A wiêc witam tych, którzy mnie nie znaj±. Nazywam siê Kleszczu i w teorii nie znam siê na niczym, gdy¿ fach studenta nic nie znaczy. Poza tym nie mam o¶miu ³apek, a tak¿e mam dziwne zami³owaniu w tworzeniu spontanicznych dzie³, które ¶miesz± g³ównie mnie. Nie zmienia to faktu, ¿e dla tych, którzy lubi± klimaty lekko szalone proponujê z prób± zapoznania siê z tym "dzie³em"...
1) Pierwszy sezon - niespodzianka - wrzucony na Google Drive, gdy¿ nie chcê zabiæ potencjalnego czytelnika tl ; dr na forum. KLIK
2) Poni¿ej znajdziecie prolog oraz pierwszy odcinek "Na najprawdziwszego Mordoru! 2!" - oczywi¶cie nie s± one zbyt mocno powi±zane z pierwowzorem i w teorii da siê czytaæ bez znajomo¶ci poprzednika. Nie zmienia to faktu, i¿ warto poznaæ siê z czê¶ci± pierwsz±, by imersja by³a jak najwiêksza.
3) Oczywi¶cie bêdê wdziêczny za ka¿de s³owo opinii - nawet z³e, gdy¿ ka¿da recenzja jest dla mnie ¼ród³em przydatnej wiedzy, która przyda mi siê z pewno¶ci± w przysz³o¶ci.
4) Ostatnie, bardziej jako og³oszenie: Wraz z Drowkerem (warto go znale¼æ, epicka przygoda zwana "Story from Zhery") planujemy do¶æ oryginaln± akcjê, do której potrzeba nam wiêcej osób. Lubisz wyzwania? Umiesz pisaæ i to ca³kiem nie najgorzej? Jeste¶ gotowy/a na zmieniaj±c± siê sytuacjê, by w ci±gu kilku dni elastycznie wpasowaæ siê w konwencjê i sytuacjê (bynajmniej nie mowa o pornolu)? Zapraszam na moje GG: 4065862.
Na najprawdziwszy Mordor! 2!
Prolog, a zarazem epilog czê¶ci pierwszej.
Narrator spojrza³ na siebie. "Jak ¿yæ?", westchn±³, po czym spróbowa³ po raz kolejny ukoiæ swe my¶li, które zachowywa³y siê, cytuj±c jego niepoprawne s³ownictwo "jak g³upie". Tu referendum, które nie mia³o siê udaæ, tam Polska znowu pokaza³a, ¿e jest Winkelriedem pi³ki no¿nej i ka¿dego oprócz Mo³dawii czy San Marino nie przepu¶ci, a jeszcze gdzie¶ indziej w g³owie ma chaos od Internetu, studiów, ludzi... tego wszystkiego.
Pisz.
"Nie, nie bêdê wraca³ do tego", pomy¶la³ (bo gadanie na g³os o pierwszej w nocy grozi przynajmniej niezrozumieniem spo³eczeñstwa, przy czym to tylko ³adne okre¶lenie potencjalnej choroby psychicznej. "Za du¿o minê³o czasu, nikt nie bêdzie pamiêta³, a poza tym... czy podo³am? Za dawno nie pisa³em..."
Pisz.
Spójrz na to wszystko. Polska siê wali, albo cudownie powstanie. Ze¿r± nas d³ugi, b±d¼ bêdziemy bogaci. Nie dostaniesz emerytury, a mo¿e zaraz bêdziesz bogatszy od Niemca. Z³o¿y³e¶ papiery i to w³a¶nie pewne zale¿no¶ci maj± wp³yw na to, czy znowu wyjdziesz na prost±, a nie znowu bêdziesz gadaæ ludziom o "hajsie matki". Zale¿no¶ci nie posiadaj±ce ze sob± pozornego powi±zania, a jednak sk³adaj±ce siê w jedn±, ca³kiem logiczn± ca³o¶æ.
Jeste¶ por±bany, drogi Narratorze, ale staraj±c siê to wyprostowaæ tylko zaszkodzisz samemu sobie. A raczej na pewno zabijesz wewnêtrzne "ja", które nie potrafi ¿yæ bez chaosu, problemów z ogarnianiem, ¿yciem na bogato, czy te¿ innymi absurdami ¿ycia. B±d¼ sob±, jakkolwiek nieprzyzwoicie to brzmi. Pamiêtaj, ¿e w³a¶nie to dzie³o momentami wyra¿a³o ciebie. Nie ckliwe historie, do których byæ mo¿e jeste¶ stworzony, lecz w³a¶nie owy absurd, którego nikt nie rozumia³... oprócz ciebie.
Pisz. I otwórz bramê do w³asnego umys³u. Wielu nie wejdzie, gdy¿ bêdzie siê ba³o, a ty... poczujesz siê jak w domu.
Narrator spojrza³ na swe d³onie, westchn±³, po czym przeci±gn±³ siê i zastanowi³, czy Wa³êsa jest godny udzia³u w dziele prowadz±cym do ostatecznego starcia w krainie zwanej... Mordor.
*
A wiêc... tak wygl±da koniec Wszech¶wiata. Nie wiadomo, jak to siê sta³o, a z pewno¶ci± nie wiedzia³ tego Stefan, który tu¿ przed jak¿e spontaniczn± chwil± usi³owa³ siê teleportowaæ w celu zniszczenia z³a gro¿±cemu ca³emu Mordorowi, jednak sta³o siê. U³amek sekundy po teleportacji "wybrañca" w ca³ym wymiarze obudzi³a siê si³a zwana Wielkim Resetem, która mia³a w zwyczaju zadawaæ jedno pytanie:
- Kto mi zabroni?
Nikt jej nie zabroni³, dlatego wiêc spiê³a siê i zrobi³a swoje. A ¿e nie bez powodu zwa³a siê Wielkim Resetem, to efekt jej dzia³ania by³ zaskakuj±co... resetuj±cy.
