| Autor |
Wiadomo¶æ |
Temat: Bursztynowa Liga |
Drowker
Odpowiedzi: 6
Wy¶wietleñ: 5242
|
Forum: FanFiction Wys³any: 16 Luty 14, 21:44 Temat: Bursztynowa Liga |
Drowker
vs Luca Aller
Do: James Clarkson
Od: Ranger Squad HQ
1. Kontynuowaæ operacje „Nurse”, bez wzglêdu na skutki oraz stan zatrzymanej.
2. Meldunek o zatrzymaniu podejrzanej via SSIX.
3. Sprawdziæ informacje o zauwa¿eniu Makai Taki w okolicach Dragonspiral Tower.
4. Wspó³pracowaæ z lokalnymi jednostkami Pokemon Ranger w regionie Unova (kod 005).
5. Przyznano wam pomoc w postaci Rangerki Drugiego Stopnia Mirandy Lemon.
6. Meldunek operacyjny do dowództwa g³ównego co tydzieñ via SSIX.
7. Kontynuowaæ operacje „Kagai” w regionie 005, a¿ do przys³ania nowych rozkazów.
Koniec wiadomo¶ci
-Jeszcze raz! Parabolic Charge! - mêski g³os przerwa³ ciszê panuj±c w dolinie. Zielone oczy wbi³y siê w pó³metrow± ¿ó³t± jaszczurkê z czarnym ³ebkiem, uszami oraz koñcem ogona, która obróci³a siê ty³em do celu, jakim by³a niebieska istota przypominaj±ca chodz±c± na dwóch ³apach rybê, machaj±c± szczê¶liwie ogonem – Cel … pal! - potê¿ny ³adunek elektryczny wydoby³ siê z niewielkiego cia³ka, kieruj±c siê wprost ku drugiemu stworkowi. Ten przyj±³ atak, nawet nie zmieniaj±c pozy. Jaszczurk± sapnê³a, za¶ m³ody ch³opak podszed³ do stwora. Pog³aska³ Pokemona po g³owie, wyci±gaj±c jaka¶ jaka¶ jagódkê z kieszenie spodni, która poda³ jaszczurce.
Quagsire równie¿ podesz³a do trenera, oczekuj±c czego¶ smako³yku. Ch³opak u¶miechn±³ siê, po czym da³ jej jaki¶ przysmak, za¶ wodno ziemny Pokemon zapiszcza³ rado¶nie.
– Jeste¶ idealn± partnerka do æwiczeñ dla Prime'a – Tinia, bo tak siê nazywa³a, pokiwa³a g³ow±, koñcz±c smako³yk. Helioptile, elektryczny Pokemon z Kalos, wskaza³ na le¿±ca w cieniu Absol, która ze znudzeniem w oczach, przygl±da³a siê ca³emu temu treningowi – Nie przejmuj siê Kir±, ona ma swoje humorki. Jak ka¿da kobieta. Przyzwyczaisz siê z czasem, a teraz odpocznijcie i pobawicie siê – doda³, kieruj±c siê siê ku mrocznemu Pokemonowi. K±tem oka zauwa¿y³ jak Krok trenuje z Diddym walkê w zwarciu. Brakowa³o mu tylko dwójki stworków, które gdzie¶ znik³y, tu¿ po rozpoczêciu treningu.
„Ma humorki” warknê³a Kira, która le¿a³a na kurtce swojego trenera, gdy ten usiad³ ko³o niej „Mo¿e mi jeszcze wmówisz, ¿e mam okres, co?”
„A nie masz?” zakpi³ JD, czochraj±c psa po g³owie „A no tak, zapomnia³em. Ty masz okres przez ca³y rok.”
„Pewnego piêknego dnia uduszê Cie we ¶nie” mruknê³a, co wywo³a³o atak ¶miechu ze strony Jamesa „Nie ¿artuje. Przeginasz pa³ê i nie dotrzyma³e¶ umowy …”
„Przepraszam bardzo” przerwa³ jej monolog, bior±c do rêki czapkê „Moja wina, ¿e ca³y misterny plan w poszed³ w pizdu? Pomy¶l swoim ma³ym mó¿d¿kiem. Jak mia³em zaprosiæ Miri na kawê, po tym co siê sta³o?”
„Normalnie? Hallo, jest dwudziesty pierwszy wiek …”
„Pojeba³o Cie? Mia³em do niej podej¶æ i rzecz co¶ w stylu, hej ma³a, pójdziemy na kawê, mimo ¿e twój brat walczy o ¿yci …” przerwa³, bior±c g³êboki wdech „Makai przegi±³. Zdrowo przesadzi³„
„Wiem” odpar³a Kira „Dorwiemy go, wiesz o tym dobrze. Jak siê trzyma?”
„Z tego co wiem, to odzyska³ przytomno¶æ … i tyle. Miranda nic nie mówi, a mi g³upio siê zapytaæ co z Jacobem. Do ich rodziców przecie¿ nie zadzwoniê, bo mnie nie znaj±.”
„Niby czemu?”
„Co im powiem? Witam, to mój wróg prawie zabi³ pañstwa syna? Kira u¿yj mózgu. Za¶ dowództwo utajni³o wszystko” opar³ siê konar drzewa „To moja wina. Wpl±ta³em ich walkê, w której nie powinni braæ udzia³u. Makai skrzywdzi³ za wiele osób, jak ten go¶æ Hizaru, który pó¼niej znik³, próbowa³ mnie dwukrotnie zabiæ, ale teraz … nie mam po prostu s³ów.”
„Mi generalnie chodzi³o o Mirande” rzek³a Absol, leniwie podnosz±c ³eb „Nie wydaje siê jako¶ szczególnie przybita t± ca³± sytuacj±.”
„Trudno mi powiedzieæ co siedzi w jej g³owie. Znam j± dopiero drugi miesi±c, razem podró¿ujemy, próbujemy koegzystowaæ i ogóle, ale nie potrafiê jej rozpracowaæ. Przed zamachem by³a bardziej sarkastyczna, wybuchowa i pewna siebie. Teraz … hmm, teraz jakby odpu¶ci³a. Dalej jest zimn± suk±, ale widzê przeb³yski ludzkich odruchów. Jednak dzisiaj, ju¿ od samego rana mia³a do mnie jaki¶ pretensje.”
„Zapro¶ j± na kawê, to siê dowiesz” powiedzia³a Kira, za¶ JD przewróci³ oczami „Wiesz, ¿e bêdê wierci³a ci dziurê, a¿ tego nie zrobisz ...” James prychn±³, ale mima mu rzed³a, gdy nad nim stanê³a blondynka. Typowy strój jak na t± dziewczynê, czyli krótka spódniczka, czarny golf oraz beret na g³owie. Jej fioletowe oczy szybko zlustrowa³y ch³opaka, który ziewn±³ „Zaczyna siê ...”
-Tak? - Clarkson zapyta³ swojej towarzyszki, która dalej sta³a nad nim i nie powiedzia³a ani jednego s³owa – Wiem, ¿e jestem przystojny, ale co chcesz?
-Chce aby¶ ruszy³ swoje dupsko – warknê³a, za¶ JD wsta³ – Musimy jechaæ dalej. Zróbmy nasz obchód i wracajmy do bazy. Mam wielk± ochotê odpocz±æ.
-Jasne, partnerko – zakpi³, po czym zagwizda³. Tinia, Krok, Diddy oraz Prime podeszli do swojego trenera – Jest was czterech, Kira pi±ta. Gdzie Soundwave? - spojrza³ na Kroka, który wzruszy³ ramionami – Kira?
„Nie mam pojêcia” odpar³a „Nie jestem jego niañk±”
"To po co Cie trzymam?"
"Cicho ..."
-Miri, gdzie twój Meowstic? - zapyta³, widz±c jak dziewczyna pisze co¶ na komórce. Ta wskaza³a palcem na pobliskie drzewo, gdzie na ga³êzi spa³ niebieski kot – Hmm, dziw … - nie skoñczy³, poniewa¿ oboje zostali powaleni przez potê¿n± fale d¼wiêku. James podniós³ delikatnie g³owê, aby ujrzeæ fioletowego Pokemona, który "suszy³ z±bki" jak pewna banda Pingwinów z Madagaskaru – Soundwave! - Loudred zaklaska³, za¶ JD wyj±³ Pokeball – Powrót – stwór zmieni³ siê czerwon± po¶wiatê, po czym schowa³ siê do kuli, a jego trener wsta³. Miranda zbiera³a swoj± komórkê z ziemi – Znów dostanê po g³owie. Super – westchn±³ Clarkson, a nastêpnie wyj±³ cztery kule i odwo³a³ swoich podopiecznych. Jedynie Kira usta³a siê przy swoim trenerze, który skierowa³ siê ku czarnemu coupe, którym teraz podró¿owali.
„To nie by³o fajne” mruknê³a Absol „Wiesz, mog³e¶ zachowaæ siê bardziej jak d¿entelmen”
„Ta, a pó¼niej chcia³aby mnie udusiæ” odpowiedzia³ „Sorry Kira, ale po ostatnim mam dosyæ bycia tym mi³ym ...”
„Ale mêcz± Cie wyrzuty sumienia” odpar³a „Poka¿, ¿e chocia¿ trochê Ci na niej zale¿y. Dobrze wiem, ¿e ci zale¿y. Zapomnia³e¶ kto czyta twoje my¶li?” zapyta³a wskakuj±c na ty³ pojazdu. JD nie odpowiedzia³, tylko usiad³ na fotelu kierowcy i zabra³ mikrofon.
-Tutaj patrol dwa jeden dwa, zg³aszamy siê – rzek³ po naci¶niêciu guzika odpowiedzialnego, za nadawanie.
-Tu dy¿urny operacyjny Kanciarz, s³ucham was dwa jeden dwa – us³ysza³ w odpowiedzi – Zg³aszacie jakie¶ problemy?
-Nie, wszystko jak najlepszy porz±dku. Udamy siê w kierunku White Ruins, a¿ do granic sektora sto jeden – odpar³ spokojnie, za¶ Miri wsiad³a do samochodu. James k±tem oka zauwa¿y³, ¿e blondynka próbuje uruchomiæ komórkê – Baza czekam na potwierdzenie.
-Potwierdzam dwa jeden dwa – odpowiedzia³ dy¿urny – Przy okazji Clarkson, komandor siê o was pyta³. Powiedzia³, ¿e macie siê do niego zg³osiæ po zakoñczeniu patrolu.
-Jasne, zrozumia³em i przyj±³em. Dwa jeden dwa, bez odbioru – od³o¿y³ mikrofon, po czym spojrza³ na coraz bardziej zirytowan± Mirandê – Oj daj to – mrukn±³, bior±c urz±dzenie. Lemon fuknê³a, za¶ Clarkson zacz±³ kombinowaæ z komórk± – Hmm, czyli nie uruchamia …
-No co ty nie powiesz – warknê³a dziewczyna, za¶ JD zignorowa³ to i kontynuowa³ zabawê – To twoja wina. Gdyby¶ nie ³apa³ tego Loudreda, to on nie zrobi³by takiego ¿artu. To twój drugi Pokemon, który uprzykrzy³ mi ¿ycie. Wpierw to metalowe ptaszyd³o, teraz on. Ciekawe kiedy twój aligator zamrozi mnie, albo ta elektryczna jaszczurka porazi mnie … ale jak? - przerwa³a, widz±c jak komórka dzia³a. James odda³ jej urz±dzenie, po czym odpali³ auto.
-Nie ma za co – mrukn±³, a nastêpnie wrzuci³ pierwszy bieg. Pojazd ruszy³ – Bateria nie styka³a, przez co nie dzia³a³o. Wiem, bo sam mia³em podobny problem z pierwsz± komórk±. Wtedy to by³a ceg³a w porównaniu z tym co teraz masz – auto przyspieszy³o, gdy JD zmieni³ bieg na wy¿szy. Silnik zarycza³, co przyprawi³o Jamesa o u¶miech – A¿ szkoda mi bêdzie zostawiæ to cudo. Maszyna chodzi jak marzenie. A¿ dziw, ¿e Unova ma takie m³ode samochody.
-Ta jasne – mruknê³a pisz±c co¶ na komórce – I tak jeste¶ dupkiem …
-Dobra starczy – przerwa³ jej JD, znów zmieniaj±c bieg – Odkupie Ci t± komórkê w Icirrus City, dobra?
„Oraz zaproszê na obiad, je¶li siê zgodzisz” Absol podsunê³a mu propozycje. JD spojrza³ w tylne lusterko „Zrób to. Prooooooszêêêêêêêêê”
„Kobiety” mrukn±³ niezadowolony.
-Oraz zapraszam Cie na obiad. Ja p³acê – doda³, nie odrywaj±c wzroku od drogi. Przez kilka chwil panowa³a z³owroga cisza, nie zwiastuj±ca niczego dobrego – Miri?
-Komórka okej. Tak mi musisz odkupiæ – odpar³a spokojnie, chowaj±c urz±dzenie do schowka – Obiad, zapomnij.
-Dobra – mrukn±³ James, któremu spad³ kamieñ z serca. W koñcu Kira da mu spokój. Bêdzie móg³ siê skupiæ na prawdziwym problemie jakim by³a jego misja.
-Bo nie wyrobimy siê, ale kolacja jak najbardziej wchodzi w grê – dokoñczy³a my¶l. Clarksona zatka³o, za¶ Kira zawy³a rado¶nie – Co z twoj± Absol?
-A ja to wiem? Nie rozumiem kobiet – za¶mia³ siê nerwowo, próbuj±c ukryæ zaskoczenie – A co do kolacji to okej, nie ma problemu. Obiad, kolacja, ¶niadanie. Oby tylko dobrze zje¶æ.
-Dok³adnie tak. Widaæ w jednej materii siê zgadzamy – przesiad³a siê do ty³u – Kira posuñ siê. Podobnie jak twój trener w Kalos, ja tak¿e siê teraz przekimam – mroczny pies przeskoczy³ na przedni fotel, za¶ blondynka po³o¿y³a siê i przykry³a siê swoim p³aszczem – Obud¼ mnie jak dojedziemy.
-Tak jest pani kapitan – zakpi³, ¶ciszaj±c radio. Zmieni³ bieg po raz kolejny, a pojazd przyspieszy³ nieznacznie. Przez kilka minut jechali w zupe³nej ciszy.
„No proszê. Idziesz na randkê” rzek³a Kira „A nie mówi³am? Podobasz siê jej. Musisz siê tylko ³adnie ubraæ”
„Kira ...”
„Oraz odchamiæ siê chocia¿ ma³ym stopniu. No i zabraæ do dobrej restauracji, albo przynajmniej niez³ej knajpy. Kupisz jej kwiaty” Absol kontynuowa³a
„Kira …”
„Pomy¶leæ, ¿e proponowa³ Ci, aby¶ zabra³ j± na obiad, a to bum! Wow, tego siê nie spodziewa³am. Jestem lepsza ...”
„Kira!” krzykn±³, przerywaj±c wywód swojego Pokemona „Daj sobie spokój!”
„Co?”
„To tylko kolacja. Nic wielkiego. Na Boga, jeste¶ gorsza ni¿ ustawa przewidujê i nie, nie wchod¼ mi do g³owy. Moje my¶li o Miri to moja prywatna sprawa … wesz³a¶ prawda?” szybko spojrza³ na Absol, która by³a wyra¼nie zdziwiona „K*rwa ...”
„Wow. Nie wierze, to co widzê” rzek³a, po czym przez chwilê zapanowa³a cisza. James odda³ siê przyjemno¶ci z jazdy, ale rozmy¶la³ o ostatniej walce.
Makai by³ tam gdzie¶. S³ysza³ jego ¶miech i pewnie on tak urz±dzi³ Jacoba. Bo kto inny? Joy, która uciek³a z notatnikiem Tony'ego. Przecie¿ to nie mia³o sensu. Wykorzystuje go jako przynêtê, po czym kradnie jakie¶ zapiski pe³ne taktyk? Taka by³ zbyt dobry, aby u¿ywaæ pomys³ów jaki¶ przypadkowych ludzi. Bo kim by³ jaki¶ tam Jupiter? Odpad³ w jednej czwartej turnieju po walce ze Stevenem. Dobra, ten to by³ wariat i ryzykant, ale nie by³ przecie¿ jakim¶ geniuszem w kwestii taktyk. Darion? Kolejny przypadkowy go¶æ, który doszed³ do fina³u, ale poleg³. Steven go zniszczy³, zmasakrowa³. A Tony nie mia³ zapisanej ¿adnej taktyki tego popaprañca. Tamara tak¿e nie by³a jaka¶ wyj±tkowa, ten ch³opak z papug± czy w koñcu ten m³odziak Karl. Wszystkich jednak co¶ musia³o ³±czyæ ze sob±, poniewa¿ zostawali sferze zainteresowania Makai'ego.
Z drugiej strony, mo¿e to by³ przypadek? Znów by³ z³ym miejscu o z³ym czasie? Joy chcia³a pewnie uwie¶æ ch³opaka, aby pozbyæ siê ¶wiadka oraz zdobyæ notatnik, jednak pojawi³ siê JD. Zauwa¿y³a go, wiêc natychmiast zmieni³a plan dzia³ania. Jednak czemu nie pozby³a siê ich obu, kiedy mia³a dogodn± sytuacje, tylko zniknê³a z notatnikiem. Ale by³o jeszcze jedno pytanie – czemu go porzuci³a? To by³o dziwne. Tyle zachodu o zeszyt, po czym zostawia go widoku? Najlepsza opcja by³oby, gdyby zrobi³a jego kopie. Chyba ¿e chodzi³o jej o Mega Ewolucje ...
„Ona p³aka³a” rzek³a w koñcu Kira, przerywaj±c cisze i wyrywaj±c trenera z rozwa¿añ. James spojrza³ na swojego Pokemona
„Co masz na my¶li?” zapyta³ zaintrygowany
„Nie wesz³am do jej g³owy, bo zaraz jej kot zrobi³by raban, ale zaobserwowa³ to kilka razy. Ty spa³e¶ jak kamieñ, za¶ Miranda p³aka³a do poduszki. Ta sytuacja chyba j± po prostu przerasta. Wiesz, ona uwa¿a³a, ¿e swoje z tob± odhaczy i bêdzie mog³a wróciæ do normalnej pracy, a tutaj jej brat zostaje ciê¿ko pobity przez jakiego¶ psychola. Do tego dowództwo wysy³a j± wraz z tob±, przez co w dzieñ w dzieñ musi sobie przypominaæ obrazek Jacoba.”
„Temu siê mnie pyta³a¶ jak siê trzyma, prawda? Martwisz siê o Miri, co nie?
„Tak. Mimo swojego charakterku, wydaje siê bardzo mi³a. Dba o Pokemony, kocha to co robi. Po prostu …”
„Mo¿e z ni± pogadaæ o tym?” zapyta³ JD
„Tak ci siê nie przyzna. Wed³ug mnie powiniene¶ byæ dla niej milszy … uwa¿aj!” krzyknê³a, gdy James nacisn±³ hamulec w ostatnim momencie przed potr±cenie jakiego¶ ch³opaka. Samochód zatrzyma³ siê prawie miejscu „No co za debil!”
-Pojeba³o Cie ?! - krzykn±³ James, wychylaj±c siê za kierownicy. Mia³ ju¿ ochotê przyjebaæ go¶ciowi, który opiera³ siê rêkoma o maskê samochodu – Prawie Cie zabi³em! Wypi*rdalaj, za nim Ci dojebie! - go¶æ podbieg³ do miejsca pasa¿era. James dok³adnie mu siê przyjrza³. Go¶æ by³ jego wzrostu, ale zdecydowanie mniej masywniejszy. Ubrany nie najgorsze stylowo spodnie oraz t-shirt z logiem Poke Balla, który by³ schowany pod rozpiêt± ciemnobr±zow± koszulê na zamek – Powiedzia³em co¶! Won!
-Panie, zabij mnie pó¼niej pan, ale teraz sp**rdalamy! Leci tutaj stado tubylców, chc±cych ofiary i krwi! Pi*rdolenie kanibale! - w piwnych oczach bruneta mo¿na by³o zauwa¿yæ przera¿enie. Wydawa³o siê, ¿e mówi³ prawdê, ale James by³ ju¿ zbytnio wkurzony.
-Jacy, k*rwa, kanibale?! Wyp*erdalaj, bo zaraz Ci tak przyjebie, ¿e twoja matka, bêdzie Cie szukaæ w Pallet Town! Ju¿!
-James, co jest? - zaspana Miri podnios³a g³ow±. Zobaczy³a wkurzonego towarzysza, Kirê, która warcza³a, oraz jakiego¶ przera¿anego go¶cia – O co chodzi? Kim jeste¶?
-Patrz! - wskaza³ palcem za siebie. Dwójka Rangerów spostrzeg³a grupkê pó³nagich facetów, umalowanych jaka¶ dziwn± farb±. Mo¿na z du¿± skal± prawdopodobieñstwa przypuszczaæ, ¿e to by³y rytualne tatua¿e. Trzeba by³o jeszcze dodaæ dziwne he³my, przypominaj±ce te rzymskich centurionów, które potêgowa³y aurê strachu. Ewidetnie nie mieli przyjacielskich stosunków do bruneta oraz Rangerów, a trzymaj±c w rêkach w³ócznie oraz ³uki tylko to potwierdzali. Byli dobre sto metrów od samochodu, ale biegli ku nim – Pó¼niej mnie zajebiesz! Uciekajmy!
-O k*rwa – przekln± James, po czym zrobi³ szybki rachunek strat i zysków. Spojrza³ na Absol, która przeskoczy³a na tylne siedzenie, a nastêpnie otworzy³ drzwi – Pakuj siê! Pronto – wrzuci³ jedynkê, za¶ ch³opak wskoczy³ na miejsce – Zapi±æ siê. Bêdzie ostro – przygazowa³, za¶ silnik pojazdu rykn±³. Tubylcy byli ju¿ blisko, ale James ruszy³ z kopyta. Samochód szarpn±³, po czym zacz±³ przyspieszaæ. JD widzia³ jak oddala siê od krzycz±cych wojowników, za¶ ch³opak odetchn±³ z ulg±.
-Blisko – rzek³ brunet, za¶ JD wrzuci³ czwarty bieg – Dziêki. Uratowa³e¶ mi ty³ek.
-Dobra, nie chrzañ. Jak to siê wpakowa³e¶? Chyba jak±¶ im podpad³e¶, bo nie wierze, ¿e tak z sami by zaczêli cie ¶cigaæ – warkn±³ zdenerwowany – Mów!
-Nie wiem. Przyjecha³em do znajomego, który pracuje na tutejszych wykopaliskach w White Ruins. Poszed³em potrenowaæ na pobliskiej polanie i nagle patrzê, jak w moj± stronie biegnie kilkunastu pó³nagich go¶ci. Mia³em poczekaæ i zapytaæ siê czego chc±? S³ysza³em, ¿e ponoæ tutaj istnieje jakie¶ plemiê, ale uwa¿a³em to za bujdê – odpowiedzia³ – Swoj± drog±, to jestem Luca. Luca Aller.
-James Clarkson – mrukn±³ JD – A ta pani z ty³u to Miranda Lemon.
-Potrafiê mówiæ za siebie – warknê³a blondynka, po czym wszyscy us³yszeli strza³. James przekl±³ - Co jest?
