ na osiemdziesi±t kilometrów na godzinê – Szybciej.
-James zwolnij – rzek³ Luca, zapinaj±c pasy – Zwolnij!
-Nigdy! - przycisn±³ gaz do oporu, za¶ silnik zawy³. Klucz by³ tu¿ nad nimi – Knack, u¿yj Vine Whipu i z³ap nogê Mirandy! - rozkaza³, robi±c unik przed seri± kamieni skierowanych ku ich pojazdowi – Wstrêtne bestie – warkn±³, za¶ Snivy spojrza³ niepewnie na swojego trenera. Ten kiwn±³ g³ow±, aby wykona³ polecenie.

„Pozabijasz nasz!” krzyknê³a Absol widz±c wskazówkê prêdko¶ciomierza „Rozumiem, ³adna jest i mi³a, ale przesadzasz! Ona nie jest warta ...”
„Jeden Lemon le¿y przez ze mnie w szpitalu. Nie pozwolê jej straciæ” odpar³ spokojnie „Kira, nie wa¿ne co siê stanie, ja oberwê. Jak ju¿ mam oberwaæ, to chocia¿ uratuje jej ty³ek”
„Od kiedy taki szlachetny jeste¶?” zakpi³a, po czym westchnê³a „Co ja mam z tob± James, no co”
„Pomy¶l, ¿e mog³aby¶ byæ moj± dziewczyn± albo co gorsza ¿on±. Wytrzyma³by¶?” odgryz³ siê „Nie próbuj nawet tego wyci±gaæ na wierzch. Jasne?”
„Dobra”


Rozpoczê³a siê wojna nerwów. Knack, uczepiony nogi Mirandy oraz siedzenia swojego trenera, walczy³ aby siê utrzymaæ. James za¶ wyciska³ siódme soki z pojazdu, którego silnik wy³ przera¿aj±co. Tymczasem przywódca albo my¶liwy krzycza³ co¶ w swoim jêzyku, chc± pozbyæ siê ogona w postaci dwóch mê¿czyzn. Po¶cig trwa³ w najlepsze i nic nie wskazywa³o na przerwanie patosu.

-To nic nie da – mrukn±³ JD – Nic a nic … wiem. Luca otwórz schowek – rzek³ do bruneta, a ten wykona³ polecenie. Wyj±³ z niego jakie¶ urz±dzanie – Capture Styler. Jednak zostawi³a w samochodzie. Na szczê¶cie ...
-James! Pomóz mi do jasnej cholery! - us³ysza³ z góry, ale zignorowa³ wo³anie. Z³apa³ za przyrz±d, po czym wycelowa³ go w Braviary'ego – Nie! Przecie¿ prowadzisz! Zabijesz siê!
-To mam ci pomó¿ czy nie?! -odkrzykn±³ próbuj±c drug± rêkê prowadziæ auto – Ma racje – mrukn±³, po czym da³ urz±dzenie towarzyszowi – Szybka nauka. Celujesz w Pokemona, po czym zaczynasz robiæ kó³ka ...
-Co?! - krzykn±³ Luca – Zg³upia³e¶! Nigdy tego nie trenowa³em!
-To jak z pierwszym razem! Dziewczynê boli, a kole¶ ca³y ma spinê, aby seks trwa³ dziesiêæ sekund, wiêc my¶li o czym¶ g³upi, odcinaj±c siê od ca³ej przyjemno¶ci ...
-Co k*rwa?! Kto ci taki g³upot na opowiada³?!

-James! Uwa¿aj! - wrzasnê³a blondynka, za¶ Luca spojrza³ na drogê – James!
-Hamuj! Jest koniec drogi! Knack ,pu¶æ dziewczynê! - rozkaza³ Luca
-Spróbuj tylko! - warkn±³ JD, który wydzia³ klif przed sob±. By³ mo¿e dwa kilometry od niego, ale w przy tej prêdko¶ci to dzieli³o go tylko sekundy od przepa¶ci – K*rwa! - zacz±³ gwa³townie hamowaæ, zaci±gaj±c przy okazji rêczny. Samochód przejecha³ jeszcze ze sto metrów, po czym siê zatrzyma³. James wybieg³ z auta, kieruj±c siê ku skarpie – Miri! - siêgn±³ po toporek, chyba w jakim¶ g³upim odruchu. Nic to nie mog³o zmieniæ.
-JD! - krzyknê³a przera¿ona dziewczyna oddalaj±c siê do Rangera. Ten tylko bezradnie patrzy³ jak znika za górami – James! - us³ysza³ ostatni raz. Upad³ na kolana i uderzy³ piê¶ci± o ziemie.
-Czemu?! - zapyta³ sam siebie. Kira podesz³a do swojego trenera – Mów.