Wszelkie polany, góry, lasy, doliny, ³±ki, komitety wyborcze, sale tronowe, komnaty, gdzie król sam chodzi³ piechot± i inne - to wszystko w owym u³amku sekundy sta³o siê niczym, albowiem zosta³o po prostu zresetowane, a wiêc zjedzone przez czas, przestrzeñ i ogarniêto¶æ. Nie pozosta³o nic, tylko mrok, pustka i b³oga cisza... no i Stefan, który jeszcze nie wiedzia³, co go spotka za parê chwil, gdy koryta czasoprzestrzeni wypluj± go ku nico¶ci i wiecznej ciemno¶ci. Zreszt±, nawet gdyby wiedzia³, to po prostu by nie zrozumia³ tego wszystkiego. I tak ¼le, i tak niedobrze.
Niestety a mo¿e stety, Stefanowi nie przysz³o zgin±æ w takowy sposób. Po prostu nigdy nie pojawi³ siê w tym miejscu oraz czasie. Czy¿by to szczê¶cie, a mo¿e przypadek? Czy mo¿na za³o¿yæ, ¿e zlot szczê¶liwych okoliczno¶ci sprowadzi³ go do kochanego i wytêsknionego domu? Czy mo¿e w³a¶nie wci±ga pierwsz± od dawna wodzionkê? Ka¿dy chcia³by, by jego historia tak siê w³a¶nie zakoñczy³a, jednak... los, tak jak zwyk³ to czyniæ, w³a¶nie szykowa³ mu kolejn± niespodziankê.
*
-... A wiêc w ten sposób mo¿na zadaæ k³am jedynce trygonometrycznej... - Stefan ci±gn±³ swe wywody korzystaj±c z daru wiedzy, gdy nagle poczu³ przyp³yw g³upoty, a wraz z ni± migrenê wywo³an± przeci±¿eniem pracy mózgu. - Bo¿esz ty mój! Co siê dzieje?!
Nadal podró¿owa³ w têczowej rynnie próbuj±c dostaæ siê do statku Groedera, lecz nagle... wszystko siê zmieni³o. Skoñczy³a siê têcza, czy te¿ m±dro¶æ oraz ogarniêto¶æ. Wszystko siê skoñczy³o, a Stefan poczu³ b³ogi stan, za którym nie¶wiadomie têskni³ - ponownie nie rozumia³ wszystkiego, co siê dooko³a niego dzieje. Oczywi¶cie ten stan nie móg³ staæ w miejscu, a musia³ siê pog³êbiaæ, gdy tunel nagle sta³ siê czerwony niczym p³achta na byka, za¶ lektor rodem z Ivony poinformowa³, ¿e dosz³o do awarii systemu.
- Wat... - rzek³ widz±c ca³± t± sytuacjê. - Jednak cieszê siê, ¿e jestem g³upi i niekumaty, bo od tej m±dro¶ci pewnie wymy¶li³bym, a nastêpnie opatentowa³bym kolejn± g³upi± teoriê, he... - nie dokoñczy³ mówiæ, gdy jego g³owa nagle poczu³a kontakt z czym¶ wystarczaj±co twardym, by obezw³adniæ, ale nie zabiæ.
Tak, Stefan ponownie zosta³ przez co¶ zaatakowany, i to z pozytywnym dla naje¼d¼cy rezultatem.
*
Stefan obudzi³ siê. Pierwsze, co zauwa¿y³, to bezchmurne, idealnie b³êkitne i prze¶liczne niebo, na którym niepodzielnie panowa³o pra¿±ce i wrêcz¿e pal±ce s³oñce. By³o mu tak dobrze, ¿e móg³by przez d³u¿szy czas tak wylegiwaæ siê i nie ruszaæ (gdy¿ ³eb nadal mu nawala³ niemi³osiernie), gdy tu nagle...
- Ej, ty! Tak, ty! Wstawaj mi tu migiem! - g³os pe³en do¶wiadczenia i prze¿ytych lat niespodziewanie przerwa³ krótk± idyllê Stefana.
Bohater spróbowa³ powstaæ, co uda³o mu siê nadzwyczaj g³adko... po czym ponownie popad³ w zachwyt, widz±c niekoñcz±ce siê laguny wype³nione bielutkim piaskiem, czy wielkimi palmami wraz z olbrzymimi kokosami. Najdziwniejsze jednak by³o, ¿e ¼ród³a g³osu ani widu, ani s³ychu...
- Gdzie ty mnie szukasz, spójrz tam, gdzie masz te swoje nogi!
Stefan rozejrza³ siê jeszcze raz, by upewniæ siê, czy na pewno nikogo nie widzi w normalnej pozycji ¿yciowej, by nastêpnie ujrzeæ przed sob± le¿±c± kotwicê, która na spojrzenie "wybrañca" odrzek³a:
- Witaj w moim ¶wiecie. Nazywam siê Kotwica i... nie mdlej mi tu!
Bo kto umar³, ten nie ¿yje. A kto widzi gadaj±c± kotwicê, ten mdleje.
Rozdzia³ pierwszy
"Kokosy"
Ponownie to samo - sen pe³en pochmurnego nieba, gdzie chmury wype³nione s± pami±tkami wydalanymi przez okoliczne huty i elektrownie cieplne, jak i wype³niony ¶l±skim zapachem ¶wie¿o ugotowanej wodzionki, ¶piewaj±c± i przecudnie wystrojon± orkiestr± w dniu Barbórki, czy te¿ gadaniem w gwarze znanej od pokoleñ, ¿e jacy to górole s± ¼li i dlaczego to mieszkañcy Tatr musz± mieæ pierwsze miejsce w nienawi¶ci narodu hanysów...
Wszystko to by³o tak prawdziwe... a jednak ponownie sen urwa³ siê w po³owie, z chwil±, gdy nadmiar s³oñca zacz±³ prowadziæ do opieczenia omdla³ej twarzy Stefana. Wtedy te¿ nast±pi³ powrót do rzeczywisto¶ci, jak¿e brutalnej i nieokie³znanej. Tym razem obudzi³a go ¶wiadomo¶æ nieogarniêto¶ci, có¿ w tej chwili czyniæ. A wszystko siê zaczê³o od tego, co zakoñczy³o jego ostatni epizod wzglêdnej przytomno¶ci.
- Jak¿e mi³o, ¿e nareszcie pan wsta³! Nie mog³em siê doczekaæ, a¿ siê obudzisz i zejdziesz z mego ciê¿kiego cia³a - nie by³y to s³owa pe³ne rado¶ci i entuzjazmu, lecz na pewno by³y one czym¶ wiêcej ni¿ cisz±.
