| Autor |
Wiadomo¶æ |
Temat: Na Shoucie niewiedza |
Fallen
Odpowiedzi: 20
Wy¶wietleñ: 11338
|
Forum: TinTower Wys³any: 5 Styczeñ 14, 18:54 Temat: Na Shoucie niewiedza |
| Cytat: | | Wyra¿aæ swoje zdanie mo¿na chyba wszêdzie. po tylu godzinach SB TT bez sensu byoby gdybym tam osobi¶cie odpowiada³ na shouty sprzed kilku godzin. |
Gdzie cie zg³osiæ do nagrody w dziedzinie najlepsza wymówka 2014? Wiem, ¿e rok dopiero siê zaczyna, ale w±tpiê by ktokolwiek zdo³a³ to przebiæ |
Temat: Na Shoucie niewiedza |
Fallen
Odpowiedzi: 20
Wy¶wietleñ: 11338
|
Forum: TinTower Wys³any: 5 Styczeñ 14, 18:38 Temat: Na Shoucie niewiedza |
| S± tam moje cytaty, Taki s³awny ;_; |
Temat: Between Fairytales and Happy Endings |
Fallen
Odpowiedzi: 5
Wy¶wietleñ: 3562
|
Forum: FanFiction Wys³any: 10 Listopad 13, 23:46 Temat: Between Fairytales and Happy Endings |
Ok, przed wami fragment pierwszego rozdzia³u. Cholerstwo strasznie ciê¿ko siê piszê, nie jeden dzieñ w³±czy³em worda z my¶l± "dzisiaj napiszê ca³o¶æ", wklepuje jedno s³owo i wiem, ¿e dzisiaj nie dam rady :/
G³ówn± win± jest to, ¿e przejad³a mnie w³asna ambicja w tym dziele. Lecz szczerze, co to za zabawa je¶li sam sobie nie postawisz niebotycznie wysoko poprzeczki?
Maj±c przed sob± cel próbuje go dosiêgn±æ, niestety samemu trudno mi oceniæ jak daleko mam jeszcze do niego. Dlatego wstawiam fragment pierwszego rozdzia³u, by us³yszeæ opiniê czy pod±¿am we w³a¶ciwym kierunku, czy lepiej bêdzie jak co¶ zmieniê.
Liczê wiêc na wasz± pomoc
Ps. zmieni³em nazwê tematu oraz prologu.
[size=large]Rozdzia³ 1: Drowning in Spaghetti [/size]
- Meh, wci±¿ nie mogê uwierzyæ, ¿e jeste¶ ksiê¿niczk± – oznajmi³ Jeremy, opadaj±c na zielon± trawê. Nale¿a³ on do grupy wiekowej m³odych doros³ych. Jego krótkie, blond w³osy zamortyzowa³y g³owê podczas upadku. Roz³o¿y³ rêce i zamkn±³ oczy w ge¶cie przegranej i straconej nadziej.
- Jak chcesz mo¿emy siê ponownie za³o¿yæ – odpar³a zadziornie postaæ stoj±ca tu¿ nad nim. Dziewczyna by³a podobnego wieku. D³ugie, granatowe w³osy opada³y jej poni¿ej pasa. Odziana by³a jak zwykle, w d³ugi, czarny p³aszcz, który zwyczajowo by³ rozpiêty. Pod nim dostrzec mo¿na by³o ciemnoniebiesk±, jedwabn± koszulkê z lekkim dekoltem. Na jej g³owie go¶ci³a czarna tiara, na ¶rodku znajdowa³y siê trzy wyrostki. ¦rodkowy by³ najwy¿szy, podczas gdy dwa pozosta³e by³y równej wielko¶ci. Posiada³a równie¿ srebrne kolczyki w kszta³cie pó³ksiê¿yca. Podobny ornament wystêpowa³ jako wisiorek na czarnej opasce niewiasty, która widnia³a na jej szyi.
- Raz ju¿ wygra³am – Dziewczyna klêk³a na jedno kolona i pog³aska³a sporych rozmiarów ³asicê. Z g³owy stworzenia buchn±³ krótko p³omienny irokez, zostawiaj±c po sobie tylko sw±d siarki. – S±dzê, ¿e Twilight jest zadowolona jego wynikiem, wiêc mo¿e kolejnemu te¿ dobrze to wyjdzie – dokoñczy³a, ze z³o¶liwym u¶mieszkiem.