„Co niby?” zapyta³a widz±c jego stan „Podnie¶ siê ch³opie. Jeste¶ Rangerem. Wojownikiem!”
„Jestem przegranym. Kolejna osoba …”
„James! Uratujemy Miri! Nie podawaj siê!” krzykn±³ uderzaj±c go „Prze¿y³e¶ dwa zamachy! Do jasnej cholery!”
„To by³y przypadki ...”
„Wstawaj bekso! Poka¿, ¿e ma jaja!” fuknê³a, znów go uderzaj±c „Albo to zrobisz, albo bêdê Cie mêczy wizjami twojego najgorszego koszmaru do koñca twojego marnego ¿ycia! Wstawaj!” JD spojrza³ na Kire „Chcesz tego? Chcesz!” warknê³a, za¶ jej trener mocno j± u¶cisn±³ „Wow, bez takich. Pokefilia jest karana ...”
„Kocham ciê Kiru¶, jeste¶ jak siostra, której nie mia³em”pu¶ci³ Pokemona i spojrza³ na góry „Miri! Trzymaj siê! Idê po ciebie!”
„I na to czeka³am!” rzek³a zadowolona


-Dwa jeden dwa zg³o¶cie siê – wydoby³o siê z radia. James wsta³ – Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê – ponowi³o siê. Ranger podszed³ radia, po czym z³apa³ za mikrofon – Dwa jedne …
-Dwa jeden dwa zg³aszam siê – odpar³ spokojnie.
-Co tak d³ugo? - us³ysza³ w odpowiedzi – I czemu nie jeste¶cie w …
-Mieli¶my ma³y problem po drodze, ale za³atwili¶my go. Kierujemy siê do wykopalisk w White Ruins, byæ mo¿e znikniemy na jaki¶ czas z eteru. Potwierdzasz baza – rzek³, po czym wsiad³ do auta. Luca nie odezwa³ siê ani s³owem – Baza …
-Potwierdzam dwa jeden dwa. Meldunek za sze¶æ godzin, bez odbioru – po czym nast±pi³ szum. JD od³o¿y³ mikrofon. Przez chwilê panowa³a niezrêczna cisza.

-Co teraz? - zapyta³ siê w koñcu Luca. By³ zdenerwowany i chyba lekko przera¿ony – Masz jaki¶ plan …
-Wpadniemy do ¶wi±tyni i wybijemy ich po kolei – odpar³ przekrêcaj±c kluczyk. Silnik zawy³ – Nie musisz wchodziæ ze mn±, mogê cie zostawiæ pod ruinami.
-Za pó¼no. Wpl±ta³e¶ mnie w to bagno – odpowiedzia³ Luca, za¶ James ruszy³ – Plan do¶æ …
-S³aby, ale nie mamy czasu. Je¶li to kanibale, to …
-Przykro mi z powodu twojej dziewczyny. Odbijemy j± – rzek³ ch³opak, a Clarkson milcza³ – Czyste szaleñstwo ...

„Nazwa³ Miri twoja dziewczyn± i nie odpyskujesz mu?” zakpi³a Kira, któr± James tak¿e zignorowa³. Jego my¶li by³y gdzie¶ indziej.

Szaleñstwo

S³ysza³ to ju¿ gdzie¶, ale James zacz±³ siê zastanawiaæ na czym tak naprawdê polega szaleñstwo? S³ownik mówi, ¿e to co¶ nierozs±dnego, ¿e taka osoba nie liczy siê z okoliczno¶ciami, niebezpieczeñstwem, skutkami, ale czy to prawda. Jednak czy to prawda. Gdyby ludzie nie podejmowa³ szalonych kroków, dalej rzucaliby odchodami w siebie, mieszkali w jaskiniach czy uderzali kobiety i zaci±gali do jaskiñ w celach „przed³u¿enia gatunku”, ale nikt nie uwa¿a³ takowych przedstawicieli homo sapiens sapiens za szaleñców, tylko za wizjonerów.
W takim razie szaleñcami byli ci, którzy robili to samo na okr±g³o w nadziei, ¿e co¶ siê zmieni. Tak, wtedy mo¿na uznaæ Jamesa za wariata. Przecie¿ od dwóch lat robi³ to samo w przekonaniu, ¿e siê uda i nic nie zwiastowa³o koñca tego koszmaru.
Jednak czy to by³ koszmar?

Jaki¶ czas pó¼niej, wnêtrze ruin prowadz±cy do White Ruin

James, Kira oraz Luca zmierzali ku g³ównemu o³tarzowi przez system tuneli, bêd±cych istnym labiryntem. Pewnie zgubiliby siê natychmiast, lecz dostali mapê od znajomego Allera. Przy okazji wyja¶ni³ kim byli Ci ludzie, którzy wpierw chcieli porwaæ Luce, a pó¼niej dorwali Mirande.

Pierwsze wra¿enie, ¿e to kanibale okaza³o siê pó³ prawd±. Byli to wojownicy ze starego plemienia, zamieszkuj±ce te okolicy od setek lat. Czcili oni Zerkoma, Smoka Idea³ów, który – jak wierzyli – dawa³ im co rok plony. Przez to organizowali rytualne mod³y, za¶ raz do roku ofiarowali swojemu Bogowi ofiarê. Mo¿e nie by³oby to nic dziwnego, gdyby t± ofiar± by³ jaki¶ Pokemon, gdy¿ wiele prymitywnych plemion opartych na przemocy i kulcie krwi, tak robi³o. Jednak, ku wspania³emu szczê¶ciu Jamesa, okaza³o siê, ¿e ofiar± s± m³ode dziewczyny, najlepiej dziewice, które po zabójstwie wojownicy zjadali. Wierzyli, ¿e to da im nadludzkie si³y.
Oczywi¶cie, ta informacja wywo³a³a wybuch ¶miechu ze strony Rangera z Johto, gdy¿ Mirande ostatni± by podejrzewa³ o bycie dziewic±, ale mina mu rzed³a, gdy us³ysza³, ¿e ma tylko kilka godzin. Ofiarê zabija³o siê podczas burzy, a ta mia³a przyj¶æ za dwie godziny. JD musia³ siê spieszyæ, je¶li chcia³ ocaliæ swoj± kole¿ank± po fachu.

