We wstêpie chcia³bym powiedzieæ, ¿e odesz... Odszed... ¯e nie po³±czy³em steampunku z pokemonami. Mam nadziejê, ¿e opowiadanie spodoba Wam siê i ¿e w razie jakichkolwiek b³êdów bêdziecie mnie poprawiaæ ;) Od razu mówiê, ¿e Domin mnie zainspirowa³ swoim oddzia³em PPD.
Prolog
Ma³y, ciasny pokoik, w którym jedynym ¼ród³em ¶wiat³a by³o piêæ monitorów, ustawionych w kszta³t pó³kola. Na ka¿dym z nich mo¿na by³o dostrzec od kilku do kilkunastu otworzonych folderów z maniakalnie wielk± ilo¶ci± plików. Ekran na samym ¶rodku wyró¿nia³ siê tylko jedn± rzecz±. W uruchomionym programie do edycji tekstu, przez ca³y czas, pojawia³y siê nowe, niezrozumia³e znaki z przeró¿nych alfabetów. Wzglêdn± ciszê niszczy³ d¼wiêk szybkiego pisania i ostrego eksploatowania myszki. W lewym górnym rogu monitora co¶ b³ysnê³o. By³o to ¶wiat³o odbite od okularów. Czyich? W tej chwili sam Bóg nie wiedzia³ czyje to by³y szk³a. Nagle b³ogi spokój przerwa³ gwa³towny zgrzyt zawiasów w drzwiach. W jednej chwili ciemno¶æ znik³a, a osoba, która by³a zajêta wpisywaniem znaków spad³a z krzes³a, pod wp³ywem ogromnej fali ¶wiat³a.
- Malcolm! – Rozleg³ siê krzyk. – Mia³e¶ ju¿ spaæ!
- Wiem mamo... – Chudy, niewysoki ch³opiec odpowiedzia³, próbuj±c jednocze¶nie wstaæ. - Ale mam wa¿n± sprawê do za³atwienia.
- Dobrze... – Kobiecy g³os siê uspokoi³. – Ale jak jutro spó¼nisz siê do szko³y, to masz szlaban na komputer!
- Tak, tak... – Wycedzi³ obojêtnie i wróci³ do pracy.
Wiem, ¿e na razie ma³o Wam to mówi, ale nie bójcie siê. Na wiele pytañ znajdziecie odpowied¼ w pierwszym rozdziale.
Mam pisaæ testament?! Kupiæ broñ na najazd kosmitów? Nie! Mam czytaæ twój FF! Mi siê podoba i pisz dalej! Tylko czemu wydaje mi siê, ¿e prolog nie jest zbytnio prologowy >.< :>
Sygnatura użytkownika
Ich bin eine
Jak co¶ to ³apaæ mnie na steamie. Nick: afil7
Wiesz, nie umiem pisaæ prologów
A testament i tak bêdziesz musia³ napisaæ. Broñ te¿ siê przyda, bo w moim FF'ie mo¿e staæ siê wszystko :P
Jako, ¿e mia³em chêæ do pisania, proszê:
Rozdzia³ I
W pokoju, wczesne promienie s³oneczne przeciska³y siê leniwie przez ¿aluzje. Odg³osy z minionego wieczoru zosta³y zast±pione g³o¶nym chrapaniem. Malcolm, co chwila przekrêca³ siê z boku na bok, gniot±c przy tym ko³drê. Nagle, jak grom z jasnego nieba, w³±czy³ siê budzik. W rezultacie ch³opak zerwa³ siê na równe nogi, ale zapomnia³ o swoich okularach, co spowodowa³o bolesne spotkanie z pod³og±. M³odzieniec, podniós³szy siê, zacz±³ szukaæ swoich szkie³, zrzucaj±c wszystko, co ich nie przypomina³o na parkiet. Wreszcie, gdy ju¿ mia³ je na nosie i wy³±czy³ ¼ród³o niezno¶nego d¼wiêku, spojrza³ na zegarek.
- Aaaa!- Krzykn±³. – Nie! Nie! Nie! Jak mog³em zaspaæ!? – Znalaz³ szybko jakie¶ ubrania, za³o¿y³ je na siebie, co by³o nie ma³ym wyzwaniem, gdy¿ nerwy, jakie go wtedy opanowa³y ledwo pozwala³y na trafienie stop± do skarpetki, nie mówi±c ju¿ o zapiêciu guzików od koszuli. Po szybkiej garderobie przyszed³ czas na ¶niadanie. Niestety nie mia³ czasu na nic bardziej z³o¿onego ni¿ p³atki. Wsypa³ jak najwiêcej chrupków do swej jamy ustnej, niestarannie prze¿u³, po czym resztki zala³ mlekiem. Ledwo prze³ykaj±c to wszystko, bieg³ do ³azienki, by umyæ zêby, zamiast tego wcisn±³ prawie ca³± pastê do buzi, dola³ wody i pakuj±c ksi±¿ki, miesza³ to wszystko. Kiedy ju¿ by³ na zewn±trz wyplu³ p³yn pod najbli¿szy krzak. Teraz czeka³o go najtrudniejsze wyzwanie, musia³ przebiec kilometr do szko³y. Normalny nastolatek potraktowa³by to, jako trening, ale z jego kondycj± by³by to prawdziwy wyczyn.