-Nie wiem jeszcze, ale mam podejrzenie – powiedzia³ zatrzymuj±c pojazd. Wrzuci³ jedynkê oraz zaci±gn±³ hamulec rêczny, po czym zgasi³ auto – Aby tylko nie silnik – wysiad³ z auta, podobnie jak Luca. Sprawdzi³ opony z jego strony – Czysto.
-U mnie przebita przednia - rzek³ brunet. JD podszed³ do nowego kolegi, który wyci±ga³ grot strza³y z ogumienia – Chyba masz zapas?
-Ta, ale lewarka nie mam – odpar³, po czym wyj±³ Pokeball – A zapowiada³ siê spokojny dzieñ – z kuli wy³oni³ siê wielki niebieski aligator. Zarycza³ – Uspokój dupê i podnie¶ delikatnie auto. Bez ¿adnego ziewania – skierowa³ siê ku baga¿nikowi - Abym tylko mia³ kluczê – Miri prychnê³a – Mo¿e ksiê¿niczko ruszysz swój ty³eczek i wysi±dziesz z auta? - rzek³ otwieraj±c ty³. Lemon wykona³a polecenie, narzekaj±c na swojego towarzysza – Ma³a ¿mija.
-S³ysza³am to idioto. To twoja wina, jak zwykle – warknê³a siadaj±c przy drzewie. Luca z zainteresowaniem przygl±da³ siê docinkom dwóch Rangerów – Gdyby¶ siê nie k³óci³, to nie by³oby takich problemów. Podobnie by³o ostatnio …
-Ej, wypraszam sobie – wyj±³ oponê – Luca ³ap – rzuci³ brunetowi zestaw kluczy, za¶ samemu podszed³ z ko³em – Uratowa³em ci ty³ek, wiêc siê przydaj do czego¶. Odkrêcaj, ja za¶ sprawdzê silnik. To bêdzie d³ugi dzieñ …
Jaki¶ czas pó¼niej
James koñczy³ dokrêcaæ ¶rubê. Czu³ chwilê wcze¶niej opór, ale postanowi³ przekrêci³ nakrêtkê jeszcze dwa razy, po czym usiad³ na ziemi. U¶miechn±³ siê zadowolony, gdy wymieni³ oponê. Robi³ to ju¿ kilka razy w Johto, ale wtedy mia³ lewarek oraz ojca do pomocy. Co jak co, to by³ mechanik pierwsza klasa i zna³ siê na autach lepiej od syna. Przez to kilka razy musia³ pomagaæ ch³opakowi z takim problemami jak zmiana opony czy problemy z elektryk±.
-W koñcu. Krok, opu¶æ – rozkaza³ swojemu Pokemonowi, który delikatnie postawi³ auto na ziemi – Trochê siê zesz³o.
-Kto by siê spodziewa³, ¿e taki m³ody samochód, a chyba ogumienia nie wymieniali od pocz±tku – mrukn±³ Luca, wrzucaj±c star± oponê do baga¿nika – To co teraz? Mo¿e jaki¶ piknik?
-Odwieziemy Cie do miasta, zjemy co¶, bo kobiecie tutaj nie chcia³o siê pogrzaæ posi³ku – powiedzia³ g³o¶no, za¶ blondynka pokaza³a mu ¶rodkowy palec – Wsad¼ go sobie w ten seksowny ty³ek – odpar³ James – Co¶ czu³em, ¿e to nie bêdzie spokojny dzieñ.
-Ta, sprowadzasz problemy – rzek³a Miri czytaj±ca jaka¶ ksi±¿kê – Mo¿e jeszcze zawalczycie miêdzy sob±? - zakpi³a, za¶ mê¿czy¼ni spojrzeli po sobie. Momentalnie w ich rêkach pojawi³y siê pe³nowymiarowe Pokeballe. Miranda podnios³a wzrok znad ksi±¿ki – Jaja sobie robicie? Prawda?
-Nie – odpar³ Luca – Ma³y sparing nie zaszkodzi, a JD my¶li, ¿e jest cwaniakiem.
-Uznaje to za wyzwanie – zakpi³ - Dajesz – rzek³, gdy na polu walki pojawi³ przypominaj±cy wê¿a stworek – Snivy huh. Jedziemy z tym koksem.
„Diddy?” zapyta³a Kira, wyra¼nie zaciekawiona „Najlepsza opcja. Przewaga typów i spokojnie zniszczy tego wê¿a”
„Nie, to by³oby zbyt ³atwe. No i chce spróbowaæ nowego towarzysza w walce.” odpar³ podrzucaj±c kulê „Chyba, ¿e ty idziesz ...”
„Zapomnij” fuknê³a „Ostatnim razem pos³a³e¶ mnie przeciw kijance na sterydach, po czym skupi³e¶ siê na ty³ku Mirandy, zamiast na walce z tym smokiem”
„Dalej prze¿ywasz t± walkê z Flygonem? Kira we¼, zachowujesz siê gorzej ni¿ przedszkolak, któremu zabrali zabawkê”
-Prime, pora na przedstawienie! - rzuci³ Pokeball, z którego Heptolite – Jeden na jeden?
-Dobra. Knack Vine Whip – rozkaza³ Luc, za¶ w±¿ wystrzeli³ w kierunku rywala dwa zielon± pn±cza, próbuj±c uderzyæ w Prime'a. Jaszczurka przyjê³a na siebie pierwsze uderzenie, lecz przed drugim ju¿ uskoczy³a. By³o widaæ, ¿e Heptolite nie by³ zbyt do¶wiadczony w walkach – Leaf Tornado. Dajesz James, spodziewa³em siê czego¶ wiêcej po tobie.
-Spokojnie – odpar³ JD, gdy w±¿ skoczy³ do góry – Thunder Wave – rzek³, za¶ Pokemon z Kalos wyrzuci³ z siebie kilka elektrycznych ³adunków, które sparali¿owa³y rywala. Ten upad³ na ziemie -Thunderbolt. Teraz zawsze bêdziemy szybsi.
Heptolite kiwn±³ g³ow±, a nastêpnie obróci³ siê do rywala, rozk³adaj±c swoje uszy. Zgromadzi³ na koñcu swojego ogona potê¿ny ³adunek w Snivy'ego. Knack próbowa³ odskoczyæ, ale parali¿ znów o sobie znaæ. Przyj±³ cios na klatê, po czym spróbowa³ zaatakowaæ. Nie uda³o siê, wiêc przyj±³ pozycje defensywn±. Jaszczurka stworzy³ za¶ elektryczn± kulê i wystrzeli³a w rywala. Ten jednak zrobi³ unik, pokonuj±c chwilowo parali¿. Luca obserwowa³ sytuacje, po czym szybko siê dostosowa³ do nowej sytuacji. James za¶ my¶la³ o taktyce jak± powinien przyj±æ. Parali¿ by³ du¿ym plusem, jednak Snivy mia³ mocn± specjaln± obronê.
-Knack, u¿yj Leaf Blade! - ogon stworka zab³ys³ na zielono, a nastêpnie uderzy³ w jaszczurkê, która upad³a – Leaf Tornado! - ro¶liny starter wyskoczy³ ku górze, ale parali¿ da³ o sobie znaæ. Znów upad³, za¶ Prime podniós³ siê. Jego uszy za¶wieci³o na bia³o, po czym wykona³ kilka ruchów g³ow±, tworz±c co¶ rodzaju powietrznych ostrzy. Snivy przyj±³ cios na siebie, za¶ Heptolite zacz±³ biec ku Knackowi. Uderzy³ wê¿a ca³ym cia³em, odrzucaj±c rywala metr do ty³u. W±¿ podniós³ siê i gotowa³ siê do dalszej walki. Obaj spojrzeli sobie g³êboko oczy, chc±c pokazaæ rywalowi, ¿e nie zamierza odpu¶ciæ.
-Skoñczycie to kiedy¶? – zapyta³a Miri. S±dzi³a, ¿e to bêdzie szybkie, a walka d³u¿y³a siê od chwili. Zobaczy³a u¶mieszek na twarzy Jamesa – Co tak cieszy? - Knack wyskoczy³ ku górze, próbuj±c jeszcze raz zaatakowaæ Leaf Tornadem.
-To, ¿e zaraz wygram – Heptolite wyskoczy³ ku górze, za¶ ogon za¶wieca³y na niebiesko –Dragon Tail! Koñ … - przerwa³. W³a¶nie sobie u¶wiadomi³ co narobi³ – Prime nie!
Cios doszed³ celu, ale na Snivym nie zrobi³o to wiêkszego wra¿enia. Skoñczy³ siê krêciæ, po czym wystrzeli³ w rywala tornado zielonych li¶ci. Jaszczurka, która by³a mo¿e pó³ metru od rywala, przyjê³a dewastuj±cy cios na siebie, a nastêpnie upad³a na ziemi.
-To chyba koniec – mrukn±³ Luca, gdy Knack wyl±dowa³ tu¿ przed nim. Obaj byli zaskoczeni, gdy ¿ó³ta istota wsta³a – Twardy gracz.
-Sam jestem zdziwiony – powiedzia³ James, patrz±c na swojego podopiecznego. Ten wyda³ z siebie okrzyk bojowy – Thunderbolt! Raz dwa!
-Protect - starter z Unova chcia³ wykonaæ polecenie, ale nie uda³o siê. ¦ciana nie pojawi³a siê, wiêc Knack przyj±³ wi±zkê elektryczn± na siebie. Zachwia³ siê, a gdy zauwa¿y³, ¿e rywal pêdzi ku niemu. Jego cia³o by³o otoczone przez czyst± energie elenktyczn±. Chcia³ kontratakowaæ, ale Primie by³ szybszy. Uderzy³ rywala g³ow± w brzuch, a nastêpnie jego cia³o opu¶ci³a kilkaset woltów, które w u³amki sekund przeszy³y przez cia³ko Snivy'ego, a nastêpnie odskoczy³. Knack mia³ ju¿ upa¶æ na ziemie, ale pn±cza go podtrzyma³y. Heptotite by³ gotów do ostatecznego ciosu.
-Pirme! Parobolic Charg ….
-Uwaga! - krzyknê³a Miranda. Jaszczurka oraz jej trener spojrzeli na lec±ce ku im kamienie. JD wraz z Kir± odskoczyli do ty³u, jednak Heptolite nie zd±¿y³. Atak wprost zmiót³ Prime'a z pola walki, przez co ten nieprzytomny wyl±dowa³ pod nogami swojego trenera, a Pokemon przypominaj±cy skrzy¿owanie jaszczurki i ptaka zarycza³. Kilka sekund pó¼niej by³o ju¿ ich wiêcej.
-Archeopsy! - krzykn±³ Luca, który wraz z Snivy gotowa³ siê do walki. James rozejrza³ siê dooko³a, szukaj±c trenerów dziwnych istot – Znale¼li nas!
-Baikaka!(Staæ!) - wszyscy us³yszeli wrzask dochodz±cy z nieba. Clarkson spojrza³ ku górze. Jeden z go¶ci co wcze¶niej siedzia³ grzebcie przypominaj±cego or³a Pokemona – Kaja boaka cal! (Dawaæ dziewczynê heretycy!)
-Mów po ludzku wie¶niaku, bo nie gadam po waszemu – warkn±³, odwo³uj±c Prime'a – Zapytam siê grzecznie – rêk± spoczê³a na toporku – Czego chcesz?
-Boaka!(Dziewczynê!) - rykn±³ przywódca. Kira oraz Knack byli gotowi, za¶ ich trenerzy z niecierpliwo¶ci± czekali na rozwój wydarzeñ – Aannana! (Braæ j±!) - jeden z Archeopsów zawy³, po czym zapikowa³ w dó³. James tylko na to czeka³.
-Kira! Psycho Cut! - rozkaza³ swojej Absol, której ostrze zab³ys³o na fioletowo.
“Z przyjemno¶ci±!” krzyknê³a, robi±c kilka zamachów. Antyczny ptakojaszczur wzniós³ siê ku górze, chc±c unikn±æ ataków, a nastêpnie zatoczy³ ko³o, aby znów zapikowa³, tym razem celuj±c w Kire. Jednak Snivy Luci nie czeka³a na rozkaz, tylko stworzy³ burzê potê¿nych li¶ci, które uderzy³y w Archeopsa. Mroczny Pokemon tak¿e zaatakowa³ Night Shlashem, posy³aj±c rywala deski “Dziêki”
“Nie ma sprawy” odpar³ Knack “Zosta³o jeszcze kilku”
“Prawda, ale James i twój trener wypuszcz± resztê ...” przerwa³a widz±c nerwowy ¶miech Snivy'ego. Westchnê³a “Ile?”
“Ja i Eelektrik ” odpowiedzia³ “Ale damy radê! Prawda?”
-Jeden z g³owy – rzek³ Luca podchodz±c do nowego towarzysza – To co? Masakrujemy?
-Masakrujemy – odpar³ James gdy w rêce pojawi³ siê Pokeball – Ciekawe jak dadz± sobie radê ... - przerwa³ mu krzyk. Obróci³ siê odruchowo, aby ujrzeæ jak Rangerka jest porywana przez jednego z or³ów – Miranda! - rykn±³ biegn±æ ku partnerce, ale by³o za pó¼no. Ptak wzniós³ sie na tak± wysoko¶æ, ¿e JD nie móg³ ju¿ go z³apaæ – Nie!
-James pomó¿! - krzyknê³a Miri, za¶ Braviary pogna³ na zachód. Tu¿ za nim uda³y siê pozosta³e Archeopsy – JD!
-Do auta! - rozkaza³ Clarkson wskakuj±c na fotel kierowcy. Odpali³ kluczyk stacyjce, za¶ pojazd wyda³ z siebie warkot. Luca, Kira oraz Knack byli ju¿ w coupe – Nie pozwolê na to! - wrzuci³ pierwszy bieg i przycisn±³ gaz do pod³ogi. Samochód rykn±³, zerwa³ siê z miejsca i skierowa³ siê za kluczem ptaków – Gdzie oni j± bior±?!
-Chyba do g³ównej czê¶ci White Ruins – odpar³ niepewnie Luca, wyci±gaj±c mapê swojego regionu – Tak, do ruin, ale od jakiej¶ innej strony. Wykopaliska s± z bardziej na wschód ...
-Nie wa¿ne, nie pozwolê aby ten ch*jek mnie tak wykiwa³ – warkn±³ James, unikaj±c kamieni przeszkód na drodze. Licznik wskazywa³ ju¿ na osiemdziesi±t kilometrów na godzinê – Szybciej.
-James zwolnij – rzek³ Luca, zapinaj±c pasy – Zwolnij!
-Nigdy! - przycisn±³ gaz do oporu, za¶ silnik zawy³. Klucz by³ tu¿ nad nimi – Knack, u¿yj Vine Whipu i z³ap nogê Mirandy! - rozkaza³, robi±c unik przed seri± kamieni skierowanych ku ich pojazdowi – Wstrêtne bestie – warkn±³, za¶ Snivy spojrza³ niepewnie na swojego trenera. Ten kiwn±³ g³ow±, aby wykona³ polecenie.
„Pozabijasz nasz!” krzyknê³a Absol widz±c wskazówkê prêdko¶ciomierza „Rozumiem, ³adna jest i mi³a, ale przesadzasz! Ona nie jest warta ...”
„Jeden Lemon le¿y przez ze mnie w szpitalu. Nie pozwolê jej straciæ” odpar³ spokojnie „Kira, nie wa¿ne co siê stanie, ja oberwê. Jak ju¿ mam oberwaæ, to chocia¿ uratuje jej ty³ek”
„Od kiedy taki szlachetny jeste¶?” zakpi³a, po czym westchnê³a „Co ja mam z tob± James, no co”
„Pomy¶l, ¿e mog³aby¶ byæ moj± dziewczyn± albo co gorsza ¿on±. Wytrzyma³by¶?” odgryz³ siê „Nie próbuj nawet tego wyci±gaæ na wierzch. Jasne?”
„Dobra”
Rozpoczê³a siê wojna nerwów. Knack, uczepiony nogi Mirandy oraz siedzenia swojego trenera, walczy³ aby siê utrzymaæ. James za¶ wyciska³ siódme soki z pojazdu, którego silnik wy³ przera¿aj±co. Tymczasem przywódca albo my¶liwy krzycza³ co¶ w swoim jêzyku, chc± pozbyæ siê ogona w postaci dwóch mê¿czyzn. Po¶cig trwa³ w najlepsze i nic nie wskazywa³o na przerwanie patosu.
-To nic nie da – mrukn±³ JD – Nic a nic … wiem. Luca otwórz schowek – rzek³ do bruneta, a ten wykona³ polecenie. Wyj±³ z niego jakie¶ urz±dzanie – Capture Styler. Jednak zostawi³a w samochodzie. Na szczê¶cie ...
-James! Pomóz mi do jasnej cholery! - us³ysza³ z góry, ale zignorowa³ wo³anie. Z³apa³ za przyrz±d, po czym wycelowa³ go w Braviary'ego – Nie! Przecie¿ prowadzisz! Zabijesz siê!
-To mam ci pomó¿ czy nie?! -odkrzykn±³ próbuj±c drug± rêkê prowadziæ auto – Ma racje – mrukn±³, po czym da³ urz±dzenie towarzyszowi – Szybka nauka. Celujesz w Pokemona, po czym zaczynasz robiæ kó³ka ...
-Co?! - krzykn±³ Luca – Zg³upia³e¶! Nigdy tego nie trenowa³em!
-To jak z pierwszym razem! Dziewczynê boli, a kole¶ ca³y ma spinê, aby seks trwa³ dziesiêæ sekund, wiêc my¶li o czym¶ g³upi, odcinaj±c siê od ca³ej przyjemno¶ci ...
-Co k*rwa?! Kto ci taki g³upot na opowiada³?!
-James! Uwa¿aj! - wrzasnê³a blondynka, za¶ Luca spojrza³ na drogê – James!
-Hamuj! Jest koniec drogi! Knack ,pu¶æ dziewczynê! - rozkaza³ Luca
-Spróbuj tylko! - warkn±³ JD, który wydzia³ klif przed sob±. By³ mo¿e dwa kilometry od niego, ale w przy tej prêdko¶ci to dzieli³o go tylko sekundy od przepa¶ci – K*rwa! - zacz±³ gwa³townie hamowaæ, zaci±gaj±c przy okazji rêczny. Samochód przejecha³ jeszcze ze sto metrów, po czym siê zatrzyma³. James wybieg³ z auta, kieruj±c siê ku skarpie – Miri! - siêgn±³ po toporek, chyba w jakim¶ g³upim odruchu. Nic to nie mog³o zmieniæ.
-JD! - krzyknê³a przera¿ona dziewczyna oddalaj±c siê do Rangera. Ten tylko bezradnie patrzy³ jak znika za górami – James! - us³ysza³ ostatni raz. Upad³ na kolana i uderzy³ piê¶ci± o ziemie.
-Czemu?! - zapyta³ sam siebie. Kira podesz³a do swojego trenera – Mów.
„Co niby?” zapyta³a widz±c jego stan „Podnie¶ siê ch³opie. Jeste¶ Rangerem. Wojownikiem!”
„Jestem przegranym. Kolejna osoba …”
„James! Uratujemy Miri! Nie podawaj siê!” krzykn±³ uderzaj±c go „Prze¿y³e¶ dwa zamachy! Do jasnej cholery!”
„To by³y przypadki ...”
„Wstawaj bekso! Poka¿, ¿e ma jaja!” fuknê³a, znów go uderzaj±c „Albo to zrobisz, albo bêdê Cie mêczy wizjami twojego najgorszego koszmaru do koñca twojego marnego ¿ycia! Wstawaj!” JD spojrza³ na Kire „Chcesz tego? Chcesz!” warknê³a, za¶ jej trener mocno j± u¶cisn±³ „Wow, bez takich. Pokefilia jest karana ...”
„Kocham ciê Kiru¶, jeste¶ jak siostra, której nie mia³em”pu¶ci³ Pokemona i spojrza³ na góry „Miri! Trzymaj siê! Idê po ciebie!”
„I na to czeka³am!” rzek³a zadowolona
-Dwa jeden dwa zg³o¶cie siê – wydoby³o siê z radia. James wsta³ – Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê – ponowi³o siê. Ranger podszed³ radia, po czym z³apa³ za mikrofon – Dwa jedne …
-Dwa jeden dwa zg³aszam siê – odpar³ spokojnie.
-Co tak d³ugo? - us³ysza³ w odpowiedzi – I czemu nie jeste¶cie w …
-Mieli¶my ma³y problem po drodze, ale za³atwili¶my go. Kierujemy siê do wykopalisk w White Ruins, byæ mo¿e znikniemy na jaki¶ czas z eteru. Potwierdzasz baza – rzek³, po czym wsiad³ do auta. Luca nie odezwa³ siê ani s³owem – Baza …
-Potwierdzam dwa jeden dwa. Meldunek za sze¶æ godzin, bez odbioru – po czym nast±pi³ szum. JD od³o¿y³ mikrofon. Przez chwilê panowa³a niezrêczna cisza.
-Co teraz? - zapyta³ siê w koñcu Luca. By³ zdenerwowany i chyba lekko przera¿ony – Masz jaki¶ plan …
-Wpadniemy do ¶wi±tyni i wybijemy ich po kolei – odpar³ przekrêcaj±c kluczyk. Silnik zawy³ – Nie musisz wchodziæ ze mn±, mogê cie zostawiæ pod ruinami.
-Za pó¼no. Wpl±ta³e¶ mnie w to bagno – odpowiedzia³ Luca, za¶ James ruszy³ – Plan do¶æ …
-S³aby, ale nie mamy czasu. Je¶li to kanibale, to …
-Przykro mi z powodu twojej dziewczyny. Odbijemy j± – rzek³ ch³opak, a Clarkson milcza³ – Czyste szaleñstwo ...
„Nazwa³ Miri twoja dziewczyn± i nie odpyskujesz mu?” zakpi³a Kira, któr± James tak¿e zignorowa³. Jego my¶li by³y gdzie¶ indziej.
Szaleñstwo
S³ysza³ to ju¿ gdzie¶, ale James zacz±³ siê zastanawiaæ na czym tak naprawdê polega szaleñstwo? S³ownik mówi, ¿e to co¶ nierozs±dnego, ¿e taka osoba nie liczy siê z okoliczno¶ciami, niebezpieczeñstwem, skutkami, ale czy to prawda. Jednak czy to prawda. Gdyby ludzie nie podejmowa³ szalonych kroków, dalej rzucaliby odchodami w siebie, mieszkali w jaskiniach czy uderzali kobiety i zaci±gali do jaskiñ w celach „przed³u¿enia gatunku”, ale nikt nie uwa¿a³ takowych przedstawicieli homo sapiens sapiens za szaleñców, tylko za wizjonerów.
W takim razie szaleñcami byli ci, którzy robili to samo na okr±g³o w nadziei, ¿e co¶ siê zmieni. Tak, wtedy mo¿na uznaæ Jamesa za wariata. Przecie¿ od dwóch lat robi³ to samo w przekonaniu, ¿e siê uda i nic nie zwiastowa³o koñca tego koszmaru.
Jednak czy to by³ koszmar?
Jaki¶ czas pó¼niej, wnêtrze ruin prowadz±cy do White Ruin
James, Kira oraz Luca zmierzali ku g³ównemu o³tarzowi przez system tuneli, bêd±cych istnym labiryntem. Pewnie zgubiliby siê natychmiast, lecz dostali mapê od znajomego Allera. Przy okazji wyja¶ni³ kim byli Ci ludzie, którzy wpierw chcieli porwaæ Luce, a pó¼niej dorwali Mirande.