Znajdowali siê w parku na przedmie¶ciach jednego z wiêkszych miast w regionie. Za nimi znajdowa³o siê wniesienie, na którym dos³ownie ros³a ogromna, szarawa metropolia. Dachy najwy¿szych budynków wbijaj±ce siê w bezchmurne niebieskie niebo, wygl±da³y st±d jak wyka³aczki. Miasto i park dzieli³a czteropasmowa ulica, po której leniwie porusza³y siê samochody. Obwodnica prowadzi³a do kolejnych miejscowo¶ci, lecz przez samo wystarczalno¶æ owego miejsca i wczesnej godziny, z rzadka kto¶ têdy przeje¿d¿a³. Tym samym czyni±c z okolicy wzglêdnie przyjazne i bezpieczne miejsce dla najm³odszych. Zw³aszcza, ¿e nieopodal znajdowa³o siê boisko do pi³ki. Co prawda otoczone by³o wysok± siatk±, jednak g³upi by³by ten co by przepuszcza³, i¿ to uchroni pi³kê przed dostaniem siê na ¶rodek drogi. Nie wspominaj±c, ¿e przez brak miejsca, wielu gra³o poza ogrodzonym polem. Boisko które znajdowa³o siê po ich prawicy, by³o praktycznie puste. Dostrzec mo¿na by³o jedynie dwóch m³odzików strzelaj±cych sobie „karne”. Po lewej stronie, a dok³adniej w rejonie gdzie sami siê znajdowali, mie¶ci³ siê k±cik dla pokemonów. Tutaj trenerzy mogli wypuszczaæ swoich podopiecznych, by daæ im siê wyprostowaæ, pobawiæ siê z nimi, lub jak w ich przypadku powalczyæ. To miejsce równie¿ by³o pustawe, z dala krêci³a siê tylko jaka¶ staruszka ze swoim purpurowym kotem.
Za nimi za¶ wznosi³ siê plac zabaw. Ot nic niezwyk³ego, drewniany zamek z paroma atrakcjami i zwieñczony zje¿d¿alni±, parê hu¶tawek, a nawet piaskownica. Tutaj równie¿ go¶ci³y pustki. W takim mie¶cie, o takich porach wszyscy pracowali, a dzieciarnia albo marnowa³a czas w szkole, lub siedzia³a w domu z opiekunk±. Nie naganie zielona trawa czeka³a wiec, a¿ m³ode, pe³ne wigoru stopy ponownie j± zgniot±. Choæ z trudem mo¿na by³o uwierzyæ, i¿ to miejsce za parê godzin bêdzie têtniæ ¿yciem.
- Ha, ha! Bardzo ¶miesznie – odpowiedzia³ oburzony ch³opak. Jednym zwinnym ruchem powsta³ z miejsca, a nastêpnie poprawi³ swoje jasne jeansy i czarn± koszulkê z bia³ym napisem „Nas piêknych jest ma³o”. Jeremy szykowa³ ju¿ jaka¶ ripostê, lecz przerwa³o mu wycie silnika. Spokój i cisza ust±pi³y pod naporem ha³asu cylindrów i wybuchaj±cej benzyny. D¼wiêk choæ irytuj±cy, wydawa³ siê byæ znany. Mimo, ¿e ch³opiec nie zna³ siê na motoryzacji, bez odwracania siê doskonale wiedzia³ do jakiej machiny pochodzi³o ryczenie oraz do kogo ów pojazd nale¿a³. Jednak postanowi³ siê obróciæ, tak dla grzeczno¶ci. Ujrza³ dok³adnie to czego siê spodziewa³. Znad wzniesienia zatrzyma³ siê motor. Nie nale¿a³ do ¶miesznych ma³ych i w±t³ych, ani do groteskowo du¿ych, wrêcz krzycz±cymi i¿ s± przed³u¿eniem pewnego elementu…
Pojazd mia³ bia³y lakier, z czarnym napisem „Police” na masce i po bokach. Na lusterkach dostrzec mo¿na by³o lampy policyjne. Z pojazdu unios³a siê kobieca sylwetka. By³a wysoka i posiada³a smuk³± oraz wysportowan± sylwetkê. Ju¿ z daleka dostrzec mo¿na by³o jej mundur. Spódnica siêgaj±ca do koñca ud, by nie blokowaæ ruchów, koszula i kwadratowa czapka z daszkiem. Wszystko w kolorze granatu. Spod nakrycia g³owy, wychodzi³y zielonkawe w³osy, opadaj±ce jej lekko na pocz±tek pleców. Gdy tylko zabezpieczy³a swój pojazd, ruszy³a w ich kierunku. Wyraz twarzy ¶wiadczy³, ¿e nieby³a zadowolona, lecz kim by by³a oficer Jenny bez skwa¶nia³ego u¶miechu?
Kobieta sz³a pewnym krokiem, poruszaj±c delikatnie ustami, tak jakby mówi³a sama do siebie, zapewne przygotowywa³a monolog. W jej rêku ³omota³a siê koperta. Mimo lekkiego wiatru, ¶wistek wygl±da³ tak jakby chcia³ jej uciec.