Teraz przemierza³ labirynt w ruinach, unikaj±c patroli tubylców. Gówno sta³o siê powa¿ne, a sprawa osobista. James mia³ jeden cel. Uratowaæ Miri za wszelk± cenê.

„Hej James” powiedzia³a Absol, zatrzymuj±c siê. Jej trener spojrza³ na mrocznego Pokemona „Popatrz” wskaza³a na ¶cianê. Hipogryfy przedstawia³y jakie¶ antyczne sceny walk stworków oraz dziwne znaki nad nimi. JD zbytnio siê nie przygl±da³ do momentu, gdy znalaz³ co¶ znajomego.
„MegaStone” rzek³ podchodz±c bli¿ej ¶ciany „Ale w Unova? Jak?”
„Mnie siê pytasz?”


-Co jest? - zapyta³ Luca, do³±czaj±c do towarzysza – Hmm?
-Te znaki – JD przejecha³ palcami po ¶cianie – Przedstawiaj± Mega Ewolucje. Straszne dziwnie, bo w Unova?
-Mega Ewolucje? - zapyta³ ch³opak – S³ysza³em o tym w Kalos …
-Bo to jaka¶ tajemnica. Je¶li dobrze pamiêtam, to pozwala Pokemonowi – wskaza³ na obrazek przypominaj±ca Lucario – dziêki specjalnemu kamieniowi – jego palec przesun±³ siê góry na rycinê ukazuj±ce MegaStone i jakie¶ dziwne znaki dooko³a go – przej¶æ w jeszcze wy¿sze stadium – finalnie wskaza³ na Mega Lucario – po czym wróciæ do poprzedniego. Nikt do koñca nie rozumiem jak to mo¿liwe …
-W³a¶nie tak. Uzna³em, ¿e to nie mo¿liwe. Kolejna forma ewolucyjnego przez kamyk? - Luca prychn±³, za¶ JD wyj±³ aparat i zrobi³ kilka zdjêæ – Archiwizujesz? Po co?
-Muszê. Rozkaz dowództwa. Muszê im takie materia³y podsy³aæ, a i przy okazji wy¶le jedn± kopie do profesora Sycamore. Mo¿e co¶ odkryje i bêdê bli¿ej zakoñczenia mojej misji – odpowiedzia³ – Dobra, chod¼my dalej, czas nam siê koñczy – ruszy³ dalej. Absol i brunet pod±¿yli za nim – Bêdzie ciê¿ko, wiesz o tym?
-Tak – Luca odpar³ – Co¶ ty mnie wpakowa³.
-Mog³e¶ zostaæ przy ruinach – odpar³, za¶ resztê drogi przeszli w ciszy. W koñcu doszli do koñca tunelu. Przed nimi ukaza³y siê potê¿ne ruiny pe³ne pó³nagich ludzi, modl±cych siê do jakiego¶ boga.

-Jest – wskaza³ na Miri przywi±zana do pala. Jeszcze ¿y³a, ale by³a przywi±zana do jakiego¶ pala, za¶ dooko³a krêci³o siê kilku tubylców, którzy mieli Pokemonowe maski na g³owie – Pora na przedstawienie – wyj±³ Pokeball. Aller zrobi³ podobnie, po czym zeskoczyli – Ej! - krzykn±³, zwracaj±c na siebie uwagê zebranych – Przyszed³em po moj± dziewczynê! Oddacie po dobroci, czy muszê j± wyrwaæ z waszego gard³a?!
-Twoj± dziewczynê?! - wrzasnê³a Miranda – Zat³ukê Cie jak mnie uratujesz!
-Ukana!(Braæ ich!) - wrzasn±³ gruby tubylec, trzymaj±c ostrze w d³oni – Jakaka jaianaina(Nie mog± przerwaæ rytua³u!) - wojownicy pos³uchali polecenia wypuszczaj±c do walki dwa Bisharp i trzy Duranty – Kinaa (Zabiæ!)

-Diddy! - rykn±³ JD, ciskaj±c kulê przed siebie. Potê¿ny Darmanitan pojawi³ siê na polu walki – Jazda! - Luca wypu¶ci³ swojego Snivy'ego, który pierwszy zaatakowa³. Wyskoczy³ przed ognistego Pokemona, atakuj±c rywali swoimi pn±czami. Diddy za¶ za¶wieci³ na czerwono i zacz±³ uderzaæ siê w tors. James u¶miechn±³ siê z³owieszczo, gdy jaki¶ Bisharp zaatakowa³ zadaj±c mu obra¿enia, ale Darmanitan jednym Fire Punchem powali napastnika, posy³aj±c go na poblisk± ska³ê. Jednak efekt ataku stalowo mrocznego Pokemona zadowoli³ trenera ognistego stwora. Ten usiad³ na ziemie i zmieni³ kolor na niebieski. Ogieñ z jego brwi znik³, za¶ oczy sta³y siê puste. Diddy zmieni³ siê w ¿ywy kamieñ, jednak zadzia³a jego ukryta zdolno¶æ. Zen Mode stworzy³ monstrum, które mia³o lada moment odblokowaæ drogê do Miri.