Pierwsze wra¿enie, ¿e to kanibale okaza³o siê pó³ prawd±. Byli to wojownicy ze starego plemienia, zamieszkuj±ce te okolicy od setek lat. Czcili oni Zerkoma, Smoka Idea³ów, który – jak wierzyli – dawa³ im co rok plony. Przez to organizowali rytualne mod³y, za¶ raz do roku ofiarowali swojemu Bogowi ofiarê. Mo¿e nie by³oby to nic dziwnego, gdyby t± ofiar± by³ jaki¶ Pokemon, gdy¿ wiele prymitywnych plemion opartych na przemocy i kulcie krwi, tak robi³o. Jednak, ku wspania³emu szczê¶ciu Jamesa, okaza³o siê, ¿e ofiar± s± m³ode dziewczyny, najlepiej dziewice, które po zabójstwie wojownicy zjadali. Wierzyli, ¿e to da im nadludzkie si³y.
Oczywi¶cie, ta informacja wywo³a³a wybuch ¶miechu ze strony Rangera z Johto, gdy¿ Mirande ostatni± by podejrzewa³ o bycie dziewic±, ale mina mu rzed³a, gdy us³ysza³, ¿e ma tylko kilka godzin. Ofiarê zabija³o siê podczas burzy, a ta mia³a przyj¶æ za dwie godziny. JD musia³ siê spieszyæ, je¶li chcia³ ocaliæ swoj± kole¿ank± po fachu.
Teraz przemierza³ labirynt w ruinach, unikaj±c patroli tubylców. Gówno sta³o siê powa¿ne, a sprawa osobista. James mia³ jeden cel. Uratowaæ Miri za wszelk± cenê.
„Hej James” powiedzia³a Absol, zatrzymuj±c siê. Jej trener spojrza³ na mrocznego Pokemona „Popatrz” wskaza³a na ¶cianê. Hipogryfy przedstawia³y jakie¶ antyczne sceny walk stworków oraz dziwne znaki nad nimi. JD zbytnio siê nie przygl±da³ do momentu, gdy znalaz³ co¶ znajomego.
„MegaStone” rzek³ podchodz±c bli¿ej ¶ciany „Ale w Unova? Jak?”
„Mnie siê pytasz?”
-Co jest? - zapyta³ Luca, do³±czaj±c do towarzysza – Hmm?
-Te znaki – JD przejecha³ palcami po ¶cianie – Przedstawiaj± Mega Ewolucje. Straszne dziwnie, bo w Unova?
-Mega Ewolucje? - zapyta³ ch³opak – S³ysza³em o tym w Kalos …
-Bo to jaka¶ tajemnica. Je¶li dobrze pamiêtam, to pozwala Pokemonowi – wskaza³ na obrazek przypominaj±ca Lucario – dziêki specjalnemu kamieniowi – jego palec przesun±³ siê góry na rycinê ukazuj±ce MegaStone i jakie¶ dziwne znaki dooko³a go – przej¶æ w jeszcze wy¿sze stadium – finalnie wskaza³ na Mega Lucario – po czym wróciæ do poprzedniego. Nikt do koñca nie rozumiem jak to mo¿liwe …
-W³a¶nie tak. Uzna³em, ¿e to nie mo¿liwe. Kolejna forma ewolucyjnego przez kamyk? - Luca prychn±³, za¶ JD wyj±³ aparat i zrobi³ kilka zdjêæ – Archiwizujesz? Po co?
-Muszê. Rozkaz dowództwa. Muszê im takie materia³y podsy³aæ, a i przy okazji wy¶le jedn± kopie do profesora Sycamore. Mo¿e co¶ odkryje i bêdê bli¿ej zakoñczenia mojej misji – odpowiedzia³ – Dobra, chod¼my dalej, czas nam siê koñczy – ruszy³ dalej. Absol i brunet pod±¿yli za nim – Bêdzie ciê¿ko, wiesz o tym?
-Tak – Luca odpar³ – Co¶ ty mnie wpakowa³.
-Mog³e¶ zostaæ przy ruinach – odpar³, za¶ resztê drogi przeszli w ciszy. W koñcu doszli do koñca tunelu. Przed nimi ukaza³y siê potê¿ne ruiny pe³ne pó³nagich ludzi, modl±cych siê do jakiego¶ boga.
-Jest – wskaza³ na Miri przywi±zana do pala. Jeszcze ¿y³a, ale by³a przywi±zana do jakiego¶ pala, za¶ dooko³a krêci³o siê kilku tubylców, którzy mieli Pokemonowe maski na g³owie – Pora na przedstawienie – wyj±³ Pokeball. Aller zrobi³ podobnie, po czym zeskoczyli – Ej! - krzykn±³, zwracaj±c na siebie uwagê zebranych – Przyszed³em po moj± dziewczynê! Oddacie po dobroci, czy muszê j± wyrwaæ z waszego gard³a?!
-Twoj± dziewczynê?! - wrzasnê³a Miranda – Zat³ukê Cie jak mnie uratujesz!
-Ukana!(Braæ ich!) - wrzasn±³ gruby tubylec, trzymaj±c ostrze w d³oni – Jakaka jaianaina(Nie mog± przerwaæ rytua³u!) - wojownicy pos³uchali polecenia wypuszczaj±c do walki dwa Bisharp i trzy Duranty – Kinaa (Zabiæ!)
-Diddy! - rykn±³ JD, ciskaj±c kulê przed siebie. Potê¿ny Darmanitan pojawi³ siê na polu walki – Jazda! - Luca wypu¶ci³ swojego Snivy'ego, który pierwszy zaatakowa³. Wyskoczy³ przed ognistego Pokemona, atakuj±c rywali swoimi pn±czami. Diddy za¶ za¶wieci³ na czerwono i zacz±³ uderzaæ siê w tors. James u¶miechn±³ siê z³owieszczo, gdy jaki¶ Bisharp zaatakowa³ zadaj±c mu obra¿enia, ale Darmanitan jednym Fire Punchem powali napastnika, posy³aj±c go na poblisk± ska³ê. Jednak efekt ataku stalowo mrocznego Pokemona zadowoli³ trenera ognistego stwora. Ten usiad³ na ziemie i zmieni³ kolor na niebieski. Ogieñ z jego brwi znik³, za¶ oczy sta³y siê puste. Diddy zmieni³ siê w ¿ywy kamieñ, jednak zadzia³a jego ukryta zdolno¶æ. Zen Mode stworzy³ monstrum, które mia³o lada moment odblokowaæ drogê do Miri.
-Super – rzek³ Aller, za¶ Snivy skoczy³a na g³owê towarzysza. Zrobi³ ze swojej rêki co¶ na rodzaj pistoletu, wycelowanego wprost w Duranty – Cel! - Diddy wycelowa³ w robaki.
-Incinerate! - rykn±³ JD, za¶ Darmanitan Zen wyplu³ przed siebie strumieñ p³omieni. Stalowe mrówki pad³y jeden po drugim, zostawiaj±c samego Bisharpa na polu walki – Cel!
-Uwaga! - krzykn±³ Luca, gdy jeden z wojowników rzuci³ siê na niego. JD spojrza³ w bok i ledwo unikn±³ ciosu pa³k±. Odskoczy³, pryzmuj±c pozycje walki – Zaczyna siê robiæ ciekawie! - doda³, gdy na polu walki pojawi³y siê Bouffalant. Cztery byki z afro ryknê³y, rozdzielaj±c siê na dwie grupy, atakujaæ ka¿dego Pokemona dwójki trenerów.
-Widzê! - James odskoczy³ od kolejnego ataku, próbuj±c z³apaæ Superpotiona, jakie rzuci³ mu Aller. To by³a ich jedyna szansa – Grajcie fair! - zablokowa³ cios, samemu wyprowadzaj±c sierpa. Tubylec zachwia³ siê, a Clarkson przerzuci³ rywala przez biodro. Trzyma³ pa³kê jedna rêk±, za¶ drugim z³apa³ buteleczkê z Potionem – Knack! - Snivy, który zajmowa³ siê dwoma Bouffalantami, skoczy³ do góry. James zacz±³ przyduszaæ tubylca swoim butem, a nastêpnie rzuci³ ro¶linnemu stworowi otwarty flakonik. Ten z³apa³ go swoim pn±czem, równocze¶nie chc± zrobiæ Leaf Tornado, ale zobaczy³ ¶wiec±ce ostrze. Bisharp postanowi³ wykorzystaæ moment nie uwagi Snivy'ego i zaatakowa³ wê¿a. Ten zablokowa³ cios swoim ogonem, rzucaj± przy okazji w Diddy'ego SuperPotionem. Jeden z byków próbowa³ zablokowaæ rzut, ale nie uda³o mu siê. Zawarto¶æ rozlaz³a siê na Darmanitana Zen, pobudzaj±c go do ¿ycia. Knack u¶miechn±³ siê, widz±c jak czerwona bestia wraca do siebie, ale ta nie uwaga kosztowa³a go nokaut. Drugi Metal Claw pozbawi³ go z³udzeñ, powoduj±c koniec przedstawienia.
Jednak Diddy spostrzeg³ to. Rykn±³, aby Fire Punchem wbiæ Bisharpa w ziemie. Kolejnej sekundzie jego pie¶æ rozb³ys³a na bia³o, za¶ byki cofnê³y siê o kilka kroków. JD, w którego rêce pojawi³ Pokebll, wskaza³ na stado.
-Soundwave! - krzykn±³, za¶ z kuli wy³oni³ siê Loudred – Luca zabezpiecz ty³y – brunet kiwn±³ g³ow±, ¿e zrozumia³, wypuszczaj± Eelektrika – Soundwave, Echoed Voice! Diddy, Brick Break! - rozkaza³, za¶ jego Pokemony wykona³y polecenia. Wpierw fioletowy stwór o wielkich uszach wydoby³ z siebie fale d¼wiêkowe, które powali³y jednego Bouffalntów, za¶ Darmatanin doskoczy³ do kolejnego i jednym celnym ciosem pozby³ siê go drogi, rzucaj± wprost go w przera¿onych zebranych. Zapanowa³ chaos, co skrzêtnie wykorzysta³ JD. Jego Pokemony ¶wietnie wspó³pracowa³y, przesuwaj±c siê do przodu. Jednak dobra passa siê skoñczy³a, gdy na niebie pojawi³ siê Archeops – Znowu ty?! - krzykn±³ Ranger, wydaj±c polecenie Soundwave'owi. Lecz prehistoryczny ptak mia³ inny plan, jakim by³o skuteczne wyeliminowanie zmêczonego i ju¿ rannego Diddy'ego – Cholera!
-Trzeba go siê jako¶ pozbyæ, bo zaraz nas za³atwi – rzek³ Luca – Mam pomys³, ale musimy siê zamieniæ rolami.
-Dobra – odpar³ JD – Jeste¶my blisko o³tarza, jest chaos. Zrób dywersje i skup na sobie uwagê. Ja uwolniê Miri.
-Grasz bohatera? - zakpi³ Luc, za¶ James rozejrza³ siê na boki. Zauwa¿y³ wej¶cie do tunelu – Swoj± drog±, to jak wyjdziemy?
-Mam pomys³ – spojrza³ na Kire, która Psycho Cutem pozby³a siê kolejnego Lieparda.
„Kira” rzek³ JD, zwracaj±c uwagê swojej Absol „Widzisz, tamten tunel?” wskaza³ palcem na wej¶cie.
„Tak” odpar³a „O nie. Nie zgadzam siê ...”
„Nie masz wyj¶cia” odrzek³, za¶ mroczny Pokemon westchn±³ „No ju¿” Absol niechêtnie ruszy³a, za¶ JD poklepa³ Luca po ramieniu.
-Na trzy – rzek³ – Raz
-Dwa … Trzy – James pobieg³ przed siebie, za¶ Aller obróci³ siê w kierunku Archeopsa – Soundwave, u¿yj SuperSonicu! - rozkaza³, maj±c plan w swojej g³owie plan. Stwór Jamesa wykona³ polecenie, wydaj±c z siebie nies³ychany pisk o du¿ej czêstotliwo¶ci, który by skierowany w ptaka. Ten, jak by³o do przewidzenia, zacz±³ siê dziwnie zachowywaæ, tak jakby oszala³ – Elektra, zakoñcz to! Zap Cannon! - przypominaj±ca wêgorza istota stworzy³a przed siebie potê¿n± ¿ó³t± sferê, a ta w kolnej chwili pogna³a ku niczego siê nie spodziewaj±cego Pokemonowi, roz¶wietlaj±c okolice – Fajerwerki jak 4 lipca – rzek³ do stworków, gdy doszed³ do niego krzyk kompana.
Gdy Luc zajmowa³ siê Archeopsem, JD wyj±³ co¶ z kieszeni, po czym podbieg³ od pierwszego dzikusa na jego drodze. Kopn±³ go w brzuch, przez co ten siê pochyli³, za¶ Clarkson przeturla³ siê przez jego plecy, tu¿ pod nos drugiego. Ten zamachn±³ siê swoim mieczem, ale JD zrobi³ unik. P³ynnym ruchem rêki wysun±³ kolejne elementy pa³ki teleskopowej, po czym zada³ cios w krocze drugiego. Kto¶ mo¿e powiedzieæ, ¿e to cios poni¿ej pasa, ale oni pierwsi tak zagrali. Teraz JD mia³ moralne prawo do u¿ywania takich zagrywek.
Drugi wypu¶ci³ ostrze, które g³ucho upad³o na ziemie, za¶ James zdzieli³ rywala batonem. Ten pad³ na glebê, a JD znokautowa³ tego pierwszego. Dwóch z g³owy.
Ruszy³ dalej. Trzeci i czwarty ruszyli na niego niemal równocze¶nie. Na Clarksonie nie zrobi³o to wra¿enia. Cios trzeciego tubylca zablokowa³, a nastêpnie uderzy³ go lew± piê¶ci±, zamraczaj go. Za nim spostrzeg³ co siê dzieje, le¿a³ na ziemi, za¶ podeszwa buta Jamesa by³o ostatni± rzecz±, któr± zobaczy³ tego dnia. Czwarty, który zacz±³ siê powoli cofaæ w momencie ataku trzeciego, zaszar¿owa³. Skipper odsun±³ siê, po czym elegancki sposób pomóg³ mu upa¶æ nie ziemie. Dzikus próbowa³ co¶ zrobiæ, ale cios w czaszkê przy u¿yciu pa³ki teleskopowej wybi³ mu to z g³owy.
-To tyle z ochrony – mrukn±³, chowaj±c pa³kê – Cudo. Jak ja mog³em bez tego chodzi na ustawki – podszed³ do Mirandy. Ta wygl±da³a jakby zaraz mia³a eksplodowaæ ze z³o¶ci – Nic nie mów, jasne?
-Uwolnij mnie idioto – warknê³a, za¶ JD wyj±³ swój toporek. Zamachn±³ siê, ale rozmy¶li³ siê – Co ty robisz?!
-B³agaj mnie o lito¶æ – zakpi³ – Swoj± drog±, to musieli miêæ ³adnego zonka jak okaza³o siê, ¿e nie jeste¶ dziewic±. Pewnie tak samo ...
-Uwolnij mnie, bo inaczej bê .. - JD jednym ciêciem pozby³ siê wiêzów. JD z³apa³ swoj± towarzyszkê przed upadkiem – W koñcu – rzek³a, gdy mia³a ju¿ wolne rêce. Clarkson prychn±³, a nastêpnie spojrza³ na pole bitwy – Zabije cie. Przysiêgam to sobie ...
-Nie mo¿esz mi po prostu podziêkowaæ? - zapyta³ z wyra¼n± pretensj± w g³osie – Wszystko to moja wina. Wszystko, ale o tym pogadamy w hotelu – doda³ – Póki co to spadamy Luca! Soundwave! Odwrót taktyczny! – ruszy³ ku jednemu z tuneli poni¿ej. Miranda, trener z Unova oraz Pokemon pognali tu¿ za nim. Tam zobaczyli Kirê, która czeka³a na Jamesa
„D³ugo co¶ wam to zesz³o” zakpi³a widz±c jak biegn± ku niej „To co? Da³a ci ca³usa ...”
„Pó¼niej. Teraz uciekamy” wszyscy przebiegli ko³o Absol, która sta³a jak wryta „Kira!” Mroczny pies nie ruszy³ siê.
„Nie ruszê siê dopóki ...” Gdy us³ysza³a wrzask tubylców zrozumia³a „Aaaaaa!” pogna³a przed siebie ile mog³a „Oni mnie zjedz±” bieg³a na o¶lep, aby w koñcu uderzyæ o co¶ „A³aa” spojrza³a do góry. Grupka sta³a przy rozwidleniu dróg „O k*rwa, co teraz?!”
„Kira przeklina! ¦wiêto!” zakpi³ James, za¶ Absol prychnê³a
-Prawo albo lewo – rzek³a Luca – To jak?
-My prawa, ty lewo – odpar³ JD, po czym wymieni³ siê z Allerem u¶ciskiem d³oni – Jak co¶, to kluczyki s± pod lewym przednim kole. Tylko go odstaw do kwatery Rangersów.
-Nie mów tak. Jeszcze dzisiaj bêdziemy ¶wiêtowaæ – odpowiedzia³ brunet, a nastêpnie pogna³ w lew± odnó¿e. Clarkson spojrza³ na Miri, która kiwniêciem g³owy da³a mu znaæ, ¿e jest gotowa. Ruszyli, s³ysz±c odg³osy wojowników za sob±. Biegli tak przez chwilê.
-Masz jaki¶ plan? - zapyta³a w koñcu, ale odpowiedzi± by³a cisza – Tak my¶la³am …
-Ciszej. Kombinuje – odpar³, gdy zobaczyli wyj¶cie z tunelu – Jest!
-Droga ucieczki! - JD zatrzyma³ siê. Obróci³ siê w kierunku tunelu, wiedz±c, ¿e potrzebuje dywersji – James, chod¼!
-Bêd± na ¶cigaæ do usranej ¶mierci – odpar³, za¶ Loudred pokiwa³ g³ow± na zgodê – Albo to jest droga do ich wioski. Jeszcze gorzej. Miri zostañ tutaj – ruszy³ przed siebie, ale Lemon go powstrzyma³a.
-Co niby? - zapyta³a wkurzona – Zbarania³e¶!
-Po pierwsze, to opanuj siê – odpar³ – Nara¿am swój ty³ek, aby Cie uratowaæ, a ty mi nawet nie podziêkowa³e¶. Trudno, przywyk³em. Dwa, je¶li masz jakie¶ awersje do mnie, to proszê mi je przedstawiæ po tej akcji. A po trzecie, to idê sprawdziæ czy jest bezpiecznie, a nie, ¿e mam takie widzimisiê – skoñczy³, patrz±c przed siebie – Je¶li chcesz prze¿yæ i pomóc Jacobowi, to daj mi zrobiæ moj± robotê – ruszy³ przed siebie, za¶ Kira pod±¿y³a tu¿ za nim.
„To by³o ...”
„Zamknij siê” JD krótko zgasi³ swojego Pokemona
-James – Clarkson zatrzyma³ siê – Dziêki, za wszystko – powiedzia³a Miri, obracaj±c siê w kierunku tunelu – Zrobimy z Soundwavem co bêdzie w naszej mocy. Tylko wracaj szybko.
-Jestem za piêæ minut – pogna³ przed siebie. Wybieg³ z jaskini wprost w jaka¶ d¿unglê – Nie za dobrze.
„Widzê” odpar³a Kira „Chyba jaki¶ cud … uwa¿aj!” krzyknê³a gdy oboje zatrzymali siê przed klifem „Wow, blisko by³o”
James spojrza³ w dó³. Co najmniej dwadzie¶cia metrów dzieli³o go od szczytu klifu do tafli rw±cego potoku. Jego wzrok na Kirê, która niepewnie patrzy³a w dó³, po czym zacz±³ rozgl±daæ siê po okolicy.
„Samobójstwo” mruknê³a „Czyste szaleñstwo.”
„Samobójstwo? Tak. Czyste szaleñstwo? Na pewno” odpar³ chwytaj±c jaka¶ lianê „Jak daleko jest do drugiego klifu?”
„Oko³o dziesiêciu metrów, ale znajduje siê ni¿ej … co ty kombinujesz?” Zapyta³a wyra¼nie zak³opotana „Zapomnij nawet o tym! Chcesz zabiæ nas wszystkich?!”
„Lepsze taka ¶mieræ, ni¿ zjedzenie przez kanibali”
„To nie s± kanibale ...”
„Ta, a Miri mia³a byæ tylko go¶ciem na obiedzie? Kira, nie chrzañ” zakpi³, po czym wyj±³ Pokeball „Nie mam wyj¶cia.”
„Co ty … James” cofnê³a siê o kilka kroków, widz±c jak jej trener celuje kul± w jej kierunku „Tylko spróbuj, to Cie uduszê!”
-Kira, powrót – rzek³ cicho, za¶ czerwony promieñ wystrzeli³ z przycisku, zmieniaj±c w Absol w ¶wiat³o. Po sekundzie JD by³ ju¿ sam i beznamiêtnie wpatrywa³ siê w Pokeball – Wybacz, ale musia³em – schowa³ przedmiot do kieszeni, wyci±gaj±c równocze¶nie dwa kolejne i podchodz±c do koñca klifu – Czekajcie na moj± komendê. Wierze w was – Pokemony uwolni³y siê, za¶ JD wsadzi³ kulê do schowka, obróci³ siê na piêcie i skierowa³ siê ku wyj¶ciu z tunelu. Z oddali s³ysza³ krzyki Mirandy, która dzielnie broni³a ich punktu – I jak?
-By³oby lepiej, gdyby¶ mi pomóg³! - krzyknê³a, za¶ Soundwave u¿y³ kolejnego Echoed Voice – Tylko nie mów, ¿e to ¶lepy zau³ek?!
-Nie, spokojnie – sk³ama³, a nastêpnie ¶ci±gn±³ swoja czapkê i umie¶ci³ j± na g³owie Loudred – Soundwave, na mój rozkaz u¿yjesz Taisabaki, jasne? - Pokemon kiwn±³ g³ow± na tak, za¶ jego trener zapi±³ kurtkê – Miri, nie wa¿ne co siê stanie, nie puszczaj mojej d³oni, dobra? - zapyta³ siê dziewczyny, samemu wyci±gaj±c Pokeball.
-Co ty kombinujesz …
-Zgód¼ siê – rzek³ spokojny g³osem – Proszê. To jedyna opcja w tej chwili.
-Powiedz mi co chcesz zrobiæ – odpowiedzia³a, za¶ James westchn±³ – Mów!
-Zaufaj mi ten jeden raz – rzek³ agresywnie, po czym z³apa³ j± za rêkê. Wymienili siê spojrzeniami – Pó¼niej bêdziesz mog³a mnie zabiæ, ochrzaniæ, pobiæ czy zrobiæ niewolnikiem. Mam to w dupie, tylko do jasnej cholery, zaufaj mi! - krzykn±³, za¶ z oddali dobiega³y przyt³umione wrzaski. Miranda pokiwa³a g³ow± – ¦wietnie. Soundwave – skierowa³ kulê ku swojemu Pokemonowi, a ten by³ gotów. JD zobaczy³ pierwszych my¶liwych oraz ich stworkami – Teraz! - Loudred otworzy³ usta, wypuszczaj± strumieñ powietrza otoczony niebieskimi krêgami. Cios doszed³ do celu, powalaj±c napastników, za¶ Skipper odwo³a³ swojego podopiecznego. Ruszy³ w kierunku klifu, ci±gn±c pannê Lemon za sob±, przy okazji chowaj±c Pokeball. Ta mimo oporów pod±¿a³a za nim, a gdy dobiegli do drzewa, rozejrza³a siê za Absol.