Blondyna nie zdziwi³ ten widok, by³ dos³ownie do jego przyzwyczajony, co nie znaczy, ¿e nie odczuwa³ ¿adnych emocji zwi±zanych z tym wydarzeniem. Jeremy od dawien dawna czu³ do niebieskow³osej co¶ wiêcej ni¿ przyja¼ñ. Choæ dawa³ jej nieraz to do zrozumienia, ona negowa³a wszystkie jego zaloty. Ch³opiec by³ przekonany, i¿ dzia³o siê to za spraw± jej pochodzenia. Choæ nigdy nie zachowywa³a siê jak ksiê¿niczka z prawdziwego zdarzenia, to jednak ni± by³a i nigdy tego nie ukrywa³a. Blondyn trzyma³ z ni± tak d³ugo, i¿ wiedzia³, ¿e co miesi±c dostaje listy od swoich rodziców, króla i królowej dalekiego królestwa. Ba³ siê, cholernie ba³ siê, ¿e jeden z nich przekona j± do powrotu do domu, a wtedy mo¿e j± naprawdê straciæ. Czu³ jak twarz zaczyna siê czerwieñ, a rêce zaczynaj± dr¿eæ. Mia³ szczê¶cie, ¿e jego ukochana nie spogl±da w jego kierunku, ona jak zawsze sta³a sztywno, nie ukazuj±c ¿adnych emocji. Jeremy powtarza³ sobie w my¶lach „spokojnie, przeszed³e¶ przez to nie jeden raz, zachowaj spokój”.
- Wiesz, ¿e jeste¶ jedyn± osob± co jeszcze dostaje listy? – zaczê³a powa¿nym tonem pani policjant, ca³kowicie pomijaj±c jakiekolwiek powitanie.
- Tak, powtarza to pani za ka¿dym razem – odpar³a zniecierpliwiona dziewczyna, przewracaj±c oczami. Za³o¿y³a równie¿ rêce na siebie w ge¶cie zniecierpliwienia. Ona równie¿ obawia³a siê tych listów, dlatego chcia³a mieæ to ju¿ za sob±. Choæ podobna scena dzia³a siê w co miesi±c, tym razem wydarzy³a siê o jaki¶ tydzieñ wcze¶niej, co odrobinê j± zaniepokoi³o.
- S³uchaj Luna – Jenny nie podoba³ siê stosunek niebieskow³osej – to, ¿e jeste¶ jak±¶ tam ksiê¿niczka z jakiego¶ tam królestwa, nie znaczy, ¿e bêdê twoim pos³añcem. Jasne?
Dziewczyna nie chc±c s³uchaæ wyk³adu, po prostu zabra³a jej list z rêki, a nastêpnie odwróci³a siê. Ruch g³owy skaza³, ¿e dopiero teraz spojrza³a na nadawcê.
Jeremy spodziewa³ siê, ¿e jak zwykle we¼mie i porwie kopertê, a wtedy zapomni o tym ca³ym wydarzeniu, a¿ do nastêpnego miesi±ca. Tak jednak siê nie sta³o, Luna sta³± przez chwilê os³upia³a i powoli zaczê³a otwieraæ list. Wydarzenie to by³o tak nieprzewidywalne, i¿ nawet czerwona ze w¶ciek³o¶ci pani oficer, zastyg³a w milczeniu przez napiêcie wywodz±ce siê od dziewczyny. Gniew momentalnie znik³, a jego miejsca zajê³a troska.
Blondyn zblad³, czu³ ciê¿kie krople potu na sobie. Sytuacji prosto z jego koszmarów i w³a¶nie tak siê czu³ koszmarnie. W g³owie mia³ tornado pytañ a serca wali³o mu jak opêtane. W jednej chwili ¶wiat zamieni³ siê w ciemny korytarz, a jego ukochana oddala³a siê od niego coraz bardziej, staj±c siê zupe³nie nie osi±galn±. Ch³opak jednak wzi±³ siê gar¶æ, zacisn±³ pie¶æ i wytrz±sn±³ wszelkie nie potrzebne my¶li. W koñcu nie powiedzia³a jeszcze, i¿ wraca do domu, do królestwa.
- My¶la³em, ¿e nie czytasz listów od rodziców – Jeremy stara³ siê by zabrzmia³o to z³o¶liwe, jednak przez nadmiar emocji wysz³o to bardzo ja³owo.
- To od mojej siostry – Dziewczyna mówi³a roztrzêsionym g³osem, który ca³kowicie do niej nie pasowa³ – nigdy do mnie jeszcze nie napisa³a.
Blondyn poczu³ zimny wiatr przebiegaj±cy mu przez plecy. Celestia, starsza z dwojga ksiê¿niczek oraz prawowita pretendentka do tronu. Wiele o niej s³ysza³ z opowie¶ci Luny, choæ wy³±cznie w negatywnych aspektach. Je¶li choæ po³owa tego co powiedzia³a mu o niej niebieskow³osa by³a prawdziwa, wydawa³o siê byæ nie mo¿liwe by mog³a ona do niej napisaæ wiadomo¶æ. A jednak tak siê sta³o. Je¶li i ona do³±czy³a do kampanii rodziców, powrót ksiê¿niczki do królestwa wydawa³ siê byæ nieunikniony.