-Super – rzek³ Aller, za¶ Snivy skoczy³a na g³owê towarzysza. Zrobi³ ze swojej rêki co¶ na rodzaj pistoletu, wycelowanego wprost w Duranty – Cel! - Diddy wycelowa³ w robaki.
-Incinerate! - rykn±³ JD, za¶ Darmanitan Zen wyplu³ przed siebie strumieñ p³omieni. Stalowe mrówki pad³y jeden po drugim, zostawiaj±c samego Bisharpa na polu walki – Cel!
-Uwaga! - krzykn±³ Luca, gdy jeden z wojowników rzuci³ siê na niego. JD spojrza³ w bok i ledwo unikn±³ ciosu pa³k±. Odskoczy³, pryzmuj±c pozycje walki – Zaczyna siê robiæ ciekawie! - doda³, gdy na polu walki pojawi³y siê Bouffalant. Cztery byki z afro ryknê³y, rozdzielaj±c siê na dwie grupy, atakujaæ ka¿dego Pokemona dwójki trenerów.

-Widzê! - James odskoczy³ od kolejnego ataku, próbuj±c z³apaæ Superpotiona, jakie rzuci³ mu Aller. To by³a ich jedyna szansa – Grajcie fair! - zablokowa³ cios, samemu wyprowadzaj±c sierpa. Tubylec zachwia³ siê, a Clarkson przerzuci³ rywala przez biodro. Trzyma³ pa³kê jedna rêk±, za¶ drugim z³apa³ buteleczkê z Potionem – Knack! - Snivy, który zajmowa³ siê dwoma Bouffalantami, skoczy³ do góry. James zacz±³ przyduszaæ tubylca swoim butem, a nastêpnie rzuci³ ro¶linnemu stworowi otwarty flakonik. Ten z³apa³ go swoim pn±czem, równocze¶nie chc± zrobiæ Leaf Tornado, ale zobaczy³ ¶wiec±ce ostrze. Bisharp postanowi³ wykorzystaæ moment nie uwagi Snivy'ego i zaatakowa³ wê¿a. Ten zablokowa³ cios swoim ogonem, rzucaj± przy okazji w Diddy'ego SuperPotionem. Jeden z byków próbowa³ zablokowaæ rzut, ale nie uda³o mu siê. Zawarto¶æ rozlaz³a siê na Darmanitana Zen, pobudzaj±c go do ¿ycia. Knack u¶miechn±³ siê, widz±c jak czerwona bestia wraca do siebie, ale ta nie uwaga kosztowa³a go nokaut. Drugi Metal Claw pozbawi³ go z³udzeñ, powoduj±c koniec przedstawienia.
Jednak Diddy spostrzeg³ to. Rykn±³, aby Fire Punchem wbiæ Bisharpa w ziemie. Kolejnej sekundzie jego pie¶æ rozb³ys³a na bia³o, za¶ byki cofnê³y siê o kilka kroków. JD, w którego rêce pojawi³ Pokebll, wskaza³ na stado.

-Soundwave! - krzykn±³, za¶ z kuli wy³oni³ siê Loudred – Luca zabezpiecz ty³y – brunet kiwn±³ g³ow±, ¿e zrozumia³, wypuszczaj± Eelektrika – Soundwave, Echoed Voice! Diddy, Brick Break! - rozkaza³, za¶ jego Pokemony wykona³y polecenia. Wpierw fioletowy stwór o wielkich uszach wydoby³ z siebie fale d¼wiêkowe, które powali³y jednego Bouffalntów, za¶ Darmatanin doskoczy³ do kolejnego i jednym celnym ciosem pozby³ siê go drogi, rzucaj± wprost go w przera¿onych zebranych. Zapanowa³ chaos, co skrzêtnie wykorzysta³ JD. Jego Pokemony ¶wietnie wspó³pracowa³y, przesuwaj±c siê do przodu. Jednak dobra passa siê skoñczy³a, gdy na niebie pojawi³ siê Archeops – Znowu ty?! - krzykn±³ Ranger, wydaj±c polecenie Soundwave'owi. Lecz prehistoryczny ptak mia³ inny plan, jakim by³o skuteczne wyeliminowanie zmêczonego i ju¿ rannego Diddy'ego – Cholera!
-Trzeba go siê jako¶ pozbyæ, bo zaraz nas za³atwi – rzek³ Luca – Mam pomys³, ale musimy siê zamieniæ rolami.
-Dobra – odpar³ JD – Jeste¶my blisko o³tarza, jest chaos. Zrób dywersje i skup na sobie uwagê. Ja uwolniê Miri.
-Grasz bohatera? - zakpi³ Luc, za¶ James rozejrza³ siê na boki. Zauwa¿y³ wej¶cie do tunelu – Swoj± drog±, to jak wyjdziemy?
-Mam pomys³ – spojrza³ na Kire, która Psycho Cutem pozby³a siê kolejnego Lieparda.

„Kira” rzek³ JD, zwracaj±c uwagê swojej Absol „Widzisz, tamten tunel?” wskaza³ palcem na wej¶cie.
„Tak” odpar³a „O nie. Nie zgadzam siê ...”
„Nie masz wyj¶cia” odrzek³, za¶ mroczny Pokemon westchn±³ „No ju¿” Absol niechêtnie ruszy³a, za¶ JD poklepa³ Luca po ramieniu.


-Na trzy – rzek³ – Raz
-Dwa … Trzy – James pobieg³ przed siebie, za¶ Aller obróci³ siê w kierunku Archeopsa – Soundwave, u¿yj SuperSonicu! - rozkaza³, maj±c plan w swojej g³owie plan. Stwór Jamesa wykona³ polecenie, wydaj±c z siebie nies³ychany pisk o du¿ej czêstotliwo¶ci, który by skierowany w ptaka. Ten, jak by³o do przewidzenia, zacz±³ siê dziwnie zachowywaæ, tak jakby oszala³ – Elektra, zakoñcz to! Zap Cannon! - przypominaj±ca wêgorza istota stworzy³a przed siebie potê¿n± ¿ó³t± sferê, a ta w kolnej chwili pogna³a ku niczego siê nie spodziewaj±cego Pokemonowi, roz¶wietlaj±c okolice – Fajerwerki jak 4 lipca – rzek³ do stworków, gdy doszed³ do niego krzyk kompana.