-Gdzie Kira? - zapyta³a, za¶ JD z³apa³ lianê. Poci±gn±³ j± kilka razy, sprawdzaj±c jej stan – JD …
-Jest w Pokeballu. Chod¼ – z³apa³ swoj± partnerkê w pasie i mocno j± przycisn±³ do siebie – Pos³uchaj. Nie wa¿ne co siê bêdzie dzia³o, nie patrz w dó³ – doda³ chc± ruszyæ, ale Miri zapar³a siê - Nie mamy czasu ...
-Jak to nie patrz w dó³? Co ty kombinujesz?! - zapyta³a w¶ciek³a – Zg³upia³e¶?!
-Tak – odpar³, po czym spojrza³ w jej oczy – To albo pal. Mogê Cie zostawiæ na pastwê tych kanibali jak chcesz …
-Dobra, wygra³e¶ – odpar³a zrezygnowana, po czym mocno go objê³a – Aby siê tylko uda³o.
-Uda siê – powiedzia³ pewny siebie – Je¶li Bóg dopomo¿e – doda³ w my¶lach, a nastêpnie oboje ruszyli. W pierwszych krokach Lemon opiera³a siê, ale w koñcu dotrzyma³a krokom swojego kompana. Wybili siê z krawêdzi klifu.
To by³o co¶ niezwyk³ego. Przez chwile Miranda czu³a siê jak ptak. Brak sta³ego gruntu tak¿e by³ czym¶ dziwnym. Wiatr rozwiewa³ jej w³osy, przez cia³o przeszed³ dreszcz podniecenia. Serce bi³o trochê mocniej, za pewnie z denerwowania, a oddech by³ p³ytki i przyspieszony, ale by³a spokojna. Widok jej towarzysza, który nie wydawa³ siê przera¿ony prawie niczym dzia³a³ na ni± zadziwiaj±co koj±co.
Jednak odruchowo spojrza³a w dó³ i jej spokój rozpad³ siê jako domek z kart. Wrzasnê³a przera¿ona, widz±c przepa¶æ pod sob±.
-Mówi³em aby¶ nie patrzy³a w dó³ – mrukn±³ JD, który pu¶ci³ lianê. Obróci³ siê plecami w kierunku rzeki, po czym oboje zaczêli spadaæ w g³±b klifu. Obj±³ Miri drug± rêk±, schowa³ brodê do klatki i spojrza³ pe³ne przera¿enia oczy dziewczyny.
-Co¶ ty zrobi³?! - wyduka³a – Co¶ ty zrobi³?!
-W³a¶nie pozna³a¶ definicje szaleñstwa – czu³ jak powietrze otacza ich cia³a – £adne perfumy. Odde Victoria?
-Ty sobie jaja robisz?! - krzyknê³a, za¶ JD prychn±³ i zamkn±³ powieki – Zabije Cie!
-Wiem – odpar³ cicho – A teraz zamknij oczy, bo one nie bêd± Ci ju¿ d³u¿ej potrzebne – powiedzia³. Przeczuwa³, ¿e jest coraz bli¿ej koñca ich podró¿y. Otworzy³ na chwilê prawe oko. G³owa Miri by³a oparta na jego klatce piersiowej. Zobaczy³ na klifie stoj±cych kanibali, którzy wpatrywali siê t± scenê jak wryci. Pokaza³ im ¶rodkowy palec - Noc jest nasza! - krzykn±³, po czym poczu³ silne uderzenie w plecy. Sekundê pó¼niej by³ ca³y pod wod±.
Tubylcy patrzyli na t± osobliw± scenê z wielkim zdziwieniem. Chyba ¿aden z nich nie spodziewa³ siê takiego rozwoju wydarzeñ.
-Van Uh La kola (No co za debil) – rzek³ jeden kiwaj±c g³ow±, po czym obróci³ siê do swoich kompanów – Kaak Lia ooa bao (Przykro mi panowie, dzisiaj jemy mro¿onki) – przez grupê przeszed³ jêk rozczarowania.
-Kala? (Znów?) - zapyta³ kto¶ z t³umu – Hah Bon Jigi On Danele baooo (Mia³o byæ ¶wie¿e miêsko!)
-Jaja ino pajong ssie banoli pizza!(Wygl±da³a tak apetycznie i nawet trochê seksownie) – doda³ kto¶ inny – Aniefl ananas lui ahaha, gabaia tra escepa! (Powinny¶my sobie odpu¶ciæ te chore rytua³y, bo to ju¿ trzeci obiad, który nam ucieka!)
-Merva! (Cisza!) - krzykn±³ wódz – Aabbago io Zekomo ia gdagiona! Baca ona gija oni(Rytua³y do Zekroma to nasze dziedzictwo! Wracamy do wioski, mo¿e druga grupa z³apa³a resztê) – ruszy³ ku obozowisku. Wojownicy pod±¿yli tu¿ za swoim przywódc±, prócz tego co sta³ przy klifie. Ten spojrza³ jeszcze raz w rzekê, splun±³ i skwitowa³ to jedynymi s³owami jakie przysz³y mu na my¶l.
-Es czuijta(Têpy ch*j) – mrukn±³, a nastêpnie odszed³.
-Mistrz bêdzie niezadowolony Clakrson, oj bêdzie - rzek³a blondynka, która obserwowa³ wszystko z odpowiedniej odleg³o¶ci - Ale zrobi³e¶ mi przys³ugê - zaczê³a siê ¶miaæ.
* * *
Luca sta³ przy samochodzie, ca³y czas patrz±c na zegarek. Ba³ siê tego, ¿e dwójce Rangerów siê nie uda³o, ale mieli jeszcze kilka minut.
Jemu samemu uda³o siê w miarê bezpiecznie uciec. W miarê, bo tunel, którym ucieka³ zacz±³ siê zawalaæ, odcinaj±c kanibali od niego, ale zaraz do pompowa³ adrenalinê do jego krwiobiegu.
-Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê – wydoby³o siê z g³o¶nika. Aller spojrza³ na radio, którego dioda pika³a – Dwa jeden dwa zg³o¶cie siê – ponowi³o siê.
-O cholera – Luca mia³ ju¿ chwytaæ za mikrofon, ale operacyjny jeszcze raz wyda³ polecenie zg³oszenia siê.
-Dwa jeden dwa, zg³o¶cie siê, bo inaczej wysy³am pat … - przerwa³, poniewa¿ kto¶ z³apa³ mikrofon i nacisn±³ opcje mówienia.
-Tu dwa jeden dwa, zg³aszam siê – rzek³ przemoczony James. Miranda nie wygl±da³a lepiej, ale by³a ca³a i zdrowa. Wsiad³a na fotel pasa¿era, za¶ JD kontynuowa³. Dopiero teraz zauwa¿y³ Kire – Przepraszam, ¿e tak d³ugo, lecz mieli¶my problem.
-Chryste Clarkson, próbuje cie wywo³aæ od godziny – odpowiedzia³ operacyjny – Mog³e¶ daæ znaæ.
-Nie mia³em jak, serio – odpowiedzia³ spokojnie – Mamy ju¿ wszystko z g³owy, ale nie wrócimy do bazy. Dacie za³atwiæ miejsce w hotelu dla mnie oraz panny Lemon?
-Zobaczê dwa jeden dwa, baza bez odbioru – nast±pi³ szum, za¶ James od³o¿y³ s³uchawkê na swoje miejsce.
-Jeste¶cie cali – rzek³ Luca, ale Clarkson go zignorowa³. Wzi±³ kluczyki i wsiad³ do auta – Ej, co jest?
-Wsiadasz, czy bêdziesz gada³? - zapyta³a Miranda. Luca spojrza³ na swojego nowego druha, który ruchem d³oni go ponagli³. Luc wskoczy³ na ty³ pojazdu, siadaj±c tu¿ ko³o Absol – To jak JD? Zgadzasz siê?
-Niech bêdzie – przekrêci³ kluczyki, za¶ coupe odpali³ – Nowy pocz±tek …
-Nowy pocz±tek …
„Nowy pocz±tek ...” rzek³a Kira, za¶ dwójka Rangersów za¶mia³a siê. Odjechali w kierunku miasta. "Tylko tego nie zjeb"
-A teraz idziemy na jednego - zacz±³ pod¶piewywaæ JD - A teraz idziemy wódkê piæ.
-W sumie - Luca wyj±³ z torby jaka¶ flaszkê - Chyba bêdzie dobra - James ukradkiem spojrza³ na etykietkê.
-Panie. Tadzik, prawdziwa wódka szwagrowa - za¶mia³ siê. Miranda tylko prychnê³a - Dobra, ale piæ bêdziemy gdy za³atwiê jedn± sprawê ...
Wizje mo¿na oceniaæ do godziny 20 dnia 19 lutego 2014 roku, lub do momentu, gdy jeden z graczy biedzie mieæ znacz±c± przewagê nad rywalem
Mo¿na to zrobiæ w tym temacie z wg. kryteriów:
a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania
Po czym oddajemy g³os na w naszej opinii zwyciêsk± wizje.
Jeden g³os to jeden punkt w pojedynku.
Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê. Proszê kierowaæ siê w³asnym sumieniem przy przyznawaniu g³osu.
lub pod tym adresem.
Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.
Wejd¼ tu
Poleca W³adimir W³adimirowicz Putin |
Temat: Dramatyczne dzieje PV |
Drowker
Odpowiedzi: 33
Wy¶wietleñ: 20320
|
Forum: PV i PVF (Pokemon Valhalla) Wys³any: 12 Luty 14, 01:17 Temat: Dramatyczne dzieje PV |
Ten teges. Nie ¿ebym siê wtrynia³ t± sprzeczkê, bo mnie to #nieobchodzi tak samo jak ostatnia gównoburza na Pefa³, ale trochê offtopujecie. Ale kontyujcie, ja jem popcorn
Co do tematu - jak do 8 lutego, to by³o nawet zabawne, bo takie rzeczy zdarzaj± siê. Strona mo¿e pa¶æ podczas aktualizacji, nie ma siê czasu aby szybko naprawiæ(IMO wystarczy³o kogo¶ poprosiæ) i trzeba przyj±æ hejty na klatê, po czym robiæ swoje albo nie robiæ nic dalej. By³a gównoburza, która by pewnie z czasem rozesz³a siê po ko¶ciach, jednak Daru zamkn±³. Okej, jego decyzja, historia go z tego rozliczy.
Jednak zabawne skoñczy³o siê gdy wstawi³ taki komunikat, jaki teraz straszy na PeFa³. Mnie to osobi¶cie zniesmaczy³o, bo po adminie takiej du¿ej strony jak± jest PV(F) spodziewam siê chocia¿ nutki profesjonalizmu. A teraz jest co¶ rodzaju "oni zaczêli mnie obra¿aæ, wiêc walê focha i zamykam piaskownice". This is not funny. Lakoniczne "Zamykamy forum, aby dokoñczyæ naprawê" brzmi o wiele lepiej.
Swoj± drog± - jest 6 godzin po 19, 2 godziny po 23 i dalej Pefa³ nie widaæ. Ciekawe kiedy s³ynne #pó¼niej siê skoñczy.
Ha. Kleszczu wisisz mi dychê. Mówi³em, ¿e to gównoburzotemat. |
Temat: Mega Ewolucja Problem |
Drowker
Odpowiedzi: 5
Wy¶wietleñ: 4639
|
Forum: X/Y Wys³any: 5 Luty 14, 20:41 Temat: Mega Ewolucja Problem |
| Tutaj pisz±, ¿e aby zdobyæ ten kamulec musisz podej¶æ do tej wie¿y po zakoñczeniu g³ównego w±tku. |
Temat: Bursztynowa Liga |
Drowker
Odpowiedzi: 6
Wy¶wietleñ: 5242
|
Forum: FanFiction Wys³any: 2 Luty 14, 00:33 Temat: Bursztynowa Liga |
Dialgu¶
vs. James David Clarkson
- No gdzie on jeeeeest? - zawo³a³ Emer, ciê¿ko stawiaj±c nogi. Nic dziwnego, skoro ju¿ od dwóch dni nieustannie b³±dzi³ po zachodnim Kalos.
Od ostatniej walki min±³ ju¿ tydzieñ, a on dalej szuka³ i szuka³ profesora Sycamore'a. Co prawda, dosta³ wiadomo¶æ od profesora Oaka, ¿e jeden z jego dawnych uczniów kilka miesiêcy wcze¶niej wyprowadzi³ siê do tego regionu, by badaæ tutejsze gatunki kieszonkowych stworków i wys³a³ ju¿ informacje na ich temat do Oaka, wiêc Dialgus mo¿e ju¿ wracaæ do Kanto, jednak on tego nie chcia³. Stwierdzi³, ¿e nie spocznie, póki nie odnajdzie Sycamore'y i nie dostanie odpowiedzi na kilka pytañ, dotycz±cych tajemniczego kamienia, tkwi±cego w jego plecaku. W³a¶ciwie, zale¿a³o mu obecnie raczej na tym drugim, ani¿eli pierwszym, jednak dobrze wiedzia³, ¿e osob±, która wie najwiêcej na temat tego dziwnego przedmiotu jest w³a¶nie Sycamore. Co prawda, drugim mo¿liwym wyborem jest Rowan, bêd±cy specjalist± od ewolucji pokemonów. Co prawda, Tony nie wiedzia³, czy tajemnicza kula s³u¿y w³a¶nie do ewolucji tych stworków, wiêc postanowi³ udaæ siê najpierw do Sycamore'a. Pamiêta³ nawet, ¿e raz czy dwa pokazywa³ on w telewizji podobne kamienie. By³ to g³ówny powód, dla którego na pierwszy ogieñ poszed³ w³a¶nie mieszkaniec Kalos.
Jednak¿e, powoli zacz±³ w±tpiæ w mo¿liwo¶æ osi±gniêcia celu. Wêdrowa³ ju¿ kilka dobrych dni i nikt nie potrafi³ daæ mu ¿adnej, porz±dnej informacji na temat chocia¿by przybli¿onego miejsca pobytu Sycamore'a. Nikt nawet nie s³ysza³, by ten jegomo¶æ móg³ przebywaæ w pobli¿u. Wêdrowa³ wiêc dalej, coraz to bardziej oddalaj±c siê od Lumiose City - miejsca zamieszkania profesora, a dochodz±c do bardziej tropikalnych zak±tków regionu - zachodniej czê¶ci, maj±cej dostêp do morza, co dawa³o ciep³e lata i ³agodne zimy. Teraz jednak Emer nie zwraca³ uwagi na piêkne widoki, które mo¿na by³o dostrzec na drodze 7. Jego wzrok przyku³ wielki budynek, maluj±cy siê na horyzoncie - Pa³ac Walk!
- O jaaa... - Tylko tyle móg³ wyj±kaæ Dialgus, przyt³oczony ogromem budowli. Z ka¿dym krokiem ros³o jego zdziwienie i podziw dla budowniczych tego olbrzyma. Ten pa³ac by³ ogromny! By³ wiêkszy nawet od Wailorda, a to nie byle wyczyn. Krocz±c prosto na niego, budynek rozrasta³ siê w ka¿d± ze stron, tworz±c prawdziwe dzie³o sztuki budowniczej. - Ile oni musieli to budowaæ? - spyta³ sam siebie Dialgus. W rzeczywisto¶ci, sama budowla nie by³a a¿ tak potê¿na, jednak w tym momencie dzia³a³a nieskoñczona wyobra¼nia m³odzieñca, dodaj±ca wiele metrów dodatkowych zabudowañ, przylegaj±cych do skrzyde³ pa³acu.
- Przecie¿ to musia³o budowaæ kilka pokoleñ... - mrukn±³ Tony, z nag³ym przyp³ywem si³ kieruj±c siê w stronê budowli. Zapomnia³ o zmêczeniu. Zapomnia³ o wszystkim. Widok tego "ósmego cudu ¶wiata" ca³kowicie zam±ci³ mu w g³owie. Zapomnia³ nawet o profesorze Sycamore. Nie liczy³o siê nic innego ni¿ ten pa³ac. Sam nie wiedzia³, co go do niego ci±gnê³o. Ciekawo¶æ? Prawdopodobnie.
***
- Dalej siê dziwiê, ¿e Ci na to pozwalaj±... - mruknê³a Miranda, patrz±c na swojego partnera. Jej fio³kowe oczy ponownie zlustrowa³y go od stóp a¿ po czubek g³owy. Zatrzymywa³y siê na u³amek sekundy, by kolejny raz zapamiêtaæ ka¿dy jego szczegó³. Zaraz nad kolanem koñczy³y siê jego ciemnozielone bojówki, do paska których przypiêty by³ ma³y, ozdobny toporek. Na przeciêtnie umiê¶nionym torsie le¿a³a dopasowana, niebieska, lekko przechodz±ca w granat koszulka z bia³ym napisem "Skipper", od razu rzucaj±cym siê w oczy. Krañce tego s³owa zakrywa³a czerwona kurtka Pokemon Rangera z ¿ó³tym emblematem na ramieniu. Patrz±c w górê, obserwator zauwa¿a³ przystojn± twarz dwudziestodwulatka, lekko oszpecon± przez bliznê na lewym policzku. Krótkie, czarne w³osy schowane by³y pod niebiesk± czapk± z daszkiem, skierowan± lekko w prawo. Ten tylko u¶miechn±³ siê lekko i przemówi³ spokojnym g³osem:
- O mnie siê nie martw. Szefostwo nie czepia siê tego, wiêc nic siê nie dzieje.
Teraz on spojrza³ siê na swoj± kole¿ankê. Jego zdaniem wygl±da³a ¶wietnie w mundurku rangerki, który idealnie podkre¶la³ jej atuty. By³a idealn± pod wzglêdem cia³a kobiet±. D³ugie nogi, lekko zakryte przed czarne skarpety i czerwone buty. O Ukryciu czegokolwiek nie mog³y nawet pomarzyæ jej ciemne szorty, nie siêgaj±ce nawet po³owy uda. Krwista kurtka rangera, która powinna byæ zawsze, ale to zawsze zapiêta, jej nada³a jeszcze wiêcej uroku, pozwalaj±c innym spogl±daæ na jej dwie soczyste pó³kule. Idealnie wiedzia³a, jak zaimponowaæ nimi mê¿czyzn±.
Wykona³a lekki ruch rêk±, przerzucaj±c swoje jasne blond w³osy, które opad³y jej na moment na twarz. A nie by³o to jakie¶ tam oblicze. By³o to jedno z piêkniejszych oblicz w ca³ym Kalos. Kszta³tne usta, zdaniem wielu wprost stworzone do ca³owania, o czym przekona³o siê niewielu. Co najwy¿ej dwóch czy trzech. Wielkie, piêkne, fio³kowe oczy lustrowa³y otoczenie z wielk± dok³adno¶ci±. Ka¿dy, kto w nie spojrza³, od razu zakochiwa³ siê w tym spojrzeniu. By³o w nim co¶ nietypowego, egzotycznego. Kry³y w sobie tajemnicê, któr± wielu by chcia³o odkryæ. Nie by³o widaæ czubka jej czo³a, gdy¿ zakrywa³ je czerwony beret - typowy dodatek rangerek.
- Normalnie rangerzy nie u¿ywaj± z³apanych pokemonów - odpar³a Miranda. - Wiêc uwa¿aj, James.
- Daj spokój - odpar³ Clarkson. W³a¶ciwie, to nazywa³ siê James David Clarkson, jednak znajomi i przyjaciele nazywali go JD lub po prostu James. Nie ¿ywi³ on zbyt wielkiego uczucia do pe³nego nazwiska. Czu³ siê wtedy zbyt oficjalnie, poza tym kojarzy³o mu siê to z dawnym, przestêpczym ¿yciem. - Nigdy, ale to przenigdy nie zostawiê moich przyjació³. Prêdzej bym rzuci³ bycie rangerem. To dziêki Krokowi siê zmieni³em. Bez niego jestem jak bez nogi. CO ja mówiê? Krok to nie tylko mój przyjaciel. Jest prawie ¿e jak brat. Jego nigdy nie zostawiê.
- Pewnie czu³by¶ siê jak bez rêki, co? - za¶mia³a siê Miranda.
- Reki? Nieee... To za ma³o. Jak bez g³owy. Bez niego pewnie znowu by³ mia³ k³opoty z prawem. - Po tych s³owach zamilk³. Nie wspomina³ dobrze czasów, kiedy uczestniczy³ w walkach pseudo kibiców. Nie raz nie móg³ usn±æ w nocy przez to wspomnienie.
Chwilê tak jeszcze postali w ciszy, kiedy Miranda wpad³ do g³owy pewien pomys³ na poprawienie humoru przyjaciela.
- Poka¿ mi go jeszcze raz.
- Co? - zdziwi³ siê JD, nie rozumiej±c, o co dziewczynie chodzi.
- Oj, no dobrze wiesz... Kamieñ - doda³a tajemniczym tonem. James wiedzia³ ju¿, o co jej chodzi. Z u¶miechem na ustach siêgn±³ do najwiêkszej kieszeni w swoich spodniach, wyci±gaj±c z niej szary, okr±g³y kamieñ. By³ on lekko przezroczysty, a od góry do do³u przecina³a go ciemna elipsa o kszta³cie DNA.
- Absolite - rzek³ cicho JD, z dum± patrz±c na swój ma³y skarb.
- Ty to chyba jednak masz farta. To trzeba przyznaæ. Nie do¶æ, ¿e pozwolono ci mieæ w³asne pokemony, to jeszcze znalaz³e¶ Absolite - kamieñ kompatybilny z twoj± Kir±.
- Ma siê farta... - zacz±³ rado¶nie James, jednak resztê jego wypowiedzi zag³uszy³ krzyk, dobywaj±cy siê zza jego pleców.
- Heeeeeeej! - krzykn±³ Emer, biegn±c ile si³ w stronê rozmawiaj±cej pary. Na pewno siê nie pomyli³. Co to, to nie. Na sto procent zauwa¿y³ w rêki ubranego w czerwon± kurtkê ch³opaka co¶, co niezmiernie przypomina³o czerwon± sferê, ukryt± w jego plecaku.
- Czego chcesz? - spyta³ James, szybko ukrywaj±c kamieñ w kieszeni.
- Informacji - odpar³ Dialgus, ³api±c oddech po szybkim biegu.
- Na jaki temat? - do³±czy³a do rozmowy Miranda. Jeszcze niedawno na widok kogo¶ takiego zaraz straci³by g³owê i próbowa³ zarywaæ. Jednak nie teraz. Od czasu upadku ze szczytu Srebrnej Góry, nauki pod okiem profesora Oaka i odnalezieniu tajemniczego kamienia zmieni³ siê o prawie sto osiemdziesi±t stopni. W³a¶ciwie, to tylko w niektórych kwestiach. Przesta³ wyrywaæ do dziewczyn, ale dalej pokemony by³y dla niego jak przyjaciele.