Stefan wystrzeli³ niczym strza³a, gdy us³ysza³ ten g³os, po czym spojrza³ na swego rozmówcê. Przypomina³ on kotwicê, jak± widzia³ w filmach o piratach - p³ask±, wykoñczon± hakami po lewej i prawej, lecz brakowa³o jej otworów s³u¿±cych do komunikowania siê. Ot mówi³a sama z siebie.
- Co tak milczysz? Zabra³o ci mowê? Wiem, ¿e zapewne pierwszy raz widzisz gadaj±c± kotwicê, lecz równie dobrze i ja móg³bym zemdleæ na widok czego¶ takiego... cz³onkowatego. Brrr! - po czym Kotwica wyda³ d¼wiêk przypominaj±cy obruszenie siê na widok czego¶ obrzydliwego.
- Stefan, mi³o mi... co tu robisz?! I co ja tu robiê?! Czemu niczego nie wiem?! - w g³osie "wybrañca" panowa³a b³oga niewiedza i panika w sytuacji, która wymaga³a odpowiedzi na niezliczone pytania.
- No có¿... nie uwierzysz, lecz trafi³em tu z tego samego powodu co ty? Laura, co nie? - Kotwica "spojrza³" na Stefana z pewn± doz± nadziei, lecz w oczach odbiorcy nie by³o widaæ nic oprócz otêpienia. - No có¿, za³ó¿my, ¿e tak jest. A wiêc le¿ê tu od kilkuset lat z nadziej±, ¿e wreszcie opuszczê ten ¶wiat i powrócê do Kotwicowa, lecz wcze¶niej ta droga mia³a mieæ t± sam± d³ugo¶æ, co do Mordoru...
- Mordor?! Te¿ tam mia³em i¶æ i...
- Niech zgadnê, mia³e¶ tam wróciæ? Do domu, co? No widzisz, to tak nie dzia³a. Otó¿ w trakcie przygody pojawia siê wielka si³a, która kasuje wszystko i wywala w tropiki. Nie jeste¶ pierwszy i ostatni - wielu tu przysz³o, popad³o w otêpienie, a nastêpnie wys³ucha³o mnie, pomy¶la³o i wyruszy³o poza t± lagunê... nikt nie wróci³, wiêc w sumie nie wiem, czy jest st±d wyj¶cie. Aczkolwiek raz na jaki¶ czas zabijam nudê rozmowami z takimi jak ty. Fajnie, co nie?
- Fajnie... w sumie kolejna przygoda... - po czym zabrudzona ¿arówka zwana ide± za¶wieci³a nad g³ow± Stefana. - NIEEEEEE! ZNOWU! MAM! CO¦! UCZYNIÆ! BY! WRÓCIÆ! DO! DOMU?!
- Nie krzycz tak, bo one siê obudz±! - sykn±³ Kotwica.
-... Eeee... wat? - mem w wykonaniu Stefana wyszed³ s³abo, jednak kontekst zosta³ ogólnie pojêty.
Kotwica rozejrza³ siê, czy nadal panuje bezpieczna sytuacja na lagunie, po czym kontynuowa³ szepcz±c:
- Wiele jest niejasnych spraw, lecz jedno jest pewne - musisz jak najszybciej opu¶ciæ t± lagunê. One ciebie ze¿r± noc±. Tak zrobi³y z paroma, co zaplanowali sobie wyruszyæ nastêpnego dnia po pojawieniu siê tutaj. To by³o straszne... Tak, nie zjad³y mnie bo jak widzisz, jestem ¶rednio jadalny - doda³, gdy poczu³ sugestywne spojrzenie Stefana.
- Szanujê twoj± opiniê... Kotwico, lecz powiedz, kim s± ci "oni"?
- Kokosy...
W tym momencie Stefan nie wytrzyma³. Pad³ na plecy, za¶ d³onie wspiera³y brzuch, który niemal¿e mu pêka³ ze ¶miechu. Wszystko to by³o na tyle naturalne i dono¶ne, ¿e Kotwica zacz±³ panikowaæ, co by³o dalekie u Stefana, który po prostu ¶mia³ siê do rozpuku...
Wtedy to nast±pi³o. Cisza laguny nagle sta³a siê szmerem. Palmy zaszumia³y, lecz powodem nie by³ nag³y wicher. Wszystko zdawa³o siê mieæ inn± genezê...
- A nie mówi³em? - sykn±³ Kotwica. - Obudzi³e¶ je zbyt wcze¶nie, teraz ciebie ze¿r±.
- Hahahaha... ajæ - ogarniêcie dosiêgnê³o Stefana, co prowadzi³o do zaprzestania ¶miechu. - To jest dziwne, fakt, ale czy one... nie zostaj± na palmach?
- A czy palmy tylko raz wydaj± owoce? B³agam ciebie, je¶li tobie ¿ycie mi³e to gnaj póki jeszcze mo¿esz! - Kotwica by³ coraz bardziej zniecierpliwiony, gdy¿ s³ysza³ ju¿ pierwsze s³owa wypowiadane przez kokosy...
"Zjemy ci w³osy"
- Co to by³o? - humor umar³ w Stefanie, za¶ w sercu pojawi³a siê trwoga.
"Bêdziemy gry¼æ wszystkie kostki"
- To one... Pos³uchaj, mnie nie zjedz±, ale ciebie to i owszem! Gnaj!
"Ale smaczny cz³owiek, ju¿ czujemy jego smak... ommmomom"
- Dobra... ale nie! Nie mogê!
"Skoro cz³owiek je kokosy, to czemu kokos nie mo¿e zje¶æ cz³owieka?"
- O co tym razem chodzi? Uciekaj! - Kotwicy równie¿ zaczê³a siê udzielaæ panika.
"Ciekawe, jak smakuje w sosie s³odko-kwa¶nym?"
- Wiesz co? Bez ciebie nie idê.
"A w±tróbkê zamrozimy, na zimê"
- Poje... popier... Boga w sercu nie masz?! Na co ci Kotwica, co wygl±da jak kotwica?! Tu mi dobrze!
"Ko¶ci cz³owieka nadal w cenie, zrobimy z nich klawisze do fortepianu, dla Józefa"
- Pos³uchaj, ty wiesz jak tu prze¿yæ, a ja nie! Pomó¿! - Stefan b³aga³ wrêcz kotwicê o pomoc.