Gdy Luc zajmowa³ siê Archeopsem, JD wyj±³ co¶ z kieszeni, po czym podbieg³ od pierwszego dzikusa na jego drodze. Kopn±³ go w brzuch, przez co ten siê pochyli³, za¶ Clarkson przeturla³ siê przez jego plecy, tu¿ pod nos drugiego. Ten zamachn±³ siê swoim mieczem, ale JD zrobi³ unik. P³ynnym ruchem rêki wysun±³ kolejne elementy pa³ki teleskopowej, po czym zada³ cios w krocze drugiego. Kto¶ mo¿e powiedzieæ, ¿e to cios poni¿ej pasa, ale oni pierwsi tak zagrali. Teraz JD mia³ moralne prawo do u¿ywania takich zagrywek.
Drugi wypu¶ci³ ostrze, które g³ucho upad³o na ziemie, za¶ James zdzieli³ rywala batonem. Ten pad³ na glebê, a JD znokautowa³ tego pierwszego. Dwóch z g³owy.
Ruszy³ dalej. Trzeci i czwarty ruszyli na niego niemal równocze¶nie. Na Clarksonie nie zrobi³o to wra¿enia. Cios trzeciego tubylca zablokowa³, a nastêpnie uderzy³ go lew± piê¶ci±, zamraczaj go. Za nim spostrzeg³ co siê dzieje, le¿a³ na ziemi, za¶ podeszwa buta Jamesa by³o ostatni± rzecz±, któr± zobaczy³ tego dnia. Czwarty, który zacz±³ siê powoli cofaæ w momencie ataku trzeciego, zaszar¿owa³. Skipper odsun±³ siê, po czym elegancki sposób pomóg³ mu upa¶æ nie ziemie. Dzikus próbowa³ co¶ zrobiæ, ale cios w czaszkê przy u¿yciu pa³ki teleskopowej wybi³ mu to z g³owy.

-To tyle z ochrony – mrukn±³, chowaj±c pa³kê – Cudo. Jak ja mog³em bez tego chodzi na ustawki – podszed³ do Mirandy. Ta wygl±da³a jakby zaraz mia³a eksplodowaæ ze z³o¶ci – Nic nie mów, jasne?
-Uwolnij mnie idioto – warknê³a, za¶ JD wyj±³ swój toporek. Zamachn±³ siê, ale rozmy¶li³ siê – Co ty robisz?!
-B³agaj mnie o lito¶æ – zakpi³ – Swoj± drog±, to musieli miêæ ³adnego zonka jak okaza³o siê, ¿e nie jeste¶ dziewic±. Pewnie tak samo ...
-Uwolnij mnie, bo inaczej bê .. - JD jednym ciêciem pozby³ siê wiêzów. JD z³apa³ swoj± towarzyszkê przed upadkiem – W koñcu – rzek³a, gdy mia³a ju¿ wolne rêce. Clarkson prychn±³, a nastêpnie spojrza³ na pole bitwy – Zabije cie. Przysiêgam to sobie ...

-Nie mo¿esz mi po prostu podziêkowaæ? - zapyta³ z wyra¼n± pretensj± w g³osie – Wszystko to moja wina. Wszystko, ale o tym pogadamy w hotelu – doda³ – Póki co to spadamy Luca! Soundwave! Odwrót taktyczny! – ruszy³ ku jednemu z tuneli poni¿ej. Miranda, trener z Unova oraz Pokemon pognali tu¿ za nim. Tam zobaczyli Kirê, która czeka³a na Jamesa

„D³ugo co¶ wam to zesz³o” zakpi³a widz±c jak biegn± ku niej „To co? Da³a ci ca³usa ...”
„Pó¼niej. Teraz uciekamy” wszyscy przebiegli ko³o Absol, która sta³a jak wryta „Kira!” Mroczny pies nie ruszy³ siê.
„Nie ruszê siê dopóki ...” Gdy us³ysza³a wrzask tubylców zrozumia³a „Aaaaaa!” pogna³a przed siebie ile mog³a „Oni mnie zjedz±” bieg³a na o¶lep, aby w koñcu uderzyæ o co¶ „A³aa” spojrza³a do góry. Grupka sta³a przy rozwidleniu dróg „O k*rwa, co teraz?!”
„Kira przeklina! ¦wiêto!” zakpi³ James, za¶ Absol prychnê³a


-Prawo albo lewo – rzek³a Luca – To jak?
-My prawa, ty lewo – odpar³ JD, po czym wymieni³ siê z Allerem u¶ciskiem d³oni – Jak co¶, to kluczyki s± pod lewym przednim kole. Tylko go odstaw do kwatery Rangersów.
-Nie mów tak. Jeszcze dzisiaj bêdziemy ¶wiêtowaæ – odpowiedzia³ brunet, a nastêpnie pogna³ w lew± odnó¿e. Clarkson spojrza³ na Miri, która kiwniêciem g³owy da³a mu znaæ, ¿e jest gotowa. Ruszyli, s³ysz±c odg³osy wojowników za sob±. Biegli tak przez chwilê.