- Na temat kamienia, który w³a¶nie schowa³e¶ do swojej kieszeni - rzek³ spokojnie Emer, jednak odczuwa³ niewyobra¿aln± rado¶æ. Nareszcie znalaz³ kogo¶, kto jest w stanie mu wyt³umaczyæ, czym jest tajemnicza sfera w jego plecaku.
- Jaki kamieñ? - udawa³ zdziwienie James.
- Nie udawa³ g³upiego. W³a¶nie schowa³e¶ go do kieszeni! - prawie zawo³a³ oskar¿ycielsko. W miêdzyczasie ¶ci±gn±³ z pleców swój plecak i zacz±³ rozpinaæ najwiêksz± kieszeñ.
- Nic nie schowa³em do kieszeni - odpar³ lekko opryskliwie JD.
- Schowa³e¶. Kamieñ, bardzo podobny do tego - mówi±c to, Emer wyci±gn±³ z plecaka swoj± czerwon± kulê. Po³yskuj±c w s³oñcu, piêknie eksponowa³a elipsê, ukryt± w jej centrum.
- Sk±d to masz?! - zawo³a³ James, ca³kowicie trac±c dotychczasowy ton. - Sk±d masz ten kamieñ?
- A wiêc to jednak kamieñ, co? - mrukn±³ Tony, u¶miechaj±c siê pod nosem. Wiedzia³ ju¿, ¿e ta osoba mo¿e dostarczyæ mu informacji, jakich potrzebowa³.
- Gadaj lepiej, sk±d to masz! I przestañ udawaæ, ¿e nie wiesz, czym on jest! - krzykn±³ cicho JD.
- Obaj chcemy informacji, co? - podsumowa³ rado¶nie Dialgus.
- Wiesz, kto jest nastêpny? - zawo³a³ James, wskazuj±c palcem na rozmówcê z niebieskimi goglami. - Ty jeste¶ nastêpny!
- Co? - powiedzia³ wstrz±¶niêty Tony, nie rozumiej±c, o czym mówi ranger.
- Walczymy! Ja kontra ty! Trzy na trzy, z wymianami, dopóki która¶ ze stron nie straci wszystkich pokemonów. Teraz czaisz?
- Aaaaa... Trzeba by³o tak od razu. - Na twarzy Emera pojawi³ siê szeroki u¶miech. Walka. D³uga, porz±dna walka, czyli co¶, co kocha. - Ok. Wchodzê w to!
- Jak wygram, to od razu wy¶piewasz mi, sk±d masz ten kamieñ, jasne?
- Móg³bym mu to powiedzieæ i bez tego, ale dobra tam... - mrukn±³ niedos³yszalnie Dialgus.
- A jak ty wygrasz - kontynuowa³ JD, w ogóle nie zwracaj±c uwagi na m³odszego trenera - to ja powiem ci wszystko, co tylko chcesz. Pasi?
- Pasi - odpar³ Emer, wyci±gaj±c rêkê w stronê przeciwnika. - Tony Emerald, ale mówi± na mnie Dialgus.
- James David Clarkson - odpar³ nowy ranger, ujmuj±c rêkê rywala. U¶miechn±³ siê lekko, ciesz±c siê trochê na zmianê tematu i wyrwanie go z lekkiego sza³u. - Mo¿esz mówiæ na mnie JD, jak wszyscy.
***
Obaj trenerzy stanêli naprzeciw siebie w odleg³o¶ci jakich¶ piêtnastu metrów. Oddziela³ ich spory kawa³ek brukowanej alejki, wokó³ których ros³y potê¿ne drzewa. Wia³ lekki wiatr - idealne warunki do walki. Obaj m³odzieñcy stali jednak spokojnie, trzymaj±c w rêkach czerwono-bia³e kule. Miranda opu¶ci³a walcz±cych z dwóch powodów. Po pierwsze, nie lubi³a walk pokemon. A po drugie, zachcia³o jej siê piæ, wiêc uda³a siê w stronê najbli¿szego automatu z zimnymi napojami.
- Zaczynaj - powiedzia³ spokojnie Tony, mierz±c wzrokiem przeciwnika.
- Ok. Przygotuj siê na przegran±. Do ataku, Diddy!
- Bierz go, Cleon!
Z kul, w¶ród bia³ych b³ysków wyskoczy³y dwa stworki. Jednym z nich by³ zielony kameleon, którego brzuch przecina³ czerwony zygzak. Drugim natomiast by³a czerwona ma³pa o d³ugich rêkach z potê¿nymi piê¶ciami. Jego brwi przekszta³ci³y siê w wstêgi ognia.
- Kecleon - mrukn±³ JD, rozpoznaj±c gatunek pokemona przeciwnika.
- Darmanitan. Niez³y przedstawiciel - powiedzia³ spokojnie Emer, ju¿ wiedz±c, jak ma go pokonaæ. - To bêdzie bu³ka z mas³em.
- Nie lekcewa¿ Diddy'ego - upomnia³ go James. - Zaczynamy?
- Zaczynamy - odpar³ Dialgus, u¶miechaj±c siê pod nosem. Jego Kecleon pochyli³ siê lekko, przyjmuj±c pozycjê do ataku. Wyszczerzy³ lekko swoje ma³e, ostre k³y.
- Diddy, u¿yj Ognistej Piê¶ci!
- Cleon, Pazur Cienia!
Zielony jaszczur popêdzi³ ku cz³ekokszta³tnemu, bior±c potê¿ny zamach praw± ³ap±. Wokó³ jego d³oni pojawi³a siê smuga niemal¿e czarnego ¶wiat³a, która przyjê³a kszta³t trzech pazurów. Jego cel natomiast stan±³ na tylnych ³apach, unosz±c przed siebie lew± ³apê. P³omienie otoczy³y jego piê¶æ, któr± nakierowa³ wprost na zbli¿aj±cego siê oponenta. Normalnie, przy tej szybko¶ci kameleon wpad³by wprost na ten atak, jednak ten da³ radê odbiæ w swoje lewo, by ci±æ od boku. Ponownie siê zamachn±³, wyprowadzaj±c cios, jednak ma³pie uda³o siê odskoczyæ. Polecia³ w górê, gdzie otworzy³ szeroko paszczê. Tam wypu¶ci³ z niej potok p³omieni, które popêdzi³y wprost na zielonego gada. Ten z cudem tego unikn±³, odskakuj±c w bok.
- Uff... - odetchn±³ z ulg± Emer. - Na szczê¶cie nie trafi³.
- Durne Przegrzanie - warkn±³ pod nosem JD. - Strasznie rzadko trafia. Co nie, Dial?
- Dial? - zdziwi³ siê Tony.
- Zdrobnienie od Dialgus. A co? Z³e? Wolisz mo¿e... Dialek?
- Nie. Dial nie jest z³e - odpar³ Emer, odwracaj±c wzrok. Nagle przypomnia³ sobie o walce. - Cholera! Cleon, Antyczna Moc!
- Co... Walka! - równie¿ i James zapomnia³ na moment, co siê dzieje. - Diddy, Ochrona!
Wokó³ ma³py pojawi³a siê kula, która za¶wieci³a zielonym ¶wiat³em. By³a ona cienka, ale i wytrzyma³a. Przez ni± widaæ by³o zniekszta³conego Darmanitana. Jednak, nie mia³o to wygl±daæ ³adnie, a byæ funkcjonalne. I takie by³o. Bezkszta³tna masa ¶wiec±cej, kamiennej energii wpad³a wprost na ssaka, jednak zatrzyma³a siê na tej cieniutkiej os³onie. Spokojnie wytrzyma³a. Zaraz po tym Darmanitan przypu¶ci³ kontratak. W jego ustach wybuch³y p³omienie, które obleg³y k³y ssaka. Cz³ekokszta³tny stworek rzuci³ siê na oponenta, próbuj±c zacisn±æ szczêkê na tylnej ³apie gada. Uda³o mu siê. Plan Jamesa zadzia³a³ perfekcyjnie. Tak przynajmniej s±dzi³. Nie zna³ jednak drugiego dna tego posuniêcia.
Kecleon sykn±³ cicho, jednak nie zrobi³ sobie nic wiêcej z tego bólu. Zamiast tego zamachn±³ siê ³ap±, przypuszczaj±c pierwszy udany atak w tej walce. Ci±³ swoimi ostrymi pazurami prosto w czubek g³owy cz³ekokszta³tnego. Idealnie wymierzony cios poskutkowa³. Darmanitan nie do¶æ, ¿e oberwa³, to jeszcze pu¶ci³ kameleona. Ten odskoczy³ i z daleka przypu¶ci³ kolejny atak. W jego d³oniach pojawi³a siê bezkszta³tna masa kamiennej energii, która tym razem trafi³a wprost w g³owê ma³py. Ten efektywny wzglêdem typu atak rzuci³ na ³opatki Darmanitana. Po³o¿y³ siê na ziemi i ju¿ ie wsta³.
- Cholera, Diddy!
- Jeden zero - zawo³a³ rado¶nie Emer, patrz±c, jak jego przeciwnik przywo³uje pokonanego pokemona do pokeballa i wymienia kule. - Ale, muszê przyznaæ. Nie by³o ³atwo.
- Dziêki. Ale uwa¿aj, bo teraz bêdzie trudniej. Do ataku, Kira! Nocne Ciêcie!
Na miejscu pokonanego Darmanitana pojawi³a siê czarna wilczyca o bia³ym, grubym futrze i ostrym rogu - zwiastunka nieszczê¶cia, Absol. W zaskakuj±cym tempie doskoczy³ do przeciwnika i ci±³ swoim rogiem, którego obleg³a ciemna po¶wiata. Atak nie dosiêgn±³ jednak gada, tylko... pluszaka. Pojawi³ siê on na miejscu Kecleona. On sam znalaz³ siê nagle za plecami wilczycy i ci±³ j± swoimi pazurami. Nie da³o to zbyt wiele, ale jednak nawet ten atak ¦ciêcia da³ choæby i te ma³e obra¿enia.
- Substytut, tak? - spyta³ spokojnie JD.
- Dok³adnie. Szkoda tylko, ¿e to rani równie¿ i Cleona.
- Co¶ za co¶, niestety. Kira, Lodowy Promieñ!
Z ust mrocznego stworka wydoby³ siê strumieñ lodowej energii, skierowany wprost na g³owê Kecleona. Ten nie zd±¿y³ odskoczyæ, wiêc b³êkitny cios trafi³ wprost na niego. Z powodu u¿ycia substytutu i poprzedniej walki, kameleon by³ w stanie przyj±æ na siebie tylko i wy³±cznie ten jeden, jedyny atak. Po tym zemdla³ z braku si³.
- Cleon! No nie!
- Jeden jeden, czy¿ nie? - rzek³ weso³o James. - Co ty na to? I nie mów, ¿e nie ostrzega³em.
- A ja na to, jak na lato! Wybieram ciê, Buckie!
Ko³o miejsca, gdzie dotychczas le¿a³ pokonany Kecleon pojawi³ siê inny, zielony gekon. Ten jednak mia³ d³ugi ogon, ¿ó³te kulki na grzbiecie i li¶cie, wyrastaj±ce z r±k. Sceptile, najstarsza forma Treecko, startera z Hoenn, rodzinnego regionu Emera. Znaj±c dobrze swojego trenera, doskoczy³ on do oponenta i ci±³ li¶æmi na swoich przedramionach. Ro¶liny te zab³ys³y na zielono, jednocze¶nie siê wyd³u¿aj±c. Absol jednak nie pozosta³ mu d³u¿ny. Zam zacz±³ atakowaæ, tn±c na przemian rogiem i pazurami na swoich przednich ³apach.
Dwa potê¿ne pokemony na przemian ciê³y i uderza³y siê, kieruj±c w najczulsze punkty przeciwnika. Zacz±³ siê ¶miertelny taniec, który mia³ siê zakoñczyæ ju¿ za moment, kiedy jeden z nich upadnie na ziemiê i ju¿ nie wstanie. To, co siê teraz dzia³o, mo¿na okre¶liæ jednym, prostym s³owem - potêga. ¯aden z napastników nie zamierza³ odpu¶ciæ. Pomimo bólu i kolejnych ran, ¿adna ze stron nie zamierza³a odpu¶ciæ. Robili to dla swoich trenerów, wiêc nie zamierzali odpu¶ciæ...
- Skoñcz! - zawo³a³ Sceptile, po raz kolejny odbijaj±c li¶ciem ³apê przeciwnika.
- Nie! Ty to zrób! Ja siê nie poddam! - odpar³a Absol, z furi± w oczach opuszczaj±c róg, by pchn±æ nim w brzuch oponenta.
Sceptile odskoczy³, by nastêpnie pojawiæ siê tu¿ za plecami Absol. Tam ponowi³ atak, tn±c od ty³u. Wilczyca jednak siê odwróci³a, by ponowiæ natarcie. Dwoje potê¿nych wojowników zaczê³o szybki taniec, ponownie atakuj±c. Zaczê³o im ju¿ powoli si³y, by ponawiaæ ataki. Dlatego w³a¶nie gadzi stworek odskoczy³, by za³adowaæ w d³oniach zielon± kulê naturalnej energii, któr± rzuci³ w oponenta. Ta oberwa³a wprost w kark, wyj±c dono¶ne. W to samo miejsce Buckie ponownie uderzy³, krzy¿uj±c swoje ³apy. Wylecia³a z niej smuga ¿ó³tej energii, która powali³a Absol na ³opatki.
- Nie! Kira! - krzykn±³ JD, podbiegaj±c do swojej podopiecznej. - W porz±dku?
- Abb... - zamrucza³a Absol, przymykaj±c oczy. Zaraz zniknê³a w czerwonym ¶wietle, które wci±gnê³o j± do pokeballa.
- Trzyma siê? - spyta³ troskliwie Tony.
- Wyjdzie z tego. Tymczasem my musimy dokoñczyæ nasz± walkê. Do ataku, Krok! Przywal mu z Lodowego Promienia!
Z otwartego pokeballa wyp³yn±³ strumieñ ¶wiat³a. Nie zmaterializowa³ siê od razu w pokemona. Zanim ostatni wybór Jamesa pojawi³ siê na umownej arenie, wystrzeli³ lodow± energiê ku ledwo trzymaj±cemu siê na nogach Sceptile'owi. Ten, po swojej poprzedniej walce ledwo siê trzyma³ na nogach. Nie zamierza³ jednak poddaæ siê bez walki. Dlatego najpierw pos³a³ cienki b³ysk ¶wiat³a ku niebu, a nastêpnie z jego ogona wznios³a siê chmura li¶ci, która popêdzi³a ku do³±czaj±cemu do walki pokemonowi. Min±³ w locie lodowy promieñ i uderzy³ w ¶wie¿o zmaterializowanego Feraligatra - ostatni± formê wodnego startera z Jotho. Z niebieskiego, ³uskowatego, umiê¶nionego cia³a wyrasta³y czerwone, twarde jak ska³a odpowiedniki p³etw, pomagaj±ce mu w p³ywaniu. Odskoczy³, uderzaj±c ogonem w pod³o¿e. Ledwo unikn±³ ataku, czego nie mo¿na powiedzieæ o Sceptile'u. Lodowy promieñ trafi³ go prosto w brzuch, zni¿aj±c go do parteru. Zaraz po tym zamkn±³ oczy i zemdla³.
- Buckie!!! - rykn±³ Tony, biegn±c ku le¿±cemu na ziemi gadowi. Podbieg³ do niego i z³apa³ go w ramiona. - Przepraszam, przyjacielu. To siê ju¿ wiêcej nie powtórzy. Obiecujê.
- W porz±dku? - zawo³a³ James.
- ¦redniawo. Przynajmniej da³ radê ci zaszkodziæ.
- Jak? Przecie¿ Burza Li¶ci nie trafi³a.
- Nie o tym mówiê - odpar³ Emer, przywo³uj±c pokonanego Sceptile'a do kuli. Siêgn±³ do nerki i wzi±³ kolejn± kulê. - Do boju, Igneel! - Z ma³ego przedmiotu w d³oni trenera z Hoenn wydoby³ siê ognisty, skrzydlaty jaszczur o p³on±cym ogonie - ostatnia forma ognistego startera z Kanto, czyli Charizard. - Igneel, poka¿ im, czego nauczyli¶my siê w Kanto! S³oneczny Promieñ!
Ognisty jaszczur wyrzuci³ z siebie potê¿ny strumieñ ro¶linnej energii, który uderzy³ prosto w brzuch krokodyla, wyrzucaj±c go kilkana¶cie metrów w ty³.
- Jak? - zawo³a³ JD. - Przecie¿ S³oneczny Promieñ trzeba najpierw za³adowaæ!
- Spójrz w górê - odpar³ spokojnie Tony. James spojrza³ nad siebie i zaraz przymru¿y³ oczy. O¶lepi³o go ¶wiat³o dnia. - S³oneczny dzieñ? - spyta³ sam siebie. - Ale kiedy?
- Zaraz przed Burz± Li¶ci - wyja¶ni³ Tony. - Nie patrzy³e¶, a Buckie u¿y³ tego ruchu. Chyba wiesz, co to robi, prawda?
- Wzmacnia ogniste ataki, os³abia wodne, a S³oneczny Promieñ nie musi siê ³adowaæ.
- Ma to te¿ pewien minus - doda³ Emer, patrz±c, jak jego podopieczny lekko krzywi siê z bólu.
- S³oneczna Moc? - spyta³ James, rozpoznaj±c umiejêtno¶æ jaszczura.
- Tak. Zwiêksza moc specjalnych ataków Igneela w s³oñcu, ale co jaki¶ czas trochê go rani. Nie zmienia to faktu, ¿e zaraz cierpienie siê skoñczy. Igneel, S³oneczny Promieñ! Pe³na moc!
- O nie! Co to, to nie. Tak ³atwo siê nie damy! Krok, Hydro Pompa!
Oba pokemony wypu¶ci³y ze swoich paszcz potê¿ne strumienie energii, które popêdzi³y ku sobie. Zderzy³y siê w po³owie dystansu, jednak to atak Charizarda okaza³ siê silniejszy. Przebi³ siê przez potok wody pod wysokim ci¶nieniem, by nastêpnie trafiæ wprost w otwart± paszczê krokodyla. To ponownie odrzuci³o go w ty³, przewalaj±c na grzbiet. Ten atak by³ wystarczaj±cy, by Feraligatr ju¿ nie wsta³. Zosta³ pokonany.
- Krooooook! - zawy³ James, rzucaj±c siê ku podopiecznemu. Z³apa³ go za g³owê, przytulaj±c do siebie. - Trzymasz siê? - Ten tylko przytakn±³, by nastêpnie zamkn±æ oczy. Nie mia³ si³y trzymaæ ich d³u¿ej otwartych.
- Niez³a walka - pogratulowa³ przeciwnikowi Tony, podchodz±c do pokonanego. Igneel siedzia³ ju¿ sobie spokojnie w pokeballu.
- Dziêki. Ty te¿ ¶wietnie walczy³e¶ - odpar³ James, przywo³uj±c Kroka do pokeballa. - Ok, to co chcesz wiedzieæ?
- Czym jest ten kamieñ, który mam.
- To Mega Kamieñ.
- Mega Kamieñ?
- Zaraz ci wszystko wyja¶niê..
Zwyciê¿y³: Drowker wynikiem 5:0
W walce numer 2 zwyciê¿y³ Bulbinek stosunkiem g³osów 5:0
W walce numer 3 zwyciê¿y³ Sky stosunkiem g³osów 5:0
W walce numer 4 zwyciê¿y³ Fallen stosunkiem g³osów 6:0
* * *
Sezon II
Walka numer 6
Uczestniczy: Diana Hunter (teddy) (wyzywaj±cy) vs Max Starn (Sky) (wyzwany)
Miejsce: Sumiru Village w Kalos
Przewidywalna data oddania: 5 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania: 5 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
* * *
Walka numer 7
KONIEC REGIONU KALOS
Uczestniczy: Dylan Shapiro (Chaqui) (wyzywaj±cy) vs Karl Potyns (Alberto) (wyzwany)
Miejsce: Tower of Mastery w Shalour City
Przewidywalna data oddania: 8 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania: 8 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
* * *
Walka numer 8
Uczestniczy: Luca Aller (Kleszcz) (wyzywaj±cy) James David Clarkson(Drowker) (wyzwany)
Miejsce: White Ruins w Unova
Przewidywalna data oddania: 12 lutego 2014 roku
Ostateczna data oddania: 15 lutego 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.
Wejd¼ tu
Poleca W³adimir W³adimirowicz Putin |
Temat: Bursztynowa Liga |
Drowker
Odpowiedzi: 6
Wy¶wietleñ: 5242
|
Forum: FanFiction Wys³any: 12 Styczeñ 14, 22:44 Temat: Bursztynowa Liga |
Bursztynowa Liga
W walce numer 1 zwyciê¿y³ Kuballo stosunkiem g³osów 4:1
Sezon II
Walka numer 2
Mike Sterck (Bulbinek) vs Diana Hunter (teddy)
Uczestniczy: Mike Sterck (Bulbinek) (wyzywaj±cy) vs Diana Hunter (teddy) (wyzwany)
Miejsce: Pokémon Village w Kalos
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
Bulbinek
- Nie mogê siê przyzwyczaiæ do twojej nowej aparycji...
- Cicho b±d¼! - kapitan Croc skarci³ Mika szorstkim g³osem, zaciskaj±c i szczerz±c swoje k³y, przy czym wyda³ cichy, gniewny pomruk.
- Nie przesadzaj... - kontynuowa³ w±tek majtek, powoli przechadzaj±c siê po Snowbelle. - W gruncie rzeczy jeste¶ teraz... silniejszy. Staæ ciê na wiêcej, ³atwiej ci wygrywaæ walki... - Pokemon raz jeszcze zawarcza³, spogl±daj±c na towarzysza na w¶ciek³ym spojrzeniem.
- Co z tego, skoro wygl±dam jak skrzy¿owanie dinozaura z krokodylem?! Czy wymy¶laj±c wizerunek feraligatra, matka natura musia³a mieæ a¿ takie poczucie humoru?! - Croc roz³o¿y³ rêce, unosz±c wzrok z rozpacz± w niebiosa, na co Mike tylko wzruszy³ ramionami z cichym westchnieniem. Ca³ej tej scence milcz±co przygl±da³ siê zataczaj±cy na niebie kó³ka togetic, Plip, w pobli¿u za¶ nieustannie krêci³ siê bêd±cy bulbasaurem Bernie, ciekawsko zerkaj±c w ka¿dy okoliczny zakamarek, i chyba jako jedyny nie przejmuj±c siê t± rozmow±.
- Jakby siê tak zastanowiæ... trochê sam dok³adasz cegie³kê do tego komizmu - rzek³ Mike, na co kapitan zatrzyma³ siê. Przez "cegie³kê" majtek rozumia³ stary strój Croca - dok³adnie ten sam, w którym chodzi³ od zawsze, a który na feraligetrzej wersji pokemona wygl±da³ - delikatnie mówi±c - niczym dzieciêcy, we wszystkich mo¿liwych miejscach uciskaj±c niebieskiego stworka i daj±c siê zapi±æ jedynie z najwiêkszym trudem, po kilkuminutowych mêczarniach. Ca³e piêkno i dostojno¶æ granatowego p³aszcza wraz z ewolucj± wyparowa³y niczym kamfora, za¶ jedynym dobrze wygl±daj±cym na pokemonie elementem by³ kapelusz z ró¿owym piórem, niewiele to jednak pomaga³o wobec zupe³nego braku synergii z pozosta³± czê¶ci± ubrania.