Pani oficer czuj±c rosn±ce napiêcie, skinieniem g³owy po¿egna³a siê i bez s³owa ruszy³a do swojego motoru. Ju¿ po chwili s³ychaæ by³o warczenie silnika, a gdy ucich³o w oddali ponownie zapanowa³a cisza. Jeremy sta³ w miejscu, wpatrzony w plecy dziewczyny. Sta³ nieruchomo bo nie wiedzia³ co innego mia³ robiæ. Móg³ tylko czekaæ na jej decyzje i mieæ nadzieje…
Luna która do tej pory stercza³a nieruchomo, wy³±cznie przesuwaj±c oczami po kartce papieru, nagle pu¶ci³a list.
- Moja mama… - zaczê³a ³ami±cym siê g³osem, przepe³nionym ¿alem i rozpacz± – ona, nie ¿yje…
Choæ Blondyn sta³ za jej plecami, zobaczy³ jak dziewczyna sama siê otula. Nale¿a³a do silny kobiet, do takich u której nigdy nie zobaczysz ³ez. Jednak to by³o co innego, przez wiele lat ich znajomo¶ci nigdy nie pad³o od niej z³e s³owo o królowej. Zawsze mówi³a o niej ciep³o i czule, zawsze widzia³ lekk± melancholie w jej oczach gdy tylko o niej wspomina³a. £±czy³a je wyj±tkowa wie¼, byæ mo¿e dlatego, ¿e króla prawie straci³a ¿ycie podczas porodu. Jeremy uwielbia³ s³uchaæ historie o niej, by³y nie tylko wspania³± alternatyw± od wiecznego narzekania na siostrê i ojca, ale zmywa³y od dziewczyny wra¿enie zimnej, cynicznej i bez dusznej istoty. Kocha³ wtedy patrzeæ na jej rozmarzone oczêta i dyskretny, promienny u¶miech.
Blondyn ponownie nie tego siê spodziewa³, czuj±c i rozumiej±c ból ukochanie podszed³ do niej by j± obj±æ i pocieszyæ, lecz ona odepchnê³a go gestem. Ksiê¿niczka nawet nie mia³a zamiaru obróciæ siê w jego kierunku, nie chcia³a by zobaczy³ jej twarz w takim stanie, ale nie chcia³a te¿ byæ teraz sama. On to rozumia³, dlatego sta³ ze spuszczon± g³owa, wiedz±c, ¿e w jaki¶ pokrêcony sposób to jej pomaga.
- Tata… on traci… zdrowie – delikatny, lecz z trudem wypowiadany szept, przerywany by³ przez ciche ³kanie – nie mo¿e siê… pogodziæ… on te¿ mo¿e… - Dziewczyna ponownie zamilk³a, czu³a jak sprawa zaczyna³a j± przerastaæ. To nie by³ jaki¶ durny film, ani jaka¶ obca osoba, to by³a jej rodzina. Rodzina, któr± parê lat temu porzuci³a, wrêcz ucieka³a, a teraz mog³a ju¿ jej wiêcej nie zobaczyæ – Jutro pogrzeb – rzuci³a twardo resztkami si³, po czym pad³a kolanami na ziemiê.
Jeremy nie ruszy³ siê, wiedzia³, ¿e to nic nie da, ¿e to jej nie po mo¿e. Po prostu sta³ bezczynie i patrzy³ jak jego ukochana p³aczê z rozpaczy. Ból by³ tak silny, ¿e sam zacz±³ roniæ ³zy.
Pogrzeb mia³ odbyæ siê w najwiêkszej kaplicy wewn±trz zamku, bêd±cym zarazem stolic± ca³ego królestwa. Choæ by³a to ca³kiem spora kraina, ma³o osób zdawa³o sobie sprawê o jej istnieniu. Spowodowane to by³o g³ównie tym, i¿ ¶redniowiecze wci±¿ tam nie minê³o i mia³o siê ca³kiem dobrze. Luna wiedzia³a, ¿e jest ku temu jaki¶ istotny powód, jednak przez olewanie edukacji nie zna³a go. W ca³ym regionie nie by³o ani jednego urz±dzenia elektrycznego ba, proch strzelnicy wci±¿ do nich nie zawita³. Brak lotnisk, samolotów oraz wszelkich innych sposób dalszego transportu, by³ bole¶nie odczuwalny, zw³aszcza, ¿e ca³a kraina otoczona by³a stromym pasmem górskim. Dostaæ i wydostaæ siê mo¿na by³o wy³±cznie w³asnymi si³ami. Mimo braku turystów i zapomnienia przez pozosta³e narody, królestwo radzi³o sobie ca³kiem dobrze, o dziwo.
Ksiê¿niczka nie mia³a problemu z dostaniem siê do domu. Do supozycji mia³a swojego wiernego przyjaciela. Ogromnego, granatowego smoka o pysku przypominaj±cym rekina. Gad potrafi³ lecieæ z niesamowit± szybko¶ci±, tn±c powietrze sw± aerodynamiczn± sylwetk± i skracaj±c znacznie dystans z sekundy na sekundê. Stworzenie potrzebowa³o trochê ponad jednej nocy by dolecieæ do zamku.