-Masz jaki¶ plan? - zapyta³a w koñcu, ale odpowiedzi± by³a cisza – Tak my¶la³am …
-Ciszej. Kombinuje – odpar³, gdy zobaczyli wyj¶cie z tunelu – Jest!
-Droga ucieczki! - JD zatrzyma³ siê. Obróci³ siê w kierunku tunelu, wiedz±c, ¿e potrzebuje dywersji – James, chod¼!
-Bêd± na ¶cigaæ do usranej ¶mierci – odpar³, za¶ Loudred pokiwa³ g³ow± na zgodê – Albo to jest droga do ich wioski. Jeszcze gorzej. Miri zostañ tutaj – ruszy³ przed siebie, ale Lemon go powstrzyma³a.
-Co niby? - zapyta³a wkurzona – Zbarania³e¶!
-Po pierwsze, to opanuj siê – odpar³ – Nara¿am swój ty³ek, aby Cie uratowaæ, a ty mi nawet nie podziêkowa³e¶. Trudno, przywyk³em. Dwa, je¶li masz jakie¶ awersje do mnie, to proszê mi je przedstawiæ po tej akcji. A po trzecie, to idê sprawdziæ czy jest bezpiecznie, a nie, ¿e mam takie widzimisiê – skoñczy³, patrz±c przed siebie – Je¶li chcesz prze¿yæ i pomóc Jacobowi, to daj mi zrobiæ moj± robotê – ruszy³ przed siebie, za¶ Kira pod±¿y³a tu¿ za nim.

„To by³o ...”
„Zamknij siê” JD krótko zgasi³ swojego Pokemona


-James – Clarkson zatrzyma³ siê – Dziêki, za wszystko – powiedzia³a Miri, obracaj±c siê w kierunku tunelu – Zrobimy z Soundwavem co bêdzie w naszej mocy. Tylko wracaj szybko.
-Jestem za piêæ minut – pogna³ przed siebie. Wybieg³ z jaskini wprost w jaka¶ d¿unglê – Nie za dobrze.

„Widzê” odpar³a Kira „Chyba jaki¶ cud … uwa¿aj!” krzyknê³a gdy oboje zatrzymali siê przed klifem „Wow, blisko by³o”

James spojrza³ w dó³. Co najmniej dwadzie¶cia metrów dzieli³o go od szczytu klifu do tafli rw±cego potoku. Jego wzrok na Kirê, która niepewnie patrzy³a w dó³, po czym zacz±³ rozgl±daæ siê po okolicy.

„Samobójstwo” mruknê³a „Czyste szaleñstwo.”
„Samobójstwo? Tak. Czyste szaleñstwo? Na pewno” odpar³ chwytaj±c jaka¶ lianê „Jak daleko jest do drugiego klifu?”
„Oko³o dziesiêciu metrów, ale znajduje siê ni¿ej … co ty kombinujesz?” Zapyta³a wyra¼nie zak³opotana „Zapomnij nawet o tym! Chcesz zabiæ nas wszystkich?!”
„Lepsze taka ¶mieræ, ni¿ zjedzenie przez kanibali”
„To nie s± kanibale ...”
„Ta, a Miri mia³a byæ tylko go¶ciem na obiedzie? Kira, nie chrzañ” zakpi³, po czym wyj±³ Pokeball „Nie mam wyj¶cia.”
„Co ty … James” cofnê³a siê o kilka kroków, widz±c jak jej trener celuje kul± w jej kierunku „Tylko spróbuj, to Cie uduszê!”


-Kira, powrót – rzek³ cicho, za¶ czerwony promieñ wystrzeli³ z przycisku, zmieniaj±c w Absol w ¶wiat³o. Po sekundzie JD by³ ju¿ sam i beznamiêtnie wpatrywa³ siê w Pokeball – Wybacz, ale musia³em – schowa³ przedmiot do kieszeni, wyci±gaj±c równocze¶nie dwa kolejne i podchodz±c do koñca klifu – Czekajcie na moj± komendê. Wierze w was – Pokemony uwolni³y siê, za¶ JD wsadzi³ kulê do schowka, obróci³ siê na piêcie i skierowa³ siê ku wyj¶ciu z tunelu. Z oddali s³ysza³ krzyki Mirandy, która dzielnie broni³a ich punktu – I jak?

-By³oby lepiej, gdyby¶ mi pomóg³! - krzyknê³a, za¶ Soundwave u¿y³ kolejnego Echoed Voice – Tylko nie mów, ¿e to ¶lepy zau³ek?!
-Nie, spokojnie – sk³ama³, a nastêpnie ¶ci±gn±³ swoja czapkê i umie¶ci³ j± na g³owie Loudred – Soundwave, na mój rozkaz u¿yjesz Taisabaki, jasne? - Pokemon kiwn±³ g³ow± na tak, za¶ jego trener zapi±³ kurtkê – Miri, nie wa¿ne co siê stanie, nie puszczaj mojej d³oni, dobra? - zapyta³ siê dziewczyny, samemu wyci±gaj±c Pokeball.
-Co ty kombinujesz …
-Zgód¼ siê – rzek³ spokojny g³osem – Proszê. To jedyna opcja w tej chwili.
-Powiedz mi co chcesz zrobiæ – odpowiedzia³a, za¶ James westchn±³ – Mów!
-Zaufaj mi ten jeden raz – rzek³ agresywnie, po czym z³apa³ j± za rêkê. Wymienili siê spojrzeniami – Pó¼niej bêdziesz mog³a mnie zabiæ, ochrzaniæ, pobiæ czy zrobiæ niewolnikiem. Mam to w dupie, tylko do jasnej cholery, zaufaj mi! - krzykn±³, za¶ z oddali dobiega³y przyt³umione wrzaski. Miranda pokiwa³a g³ow± – ¦wietnie. Soundwave – skierowa³ kulê ku swojemu Pokemonowi, a ten by³ gotów. JD zobaczy³ pierwszych my¶liwych oraz ich stworkami – Teraz! - Loudred otworzy³ usta, wypuszczaj± strumieñ powietrza otoczony niebieskimi krêgami. Cios doszed³ do celu, powalaj±c napastników, za¶ Skipper odwo³a³ swojego podopiecznego. Ruszy³ w kierunku klifu, ci±gn±c pannê Lemon za sob±, przy okazji chowaj±c Pokeball. Ta mimo oporów pod±¿a³a za nim, a gdy dobiegli do drzewa, rozejrza³a siê za Absol.