- Mam chodziæ po mie¶cie go³y?! - zapyta³ kapitan z wyrzutem, na co Mike spojrza³ na niego z konsternacj±, zupe³nie nie wiedz±c, co powinien odpowiedzieæ. Gdyby nie by³ to Croc, zapewne w tej chwili wybuch³by ¶miechem, niemniej przez szacunek dla swojego towarzysza, jak równie¿ przez wzgl±d na jego wybuchowy charakter, majtek tylko westchn±³ cicho, przygl±daj±c mu siê od stóp do g³ów.
- No wiesz... - zacz±³ nie¶mia³o brunet, po czym na chwilê zamy¶li³ siê. - W gruncie rzeczy ka¿dy pokemon chodzi po mie¶cie go³y...
- Ja nie jestem ka¿dy pokemon! - odpowiedzia³ krótko Croc, zaraz po swoich s³owach znów ruszaj±c naprzód w jeszcze wiêkszej w¶ciek³o¶ci. G³o¶no sapi±c i dysz±c, kapitan szed³ krokiem tak szybkim, i¿ Mike musia³ niemal biec, aby utrzymaæ jego tempo. - Wiesz, ¿e kwestia stroju nied³ugo rozwi±¿e siê sama. Ale wygl±du nic mi nie przywróci! Bêdê feraligatrem do koñca swoich dni i ju¿ nigdy nie powrócê do dawnej, dostojnej i piêknej postaci! Dlaczego nie zadba³em zawczasu o zapobie¿enie ewolucji?! - Mike zby³ milczeniem ¿ale feraligatra, wzdychaj±c przy tym jedynie i modl±c siê w duchu, ¿eby dawny Croc wreszcie wróci³. To znaczy to niew±tpliwie dalej by³ ten dawny Croc, który kiedy siê zirytowa³, potrafi³ kl±æ na czym ¶wiat stoi i nie przyjmowa³ do wiadomo¶ci ¿adnego, nawet najbardziej logicznego wyt³umaczenia dla pewnych zjawisk, niemniej jego obecny stan utrzymywa³ siê od kilku dni, a konkretnie odk±d zmieni³ swoj± postaæ, co trochê niepokoi³o Mika. Wprawdzie w brunecie ci±gle tkwi³o przekonanie, ¿e wreszcie feraligatr siê do nowej formy przyzwyczai, zadawa³ sobie jednak w duchu pytanie: ile to mo¿e jeszcze trwaæ? Dzieñ, dwa, tydzieñ, miesi±c? Czy mo¿e nawet rok? Ile czasu jeszcze musi up³yn±æ, zanim kapitan wreszcie pogodzi siê z nowym stanem rzeczy i wróci do stanu mentalnego "sprzed wypadku", na nowo ciesz±c siê swoim ¿yciem?
- Czekaj, Croc! - krzykn±³ Mike, na co pokemon z gniewem w oczach przystopowa³, wlepiaj±c w¶ciek³e ¶lepia w majtka. - Je¶li tak dalej bêdziesz pêdzi³, zgubimy Berniego! - doda³ chudy jak patyk brunet, na co kapitan kilkukrotnie g³o¶no i ostentacyjnie westchn±³.
- Bernie... - wymamrota³ gniewnie. - Ta sierota... Gdzie on...? - Po chwili uwa¿nego rozgl±dania siê, Croc dostrzeg³ w oddali zielonego pokemona, zaraz zaciskaj±c piê¶æ i rozpoczynaj±c marsz w jego kierunku. Bulabasaur w³a¶nie w tej chwili zapoznawa³ siê dok³adnie z budow± jednej z miejskich kratek ¶ciekowych, z ciekawo¶ci± wtykaj±c do ¶rodka nos i zagl±daj±c z nieskrywanym zainteresowaniem do ¶rodka, a ¿e nie interesowa³ siê przy tym bo¿ym ¶wiatem - w szczególno¶ci za¶ kapitanem - g³o¶no wrzasn±³, poczuwszy potê¿ne uszczypniêcie w ucho, kiedy feraligatr chwyci³ wytarga³ go za nie, si³± odci±gaj±c z powrotem na na ¶rodek chodnika. - Czy ty naprawdê nie masz za grosz wyczucia chwili?! - krzykn±³ pokemon na zielonego stworka, który z zaci¶niêtymi zêbami pod±¿a³ za ci±gn±cym go Crociem, wij±c siê z bólu. - I poza tym... naprawdê musisz zerkaæ wszêdzie?! Absolutnie wszêdzie?! Nos masz upaækany! - Croc pu¶ci³ Berniego, na co ten, wci±¿ nieco oszo³omiony, widowiskowym zezem zerkn±³ na swój front, ca³y mokry za spraw± wody, która ¶ciekaj±c ze snowbelle'owych, pe³nych ¶niegu tras, si³± rzeczy pokrywa³a ka¿dy tutejszy ¶ciek. Co gorsza - akurat dotykana przez bulbasaura kratka by³a brudna, w zwi±zku z czym pokemon musia³ spêdziæ d³u¿sz± chwilê na ¶cieraniu br±zowej plamy z nosa, co sz³o mu do¶æ nieudolnie za spraw± krótkich ³apek, kapitan za¶ w swoim obecnym humorze nie by³ skory do wspomo¿enia towarzysza.
- I teraz idziemy grzecznie do celu, tak? - rzek³ feraligatr, przyk³adaj±c rêce do bioder i wzrokiem karc±cego rodzica spogl±daj±c na Berniego. - Bez zbaczania z drogi, zagl±dania wszêdzie i w±chania kratek ¶ciekowych. Czy wyrazi³em siê jasno? - Zielony pokemon niepewnie przytakn±³, na co Croc pos³a³ mu jeszcze jedno gniewne spojrzenie - podkre¶laj±c nim, i¿ nie ¿artuje - po czym znów ruszy³ do przodu, tym razem wolniej, choæ wci±¿ bez u¶miechu na twarzy.
- Chyba ju¿ jeste¶my - rzek³ po kilku minutach marszu Mike, na co kapitan cicho westchn±³, spogl±daj±c w górê. Wielki, br±zowy, stylizowany na reklamê ¶redniowiecznego cechu szyld z napisem "Krawiec" by³ widoczny z oddali, pod nim za¶ znajdowa³o siê wej¶cie do niewielkiego, umieszczonego na parterze kamienicy lokalu. Jako ¿e to miejsce, znane ju¿ od trzech dni, by³o celem wyprawy ca³ej kompanii, Mike, Croc i Bernie niezw³ocznie udali siê ¶rodka, za¶ niezbyt dobrze czuj±cy siê w zamkniêtej przestrzeni Plip po prostu schowa³ siê do pokeballa. Jak siê okaza³o, nie byli oni jedynymi go¶æmi; przy du¿ej, ciemnobr±zowej ladzie sta³a drobna, ciemnow³osa brunetka, tocz±c rozmowê z podstarza³ym, czê¶ciowo siwym i czê¶ciowo ³ysym, chudym staruszkiem - w³a¶cicielem tego przybytku. Wokó³ na wszystkie strony krêci³ siê luxio, który by³ najprawdopodobniej pokemonem klientki.
- A jeszcze... mo¿e mi pan pokazaæ ten? - zapta³a nieznajoma postaæ, na co mê¿czyzna z u¶miechem poda³ kobiecie kawa³ek ciemnoczerwonego materia³u z wystawy, który ta wziê³a do rêki, delikatnie dotykaj±c.
- Oficjalnie ten kolor nazywany jest nadczerwieni± królewsk±, choæ w potocznym jêzyku mówi siê o nim "ciemna krew" - rzek³ krawiec. - Tej nazwy siê nie stosuje tylko dlatego, ¿e u niektórych budzi negatywne skojarzenia. - Kobieta kiwnê³a potakuj±co g³ow±, w tym samym czasie za¶ staruszek da³ Mikowi znak, aby jeszcze chwilê poczeka³. Chc±c nie chc±c, Croc i majtek stanêli w k±ciku, kiedy Bernie, jak to mia³ w zwyczaju, krêci³ siê na wszystkie strony, zagl±daj±c w ka¿dy zakamarek lokalu.
- A nie my¶la³e¶ o zmianie imienia? - zapyta³ nagle Mike Croca, który nieco zbity z tropu, spojrza³ na niego, nie do koñca bêd±c pewnym, jak zareagowaæ. - No wiesz, Croc pasowa³o idealnie do croconawa... ale do feraligatra? Mo¿e wybra³by¶ co¶ pasuj±cego do tej nowej aparycji? - Kapitan spogl±da³ na swojego kompana z nieskrywanym zdziwieniem w oczach, tak jakby nie dociera³a do niego w³a¶nie zas³yszana propozycja. - No wiesz, Feral... Albo kapitan Feraliga... - Na ostatni wariant pokemon parskn±³ ¶miechem, powoli odzyskuj±c dobry humor. Zreszt± w gruncie rzeczy o to chodzi³o Mikowi; sposób by³ mo¿e prosty, latwy do odczytania i oparty na wykpieniu swoich w³asnych pomys³ów, aczkolwiek chyba skuteczny skoro, Croc by³ w stanie siê przynajmniej u¶miechn±æ. - Mo¿e byæ te¿ krótko i zwiê¼le: Fera. - Kapitan pokiwa³ przecz±co g³ow± z wielkim u¶miechem na twarzy, tak jakby lekko nie dowierzaj±c. Przez chwilê spogl±da³ na Mika, który sam by³ chyba rozbawiony w³asnymi propozycjami, po czym westchn±³ cicho, upewniaj±c siê krótkim spojrzeniem, ¿e krawiec wci±¿ jest zajêty.
- Nie mo¿esz tego pamiêtaæ, ale odk±d siê urodzi³em, zawsze by³em Croc - rzek³ kapitan, skupiaj±c swoj± uwagê na majtku. - Nawet jako totodile'a nazywano mnie Crociem i teraz, jako feraligatr, pozostanê nim. Takie imiê nadano mi przy narodzinach i takie noszê do teraz. I choæ mo¿e siê wydawaæ to dziwne, stoi za nim pewna banalna logika... - Kapitan cicho westchn±³. - Niemniej gdybym zacz±³ opowiadaæ, musia³bym poruszyæ kilka innych w±tków. - Kapitan u¶miechn±³ siê, za¶ Mike przytakn±³ mu g³ow±. - Zostawmy to na jaki¶ d³u¿szy wieczór, zw³aszcza ¿e nasza kolej!
Croc idealnie wyczu³ moment, w którym krawiec ¿egna³ siê z klientk± z u¶miechem na twarzy.
- Proszê w takim razie daæ znaæ, kiedy pani siê zdecyduje, wtedy zdejmiemy miarê - rzek³ do kobiety, ta natychmiast przytaknê³a.
- Oczywi¶cie, my¶lê, ¿e wrócê najdalej za dwa dni - odpowiedzia³a, bêd±c wyra¼nie w bardzo dobrym humorze. - I bardzo dziêkujê za fachowe porady. Do widzenia! - Klientka gestem rêki przywo³a³a do siebie luxio, który pos³usznie uda³ siê z ni± na zewn±trz, krawiec za¶ jeszcze uniós³ d³oñ w ge¶cie po¿egnania, po czym westchn±³ rado¶nie, spogl±daj±c na kolejnych przybyszów. - Ach, pamiêtam, jak¿e móg³bym zapomnieæ! Sam kapitan Croc! Co jak co, trudno nie pamiêtaæ jednego z dwóch niecz³owieczych klientów w ¿yciu! Drugi by³ meowthem, ale mniejsza o to, w gruncie rzeczy czujê siê dumny, ¿e nawet w¶ród pokemonów s³ynê! - Staruszek parskn±³ ¶miechem. - Koniec tych dygresji, nie bêdê panów d³u¿ej zanudza³! Proszê zaczekaæ chwileczkê! - rzek³, po czym nuc±c co¶ pod nosem, tanecznym krokiem uda³ siê na zaplecze. Zza drzwi dostrzec mo¿na by³o sporo paczek, ¶wiadcz±cych o ca³kiem du¿ym popycie na snowbelle'owe stroje, w¶ród których mê¿czyzna grzeba³ siê przez d³u¿sz± chwilê, poszukuj±c tej w³a¶ciwej. W miêdzyczasie bulbasaur podszed³ do Croca, z pytaj±cym wzrokiem szepcz±c mu co¶ po pokemonowemu.
Dok³adnie w chwili, w której krawiec opu¶ci³ zaplecze, trzymaj±c w rêku pakunek, feraligatr parskn±³ ¶miechem, co natychmiast spotka³o siê z reakcj±.
- Có¿ tak pana rozbawia, panie kapitanie? - zapyta³ mê¿czyzna ¶piewnie, na co niebieski stworek pokiwa³ przecz±co g³ow±, z rado¶ci± spogl±daj±c na swojego zielonego pobratymcê.
- Ta ³ajza siê nigdy nie nauczy... - rzek³ bêd±cy wyra¼nie w dobrym humorze Croc, po czym skierowa³ swoj± uwagê na starca. - Wie pan, Bernie ma taki dziwny zwyczaj, ¿e czegokolwiek nie zobaczy, chce siê temu przyjrzeæ dok³adnie. Nawet je¶li to co¶ nale¿y do obcego, którego ju¿ dawno nie ma. - Kapitan zerkn±³ z ironicznym u¶mieszkiem na bulbasaura, który nieco siê zawstydzi³, rumieni±c siê na twarzy.
- A có¿ mu takiego wpad³o w oko? - zapyta³ mê¿czyzna, podaj±c przy okazji Mikowi paczkê.
- Ech, co tu gadaæ... - Feraligatr machn±³ d³oñmi z dezaprobat±. - Zobaczy³ jak±¶ czarn± szkatu³kê w pysku luxio i teraz chce koniecznie siê jej przyjrzeæ. Podobno mia³a takie b³yszcz±ce, z³ote zamkniêcie...
- Zaraz... - szepn±³ staruszek, mru¿±c oczy. - Czarna szkatu³ka... ze z³otym zamkniêciem?! - Mê¿czyzna podskoczy³ jako oparzony, kiedy Mike i Croc wymienili miêdzy sob± niepewne spojrzenia. Krawiec schyli³ siê pod ladê, kucaj±c i wypatruj±c czego¶ wzrokiem, po chwili za¶ westchn±³, ³api±c siê za g³owê i krêc±c ni± z niedowierzaniem. - A wydawa³a siê taka mi³a...
Na chwilê zapanowa³a konsternacja, podczas której ekipa Croca spogl±da³a po sobie, staruszek za¶ zagryza³ wargi, wci±¿ nie mog±c uwierzyæ w to, co us³ysza³.
- Ca³y dzisiejszy utarg szlag trafi³ - wymamrota³ cicho, wyra¼nie nie mog±c siê pogodziæ z tym faktem. - Tyle razy mi mówili, ¿e to zaufanie do ludzi mnie kiedy¶ na manowce sprowadzi... Nawet nie pomy¶la³bym, ¿e ten rado¶nie biegaj±cy luxio...
- Zaraz, zaraz! - wtr±ci³ nagle Croc, zaciskaj±c piê¶æ. - Zosta³ pan okradziony, czy¿ nie? - Mê¿czyzna przytakn±³, na co pokemon spowa¿nia³, wymieniaj±c porozumiewawcze spojrzenie z majtkiem. - Idziemy, Mike! - rzek³ g³o¶no i stanowczo, czemu jego towarzysz nie ¶mia³ siê sprzeciwiæ. - Skoro Bernie by³ ¶wiadkiem zdarzenia i nie zapobiegli¶my kradzie¿y, naprawienie b³êdu to dla mnie sprawa honoru! Je¶li nie znajdziemy tej z³odziejki, zmieniam imiê na kapitan Feraliga!
Opu¶ciwszy lokal, feraligatr zacz±³ rozgl±daæ siê wokó³, poszukuj±c ¶ladów, podczas gdy Mike siêgn±³ po pokeballa, wypuszczaj±c ponownie Plipa. Togetic w pierwszej chwili u¶miechn±³ siê rado¶nie, szybko jednak spostrzeg³, i¿ towarzysze nie podzielaj± jego nastroju, wobec czego zaraz spowa¿nia³, obserwuj±c sytuacjê.
- Szukamy z³odziejki, ma³y - rzek³ do bia³ego pokemona kapitan, nawet nie odwracaj±c w jego kierunku wzroku, ci±gle bowiem szuka³ ¶ladów. - Drobna, ciemnow³osa kobieta, czarne spodnie, cienka, d¿insowa kurtka; bardzo charakterystyczna, na pewno rozpoznasz - doda³ jeszcze feraligatr, na co Plip zasalutowa³, wzbijaj±c siê w górê. Przez d³u¿sz± chwilê togetic krêci³ siê w powietrzu, poszukuj±c z³odziejki, kiedy w tym samym czasie reszta kompanii poszukiwa³a naziemnych ¶ladów.
- Chyba nic nie widzi... - rzek³ po jakim¶ czasie Mike, spogl±daj±c wymownie na togetica, który rzeczywi¶cie nie dawa³ sygna³u o dostrze¿eniu czego¶ interesuj±cego.
- Cholera...! - zakl±³ pod nosem Croc, zaciskaj±c zêby. - Im d³u¿ej zwlekamy, tym gorzej dla nas, ona znajduje siê coraz dalej. Trzeba dzia³aæ! - Kapitan przybra³ bojow± minê, tak jak i majtek, który doskonale rozumia³, i¿ idzie tutaj nie tylko o skradzione pieni±dze, ale i o honor jego przyjaciela. - ¦lady na ¶niegu wskazuj±, ¿e mog³a pój¶æ tylko dwiema drogami - kontynuowa³ feraligatr, rozgl±daj±c siê. - Jedna z nich prowadzi do miasta, druga - na zewn±trz, na po³udnie. My¶lê, ¿e w tych okoliczno¶ciach powinni¶my siê rozdzieliæ. - Majtek przytakn±³ kapitanowi, to samo uczyni³ Plip, który odpu¶ci³ ju¿ powietrze oszukiwania, tak jak i - o dziwo - skupiony na zadaniu Bernie. - Ja zwiedzê miasto, wy udacie siê dalej drog± 20. Jakie¶ pytania? - Mike pokiwa³ przecz±co g³ow±, co nie zaskoczy³o Croca ani trochê. - W takim razie rozpoczynamy poszukiwania! Natychmiast, zanim zupe³nie zgubimy trop!
[Witam, jestem bezmy¶lnym botem reklamowym pewnej gry online, ale mimo tego i tak nie obs³ugujê BBCode.]***[/align]
- Czy my gdziekolwiek têdy wreszcie dojdziemy? - zapyta³ sam siebie na g³os Mike, przedzieraj±c siê przez kolejne partie g±szczu na trasie. Obok niego szed³ Bernie - o dziwo, doskonale rozumiej±cy powagê sytuacji i unikaj±cy zbaczania z drogi - a gdzie¶ nisko w pobli¿u lecia³ Plip, który w¶ród gêsto po³o¿onych drzew musia³ darowaæ sobie powietrzne poszukiwania. Z kompani± nie by³o Croca, on bowiem wa³êsa³ siê w tym czasie gdzie¶ w Snowbelle, niemniej nie to stanowi³o najwiêkszy problem Mika; krêc±c siê od kilku godzin po okolicy, zupe³nie straci³ orientacjê w terenie, i nawet nie wiedzia³, czy zbli¿a siê, czy te¿ oddala od koñca trasy. O ile w ogóle mia³a ona jaki¶ koniec inny ni¿ Snowbelle - bo i w to majtek zacz±³ pow±tpiewaæ.
- Bulba! - krzykn±³ nagle z nieskrywan± rado¶ci± Bernie, na co majtek podniós³ oczy do góry... i natychmiast u¶miechn±³ siê wraz z nim! Na krañcu spowitej le¶nym pó³mrokiem trasy znajdowa³ siê niewielki, drewniany drogowskaz, na nim za¶ czarny napis nie do przeoczenia: Pokemon Village. Droga mia³a jednak koniec! Uradowany Mike westchn±³ cicho, ocieraj±c pot z czo³a, po czym powoli ruszy³ w kierunku wioski, w gruncie rzeczy nie wiedz±c, czego siê spodziewaæ. S³ysza³ wprawdzie jakie¶ plotki o okolicy, które lubi± kr±¿yæ w¶ród marynarzy, niemniej nawet nie przypuszcza³, ¿e Pokemon Village mo¿e znajdowaæ siê w³a¶nie tutaj. M³odzieniec szeroko rozdziawi³ usta, rozgl±daj±c siê wokó³ i powoli spaceruj±c po mekce pokemonów, równie¿ Bernie, oszo³omiony cudowno¶ci± tego miejsca, na chwilê zapomnia³ o poszukiwaniach, znów rozgl±daj±c siê za ka¿dym interesuj±cym krzakiem, drzewem czy kêp± trawy.
- Mo¿e i jej nie znale¼li¶my... ale warto by³o - szepn±³ cicho majtek, nie mog±c wyj¶æ z podziwu. - Kiedy opowiem Crocowi... Zreszt±... - Ch³opak u¶miecha³ siê szeroko, nieustannie obserwuj±c to miejsce, przy czym kiwa³ ci±gle g³ow± z niedowierzaniem. Jednocze¶nie w powietrze wzniós³ siê Plip, aby z góry poobserwowaæ piêkno natury; pokemonowy matecznik robi³ niesamowite wra¿enie, za¶ ka¿dy kwiat, krzak czy nawet ¼d¼b³o trawy zdawa³ siê ¿yæ tutaj w idealnej harmonii z dzikimi stworzeniami. Raj na ziemi...
- Tic! - pisn±³ nagle togetic, zatrzymuj±c siê w powietrzu. - Tiiic! - pisn±³ raz jeszcze; ewidentnie co¶ zobaczy³, i bynajmniej nie by³ to chyba widok najszczê¶liwszy. Pokemon wskaza³ skrzyd³em przed siebie, na co Mike i Bernie, nie zwlekaj±c, ruszyli do przodu, niemal biegn±c. Czy¿by...?
Majtek ju¿ z oddali rozpozna³ kobietê, która zdawa³a siê zupe³nie nie przejmowaæ faktem bycia poszukiwan±. Ciemnow³osa z³odziejka siedzia³a u¶miechniêta na czerwonym kocu pod drzewem niedaleko strumyka, obok niej za¶ sta³ luxio, karmiony przez swoja w³a¶cicielkê. Nie zwlekaj±c i wymieniaj±c porozumiewawcze spojrzenia z pokemonami, Mike podbieg³ do kobiety, asekurowany z dwóch stron przez swoich podopiecznych, którzy odcinali drogê ucieczki.
- Daleko siê schowa³a¶! - rzek³ do zupe³nie zaskoczonej brunetki, która na chwilê przerwa³a karmienie. Kobieta zmru¿y³a oczy, powa¿niej±c i spogl±daj±c na Mika, nie wygl±da³o jednak na to, ¿eby co¶ rozumia³a... albo dobrze gra³a.
- Zaraz... Ty jeste¶ tym go¶ciem od kapitana Croca, prawda? - zapyta³a, na co majtek przytakn±³ jej. Kobieta u¶miechnê³a siê delikatnie, po czym powoli podnios³a siê, otrzepuj±c ze spodni ¼d¼b³a trawy i podchodz±c do m³odzieñca. - Diana Hunter, mi³o mi - rzek³a, podaj±c d³oñ, której jednak brunet nie przyj±³.