"A potem zatañczymy taniec rado¶ci nad jego szcz±tkami"
- Kto widzia³ cz³owieka nios±cego kotwicê? Jaki bêdzie wstyd w okolicy! Co ludzie powiedz±...
"Oj bêdzie g³o¶no, bêdzie rado¶nie, znów przetañczymy razem ca³± noc"
- A zreszt± co ty masz do gadania! - po czym Stefan poci±gn±³ za ¿elastwo, które o dziwo nie okaza³o siê takie ciê¿kie.
"Rozbiegany, to i chude miêsko"
Ruszy³, a gdy mija³ kolejne palmy s³ysza³ za sob± odg³os odpadaj±cych owoców tego drzewa...
"Polowanie czas zacz±æ"
Toczenie. Odg³os toczenia dooko³a. Coraz g³o¶niej i g³o¶niej... Jak uciekaæ? Palm coraz wiêcej...
"Daj kamienia, to go ubijemy"
- Bo¿e, je¶li mnie s³yszysz to przepraszam za wszystko co zrobi³em, lecz ratuj mnie! - krzyk Stefana na chwilê zag³uszy³ szum gonitwy.
"Stefanowy chamie, klêkaj przed kokosowym panem"
- Bo¿e, je¶li mnie s³yszysz to przepraszam za wszystko co zrobi³em, lecz spraw, by ten cz³owiek mnie wypu¶ci³! - ...A towarzysz wspiera³ uciekaj±cego w ucieczce.
"Kokokoko kokos spoko..."
By³y coraz bli¿ej, ratunek siê oddala³, za¶ ¶mieræ wita³a z kokosow± kos±...
"Prawie jak Wigilia i mordowanie Karpia"
Wtedy sta³ siê cud. Stefan straci³ kontakt z pod³o¿em, lecz nie by³o to spowodowane oderwaniem nogi przez krwio¿erczego kokosa, lecz po prostu sam siê... uniós³. To by³o dziwne i na tyle niespodziewane, ¿e reakcj± "wybrañca" by³ krzyk paniki (Kotwicy równie¿), lecz z ka¿d± chwil± dwójka uciekinierów unosi³a siê coraz wy¿ej i wy¿ej, by nastêpnie opa¶æ i wyl±dowaæ w ciemnym i ponurym lesie iglastym, gdzie kokosy ju¿ nie rosn±.
- CO TO MA BYÆ? - Kotwica wyda³ krzyk pe³en niezrozumienia dla zaistnia³ej sytuacji.
- Pomoc w zaistnia³ej sprawie - odpar³ g³os pe³en charyzmy i odwagi, jak i olbrzymiej pewno¶ci siebie. Mo¿na by powiedzieæ - g³os bohatera.
- Zacznijmy od tego, ¿e nie wiemy, czy nie jeste¶ kokosem, który chce nas zje¶æ - Stefan dr±¿y³ temat. -Jak masz na imiê? Kim jeste¶? Jaki masz stosunek do autonomii ¶l±skiej?!
- Odpowiem odwrotnie. Nie znam autonomii ¶l±skiej, jestem bohaterem i cz³owiekiem, jakim jak ty, za¶ co mogê powiedzieæ o sobie? - spojrza³ patetycznie w ukrywaj±cy siê za drzewami ksiê¿yc. - A ¿ycie me - trud trudów, a tytu³ mój - lud ludów; z matki obcej, krew jego dawne bohatery, a imiê jego...
- Pi razy drzwi czyli sze¶æ! Pamiêtam!
W lesie zapanowa³a cisza. A pewien wieszcz pewnego narodu w grobie siê przewróci³.
*
- Nie chcem, ale muszem!
- Na pewno? Nie chcê siê myliæ, lecz nie wiem, czy kolejny rozbitek ma a¿ tak wielk± warto¶æ...
- Nie chcem, ale muszem!
- To ryzykowna decyzja, byæ mo¿e decyduj±ca o losach ca³ej naszej gromady...
- Nie chcem, ale muszem!
- Na pewno? Nie bêdzie odwrotu...
Jeden z rozmówców poprawi³ swe przysadziste w±sy.
- Nie chcem, ale muszem!
- No dobra, niech ci bêdzie... W±saczu.
Sygnatura użytkownika
NICO
Ostatnio zmieniony przez Kleszczu 17 Pa¼dziernik 13, 23:15, w ca³o¶ci zmieniany 1 raz
Tradycyjnie - bêdê wdziêczny za komentarze, a na ka¿dy postaram siê odpowiedzieæ...
Rozdzia³ drugi
"Radom"
Zamknij oczy. Je¶li jeste¶ ¶lepy i korzystasz z syntezatora mowy - i tak je zamknij. Otwórz swój umys³. Pozwól wyzwoliæ pok³ady wyobra¼ni blokowanej przez my¶li, troski, zamartwienia i inne ró¿ne pierdó³kowate sprawy. Po prostu - wy³±cz to. Pozwól pracowaæ abstrakcji wyzwolonej od ¶wiata, w którym ¿yjesz. Pozwól na to. Wejd¼ na nowy rytm. Ujrzyj to.
Miasto, które jest idealne. Ulice pe³ne ludzi, nastawionych pozytywnie do ¿ycia, witaj±cych ciebie "witaj drogi przyjacielu Wszech¶wiata!", czy sklepy, w których witrynach ustawione s± piêkne ¶wiecide³ka czy dzie³a stworzone przy pomocy piêkna. Oddychasz powietrzem i czujesz ¶wie¿o¶æ i wyzwolenie - nie wyczuwasz w nim zapachu spalin czy te¿ smrodu twego ¶wiata. Im d³u¿ej stoisz, tym coraz bardziej ci siê zdaje, ¿e to wszystko jest snem, czy te¿ jaw±, lecz ten d¼wiêk... to nie ptaki, a melodia nostalgii. Muzyka niesie ze sob± historiê twoich marzeñ, zarówno przesz³ych jak i przysz³ych. Spogl±dasz w niebo. Jest bezchmurne, za¶ b³êkit siêga granic horyzontu. I te wie¿owce... to jest twój raj. To jest twój nowy dom. Zapomnij o przesz³o¶ci, czy szarym ¶wiecie. Witaj w utopii.
Witaj w Radomiu.