-Gdzie Kira? - zapyta³a, za¶ JD z³apa³ lianê. Poci±gn±³ j± kilka razy, sprawdzaj±c jej stan – JD …
-Jest w Pokeballu. Chod¼ – z³apa³ swoj± partnerkê w pasie i mocno j± przycisn±³ do siebie – Pos³uchaj. Nie wa¿ne co siê bêdzie dzia³o, nie patrz w dó³ – doda³ chc± ruszyæ, ale Miri zapar³a siê - Nie mamy czasu ...
-Jak to nie patrz w dó³? Co ty kombinujesz?! - zapyta³a w¶ciek³a – Zg³upia³e¶?!
-Tak – odpar³, po czym spojrza³ w jej oczy – To albo pal. Mogê Cie zostawiæ na pastwê tych kanibali jak chcesz …
-Dobra, wygra³e¶ – odpar³a zrezygnowana, po czym mocno go objê³a – Aby siê tylko uda³o.
-Uda siê – powiedzia³ pewny siebie – Je¶li Bóg dopomo¿e – doda³ w my¶lach, a nastêpnie oboje ruszyli. W pierwszych krokach Lemon opiera³a siê, ale w koñcu dotrzyma³a krokom swojego kompana. Wybili siê z krawêdzi klifu.

To by³o co¶ niezwyk³ego. Przez chwile Miranda czu³a siê jak ptak. Brak sta³ego gruntu tak¿e by³ czym¶ dziwnym. Wiatr rozwiewa³ jej w³osy, przez cia³o przeszed³ dreszcz podniecenia. Serce bi³o trochê mocniej, za pewnie z denerwowania, a oddech by³ p³ytki i przyspieszony, ale by³a spokojna. Widok jej towarzysza, który nie wydawa³ siê przera¿ony prawie niczym dzia³a³ na ni± zadziwiaj±co koj±co.
Jednak odruchowo spojrza³a w dó³ i jej spokój rozpad³ siê jako domek z kart. Wrzasnê³a przera¿ona, widz±c przepa¶æ pod sob±.
-Mówi³em aby¶ nie patrzy³a w dó³ – mrukn±³ JD, który pu¶ci³ lianê. Obróci³ siê plecami w kierunku rzeki, po czym oboje zaczêli spadaæ w g³±b klifu. Obj±³ Miri drug± rêk±, schowa³ brodê do klatki i spojrza³ pe³ne przera¿enia oczy dziewczyny.
-Co¶ ty zrobi³?! - wyduka³a – Co¶ ty zrobi³?!
-W³a¶nie pozna³a¶ definicje szaleñstwa – czu³ jak powietrze otacza ich cia³a – £adne perfumy. Odde Victoria?
-Ty sobie jaja robisz?! - krzyknê³a, za¶ JD prychn±³ i zamkn±³ powieki – Zabije Cie!
-Wiem – odpar³ cicho – A teraz zamknij oczy, bo one nie bêd± Ci ju¿ d³u¿ej potrzebne – powiedzia³. Przeczuwa³, ¿e jest coraz bli¿ej koñca ich podró¿y. Otworzy³ na chwilê prawe oko. G³owa Miri by³a oparta na jego klatce piersiowej. Zobaczy³ na klifie stoj±cych kanibali, którzy wpatrywali siê t± scenê jak wryci. Pokaza³ im ¶rodkowy palec - Noc jest nasza! - krzykn±³, po czym poczu³ silne uderzenie w plecy. Sekundê pó¼niej by³ ca³y pod wod±.

Tubylcy patrzyli na t± osobliw± scenê z wielkim zdziwieniem. Chyba ¿aden z nich nie spodziewa³ siê takiego rozwoju wydarzeñ.