- Mam dziwne uczucie, ¿e siê nie rozumiemy... - powiedzia³ niepewnie Mike, spogl±daj±c na nieco oszo³omion± z³odziejkê. - Przyby³em tutaj w celu odzyskania w³asno¶ci pewnego krawca, czego powinna siê pani domy¶liæ...
- W³asno¶ci... krawca? - Diana zmru¿y³a oczy raz jeszcze, tak jakby nie dowierza³a. Plip zapiszcza³, Bernie natomiast wyda³ z siebie gro¼ny pomruk...
- Czarnej szkatu³ki o z³otym zamkniêciu - doda³ Mike, na co kobieta natychmiast parsknê³a g³o¶nym ¶miechem, ³api±c siê za brzuch. Tego zachowania Mike nie rozumia³ zupe³nie; wrodzona nie¶mia³o¶æ i zupe³ne zaskoczenie sytuacj± nie pozwoli³y mu zadaæ pytania, niemniej Diana postanowi³a wyja¶niæ sprawê sama.
- Rzeczywi¶cie, ten krawiec mia³ czarn± szkatu³kê. I j± nawet widzia³am - zaczê³a, powoli dochodz±c do siebie. - I w gruncie rzeczy masz racjê w po³owie: jestem z³odziejk±. Ale nie okrad³am go! - Kobieta u¶miechnê³a siê, m³odzieniec natomiast zg³upia³ zupe³nie; mimo ¿e nie do koñca ufa³ tej postaci, zw³aszcza wobec tak naiwnie brzmi±cej deklaracji, postanowi³ daæ jej szansê zakoñczenia w±tku. - Mój luxio planowa³ zabranie ze sob± tych pieniêdzy, wszak po to go szkoli³am, aby niepostrze¿enie krad³, szybko jednak pouczy³am go, ¿e to by³oby idiotyczne. - Diana spowa¿nia³a, skupiaj±c swój wzrok na Miku. - Po prostu to z³y pomys³ okradaæ cz³owieka, który ma ci uszyæ nowe ubranie... A przynajmniej przed uszyciem go!
Mike szeroko rozdziawi³ usta, nie do koñca dowierzaj±c, choæ wersja Diany rzeczywi¶cie wydawa³a siê spójna. Równie¿ pokemony pozostawa³y w pogotowiu, mimo ¿e nie wygl±da³o na to, ¿eby akcja mia³a siê dalej rozwin±æ.
- Nowe ubranie jest mi potrzebne do pewnych celów... operacyjnych, ale nie bêdê ciê wtajemniczaæ - doda³a jeszcze kobieta, w której oku pojawi³ siê zawadiacki b³ysk.
- Chwileczkê... - wtr±ci³ jeszcze Mike, namy¶laj±c siê. - Przecie¿ skoro nie ukrad³a¶ szkatu³ki... jakim cudem krawiec nie móg³ jej znale¼æ? - Diana zrobi³a wielkie oczy, rozk³adaj±c rêce.
- Nie wiem - odpowiedzia³a obojêtnym g³osem, wskazuj±cym na to, e faktycznie nie zna³a odpowiedzi. - Mo¿e po prostu luxio od³o¿y³ j± na inne miejsce? - Mike cicho westchn±³.
- Niech bêdzie... - doda³ nie¶mia³o, ze zrezygnowaniem spuszczaj±c rêce. Wygl±da³ na nieco zagubionego w tej sytuacji, niemniej ziarno niepewno¶ci w nim zasiane by³o wystarczaj±co du¿e, aby darowa³ z³odziejce. - Bez dowodu nie ma winy - doda³ jeszcze, powoli odwracaj±c siê. - Ale w Snowbelle na pewno dopytam krawca o tê sprawê. Jedyna droga z Pokemon Village prowadzi za¶ w³a¶nie przez Snowbelle... - Diana u¶miechnê³a siê delikatnie, majtek natomiast da³ znaæ pokemonom, aby odpu¶ci³y i ruszy³y w drogê powrotn±. Daleko jednak nie zaszed³, gdy¿ zatrzyma³a go niedawna rozmówczyni.
- Zaraz, zaraz! - krzyknê³a Diana, na co m³odzieniec odwróci³ siê. - Po pierwsze: nie przedstawi³e¶ siê.
- Mike Sterck - odpowiedzia³ krótko majtek, co wyra¼nie poprawi³o humor kobiety.
- ¦wietnie - rzek³a. - No wiêc po drugie: naprawdê my¶lisz, ¿e mo¿esz mnie ot tak oskar¿yæ nies³usznie o kradzie¿ i po prostu sobie pój¶æ?! - Majtek nieco zdziwi³ siê temu o¶wiadczeniu, co szybko dostrzeg³a z³odziejka, kontynuuj±c monolog. - Skoro ju¿ si³± rzeczy spotkali¶my siê ze sob±, proponujê pojedynek. Bez zobowi±zañ, chcê siê po prostu odegraæ za tê szopkê. Ile masz pokemonów? - Mike spojrza³ najpierw na Berniego, potem na Plipa.
- Dwa... - odrzek³ niepewnie. - To znaczy jest jeszcze Croc, ale on teraz pewnie szuka ciê gdzie¶ w Snowbelle... - Diana spochmurnia³a.
- Ech... - westchnê³a cicho. - A tak chcia³am zawalczyæ kiedy¶ z gadaj±cym pokemonem... - Kobieta przewróci³a oczami, spogl±daj±c ku niebu, tak jakby zastanawia³a siê, co zamierza zrobiæ. Wygl±da³o na to, i¿ brak kapitana w pobli¿u wywo³a³ u niej wielki zawód. - Trudno, wyzwanie rzucone! - krzyknê³a, u¶miechaj±c siê raz jeszcze.
- Niech¿e wiêc bêdzie - rzek³ Mike, przybieraj±c boj± minê. - Zaczynamy!
- Chwileczkê! - przerwa³a mu Diana, spogl±daj±c wprost w oczy przeciwnika, tak jakby chcia³a je dok³adnie wybadaæ. - To miejsce jest miejscem ¿ycia pokemonów, nie chcia³abym, aby nasz pojedynek je zaburza³ - rzek³a, powa¿niej±c. - Widzisz, nawet z³odziejki maj± szacunek do natury... Udajmy siê w jaki¶ lasek w pobli¿u, gdzie walka nie bêdzie nikomu przeszkadzaæ. - Mike przy³o¿y³ d³oñ do podbródka, namy¶laj±c siê.
- Skoro tak uwa¿asz... chod¼my!
Po kilkunastu minutach para znalaz³a siê gdzie¶ w lesie okalaj±cym Pokemon Village, gotowa do boju. W drzewiastej scenerii Mike i Diana siêgnêli do kieszeni po pokeballe - kobieta chcia³a swojego podopiecznego wywo³aæ, majtek za¶ jednego z towarzyszy tymczasowo ukryæ.
- Zdajesz sobie sprawê, ¿e mam na tob± pewn± przewagê? - zapyta³a z³odziejka, na co Mike wydawa³ siê nieco zdziwiony. - Znam twoje pokemony, wiêc wiem, jak siê na nie przygotowaæ. Wiedz jednak, ¿e swój honor mam! - Kobieta u¶miechnê³a siê z zawadiackim b³yskiem w oku. - Dlatego jednym z moich walcz±cych podopiecznych bêdzie luxio. Ale on zawalczy jako drugi. Co do pierwszego za¶... musisz wybraæ! - Kobieta podnios³a do góry trzymanego pokeballa, kiedy Mike namy¶la³ siê przez chwilê, nie mog±c podj±æ wyboru. Majtek zerka³ to na Dianê, to na swoich podopiecznych, dopiero po d³u¿szym momencie wybieraj±c czerwono-bia³± kulkê.
- Na razie zaczekasz, Bernie! - krzykn±³, po czym w blasku czerwonego ¶wiat³a bulbasaur znikn±³.
- Nie ukrywam, ¿e takiego rozwi±zania siê spodziewa³am - rzek³a z u¶miechem z³odziejka. - Zaczynasz, bronzor!
Na has³o stalowo-psychiczny pokemon pojawi³ siê na polu walki, wykonuj±c w miejscu kilka obrotów wokó³ w³asnej osi. Plip tkwi³ w powietrzu, przygl±daj±c mu siê i wyra¼nie zastanawiaj±c siê, co powinien teraz uczyniæ.
- Poka¿ mu, jak to jest siê zderzyæ z ¿yroskopem! - krzyknê³a Diana, co na bojowy nastawiony pokemon pochyli³ siê górn± czê¶ci± do przodu, obserwuj±c uwa¿nie Plipa. Przez chwilê stalowo-psychiczny stworek mierzy³ w swojego rywala, po czym czym zupe³nie nagle ruszy³ do przodu z pe³n± prêdko¶ci±. Togetic by³ na to przygotowany, nie spodziewa³ siê jednak, ¿e jego przeciwnik potrafi rozwin±æ taka prêdko¶æ! Uciekaj±c przed ciosem, lataj±cy podopieczny Mika zosta³ mocno tr±cony w skrzyd³o, przez co sykn±³ z bólu i wykona³ obrót w powietrzu, utrzymuj±c siê jednak nad ziemi±.
- Plip... - szepn±³ cicho majtek, spogl±daj±c na rozdra¿nionego pokemona. - Jak mo¿esz ugry¼æ co¶ o takim dziwnym typie? Masz jaki¶ pomys³? - Us³yszawszy te s³owa, Diana parsknê³a ¶miechem.
- Ty... Ty powa¿nie pytasz swojego pokemona, co powiniene¶ zrobiæ?! - Z³odziejka spogl±da³a na marynarza jak na kosmitê, ten jednak tylko wzruszy³ ramionami.
- Bywa... A nu¿ ma jaki¶ pomys³, bo ja nie...
W tym momencie togetic z olbrzymi± prêdko¶ci± ruszy³ na bronzora, trafiaj±c go cia³em z zupe³nego zaskoczenia, tyle ¿e... to kompletnie nie zrobi³o wra¿enia na jego przeciwniku! Pokemon Diany tylko obejrza³ siê niepewnie na rywala, który po ataku zatrzyma³ siê za nim w powietrzu, niemniej nie wydawa³o siê, aby cokolwiek uleg³o w pojedynku zmianie.
- Wierzysz w szczê¶cie?! - zapyta³a ironicznie z³odziejka, spogl±daj±c na bezradnego rywala.
- A na co mogê liczyæ? - odpowiedzia³ majtek pytaniem na pytanie, wzruszaj±c ramionami. - Lepszego pomys³u nie mam, Plip! Próbuj dalej!
Pos³uszny s³owom trenera togetic zacz±³ powoli poruszaæ w powietrzu palcem, kiedy nieco skonsternowana Diana wróci³a my¶lami do pojedynku, spogl±daj±c na swojego podopiecznego.
- Mo¿e i liczenie na farta jest g³upim pomys³em, ale nie ryzykuj! - krzyknê³a, zaciskaj±c piê¶æ w bojowym ge¶cie. - Przywal mu porz±dnie! - Bronzorowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ. Skin±wszy ca³ym cia³em - wszak osobnej g³owy nie posiada³ - pokemon ruszy³ z pe³nym impetem na swojego przeciwnika, uderzaj±c go z olbrzymi± moc±, za¶ skoncentrowany tylko na sobie zachowa³ siê niczym trafiona rakiet± pi³eczka pingpongowa; zupe³nie nie broni±c siê, togetic uderzy³ z wielkim impetem o ziemiê, przekozio³kowa³ kilkana¶cie metrów i zatrzyma³ siê na najbli¿szym drzewie, trafiaj±c w niej plecami. Wyci±gn±³ jeszcze do góry ³apkê, chc±c dokoñczyæ atak, ale nie da³ rady! Koñczyna bia³ego pokemona opad³a bezwiednie, tak jak i jego g³owa osunê³a siê na bok.
- Chyba jeste¶ w nie najlepszej sytuacji - rzek³a Diana, na co Mike spojrza³ na ni± powa¿nie. Niezdolny do walki togetic zosta³ zawrócony, zamiast niego za¶ pomiêdzy drzewami pojawi³ siê bulbasaur, przybieraj±c natychmiast bojow± postawê.
- Bêdzie trudno, Bernie - wymamrota³ Mike, ca³y czas b³±dz±c wzrokiem pomiêdzy Dian±, bronzorem i swoim podopiecznym. - U¿yj tego, co najbardziej przyda ci siê na starcie! - Stworkowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ; w u³amku sekundy ku jemu przeciwnikowi, zbyt wolnemu, aby po prostu uciec, pofrunê³o kilka br±zowych nasion, to jednak wywo³a³o tylko u¶miech na twarzy z³odziejki.
- Na bronzora? Naiwny! - Diana parsknê³a ¶miechem, spogladaj±c z uwag± na swojego pokemona. - Zadbaj, ¿eby wiele z ciebie nie wyssa³! - Na polecenie trenerki stworek natychmiast wykona³ dziwny gest swoim cia³em, przez co bulbasaur nieco wzdrygn±³ siê, choæ nie by³o widaæ jego wymiernych skutków - poza tym, ¿e trwaj±cy od ataku zielonego pokemona przep³yw energii zdawa³ siê go ju¿ teraz nie wzmacniaæ. Mike przy³o¿y³ d³oñ do podbródka, kiedy Diana triumfalnie spogl±da³a na niego. - I co, s³abo idzie? Twój cios sta³ siê bezwarto¶ciowy!
- Tylko w po³owie... - wymamrota³ majtek, podnosz±c g³owê i wzdrygaj±c siê, tak jakby w³a¶nie co¶ wymy¶li³. - I to w tej mniej wa¿nej po³owie! Za¶piewaj mu ko³ysankê, Bernie!
Bulbasaur u¶miechn±³ siê szeroko, po czym, rzecz jasna, nie za¶piewa³, lecz wyrzuci³ ze swojej bulwy olbrzymi± chmurê kolorowych py³ków, szybuj±cych z wiatrem dok³adnie w stronê jego przeciwnika.
- Trzymaj siê z dala od tego syfu! - krzyknê³a Diana, dla bronzora by³o ju¿ jednak stanowczo za pó¼no; niezbyt imponuj±cy prêdko¶ci± pokemon próbowa³ jeszcze uciec ze spowijaj±cych okolicê ziaren, nie zdo³a³ jednak oddaliæ siê na czas, wobec czego pad³ jak kamieñ na ziemiê, g³o¶no chrapi±c. - Sprytne, nie spodziewa³am siê tego po tobie - rzek³a z³odziejka do Mika, który u¶miechn±³ siê tylko delikatnie.
- Dziêki za komplement, ale mój pokemon musi jeszcze zwieñczyæ swoje dzie³o. Zadbaj, ¿eby siê nie podniós³, Bernie! - Bulbasaur skin±³ g³ow± na potwierdzenie zrozumienia polecenia, nie dane mu jednak by³o uderzyæ; w blasku czerwonego ¶wiat³a bronzor znikn±³, jego trenerka za¶ obojêtnie spogl±da³a na m³odzieñca.
- Teoretycznie móg³by jeszcze chwilê przetrwaæ, ale i tak wiele by nie zrobi³ - rzek³a, poprawiaj±c d³oni± swoje w³osy. - Chcia³am mu tego oszczêdziæ - doda³a, zwracaj±c swój wzrok na drugiego podopiecznego. - Poza tym... najwiêkszego asa w rêkawie jeszcze nie pokaza³am. Twój czas nadszed³, luxio!
Pokemon natychmiast wykona³ kilka kroków do przodu, szeroko u¶miechaj±c siê do bulbasaura. Ten pozosta³ skupiony, przygl±daj±c siê psu uwa¿nie; elektryczny stworek wydawa³ siê bardzo pewny siebie, co sprawia³o wra¿enie swoistej gry psychologicznej. Po chwili luxio przybra³ gro¼n± minê, spogladaj±c na swojego przeciwnika, ten za¶ zdawa³ siê nieco przera¿ony - przynajmniej na tyle, aby chcieæ wykonaæ bardzo dok³adnie ka¿dy swój ruch, aby nie pope³niæ b³êdu. Bulbasaur w taktycznych zagrywkach nie pozosta³ mu d³u¿ny; jego bulwa zdawa³a siê w krótkim czasie do¶æ zauwa¿alnie wzrosn±æ, wype³niaj±c siê ro¶linn± energi±.
- Je¶li tak dalej pójdzie, za chwilê za¶niemy - skomentowa³a sytuacjê Diana, ostentacyjnie ziewaj±c. - Walnij go porz±dnie i tak, ¿eby siê za ³atwo nie pozbiera³! - Luxio skin±³ g³ow±, po czym ustawi³ siê tak, aby Bernie znalaz³ siê na wprost niego; elektryczny pokemon ruszy³ do przodu, za¶ bezradny i niezdolny do uniku na czas bulbasaur otrzyma³ potê¿ny cios jego pazurami, zaciskaj±c cicho zêby.
- Mo¿esz oberwaæ, je¶li nie pozostaniesz d³u¿ny! - krzykn±³ Mike, na co jego podopieczny wypu¶ci³ natychmiast wielk± chmurê kolorowych py³ków z chmury, czego nie przewidzia³ szykuj±cy siê do szybkiej "dobitki" luxio. Elektryczny pies skrzywi³ siê, a jego cia³o gdzieniegdzie pokry³o siê ró¿nymi odcieniami fioletu.
- On nas zmusza, ¿eby¶my skoñczyli szybko - krzyknê³a Diana, zamaszystym ruchem g³owy uk³adaj±c fryzurê. - Skoczmy wiêc szybko, powtórka z rozrywki!
Nie zwlekaj±c ani chwili, luxio powtórzy³ swój atak, znów z ca³ej si³y trafiaj±c pazurami w przeciwnika, który potoczy³ siê kilka metrów w ty³, tu¿ pod drzewo. Bulbasaur próbowa³ znów skontrowaæ, jednak próbuj±c zaatakowaæ, wzdrygn±³ siê z bólu z cichym sykiem, niezdolny do ruchu.
- Co¶ mi mówi, ¿e pójdzie ³atwiej, ni¿ siê spodziewa³am! - krzyknê³a triumfalnym g³osem z³odziejka, wydaj±c siê pewn± wygranej. - Nastêpnego uderzenia ju¿ nie wytrzyma! Skoñcz to, luxio!
Elektrycznemu pokemonowi nie trzeba by³o dwa razy powtarzaæ. Pewny siebie stworek po raz kolejny ruszy³ w kierunku przeciwnika, ju¿ z oddali szykuj±c pazury do finalnego ataku. Szybko jednak okaza³o siê, ¿e do trzech razy sztuka! Spodziewaj±c siê powtórki z rozrywki, Bernie wypu¶ci³ swoje pn±cza do góry, chwytaj±c siê ga³êzi. Dos³ownie w ostatniej chwili trawiasty pokemon podci±gn±³ siê, za¶ zupe³nie zaskoczony luxio z pe³n± prêdko¶ci± uderzy³ w drzewo, wydaj±c przy tym z siebie g³o¶ny skowyt.
- Cholera...! - przeklê³a g³o¶no Diana, a to jeszcze nie by³ koniec! Wci±¿ zawieszony kilka metrów nad ziemi± bulbasaur przechyli³ siê bulw± do przodu, wyrzucaj±c z niej seri± du¿e, twarde nasiona, który niczym pociski karabinu maszynowego, raz za razem trafia³y wyj±cego z bólu psa. Ciê¿ko oddychaj±c, luxio osun±³ siê na ziemiê i choæ wci±¿ by³ przytomny, nie wygl±da³ na zdolnego do dalszej walki.
- £adnie, Bernie... - wyduka³ cicho Mike, kiedy jego pokemon spu¶ci³ siê z drzewa, z dum± u¶miechaj±c siê do trenera. W zupe³nie innym nastroju by³a Diana, która z grymasem zawodu i niedowierzania wycofa³a swojego pokemona, kieruj±c wzrok na majtka.
- To niewiarygodne... - wyszepta³a, spogladaj±c na m³odzieñca, którego wzrok momentalnie skupi³ siê na przeciwniczce. - Przez ca³± walkê nie wyda³e¶ prawie ¿adnego polecenia... a twoje pokemony i tak potrafi³y przechyliæ szalê zwyciêstwa na swoj± stronê. - Mike wzruszy³ ramionami.
- Chyba po prostu maj± talent - rzek³, na co z³odziejka pochyli³a g³owê, w¶ciek³ym wzrokiem mierz±c marynarza.
- To nie jest talent... - wtr±ci³a kobieta, która zdawa³a siê ca³y czas intensywnie my¶leæ. - To co¶ wiêcej... Ile czasu je trenujesz? - Marynarz raz jeszcze wzruszy³ ramionami.
- Raczej ma³o... Croc spêdza z nimi wiêcej czasu, ale generalnie nie jest to trening ostrzejszy ni¿ standardowy. - Mike u¶miechn±³ siê, kucaj±c przy Berniem i g³aszcz±c go po bulwie. - W gruncie rzeczy sam nie wiem, jak to siê dzieje... Moje walki zawsze wygl±daj± podobnie, a jednak i tak wygrywam. Pokemony zawsze co¶ wymy¶l±, jak Bernie teraz! - Majtek spojrza³ z u¶miechem na swojego podopiecznego, z³odziejka za¶ wzdrygnê³a siê, podnosz±c wzrok.
- No nic, mi³o by³o. Mo¿e siê jeszcze kiedy¶ spotkamy... i nastêpnym razem nie oskar¿ysz o kradzie¿.
- Albo oskar¿ê s³usznie - dopowiedzia³ Mike z u¶miechem. - Tak czy tak, do zobaczenia, Diano!
- "Moje walki zawsze wygl±daj± podobnie"... - powtórzy³a jak mantrê Diana pod nosem, kiedy oddali³a siê kawa³ek od swojego niedawnego przeciwnika. - Skoro tak, mo¿e... Mo¿e po prostu pokemony siê przyzwyczai³y? Z do¶wiadczenia wiedz±, ¿e nie mog± liczyæ na trenera, wiêc... nauczy³y siê my¶leæ same? - Z³odziejka parsknê³a ¶miechem, krêc±c z niedowierzaniem g³ow±. - Szalone, po prostu szalone... I do tego g³upie... Choæ mo¿e i w tym szaleñstwie jest jaka¶ metoda...?