*
Pierwsze promienie wschodz±cego s³oñca wdziera³y siê w mroczn± puszczê, w której g³êbi znajdowa³ siê skromny obóz za³o¿ony przez dwójkê ludzi oraz kotwicê. Lecz nie by³ to przyjemny poranek - dooko³a panowa³a g³ucha cisza, za¶ blady blask nie sk³ania³ do optymizmu. Jednak Stefan nadal by³ sob±, o czym ¶wiadczy³y mod³y do WIWu...
- Oj WIWie, spraw by górnicy od ¶witu po nocy tylko smak wungla, a nie metanu czuli... Niech kolumny trzymaj±ce strop niczym rêka bo¿a twarde bêd±... ommmm.
- Co ty odwalasz? Wiem, ¿e mo¿e jestem kotwic±... - tak, nie muszê wspominaæ, kto zak³óci³ mod³y. - Ale jednak wygl±da to na jakie¶ mahometanizmy czy inne buddy. A to jest co najmniej awangardowe, b±d¼ szalone. Co to zreszt± jesto... owe WIW?
- WIW to WIW drogi przyjacielu z ¿elaza... nie musisz wszystkiego rozumieæ.
- No tak, w koñcu to ty mnie wyci±gn±³e¶ z laguny, GDZIE BY£O MI BARDZO DOBRZE, a tak¿e to ty SPROWADZASZ NA MNIE WSTYD I HAÑBÊ. KTO BY POMY¦LA£, ¯E KOTWICA MO¯E BYÆ TOWARZYSZEM CZ£OWIEKA!
- Dziêki ¿e mnie obudzili¶cie - znajomy g³os przerwa³ t± krótk± dyskusjê.
- O, witaj 44 - Stefan nie ukrywa³ swego entuzjazmu, tym bardziej ¿e mia³ okazjê przerwaæ próby Kotwicy poznania tajemnicy WIWu.
- Ehh... zanim bêdziemy siê tuliæ i cieszyæ, ¿e kokosy nie z¿ar³y kolejnego wyrzuconego z czasu i przestrzeni - wepchn±³ siê Kotwica. - Mo¿e ustalmy parê faktów? Kij z przesz³o¶ci±, jakie mamy plany i jakie jest nasze przeznaczenie?
44 zastanowi³ siê, lecz po chwili odpowiedzia³ na pytanie:
- Kotwico, twoje przeznaczenie jest jedno - kiedy¶ zerdzewiejesz. I tyle. Lecz dopóki czas jest twoim sojusznikiem, radzê ci nie opuszczaæ tego... ekhem... bohatera.
- A to dlaczego? On budzi we mnie poczucie zagro¿enia utraty honoru i wizj± wiecznego potêpienia!
- Ej no, bez przesady - przerwa³ Stefan. - Czy kto¶ kiedykolwiek narzeka³ z mego towarzystwa? I czy fakt nieposiadania przyjació³ w tamtym ¶wiecie s³u¿y jako plus czy minus dla ca³ej sytuacji?
44 mia³ ju¿ tego do¶æ. Nie o takich bohaterów walczono. Mia³ byæ stworzony do celów wielkich, a pierwszy poranek to utarczki miêdzy miejscowym g³upkiem a gadaj±cym ¿elastwem. A jak wyt³umaczyæ ty ca³y plan...
- Ehhh... o bogowie. Pos³uchajcie mnie choæ chwilkê - rzek³ do towarzyszy... no dobra, towarzyszy podró¿y. - Otó¿ nie jeste¶cie tu z przypadku. Nie bez powodu trafili¶cie na lagunê, spotkali¶cie siê i próbowali¶cie stamt±d uciec razem. Nic nie dzieje siê przypadkowo, tak samo jak spotkanie ze mn± w tym ponurym lesie...
- STAHP! Koniec, znowu historie z duchami i przeznaczeniem! Basta! Id¼cie bawiæ siê w gwiezdne wojny sami! - wrzask Stefana zaskoczy³ nawet ciszê w puszczy. Wszystko by³o nag³e i spontaniczne.
"Wybraniec" siêgn±³ po swoj± bluzê, narzuci³ j±, po czym ruszy³ w losowym kierunku.
- Gdzie idziesz? - krzykn±³ Kotwica.
- Gdzie¶ w ¶wiat, szukaæ kurka przygód kurka! - odpar³ Stefan po czym potkn±³ siê o kurkê, wyglebi³ siê, powsta³ i ruszy³ dalej.
Sylwetka siê oddala³a. W obozowisku zapanowa³a g³ucha cisza. Po chwili wy³ama³ siê Kotwica:
- A wiêc... co robimy?
- To, co czas i przestrzeñ wska¿± - odpar³ 44. - Wszystko to zosta³o zaplanowane... pomimo tego, ¿e wcale tego nie rozumiemy w tej chwili. To w³a¶nie mia³o siê zdarzyæ, choæ i tak zd±¿y³em go znienawidziæ w parê chwil... ale to wszystko ma nadal sens. Tak przynajmniej mówi³y s³owa 5W.
- 5W? Co oznacza owy skrót?
- Kiedy¶ siê przekonasz...
*
Stefan bieg³ przed siebie przedzieraj±c siê przez kolejne fragmenty niekoñcz±cej siê puszczy. Jednak aby jego ucieczka z obozowiska mia³a choæ odrobinê szaleñstwa, to sam uciekinier notorycznie przeklina³ "kurkami", a z ka¿dym wulgaryzmem niespodziewanie przed jego drog± wyrasta³y kolejne grzyby o podobnej nazwie, które instynktownie omija³. Tradycyjnie nie rozumia³ tego ewenementu, a zarazem bluzga³ czê¶ciej, za¶ grzybowa spirala nienawi¶ci nakrêca³a siê coraz bardziej... a¿ do pewnej chwili, gdy u¿y³ "kurki" o jeden raz za du¿o. Us³ysza³ ryk, a nastêpnie odg³os po¿erania, bynajmniej nie kogo¶ z okolicy. ¦wiat³o nagle zgas³o, za¶ dooko³a zrobi³o siê du¿o... cieplej.