-Van Uh La kola (No co za debil) – rzek³ jeden kiwaj±c g³ow±, po czym obróci³ siê do swoich kompanów – Kaak Lia ooa bao (Przykro mi panowie, dzisiaj jemy mro¿onki) – przez grupê przeszed³ jêk rozczarowania.
-Kala? (Znów?) - zapyta³ kto¶ z t³umu – Hah Bon Jigi On Danele baooo (Mia³o byæ ¶wie¿e miêsko!)
-Jaja ino pajong ssie banoli pizza!(Wygl±da³a tak apetycznie i nawet trochê seksownie) – doda³ kto¶ inny – Aniefl ananas lui ahaha, gabaia tra escepa! (Powinny¶my sobie odpu¶ciæ te chore rytua³y, bo to ju¿ trzeci obiad, który nam ucieka!)
-Merva! (Cisza!) - krzykn±³ wódz – Aabbago io Zekomo ia gdagiona! Baca ona gija oni(Rytua³y do Zekroma to nasze dziedzictwo! Wracamy do wioski, mo¿e druga grupa z³apa³a resztê) – ruszy³ ku obozowisku. Wojownicy pod±¿yli tu¿ za swoim przywódc±, prócz tego co sta³ przy klifie. Ten spojrza³ jeszcze raz w rzekê, splun±³ i skwitowa³ to jedynymi s³owami jakie przysz³y mu na my¶l.
-Es czuijta(Têpy ch*j) – mrukn±³, a nastêpnie odszed³.

-Mistrz bêdzie niezadowolony Clakrson, oj bêdzie - rzek³a blondynka, która obserwowa³ wszystko z odpowiedniej odleg³o¶ci - Ale zrobi³e¶ mi przys³ugê - zaczê³a siê ¶miaæ.

* * *


Luca sta³ przy samochodzie, ca³y czas patrz±c na zegarek. Ba³ siê tego, ¿e dwójce Rangerów siê nie uda³o, ale mieli jeszcze kilka minut.
Jemu samemu uda³o siê w miarê bezpiecznie uciec. W miarê, bo tunel, którym ucieka³ zacz±³ siê zawalaæ, odcinaj±c kanibali od niego, ale zaraz do pompowa³ adrenalinê do jego krwiobiegu.

-Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê – wydoby³o siê z g³o¶nika. Aller spojrza³ na radio, którego dioda pika³a – Dwa jeden dwa zg³o¶cie siê – ponowi³o siê.
-O cholera – Luca mia³ ju¿ chwytaæ za mikrofon, ale operacyjny jeszcze raz wyda³ polecenie zg³oszenia siê.
-Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê, bo inaczej wysy³am pat … - przerwa³, poniewa¿ kto¶ z³apa³ mikrofon i nacisn±³ opcje mówienia.
-Tu dwa jeden dwa, zg³aszam siê – rzek³ przemoczony James. Miranda nie wygl±da³a lepiej, ale by³a ca³a i zdrowa. Wsiad³a na fotel pasa¿era, za¶ JD kontynuowa³. Dopiero teraz zauwa¿y³ Kire – Przepraszam, ¿e tak d³ugo, lecz mieli¶my problem.
-Chryste Clarkson, próbuje cie wywo³aæ od godziny – odpowiedzia³ operacyjny – Mog³e¶ daæ znaæ.
-Nie mia³em jak, serio – odpowiedzia³ spokojnie – Mamy ju¿ wszystko z g³owy, ale nie wrócimy do bazy. Dacie za³atwiæ miejsce w hotelu dla mnie oraz panny Lemon?
-Zobaczê dwa jeden dwa, baza bez odbioru – nast±pi³ szum, za¶ James od³o¿y³ s³uchawkê na swoje miejsce.
-Jeste¶cie cali – rzek³ Luca, ale Clarkson go zignorowa³. Wzi±³ kluczyki i wsiad³ do auta – Ej, co jest?
-Wsiadasz, czy bêdziesz gada³? - zapyta³a Miranda. Luca spojrza³ na swojego nowego druha, który ruchem d³oni go ponagli³. Luc wskoczy³ na ty³ pojazdu, siadaj±c tu¿ ko³o Absol – To jak JD? Zgadzasz siê?
-Niech bêdzie – przekrêci³ kluczyki, za¶ coupe odpali³ – Nowy pocz±tek …
-Nowy pocz±tek …

„Nowy pocz±tek ...” rzek³a Kira, za¶ dwójka Rangersów za¶mia³a siê. Odjechali w kierunku miasta. "Tylko tego nie zjeb"

-A teraz idziemy na jednego - zacz±³ pod¶piewywaæ JD - A teraz idziemy wódkê piæ.
-W sumie - Luca wyj±³ z torby jaka¶ flaszkê - Chyba bêdzie dobra - James ukradkiem spojrza³ na etykietkê.
-Panie. Tadzik, prawdziwa wódka szwagrowa - za¶mia³ siê. Miranda tylko prychnê³a - Dobra, ale piæ bêdziemy gdy za³atwiê jedn± sprawê ...


Wizje mo¿na oceniaæ do godziny 20 dnia 19 lutego 2014 roku, lub do momentu, gdy jeden z graczy biedzie mieæ znacz±c± przewagê nad rywalem

Mo¿na to zrobiæ w tym temacie z wg. kryteriów:

a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania

Po czym oddajemy g³os na w naszej opinii zwyciêsk± wizje.
Jeden g³os to jeden punkt w pojedynku.

Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê. Proszê kierowaæ siê w³asnym sumieniem przy przyznawaniu g³osu.



lub pod tym adresem.

Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.

Wejd¼ tu

Poleca W³adimir W³adimirowicz Putin

Sygnatura użytkownika
 
     
Wy¶wietl posty z ostatnich:   
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów
Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach
Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów
Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów
Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach
Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum
Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Szablon savePokeCollect stworzony przez Raika/Perry. Statystyki
Internetowe RPG - gry MMO i MMORPG online TOP50 Gry Pokemon Valhalla AntyGaming”PokeSerwis Tylko Lati
Pokemons.tnb.pl pokemon special Pokemon Trainer
Dream League
Topsites FireChao TopsitesPPN Top 50 Forum Topsite

Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.