- Nie poddam siê! – Powiedzia³ sobie w duchu i zacz±³ biec. Niestety po jakich¶ piêædziesiêciu metrach podda³ siê. Na jego szczê¶cie podda³ siê akurat przy przystanku autobusowym, przy którym sta³ autobus, jad±cy prosto do jego szko³y. Wszed³ do niego, rzuci³ siê na wolne krzes³o i poprzysi±g³, ¿e nie odda go ¿adnej staruszce.
- Skoro mam teraz trochê wolnego czasu, to mo¿e spróbujê odrobiæ lekcje. – Pomy¶la³ i spojrza³ do wnêtrza tornistra.
– Ku*wa! Ja pie**olê! – Krzykn±³. Tak krzykn±³, wszystkie babcie spojrza³y na niego jak na szatana. Zaczerwieni³ siê i jeszcze raz zajrza³ do tornistra. Zamiast podrêczników mia³ tam „Niezbêdnik domowy”, „Sinnoh – Atlas drogowy” i „XXIII wiek”.
- Na technikê, geografiê i historiê mo¿e starczy. – Uspokoi³ siê lekko i siedzia³ gapi±c siê na lewituj±ce samochody, holoreklamy, ruchome chodniki i ludzi, którzy uwa¿ali to za codzienno¶æ. On tak nie mia³, mieszka³ w „¿ywym” muzeum, które rz±d za³o¿y³, by ludzko¶æ nie zapomnia³a o przesz³o¶ci. Autobus zatrzyma³ siê. To by³ jego przystanek. Gdy wysiad³ ujrza³ gmach Szko³y Wy¿szej w Hearthome. Przypomniawszy sobie o po¶piechu, ruszy³ z kopyta. Wbieg³ do budynku i us³ysza³ dzwonek, spojrza³ na zegarek.
- Co¶ mi siê tu nie zgadza. – Zamy¶li³ siê. Znalaz³ szybko zegar szkolny. – No ja chyba zwariujê! Wzi±³em nie ten cho**rny zegarek! Bêdê siedzia³ tu jak±¶ godzinê zanim zacznê lekcje! – Wszyscy uczniowie, którzy go do tej pory otaczali, odsunêli siê o jakie¶ dwa kroki do ty³u, szepcz±c miêdzy sob±. Malcolmowi by³o ju¿ wszystko jedno, co prawda bywa³y gorsze dni, na przyk³ad ten, w którym pogryz³a go Poochyena, albo inny, w którym Swablu podzioba³ mu ty³ek. Nie chcia³o mu siê wracaæ do domu, ani siedzieæ w tej budzie.
- Wiem, co zrobiê! – W jego g³owie rodzi³ siê plan. - Pójdê do kafejki. – Uwielbia³ tam siedzieæ, odk±d skoñczy³ szesna¶cie lat, wtedy straci³ przyjació³. Jego paczka rozpierzch³a siê po ¶wiecie, a on zosta³ sam w Hearthome. Wszyscy wybrali lepsze szko³y, lepsze miasta, a on zosta³. Na szczê¶cie kafejka by³a tu¿ obok szko³y, jakie¶ piêæ minut drogi. Dotar³ tam, wykupi³ godzinê i usiad³ przy komputerze. Maszyna bardzo ró¿ni³a siê od tej, któr± mia³ w domu, nie mia³a klawiatury, by³a pod³±czana prosto pod u¿ytkownika, który sterowa³ ni± umys³em. Malcolm za³o¿y³ na g³owê dziwny he³m.
- Imiê i nazwisko. – W jego g³owie zabrzmia³ kobiecy g³os.
- Malcolm Farlow. – Odpowiedzia³.
- Wiek.
- Szesna¶cie lat i cztery miesi±ce.
- Has³o.
- *************
- Has³o poprawne. Witam. Panie Farlow.
- Proszê po³±czyæ siê z moim domowym komputerem. – W mgnieniu oka przeniós³ siê na swój komputer. W jego pokoju ¶rodkowy ekran w³±czy³ siê, znowu pokazywa³ edytor tekstu, tym razem znaki pojawia³y siê jeszcze szybciej.
Czas zalogowania siê Malcolma do siecie.Miejsce nieznane.
- Panie oficerze! Mamy go jest w kafejce outernetowej, o nazwie „QuickLink”.
- Dobrze, teraz musimy go dorwaæ! Czterdzie¶ci minut pó¼niej. Kafejka „QuickLink”.
Dokument urós³ o kilkana¶cie stron. Malcolm nie spieszy³ siê, spokojnie kontynuowa³ swoj± pracê. Do kafejki wesz³o dwóch mê¿czyzn, ubranych w czarne mundury. Jakby nigdy nic podeszli do m³odzieñca, wbili mu ig³ê w kark i wstrzyknêli fioletowy p³yn. Po czym od³±czyli go od komputera i wynie¶li bez przeszkód.
Matrix? A... Te znaki.
Transformers? WTF?
Terminator? FTW? O.o
Nawet nie my¶la³em, ¿e pod¶wiadomie mogê zrzynaæ z ró¿nych filmów o.O
Muszê siê opanowaæ
Ale w kolejnym rozdziale, który pojawi siê nied³ugo, bêdzie w koñcu kilka poków i wreszcie pojawi siê opis Malcolma!
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.