Obudzi³ siê... w sumie nie wiadomo kiedy. Wszêdzie panowa³ mrok i odg³os funkcjonuj±cego organizmu, a tak¿e... w którego ¶rodku siê znajdowa³? Ponadto przez ¶ciany przenika³ d¼wiêk niczym mantra powtarzany, a by³o gdakanie m³odych kur (nie znane s± powody, sk±d Stefan mia³by znaæ ten d¼wiêk). Nie wiedzia³, co siê dooko³a niego dzieje, lecz tak naprawdê mia³ pewne podejrzenia.
- Kurka, kurka, kurka...
Sta³ siê jedno¶ci±. By³ elementem grzyba. Fragment kurki.
*
Wszystko to pisa³em bez wiêkszej logiki i jakiegokolwiek sk³adu. Fabularnie równie¿ wygl±da to co najmniej dziwnie i chorobliwie strasznie, za¶ sam obawiam siê, czy to ma rêce i nogi: Stefan uwiêziony w wielkiej kurce, która najwyra¼niej postanowi³a go ze¿reæ, a wcze¶niej torturowaæ mantr±; pozostawiony na pastwê losu, gdy¿ zarówno Kotwica jak i 44 nawet nie wiedzieli, co siê z nim dzieje spokojnie siedz±c w obozowisku. Brak ci±gu przyczynowo-skutkowego, lecz obecno¶æ przypadkowo-spontanicznego pozwala³a mi na ró¿ne cudowne rzeczy. Z pewno¶ci± nie jest to szczyt mej inwencji, jednak w tej chwili mam czyst± kartê. Nie, pozosta³o mi jedno. Tylko i a¿.
5W.
Symbol budz±cy strach, lecz i respekt. Znak wywo³uj±cy potrzebê bycia bohaterem. Element przysz³o¶ci, w której tylko najwiêksi stan± siê zwyciêzcami.
Albo po prostu kolejny przejaw jawnej spontaniczno¶ci.
*
Mieszkañcy utopijnego Radomia ujrzeli nagle znak na niebie. Ciemna barwa kontrastowa³a siê z idealnie b³êkitnym niebem. Wzbudzi³o to szok, strach oraz niedowierzanie, a z pewno¶ci± uczucie spotkania czego¶ nowego, niezwyk³ego i... innego. A by³ to symbol, który okre¶liæ naj³atwiej by³o dwoma znakami - jedn± liter± oraz cyfr±. Jasiu zapyta³ mamy:
- Mamo, to koniec ¶wiata?
- Nie synku, to nie wiadomo co...
I tak Jasiu do koñca ¿ycia nazywa³ to "nie wiadomo czym", a w jego ¿yciu nieraz ten znak by³ obecny w jego ¿yciu. Podobnie by³o w wiêkszo¶ci przypadków, gdy¿ dla kogo¶ to tylko dwa znaki, litera i cyfra, czy te¿ nie wiadomo co. Prawda by³a taka i¿ rzeczywi¶cie - dla wielu owy element nie mia³ pozornego znaczenia ani te¿ wp³ywu na ¿ycie. W koñcu... to tylko dwa znaki na niebie.
5W. Litera i cyfra. Nie wiadomo co.
5W - Pi±ta Wojna.
Wszêdzie by³ on widoczny, za¶ odg³os tr±b dudni³ po wszelkich d³ugo¶ciach i szeroko¶ciach geograficznych. Us³yszeli go wszyscy: W±sacz, Kotwica, 44, Wielka Kurka... ale nie Stefan, który nadal wypoczywa³ podczas kolejnych prób trawienia go przez olbrzymiego grzyba. Jednak wszystko mia³o siê wkrótce zmieniæ.
Czy ¶wiat³o ma prawo wp³yn±æ na odczuwanie przep³ywu czasoprzestrzeni? Dziwne to pytanie, lecz do¶wiadczyæ mia³ go nie kto inny jak Stefan. Najwyra¼niej kurki nie wykreowa³y systemu trawiennego, co by³y uargumentowane faktem, i¿ owy nieszczê¶nik nadal oczekiwa³ na... cokolwiek?
- Fakt, jest tu ciep³o i przyjemnie, ale... czemu gadam do siebie?! - weschn±³ ponuro, po czym zmieni³ pozycjê wewn±trz przero¶niêtego grzyba z "le¿enie A" na "le¿enie C", a nastêpnie zacz±³ ¶piewaæ liczne piosenki zwane kibolskimi. Doprawdy by³y one piêkne, za¶ w s³owach kry³y siê wspomnienia meczów prze³omowych na ¦l±sku, czy te¿ o powi±zaniu niejakiej Legii z kurczakiem.
Czas p³yn±³ nieub³aganie, za¶ kolejne chwile spêdzone w tym miejscu sprawia³y, ¿e biologiczny zegar umar³, za¶ dzieñ sta³ siê noc± i vice versa. Ca³a patologia wewn±trz grzyba zaczê³a wzbudzaæ w g³owie wybrañca ponure my¶li, i¿ sam sta³ siê organizmem grzybowym, za¶ jego obecno¶æ we wnêtrzu "nowego przyjaciela" trwa ju¿ co najmniej dziesi±tki lat. Lecz co gorsza, owa sytuacja nie ulega³a jakim¶ znacz±cym zmianom - nic tylko g³o¶niejsze i cichsze mruczenie... Z czasem zacz±³ siê zastanawiaæ, czemu nadal ¿yje zamiast zostaæ strawionym, czy mo¿e znowu to jaki¶ wiêkszy plan siêgaj±cy tajemnic czasu, przestrzeni i matematyki? Niestety - milczenie w g³owie nie u³atwia³o niczego.
Do czasu.
*
Czy to by³a noc? A mo¿e dzieñ? Nagle w komorze zrobi³o siê niemi³osiernie gor±co, za¶ ¶ciany swym dr¿eniem zbudzi³y Stefana bêd±cego w zadumie, by po chwili si³a organizmu gigantycznej kurki wypchnê³a go w to samo miejsce, z którego trafi³ do ¶rodka. Wszystko sta³o siê tak szybko i gwa³townie... ¿e Stefan nie ogarn±³ co i jak, a nagle pojawi³ siê na obsypanej piachem posadzce, a mo¿e jednak ziemi? Tylko tyle by³ w stanie odczuæ, gdy¿ odzwyczajone od ¶wiat³a oczy nie przyjê³y kontaktu z blaskiem s³onecznym zbyt przychylnie, za¶ ciep³o dnia by³o mro¼nie w stosunku do ciep³ego grzybowego cia³ka.