Luna wyruszy³a kilka minut po dostaniu listu, bez s³owa wypu¶ci³a swojego podopiecznego, który wbi³ siê w powietrze, gdy tylko na niego wsiada³a. Nie potrzebowa³ instrukcji, wiedzia³ gdzie i jak ma lecieæ. Dziewczyna jeszcze przez jaki¶ czas ³ka³a na jego grzbiecie, w koñcu rozpacz odebra³a jej wszelkie si³y i usnê³a. Grzbiet smoka by³ wystarczaj±co du¿y by móc siê na nim u³o¿yæ. Odruchowo przytuli³a siê p³etwy na plecach gadziska i wpad³a w ciê¿ki sen, w którym nic siê nie przy¶ni³o. Jego skóra by³a szorstka i twarda, lecz jej to nie przeszkadza³o, robili to nie jeden raz wcze¶niej i zrobi± to jeszcze nie jeden raz w przysz³o¶ci. Smok mimo, ¿e gna³ z zawrotn± prêdko¶ci±, porusza³ siê bezg³o¶nie, by nie zbudziæ w³a¶cicielki. Lecia³ wysoko na granatowym niebosk³onie, mijaj±c zachodz±ce s³oñce i witaj±c pe³niê ksiê¿yca. Niebo by³o bezchmurne, widaæ by³o miliony migoc±cych gwiazd. Smok z lekkim u¶miechem przygl±da³ siê odleg³ym kulom gazu, od czasu do czasu zerkaj±c pod sob± wpatruj±c siê w gêste lasy lub strome góry. Uwielbia³ lataæ, to uczucie wolno¶ci, wiatr op³ywaj±cy jego cia³o niczym strumieñ wody. Uwielbia³ te¿ tak± pogodê, czêsto w³a¶nie w takie noce, wraz ze swoj± trenerk±, wyrusza³ na „³owy”. Potrafili lataæ tak godzinami, czasem nawet do samego rana. Mo¿na powiedzieæ, ¿e kochali tê porê dnia, gdy ca³y ¶wiat uk³ada³ siê do snu, oni lecieli bez trosko i bez celu. Noc, ich nadzieja i sens, niczego wiêcej nie by³o, tylko mroczne niebo i ksiê¿yc w tle. Teraz by³o inaczej, podczas gdy on radowa³ siê, jego pani le¿a³a w ¿a³obie, pogr±¿ona w niewyobra¿alnym smutku. Delikatnymi ruchami wiêcej gna³ przed siebie, czuj±c ¿al i¿ tylko on cieszy siê tak przepiêkn± noc±. |
Temat: Between Fairytales and Happy Endings |
Fallen
Odpowiedzi: 5
Wy¶wietleñ: 3562
|
Forum: FanFiction Wys³any: 1 Wrzesieñ 13, 13:38 Temat: Between Fairytales and Happy Endings |
Witam, o to mój nowy fanfic. Je¶li by siê przyjrzeæ mojej twórczo¶ci pokemon, ³atwo mo¿na zauwa¿yæ, ¿e nie nadawie tytu³om moim ff jest wrêcz tradycj±
Premiera wyj±tkowo odbêdzie siê na tym forum. Mam nadzieje, ¿e jaka¶ dobra dusza pomo¿e mi wy³apaæ b³êdy w moim dziele. Potrafiê codziennie przez tydzieñ czytaæ swoje wypociny i znajdowaæ b³êdy, a potem i tak kto¶ wytyka mi zupe³nie nowe True Story.
0. Prelude 12/21
- Wasza wysoko¶æ – oznajmi³ lekarz, który przed chwil± wyszed³ z komnaty – gratulacje, urodzi³a siê panu zdrowa córeczka – w g³osie doktora panowa³a niewypowiedziana ulga, lecz jego uczucia nie równa³y siê z tymi, które w³a¶nie prze¿ywa³ król.
Potê¿ny mê¿czyzna z królewskim sygnetem na d³oni, nie ba³ siê daæ upustu ³zom szczê¶cia. Spod krzaczastych, br±zowych brwi spogl±da³y zaczerwienione, lecz szczê¶liwe oczy. Dostrzec mo¿na by³o jak w±sy lekko porusza³y siê, w³adca bezg³o¶nie dziêkowa³ Arceusowi za swoj± dobroæ. Mê¿czyzna wci±¿ bêd±c w szoku, chwyci³ swoj± starsz± córkê, która siedzia³a przy nim. Dziewczê mia³o za sob± tylko kilka wiosen i ¿ycie wci±¿ by³o dla niej zagadk±, nie rozumia³a do koñca co siê w³a¶ciwie dzieje.
Król klêkn±³ na jedno kolana i chwyci³ j± obiema rêkami za ramiona.
- Celestio. - £zy szczê¶cia wci±¿ opada³y mu po policzkach – Masz siostrzyczkê.