- Gdzie ja jestem? - zapyta³ nie¶wiadom tego, czy kto¶ mu odpowie, za¶ przy pomocy swych koñczyn spróbowa³ osi±gn±æ pion. Nie uda³o siê.
- Jeste¶ tam, gdzie twoje miejsce, o Wybrañcze! - odpar³ g³os dono¶ny, pe³en m±dro¶ci i dojrza³o¶ci opartej na niezliczonych do¶wiadczeniach. - Powstañ i ujrzyj oblicze pana wszystkich Fungusów!
- Fungusów? Co to jest? - westchn±³ Stefan, po czym przetar³ oczy. Wzrok zacz±³ powracaæ, lecz nie móg³ powstaæ - tym razem nie zabrak³o si³, lecz po prostu... za du¿e wra¿enie zrobi³ na nim widok, który przed nim siê pojawi³.
Przed sob± ujrza³ olbrzymi± trybunê, wykonan± z litego kamienia, na której szczycie znajdowa³ siê olbrzymi baldachim z licznymi ozdobieniami i ¶wiecide³kami. W samym ¶rodku, w cieniu os³ony znajdowa³ siê... gigantyczny muchomor sromotnikowy? Z koron± na g³owie? Jednak to i tak by³o niczym, co znajdowa³o siê na lewo i prawo od owej trybuny: olbrzymie podwy¿szenia, które rozci±gaj±c siê tworzy³y idealny okr±g, za¶ na siedzeniach o niezliczonej liczbie znajdowa³y siê wszelakie grzyby: kurki, ma¶laki, kanie, pieczarki, borowiki, muchomory, podgrzybki... Tak, to by³a arena, na której pierwszy raz by³ w roli innej ni¿ kibica (je¶li liczymy derby ¦l±ska w ga³ê kopan±). Ryk trybun wzbudza³ dreszcze, szczególnie gdy odg³osy wydawa³y grzyby...
- Na ¶wiêt± wodzionkê i wêgiel z kopalni! Co ja tutaj robiê?!
- Otó¿... zosta³e¶ wybrany. Nieraz i nie dwa u¿ywa³e¶ s³ów "kurkami" zwanymi, co niejako rzadkie spotykane s± na naszych ¶wiêtych ziemiach. Wed³ug legend tylko Wybraniec móg³ ¿yæ z tak± ¶mia³o¶ci± jak ty... dlatego wiêc nie mogli¶my pozwoliæ Tobie uciec, gdy¿ oznacza³oby to utratê tak znamienitej osoby w tych skromnych le¶nych progach! - odpar³ muchomor sromotnikowy z koron±.
- I co? Brawo, macie mnie! A teraz mnie wypu¶æcie! W ogóle... - Stefan siê zastanowi³ i uleg³ pó³godzinnej zadumie, co nie przeszkadza³o grzybom. - Jak to mo¿liwe, ¿e postawili¶cie ca³y ten wielki obiekt?
Na trybunach zapad³a niezrêczna cisza. Od tych chwil wszystko mia³o zale¿eæ, czy igrzyska bêd±, czy te¿ nie.
- Otó¿ drogi Wybrañcze... Nie wypu¶cimy ciebie, dopóki nie wygrasz ca³ych igrzysk! Za¶ arenê kupili¶my w Ikei i sami j± skrêcili¶my!
- A to zwracam honor co do Ikei... zaraz, mam wygraæ igrzyska? Niby jak?! - wybuchn±³ Stefan.
- Proste, pokonuj±c naszych najpotê¿niejszych gladiatorów... - odpowiedzia³ z b³ogim spokojem Król. - A teraz wprowad¼cie pierwszego przeciwnika naszego Wybrañca! Humus Hubas!
Arena rozdar³a siê niekontrolowanym okrzykiem, za¶ z jednego z wej¶æ na p³ytê areny s³yszalny by³ d¼wiêk otwieranych wrót. Wraz z owym g³osem Stefan odwróci³ siê, by ujrzeæ zbli¿aj±c± siê kaniê, która na koronie posiada³a æwieki oraz ma³e ostrze, którym najwyra¼niej mia³a walczyæ. Kolejnymi malutkimi skokami zbli¿a³a siê do Stefana, aby po chwili staæ naprzeciwko niego.
- Humus Hubas jako pierwszy zmierzy siê z Wybrañcem! Szykujcie siê na wielkie widowisko, z którego niekoniecznie nasz go¶æ musi wyj¶æ ¿ywcem! Igrzyska czas zacz±æ! - tym oto okrzykiem Król rozpocz±³ ca³± wielk± imprezê.
Kania zaczê³a siê powoli zbli¿aæ do Stefana, który kompletnie nie wiedzia³, czy ¶miaæ siê, czy udawaæ przera¿enie. Ostatecznie wybra³ wariant najbardziej oczywisty - stopa plus grzyb oznacza ¶mieræ. Tak, to mia³o sens i wbrew pozorom zabi³o Humus Hubasa. Nag³y ryk trybun urwa³ siê, jakby kto¶ strzeli³ biczem na wyra¼ny rozkaz. Na ca³ej arenie zapad³a ponura cisza... by po chwili Stefan poczu³ dr¿enie, które pochodzi³o z podskakuj±cych nó¿ek grzybów. Tak, trybuny szala³y, niektórzy wrêcz p³akali ze wzruszenia ¿e oto Wybraniec tak szybko pokona³ pierwszego przeciwnika. Zwyciêzca kompletnie nie ogarnia³ fenomenu rozdeptania, lecz pozwoli³ porwaæ siê emocjom i skacz±c z rado¶ci nakrêca³ trybuny, my¶l±c, ¿e "skoro tacy maj± byæ rywale, to i prêdzej czy pó¼niej wygram swoj± zdolno¶æ. Specjalnie dla nich pobawiê siê w tego Stefana Wybrañca..."
Kolejne godziny to niezliczone starcia, na przyk³ad z Funghi Brothers (rozdeptani), Wybuchow± Kurk± (zgnieciona), Pieczarkami Harakiri (same siê zaciapa³y na ¶mieræ), czy z Muchormaxem Aureliuszem Hiacyntem Pierwszym (zasypany ¿ywcem przez piasek wykopany przez d³onie Wybrañca). Trybuny szala³y, grzyby rozkwita³y i pyli³y z rado¶ci automatycznie rodz±c swe potomstwo, Król wy³ ze wzruszenia, za¶ Stefan... powoli zacz±³ zasypiaæ, gdy¿ ca³a ta zabawa zaczê³a siê d³u¿yæ, a zachodz±ce s³oñce powoli wita³o nadchodz±c± noc.
- Dobra, grzyby! Dawaæ mi tu najsilniejszego i opuszczam t± arenê!
Na te s³owa wrzask trybun uleg³ spotêgowaniu, za¶ Królowi nie pozosta³o nic innego, jak wezwaæ do ostatecznego starcia:
- Dobra, dawaæ go tu!
Trybuny zaczê³y skandowaæ jego imiê. Najpotê¿niejszy przeciwnik w³a¶nie nadchodzi³. Stefan próbowa³ us³yszeæ jego imiê, lecz odg³osy z ró¿nych stron areny skutecznie to zag³usza³y... a¿ sta³o siê to. Pojawi³ siê on. Br±zowa sier¶æ, spore zêby, potê¿ny ogon. I ten wzrok, pe³en ognia, nienawi¶ci, jadu... po prostu pe³en wszystkiego, co z³e. Wtedy te¿ Stefan us³ysza³ jego tytu³, wprost z "ust" Króla:
- Oto przed pañstwem obecny mistrz areny: Kln±cy Bóbr Dyslektyk!
Tego Stefan nie móg³ wytrzymaæ - pad³ na ziemiê, po czym turlaj±c siê ry³ ze ¶miechu widz±c i rozumiej±c, z kim ma mieæ do czynienia w walce o swoj± wolno¶æ. T³umy tego nie rozumia³y, jak i przeciwnik, który przesta³ siê pie¶ciæ i po chwili rzuci³ siê k±saj±c Stefana w lew± d³oñ. ¦miech nagle przerodzi³ siê w ryk bólu, za¶ pok±sany wrzasn±³ z wyrzutem:
- Za co?!
- Sa do, rze to k***y n***y pieszcisz siem ze mnom, jagbysz fykrau calom falke³, k***a! Jeste¼ ch**em dragtujonc dak te drybuny, knido pier****na w d**ê...
- Ej no przestañ, na jasn± anielkê. Po prostu wystarczy³o powiedzieæ ¿e zaczynamy - jêkn±³ Stefan, nadal lekko zdumiony osobowo¶ci± swego rywala.
- Zabijajcie siê! Ju¿! Ta¶ ta¶! - rykn±³ Król, za¶ trybuny wraz z nim zaczê³y swój ryk u¿ywaj±c zwrotu "ta¶ ta¶".
- K***a ja ciem saras zapier**lê dylgo stuj spogojnie... - rykn±³ bóbr, po czym skoczy³ w kierunku aorty szyjnej swego oponenta.
Tym razem Stefan nie zlekcewa¿y³ i jednym ciosem odepchn±³ przeciwnika unikaj±c ¶miertelnego ataku. Zamiast mówiæ skontrowa³ nadeptuj±c na ogon ssaka o solidnym uzêbieniu.
- Osz ty skur****nie je**ny! Saras ciem upier**lê! - po czym bóbr wyrwa³ siê spod gniot±cej nogi, a nastêpnie skoczy³ w celu ugryzienia klatki piersiowej.
Stefan jednak nie by³ ju¿ tym samym trolluj±cym cz³owiekiem. Sta³ siê Wybrañcem. Jeden cios ¦SW (¦l±ska Sztuka Walki) i jego kln±cy przeciwnik pad³ nieprzytomny.
- Niech ginie - westchn±³, po czym spojrza³ w stronê trybun. Te milcza³y oczekuj±c decyzji Króla.
- No có¿... zwyciê¿y³, wiêc jest mistrzem! Proroctwa siê spe³niaj±! Nie do wiary!
- No dobra, dobra... - Stefan próbowa³ przekrzyczeæ t³um, lecz w ogóle to siê nie udawa³o do chwili, a¿ siê wkurzy³ - CISZA!
Zapad³a cisza.
- Dobra, jestem mistrzem areny, wypu¶æcie mnie zatem, bo inaczej poka¿ê temu muchomorowi, co robi± z nim rodziny, gdy myl± go z kani±!
*
- A gdybym tak na samym pocz±tku powiedzia³ o sma¿eniu, to ciekawe, czy by wtedy mnie wypu¶cili? - powiedzia³ do samego siebie Stefan, z ka¿dym krokiem oddalaj±c siê od nadal o¶wietlonej i hucz±cej areny (akurat uznali, ¿e has³o Stefana "niech ginie" idealnie pasuje do imprezy koñcz±cej igrzyska).
Na niebie panowa³a spokojna noc, lecz im dalej brn±³ w kierunku mrocznej puszczy, tym bardziej czu³ niepokój i dziwn± grozê. Czu³ siê zagro¿ony... lecz te¿ i senny, dlatego te¿ daleko nie uszed³, by pa¶æ na pierwsz± lepsz± kêpê mchu, by odpocz±æ chwilê... a w konsekwencji przespaæ ca³± noc. W ¶nie widzia³ ponownie wielkie ha³dy, olbrzymie i ponure chmury wype³nione siark± i innymi truciznami tego ¶wiata, a tak¿e sadzê na jego rowerze, dziurawym jak zwykle. By³y te¿ i kotki, czarne jak wêgiel... tak, bo jad³y wêgiel.
Huk. Nag³e wyrwanie ze snu. Szybko powsta³, by ujrzeæ co siê dzieje. Nic nie widzia³, gdy¿ wszêdzie panowa³a niepodzielnie biel. Ruszy³ do przodu, by odkryæ, co siê dzieje, lecz pierwsze co spotka³ to kory kolejnych drzew. Brzozy. Poczu³ grozê w sercu - jakby gdzie¶ to ju¿ widzia³. Blask s³oñca zas³ania³a... mg³a. Wtedy te¿ us³ysza³ strza³y...
*
Komentarze mile widziane.
Sygnatura użytkownika
NICO
Ostatnio zmieniony przez Kleszczu 1 Listopad 13, 22:01, w ca³o¶ci zmieniany 2 razy
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.