Dziewczynka u¶miechnê³a i obiel± ojca za kark. W tej podnios³ej chwili nie przeszkadza³a jej jego broda. Celestia by³a u¶wiadamiana, ¿e bêdzie mia³a rodzeñstwo oraz mówiono jej, co to bêdzie to dla niej oznaczaæ, jednak by³a za ma³a by to do koñca poj±æ. Zauwa¿y³a jednak, ¿e im brzuszek mamusi stawa³ siê wiêkszy, tym tatu¶ by³ bardziej smutny i posêpny. Wiêc gdy ujrza³a od dawna wyczekiwany u¶miech na twarzy swego rodziciela, czu³a, ¿e ju¿ wszystko bêdzie dobrze.
Wzruszony król poprawi³ w³osy swej pociechy. By³y one niezwyk³ego koloru, przypomina³o trochê matow± têczê. Sk³ada³y siê z pasu czterech kolorów, niebieskiego, jasno zielonego, fioletowego i ró¿owego. Dziewczynka wci±¿ ubrana by³a w kremow± pi¿amkê. Poród niespodziewanie zacz±³ siê z samego rana, wiêc nie mia³a okazji siê przebraæ. Król za¶ odziany by³ w czerwony szlafrok, spod którego wystawa³y br±zowe pantalony.
Lekarz, który og³osi³ wcze¶niej weso³± nowinê, ponownie wyszed³ z komnaty, w której przebywa³a królowa, chocia¿ nikt nawet nie zauwa¿y³, i¿ opu¶ci³ korytarz. Doktor by³ kruchym, ale wysokim mê¿czyzn±. Jego czarne, krótkie w³osy i br±zowe oczy dawa³y wra¿enie mi³ej persony, której mo¿na powierzyæ ¿ycie sobie najbli¿szych. Lekarz próbuj±c zwróciæ na siebie uwagê, odchrz±kn±³ i jednym g³o¶nym ruchem poprawi³ ko³nierz swojego bia³ego kitla. Gdy osi±gn±³ swój cel, przemówi³ spokojnym g³osem.
- Wasza wysoko¶æ, mo¿ecie wej¶æ. – Samym spojrzeniem da³ do zrozumienia, ¿e Celestia równie¿ mo¿e udaæ siê do ¶rodka.
Pokój nie by³ zbyt du¿y, znajdowa³o siê w nim typowe wyposa¿enie. Drewniana pó³ka ze srebrnymi naczyniami oraz stolik, na którym obecnie spoczywa³ medyczny sprzêt. Wielkie okno roz¶wietla³o ca³e pomieszczenie, dzieñ by³ jeszcze m³ody, a s³oñce dopiero zbli¿a³o siê do zenitu. Po prawej stronie od drzwi, znajdowa³o siê ³o¿e, a na nim le¿a³a kobieta. Wci±¿ wygl±da³o m³odo i ³adnie, lecz pot i ból na twarzy przypomina³y o cierpieniach jakie niedawno przesz³a. Królowa le¿a³a okryta ko³dr±, by³a tak zmêczona, ¿e nawet nie zauwa¿y³a wej¶cia mê¿a i córki. Delikatnym ruchem jednej rêki, w³a¶ciwie jednym palcem, g³adzi³a policzki swojego nowo urodzonego dziecka.
Król podszed³ do bia³ego zawini±tka, gdy ujrza³ spokojn±, lecz pogr±¿on± w ¶nie twarzyczkê noworodka, ponownie uroni³ z³y szczeci±. Poprawi³ br±zowe w³osy na wierzchu twarzy swojej ma³¿onki i poca³owa³ j± czule w czo³o. Mê¿czyzna by³ tak szczê¶liwy, ¿e prawie zapomnia³ o Celesti, prawie. Brodacz chwyci³ sw± starsz± córkê za rêkê i delikatnym pchniêciem przybli¿y³ j± do zawini±tka.
- Oto twoja siostra. Luminia, zwana Lun±.
Dziewczynka u¶miechnê³a siê na widok swojego nowego rodzeñstwa. Wiele mówiono jej o tym, w tym to, ¿e bêdzie mog³a siê ni± opiekowaæ, a co najwa¿niejsze bawiæ siê z ni±.
- Choæ ksiê¿niczko – oznajmi³ lekarz. Stara³ siê przybraæ stoick± maskê, ale los rodziny królewskiej zbytnio le¿a³ mu na sercu, by móg³ udawaæ nie wzruszono, tak jak na doktora przystawa³o. Mê¿czyzna z³apa³ dziewczynkê za ramiona i delikatnie, acz zarazem stanowczo, wyprowadzi³ j± z pomieszczenia.
- Mamusia i tatu¶ chc± pobyæ sami – odpowiedzia³ na nieme pytanie ksiê¿niczki.
Ostatnie co zobaczy³a Celestia wychodz±c z pomieszczenia, to króla klêkaj±cego na kolanach przy ³ó¿ko. Jego oczy wci±¿ by³y czerwone od ³ez. Obiema rêkami trzyma³ d³oñ królowej, za¶ usta rusza³y siê w bezg³o¶nym szepcie.
Minê³o kilka lat od urodzin Luny. Uros³a na zdrow± i rezolutn± dziewczynê, jednak podobnie jak starsza siostra, jej w³osy mia³y dziwny kolor. Ich barwa by³a granatowa. Rodzice zadziwienie byli takim obrotem spraw, bowiem oboje byli szatynami, jednak nie przywi±zywali tej sprawie wiêcej uwagi. Rodzeñstwo doskonale dogadywa³o siê ze sob± i by³y prawie nieroz³±czne, osobno przebywa³y tylko wtedy, gdy Celestia by³a na lekcjach, na które m³odsza z sióstr by³a za ma³a.
Serca króla ros³o widz±c jak wspaniale ze sob± ¿y³y jego córki, wiêc, ¿eby nigdy siê nie poró¿ni³y, postanowi³ by obie po jego ¶mierci przejê³y tron.
Informacja ta mia³a du¿y wp³yw na Lunê. Uwa¿a³a ona, i¿ Celestia pewna by³± przejêcia królestwa i rz±dzenia nim samodzielnie, to zapewne dlatego tak du¿o czasu po¶wiêca³a nauce, wiêc musia³a byæ w¶ciek³a za niesprawiedliw± decyzjê ojca. M³odsza z sióstr z mi³o¶ci do starszej, postanowi³a odst±piæ od tronu, a ta decyzja zmieni³a jej ¿ycie na zawsze.
Od tego dnia ksiê¿niczka zaprzesta³a uczêszczaæ na lekcje i zaczê³a wymykaæ siê z zamku. Dziêki temu pozna³a prawdziwe ¿ycie, nie te sztuczne i przes³odzone jakim j± do tej pory karmiono. Do¶wiadczy³a biedy i nêdzy oraz choroby i ¶mierci. Dziewczyna jednak nie zamierza³a naprawiaæ ¶wiat, bo do¶æ szybko zrozumia³a, ¿e siê nie da. Wdziêczna by³a za los jaki j± spotka³a, ale obcowanie z zwyk³ymi lud¼mi, sprawia³o, ¿e nie czu³a siê lepsza, wrêcz przeciwni. Wszyscy patrzyli na ni± z góry, traktowali z lekk± pogard±, s±dz±c, ¿e pochodzi³a z innej bajki, a o prawdziwym ¿yciu nic nie wiedzia³a. Luna nigdy nie ukrywa³a swojego pochodzenia, ani nigdy nie zaprzesta³a wierzyæ, ¿e to nie pochodzenie czyni cz³owieka gorszym lub lepszym.
Jednak takie zachowanie nie przysta³o ksiê¿niczce, a jej wybryki nie usz³y uwadze królowi. Postawi³ jej ultimatum, aby zaczê³a siê zachowywaæ jak nale¿y, inaczej nie opu¶ci wiêcej swojej komnaty. Luna jednak zignorowa³a nakaz ojca i wci±¿ udawa³a siê na swobodne przechadzki po mie¶cie. Gdy jednak s³owo króla sta³o siê faktem, a ono nie mog³a wychodziæ z pokoju, wraz z dwoma swoimi pokemonami, postanowi³a na zawsze uciec z królestwa.
W wieku dziesiêciu lat ka¿dy z rodziny królewskiej dostawa³ pokemona. Dziêki temu mieli nauczyæ siê dobroci, odpowiedzialno¶ci i dbania o innych. Celestia jako ta starsza pierwsza otrzyma³a podopiecznego, by³ to Gible. Stworek symbolizowa³ jednego z dwóch mitycznych, smoczych stra¿ników zamku. Dziewczynka dobrze siê nim zajmowa³a, lecz nigdy nie interesowa³y j± te niesamowite stworzenia, przez to miêdzy nimi nie powsta³a ¿adna wiê¼. Pokemon jednak szybko zaprzyja¼ni³ siê z m³odsz± z sióstr. Luna spêdza³a z nim sporo czasu i nieraz zabiera³a go poza mury zamku. W dziesi±te urodziny b³êkitno w³osa równie¿ dosta³ swojego podopiecznego, by³ to Deino. Smok reprezentowa³ drugiego ze stra¿ników królestwa. Oba stworki pocz±tkowo rywalizowa³y o wzglêdny ksiê¿niczki, lecz ta ukaza³a im, i¿ mog± ¿yæ w zgodzie.
Nikt nie zna³ zamczyska tak dobrze jak Luna, ró¿ne eskapady pozwoli³y jej poznaæ ka¿dy sekret tego wielkiego i wspania³ego kompleksu. Wydostanie siê spod oka stra¿ników nie by³o dla niej czym¶ nowym i trudnym, zw³aszcza je¶li mia³o siê dwóch wspania³ych kompanów. Pewnej nocy dziewczyna uciek³a z domy, nie zostawiaj±c ¿adnego ¶ladu gdzie mog³a siê udaæ.
Czytam co niektóre wasze rozmowy na SB i wiem co teraz wiêkszo¶æ z was my¶li, ale nie. To nie ¿adne yuri, ani ¿aden inny pseudo erotyk |
Temat: Przywitajcie ksiê¿niczkê ¶niegu - Yuki |
Fallen
Odpowiedzi: 12
Wy¶wietleñ: 7690
|
Forum: Poznajmy Siê - Ty nas, a my Ciebie. Zintegrujmy siê Wys³any: 31 Sierpieñ 13, 00:09 Temat: Przywitajcie ksiê¿niczkê ¶niegu - Yuki |
| Cytat: | | Mieszkam na pomorzu, niedaleko Gdañska, nazwy miasteczka nie podam, bo to ma³o interesuj±ce zadupie. |
No proszê, mo¿e jeste¶my s±siadami |
Temat: Szara opowie¶æ |
Fallen
Odpowiedzi: 2
Wy¶wietleñ: 2059
|
Forum: archiwum Afila Wys³any: 30 Sierpieñ 13, 00:40 Temat: Szara opowie¶æ |
- Stara, gruba kur** - wymamrota³em pod nosem, poprawiaj±c kaptur na g³owie - gdyby chocia¿ co¶ jeszcze tam sz³o znale¼æ. Sama wszystko ze¿re, a innym okruszka nie zostawi.
Przez ostatnie dwa lata nauczy³em siê trzymaæ jêzyk za zêbami. Nie powinienem by³ tak po prostu tego zostawiæ i odej¶æ, ale w tej nie równej walce nie mia³bym ¿adnych szans.
Szed³em przed siebie szukaj±c jakiego¶ celu, chocia¿ ten by³ jasny, wyrwaæ serce Heliosowi i daæ mu je do zjedzenia. Ta... ³atwiej powiedzieæ ni¿ zrobiæ. Przy sobie mia³em tylko bobra, ³achmany i zapewne niemi³osierny smród. W sumie przyzwyczai³em siê do zapachu w³asnego cia³a, wiec nie mnie to oceniaæ...
W ka¿dym razie nie by³o dobrze. Zanim ruszê zdobyæ to co mi nale¿ne, musia³em podszkoliæ swego towarzysza oraz z³apaæ kilka nowych. Jednak jaki dzieciak chcia³by zawalczyæ z "¿ulem"? Nie wspominaj±c, ¿e same pokemony przede mn± ucieka³y. Móg³bym spróbowaæ co¶ ukra¶æ, ale kolejnego niewypa³u, tak jak mia³o to miejsce z Bidofem, nie zdzier¿y³bym.
- No nic - rzek³em pó³g³osem - muszê co¶ wykombinowaæ.
Nagle tknê³a mnie my¶l, skoro by³em w posiadaniu pokemona, to byæ mo¿e wpuszcz± mnie do poke centrum. Zawsze warto by³o spróbowaæ. Z lekk± nut± nadziei, ruszy³em do wspominanego budynku. Kto wie, mo¿e nawet zdo³am siê tam wyk±paæ, zawsze to jaki¶ pocz±tek... |
Temat: Here I am |
Fallen
Odpowiedzi: 15
Wy¶wietleñ: 7387
|
Forum: Poznajmy Siê - Ty nas, a my Ciebie. Zintegrujmy siê Wys³any: 29 Sierpieñ 13, 23:44 Temat: Here I am |
Ja mam ich jeszcze miesi±c (nie licz±c kampanii wrze¶niowej -.-) |
Temat: Here I am |
Fallen
Odpowiedzi: 15
Wy¶wietleñ: 7387
|
Forum: Poznajmy Siê - Ty nas, a my Ciebie. Zintegrujmy siê Wys³any: 29 Sierpieñ 13, 23:37 Temat: Here I am |
| Zrobi³em dzi¶ 5 questów i tylko pó³ paska exp mi wskoczy³o, gorzej ni¿ wowie siê leveluje ;_; (mam 18 lv, ale robiê ju¿ questy do wyprawy do nowego ¶wiata) |
Temat: Here I am |
Fallen
Odpowiedzi: 15
Wy¶wietleñ: 7387
|
Forum: Poznajmy Siê - Ty nas, a my Ciebie. Zintegrujmy siê Wys³any: 29 Sierpieñ 13, 22:54 Temat: Here I am |
Nie Jedyne fps które gram to survivale np. Dead space, Bioshock (dziada przez przypadek ostatnio odinstalowa³em, a nie chce mi siê p³yty po¿yczaæ od nowa ;_;) i od biedy Resident Evil. Mam na p³ycie Alone in the dark, ale jako¶ nie mogê siê zmusiæ. |
Temat: Here I am |
Fallen
Odpowiedzi: 15
Wy¶wietleñ: 7387
|
Forum: Poznajmy Siê - Ty nas, a my Ciebie. Zintegrujmy siê Wys³any: 29 Sierpieñ 13, 22:36 Temat: Here I am |
| Obecnie przechodzê Raymana 3, potem siê za jedi academy i gothica wezmê. |
| |
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Szablon savePokeCollect stworzony przez Raika/Perry. Statystyki   
 
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.
|