W tym samym czasie Mike powoli zabiera³ siê z polany, chwytaj±c swojego bulbasaura na rêce, gdy¿ zmêczony pokemon stanowczo zas³u¿y³ sobie na odpoczynek. Zastanawia³ siê jeszcze, czy powinien udaæ siê bezpo¶rednio do Snowbelle, czy te¿ jednak zwiedziæ najpierw Pokemon Village, z zamy¶lenia wyrwa³ go jednak znajomy g³os, który dobiega³ z oddali:
- Tutaj jeste¶! - tego krzyku Mike nie móg³ nie rozpoznaæ. Podobn± mow± legitymowa³ siê tylko i wy³±cznie kapitan Croc! - Nie uwierzysz, co siê sta³o! - kontynuowa³ feraligatr, który wci±¿ chodzi³ w starym, obcis³ym ubraniu - rozdzielaj±c siê, kompani nie pomy¶leli o rozs±dnym rozdaniu ekwipunku, tote¿ paczkê z ubraniem przez ca³y czas targa³ Mike... Przy okazji kapitan spostrzeg³ siê, ¿e stan Berniego wskazuje na ca³kiem interesuj±ce wydarzenia, nie zdawa³ siê tym jednak bardzo przejêty. - Widzê, ¿e te¿ masz co opowiadaæ... ale to zaraz! Otó¿ wyobra¿asz sobie, Mike, ¿e ten krawiec znalaz³ jednak szkatu³kê?! - Croc szeroko wyszczerzy³ zêby, nie kryj±c swojego rozbawienia. - Okaza³o siê, ¿e po prostu po³o¿y³ j± w innym miejscu! A my¶my latali za kobiet±, która wcale nie by³a z³odziejk±! - Historia pokemona specjalnie nie zaskoczy³a majtka, który ju¿ po reakcjach Diany domy¶la³ siê, i¿ jej wersja jest prawdziwa. Mimo to nie przyzna³ siê od razu do spotkania, tak jakby nie chcia³ psuæ feraligatrowi rado¶ci opowiadania prze¿yæ. - Teraz twoja kolej, gadaj, co cie spotka³o! - krzykn±³ rado¶nie Croc, klepi±c towarzysza po ramieniu. - I dawaj ten cholerny p³aszcz, chcê wreszcie wygl±daæ jak pokemon!
PS Je¿eli zdarzy³o mi siê cokolwiek za bardzo przeinaczyæ, je¶li chodzi o Snowbelle, route 20 lub Pokemon Village, to bardzo proszê o wybaczenie, zupe³nie nie znam Kalos, bazowa³em tylko na znalezionych w sieci obrazkach i krótkich opisach .
Standardowe t³umaczenie z mojego na atakowe: zaczê³o siê od gyro balla bronzora, potem by³ extremespeed Plipa (z metronome'a), na zwieñczenie pierwszej walki heavy slam. W nastêpnej kolejno¶ci Bernie u¿y³ leech seeda, w odpowiedzi heal block, dalej oczywi¶cie sleep powder i po walce drugiej. Czê¶æ taktyczna pojedynku ostatniego to scary face i growth, potem luxio u¿ywa³ thunder fanga trzykrotnie - pierwsza kontra to poison powder, druga - parali¿ (czyli nic), ostatnia - seed bomb.
teddy
Dzieñ by³ pochmurny. Ca³e niebo spowite by³o grub± warstw± szarych chmur. Wyra¼nie zanosi³o siê na deszcz, a nawet burzê. Ale po¶ród gestych drzew lasu Pokemon Village pogoda by³a raczej czynnikiem ma³o znacz±cym. Sam las by³ miejscem tajemniczym. Pe³no w nim by³o miejsc gdzie dzia³y siê niezwyk³e rzeczy takie jak cudowne uzdrowienia czy wizje przysz³o¶ci. Ogrom tego miejsca w po³±czeniu z gêsto rosn±cymi ro¶linami sprawia³y, ¿e atmosfera by³a tam poprostu magiczna. Diana sz³a wolnym krokiem miêdzy drzewami podziwiaj±c harmonie jaka panowa³a w otoczeniu. Nie wybra³a ¶cie¿ki gdy¿ chcia³a zobaczyæ co las kryje przed ludzkim wzrokiem. Zawsze lubi³a takie miejsce. Takie gdzie inni nie chc± przychodziæ. Gdy us³ysza³a szum wody skierowa³a siê w kierunku d¼wiêku. D¼wiêk wydawa³ ma³y wodospad pod wielkim, starym dêbem. Diana chwilê sta³a w miejscu podziwiaj±c niezwyk³e znaleziono. Podesz³a do wody by nape³niæ butelkê. Nagle us³ysza³a szelest w krzakach. Mo¿na by powiedzieæ, ¿e skoro to las to szelesy Pokemonów, które biegaj± wszêdzie dooko³a to norma. Ale to by³ inny, du¿y Pokemon. Diana automatycznie spojrza³a w tamtym kierunku. Nagle z zaro¶li wyskoczy³ du¿y, fioletowy Pokemon. Przemieszcza³ siê na czterech nogach i mia³ dwa potê¿ne rogi na g³owie.
- Cholera, Scolipede! - powiedzia³a zaniepokojona. Wiedzia³a, ¿e s± to bardzo silne i agresywne Pokemony. Ten by³ z³y z powodu intruza na jego terytorium.
- SCOLIPEDE! - zarycza³. Móg³ zaatakowaæ w ka¿dej chwili.
- Scolipede ja nie chce walczyæ. Ju¿ sobie idê. - powiedzia³a staraj±c siê uspokoiæ w¶ciek³± bestie. W tym momencie Pokemon wystrzeli³ kule b³ota w Diane. Jej refleks pozwoli³ unikn±æ ataku. Wiedzia³a ju¿, ¿e truj±cy stwór bêdzie atakowa³, a¿ ona nie padnie. Gdy chcia³a wezwaæ na pomoc Bronzora dooko³a pojawi³y siê jeszcze trzy inne Scolipede'y. "Jednemu Bronzor da³by radê, ale cztery to dla niego za du¿o" pomy¶la³a. Natychmiast zaczê³a uciekaæ. Zgrabnie wskoczy³a na pobliski kamieñ, z którego wesz³a na drzewo. Przywódca Scolipede'ów ruszy³ za ni±. Dziêki zwinno¶ci nabytej przez czêste ucieczki przed funkcjonariuszami policji mog³a z ³atwo¶ci± przeskakiwaæ z ga³êzi na ga³±¼. Jednak szybko¶æ dzikich Pokemon'ów zaskoczy³a j±. Scolipede'y ca³y czas bieg³y za ni± atakuj±c b³otem i kolcami. W pewnej chwili jeden z ataków trafi³ ga³±¼, na której sta³a Diana. Niestety nie zdarzy³a wykorzystaæ skoku i spad³a z impetem na ziemiê. Jeden ze Scolipede'ów chcia³ zaatakowaæ ruchem Megahorn, ale ponownie refleks uratowa³ j± przed ciosem. Rzuci³a siê ponownie do ucieczki. Bieg przed rozw¶cieczonymi Pokemonami zapêdzi³ j± do bardzo gesto poro¶niêtych czê¶ci lasu. Bieg³a na o¶lep. By by³o jeszcze gorzej zaczê³a siê burza. Niebo nad lasem sta³o siê ca³e czarne. Teraz to miejsce nie zachwyca³o lecz przera¿a³o. Zdawa³o jej siê, ¿e Scolipede'y s± wszêdzie. Widzia³a fioletowe kszta³ty miêdzy krzakami i sama nie wiedzia³a co jest prawd±, a co wytworem przestraszonego umys³u. Gdy najgêstrze krzaki minê³y dostrzeg³a jaskinie. Bez zastanowienia wbieg³a do ¶rodka i schowa³a siê za g³azem. Gdy wychyli³a siê by zobaczyæ co siê dziejê zobaczy³a cztery zdezorientowane Pokemony. Trochê siê uspokoi³a ale szybko jej strach sta³ siê wzmo¿ony. Zobaczy³a, ¿e biegn±c tutaj zgubi³a a¿ trzy swoje Pokeballe. Co gorsza jeden Scolipede zobaczy³ je i bardzo siê nimi zainteresowa³. Gdy przywódca grupy dostrzeg³ Pokeballe podszed³ do nich. Powoli podniós³ jedn± nogê nad kule. Diana wiedz±c co chce zrobiæ wystrzeli³a ze swojej kryjówki i w ostatniej chwili uratowa³a Pokeballe przed zmia¿d¿eniem. Ponownie by³a zmusza do biegu. Stara³a siê utrzymaæ tempo, ale b³oto na drodze i wybuchy Sludge Bomb nie u³atwia³y tego zadania. Ca³y czas potyka³a siê o co¶. By³a przera¿ona wizj± tego co mo¿e jej siê staæ je¶li te Pokemony j± z³api±. Wbieg³a na ma³± polanê i zatrzyma³a siê na jej ¶rodku by³o zbyt ciemno by dostrzec co jest miêdzy drzewami, ale ci±gle widzia³a cienie miêdzy drzewami. Ciê¿ko dusz±c ze zmêczenia ci±gle odwraca³a siê w obawie przed atakiem. Kiedy gdzie¶ uderza³ piorun widzia³a ¿ó³te oczy patrz±ce na ni± z mroku.
- Zostawcie mnie! - wrzasne³a. By³a zbyt wystraszona by my¶leæ rozs±dnie. Chcia³a tylko byæ bezpieczna. Nie mia³a ju¿ si³ by uciekaæ wiec je¶li Arceus nie ze¶le jakiego¶ cudu bêdzie po niej. Gdy us³ysza³a za sob± szelest odwróci³a siê w jego kierunku. Dostrzeg³a tylko ostatni moment przed staranowaniem przez w¶ciek³ego Scolipede'a.
- Do stu Magikarp'ów, zaraz wyrwê wszyskie drzewa z tego cholernego lasu! - krzykn±³ wielki krokodyl potykaj±c siê o korzeñ. Za nim szed³ chudy cz³owiek o czarnych w³osach.
- To tylko korzeñ Kapi... znaczy Croc. - odrzek³.
- Jak moj± babciê kocham, powiedz do mnie jeszcze raz "Kapitanie" a dostaniesz Ice Punch'em! - zagrozi³ wystawiaj±c piê¶æ w strone ch³opca - Niewa¿ne, jest ju¿ ciemno. Przez ten g³upi deszcz ma³o jest miejsc do rozbicia obozu, ale tu powinno byæ dobrze. Mike jak my¶lisz?
- Bêdzie dobrze. - powiedzia³ pospiesznie. Feraligatr wzdech³.
- Mike, ju¿ to ustalili¶my. To ty decydujesz co i jak. Jeste¶ trenerem wiec kontroluj sytuacjê. - powiedzia³ zrezygnowany. Ch³opcu zrobi³o siê g³upio, ¿e tak ¼le wychodzi mu bycie trenerem. Szybko razem z Pokemonami rozbili ma³y obóz. Wszyscy siedzieli przy ognisku otoczeni pogr±¿onym we ¶nie lasem.
- Ja tylko mówie, ¿e Oran Berry jest smaczniejsze od Pecha Berry. - powiedzia³ krokodyl. Obok siedzia³ bia³y Pokemon o dlugiej szyji i ma³ych skrzyd³ach. Wygl±da³ jakby k³óci³ sie z niebieskim gadem - Mike, które Berry s± lepsze? Oran czy Pecha? - spyta³ trenera. Mike by³ zaskoczony pytaniem.
- Ja... zawsze lubi³em Leppa Berry. - odpowiedzia³. Chcia³ pozostaæ neutralnym w sporze. Jednak jego Pokemony dziwnie na niego spojrza³y.
- Powa¿nie? - spyta³ Croc.
- A co w tym dziwnego? - spyta³ niepewnie. Nie rozumia³ ca³ej sytuacji.
- Nie, nic dziwnego. To normal... - nie dokoñczy³. Nagle jaki¶ cieñ przelecia³ przez ogieñ gasz±c je. Zapanowa³a ciemno¶æ.
- Co to by³o? - spyta³ Mike. By³ lekko wystraszony ca³± sytuacj±.
- Stañcie do siebie plecami! - poleci³ Feraligatr. Wszyscy oparli siê o siebie. Ksiê¿yc przys³ania³y chmury wiec ciê¿ko by³o cokolwiek dostrzec. Ci±gle z zaro¶li dochodzi³y jakie¶ ha³asy.
- Co to jest? - spyta³ Mike.
- Nie wiem. Plip, Bernie do Pokeballi. Nie bêdê ryzykowaæ. - rozkaza³ krokodyl. Togetic i Bulbasaur niechetnie wróci³y do swoich kul. Gdy Mike chcia³ je w³o¿yæ do torby cieñ znów siê pojawi³. Przelecia³ obok chlopaka i wyrwa³ mu kule z r±k. Croc mimo b³yskawicznej reakcji nie z³apa³ cienia.
- Prze...przepraszam. By³ za szybki.
- Potem przepraszaj. Teraz patrz gdzie ta gnida siê ukrywa. - poleci³ Pokemon. Nagle chmury ods³oni³y ksiê¿yc. W tym momencie z ukrycia wysz³y trzy Pokemony. Przed Feraligatr'em stan±³ Luxio, a przed Mike'em Zorua i Gligar, który trzyma³ w szczypcach jego Pokeballe. Wszystkie wygl±da³y powa¿nie. Luxio powiedzia³ co¶ do krokodyla.
- Co powiedzia³? - spyta³ ch³opak. Jednak jego Pokemon go zignorowa³.
- Powinienem ciê rozszarpaæ, a nie s³uchaæ. - powiedzia³ do Luxio. Lew zawarcza³ i przybra³ bojow± postawe. Jego futro zaiskrzy³o co znaczy³o, ¿e w ka¿dej chwili mo¿e uderzyæ. Znów powiedzia³ co¶ do rozmówcy. Gligar i Zorua równie¿ byli gotowi do walki.
- O co tu chodzi? - spyta³ ciekawy Mike. Krokodyl dostrzeg³ dwójkê rywali za nim i powiedzia³ do Mike'a.
- Mówi±, ¿e mamy z nimi i¶æ. Nie mówi± gdzie i po co. - odpowiedzia³ - Ale niech Gligar odda kule. - zarz±da³ Croc. Lew wyra¼nie siê nie zgodzi³.
- Nie dasz im rady? - spyta³ niepewnie ch³opak.
- Pojedyñczo tak. Ale ca³ej grupie w±tpiê. No i maj± Plipa i Berniego. - odpowiedzia³ cicho do trenera - Chod¼my.
Szli ciemnym lasem oko³o piêciu minut. Zorua i Gligar bacznie obserwowa³y ka¿dy ruch swoich ofiar. Mog³y w ka¿dej chwili uderzyæ. Croc zachowywa³ zimn± krew, ale jego trener by³ trochê wystraszony. Wkoñcu od kiedy trzy ¿adkie w Kalos Pokemony napadaj± ludzi w lesie i gdzie¶ ich ci±gn±. Po chwili doszli do ma³ej polany. By³a do¶æ mocno zniszczona od jednej ze stron. Mike nie wiedzia³ dlaczego Luxio przyprowadzi³ ich tutaj. Szybko dostrzeg³ lewituj±cego nad ziemi± Pokemona. Przypomina³ sze¶ciok±tne, metalowe zwierciad³o. Ch³opak rozpozna³ stworka, by³ to Bronzor. Stalowy Pokemon wydawa³ siê nie widzieæ przybyszów. Jego oczy ¶wieci³y co oznacza³o, ¿e u¿ywa psychicznych mocy.
- Co on robi? - spyta³ swego przyjaciela.
- Spowalnia dzia³anie trucizny. - Powiedzia³ pokazuj±c na miejsce pod Pokemonem. Ch³opak dopiero w tym momencie dostrzeg³ dziewczynê le¿±c± na ziemi. Mia³a poszarpane i zab³ocone ubranie, a w okolicach ramienia spor± ranê. Luxio podszed³ do niej i znów powiedzia³ co¶ do Feraligatr'ora. Teraz jego ton by³ bardziej ³agodny, choæ nadal powa¿ny. Krokodyl slycha³ go w milczeniu. Gdy skoñczy³ Croc odwróci³ siê do Mike'a.
- O co tu chodzi? - spyta³ nie¶mia³o ch³opak. Ciekawo¶æ dawa³a mu siê we znaki.
- Ta dziewczyna zosta³a otruta przez Scolipede'y. Mamy jej pomóc. - odpowiedzia³.
Mike'owi nie trzeba by³o powtarzaæ. Chcia³ zbli¿yæ siê do dziewczyny, ale Zorua stanê³a mu na drodze. Wystawi³a swoje k³y pokazuj±c, ¿e jest gotowa do ataku. Mike postanowi³ zachowaæ zimn± krew.
- Nie pomogê jej je¶li do niej nie podejdê. - powiedzia³ najspokojniej jak umia³. Ma³y, czarny lisek zszed³ mu z drogi. Jego spojrzenie mówi³o jasno, ¿e je¶li zrobi co¶ podejrzanego to szybko tego po¿a³uje. Gdy podszed³ do dziewczyny dostrzeg³, ¿e rana jest powa¿na, ale dziêki moc± Bronzor'a by³a do wyleczenia. Mike szybko przemy³ ranê wod± która mia³ w torbie. Croc poda³ mu ma¶æ z korzenia nirnu lecz±c± zatrucia. Ch³opak nasmarowa³ ranê odrobin± ma¶ci. Mia³a za cel zabiæ truciznê znajduj±c± siê na skórze. Nastêpnie opatrzy³ ranê banda¿em.
- A jak zabiæ jad, który jest ju¿ w krwi? - spyta³ sam siebie.
- Sokiem z Pecha Berry. - podpowiedzia³ Feraligatr. Ch³opak wyj±³ z plecaka gar¶æ jagód. Szybko zgniut³ je w mo¼dzierzu i odla³ ciecz z naczynia. Z pomoc± Croc'a odchyli³ delikatnie g³owê dziewczynie i powoli wla³ sok do jej ust. - Co teraz? - spyta³.
- Czekamy do rana. Je¶li do tego czasu siê nie odzyska przytomno¶ci...- odpar³. Zapanowa³a cisza - Przenie¶my j± na ¶piwór. - dokoñczy³. Krokodyl razem z trenerem delikatnie przenie¶li dziewczynê. Ma³a Zorua po³o¿y³a siê blisko trenerki, a Gligar odda³ Pokeballe Mike'owi i tak jak lis znalaz³ siê przy dziewczynie po czym zasn±³. Tylko Luxio dalej siedzia³ i czuwa³ nad jej stanem. Mike i jego przyjaciel tak¿e po³o¿li siê spaæ. Jutro mia³o siê okazaæ czy pomoc by³a daremna, czy ocali komu¶ ¿ycie.
Diana ledwo otworzy³a oczy. Zobaczy³a b³êkitne niebo, po którym leniwie przemieszczaj± siê ma³e, bia³e ob³oczki. Otoczenie wydawa³o siê spokojne. By³a bardzo wyczerpana i ma³o pamiêta³a ostatnie wydarzenia. Przekrêci³a g³owê w bok i zobaczy³a swojego Luxio, który ledwo trzyma siê by nie zasn±æ. Gdy dostrzeg³, ¿e siê ockne³a by³ bardzo szczê¶liwy. Diana z niema³ym wysi³kiem podnios³a siê z pozycji le¿±cej do pozycji siedz±cej. W tym momencie zobaczy³a, ¿e na rêku ma opatrunek i le¿y na spiworze. "To nie moje" pomy¶la³a.
- Hej, Mike wstawaj! Spojrz kto siê obudzi³? - krzykn±³ jaki¶ g³os. Diana odwróci³a tam g³owê. Przed ni± sta³ du¿y, niebieski, dwuno¿ny krokodyl. Pocz±tkowo wystraszy³a siê go, ale dotar³o do niej, ¿e jest niegro¼ny. Obudzi³ ¶pi±cego blisko ch³opaka. By³ wy¿szy od niej. Mia³ czarne, krêcone w³osy i br±zowe oczy. Choæ wy¿szy to Diana zauwa¿y³a, ¿e jest m³odszy od niej o jaki¶ rok. Wydawa³ siê szczê¶liwy z jej widoku.
- Wsta³a¶. Czyli uda³o siê zabiæ trucizne. - powiedzia³. Diana dalej nie rozumia³a.
- Kim jeste¶cie? - spyta³a zmêczona.
- Jestem Mike, a to Croc. - powiedzia³ ch³opak wskazuj±c na Feraligatr'a.
- Przez chwilê wydawa³o mi siê, ¿e on mówi. - odpar³a.
- Bo mówiê. - odpowiedzia³ Croc. Diane bardzo to zaskoczy³o. S³ysza³a o Pokemonach, które u¿ywaj± telepatii by porozumiewaæ siê z lud¼mi ale Pokemon mówi±cy ludzkim g³osem by³ nadzwyczajny.
- To...trochê... - wyjaka³a. Croc by³ lekko zdenerwowany reakcj±.
- Nie naturalne? Le¿a³a¶ Arceus wie ile zatruta w ¶rodku lasu z wielk±, krwawi±c± ran± i ¿yjesz. To jest nie naturalne. - powiedzia³ dumny.
- Gdybym nie czu³a siê tak ¼le to zarobi³by¶ jak±¶ ciêt± riposte. - odpowiedzia³a. Mimo, ¿e ten Feraligatr j± zdenerwowa³ to zdradzi³ jej dlaczego czujê siê tak s³abo i czemu ma zabanda¿owan± rêke. Teraz sobie przypomina³a co siê sta³o.
- ¬le siê czujesz? Mo¿e chcesz wody? - spyta³ Mike. Prawie zapomnia³a o jego o obecno¶ci.
- Nie trzeba.
- A co ci siê wogóle sta³o? Wygl±da³a¶ jak ¶mieræ. - spyta³ Pokemon. Mike te¿ ciekawi³o co robi³a pó³ martwa w ¶rodku lasu.
- Zosta³am zaatakowana przez Scolipede'y. To one mnie tak poturbowa³y. - wyja¶ni³a. Samo wspomnienie ucieczki przed czterema bestiami wywo³ywa³o u niej dreszcze. Teraz raczej bêdzie siê baæ tych Pokemonów. Krokodyl i ch³opak s³uchali jak ucieka³a przed czterema w¶ciek³ymi stworami.
- Gdyby¶ lepiej pilnowa³a swoich Pokeballi to te Scolipede'y nigdy by ciê nie dopad³y. Sama jeste¶ sobie winna. - podsumowa³ Croc. Zanim Diana odpowiedzia³a Luxio wyskoczy³ przed krokodyla i zawarcza³ gro¼nie. By³ niezadowolony, ¿e kto¶ oskar¿a jego trenerkê. Feraligatr nie pozosta³ d³u¿ny i równie¿ zawarcza³ na du¿o mniejszego czarnego lwa.
- Spokojnie, Croc nie mia³ tego na my¶li... - próbowa³ uspokoiæ dwa Pokemony Mike - Przecie¿... eee... a jak siê nazywasz?
- Diana.
- No... przecie¿ Diana jest nadal os³abiona. Walka to z³y pomys³. - powiedzia³. Stara³ siê byæ stanowczy ale s³owa jakby nie dochodzi³y do rywali. Croc lekko siê u¶miechn±³. Mike wiedzia³ co to oznacza.
- A mo¿e to dobry pomys³. Jest zdrowa tylko lekko os³abiona. Walka pozwoli jej sê rozbudziæ. - powiedzia³ nie odrywaj±c wzroku od Luxio. Mike nie wydawa³ siê przekonany jednak Dianie ten pomys³ siê podoba³. I wiedzia³a, ¿e je¶li,odmówi walki to Luxio bêdzie siê na ni± boczy³.
- Czemu nie. Nie jestem w pe³ni si³, ale moje Pokemony tak. Wiec mo¿e dwa na dwa? - zaproponowa³a. Mike wydawa³ siê niezdecydowany, ale zanim odpowiedzia³ Croc go uprzedzi³.
- Wchodzimy w to. - spojrza³ na Luxio - A ty walczysz pierwszy. Ze mn±.
Diana i Mike staneli naprzeciwko siebie. Za pole walki mia³a s³u¿yæ polana blisko obozu. Zasady by³y jasne. Walcz± trzema Pokemonami tak d³ugo, a¿ wszystkie jednej ze stron bêd± niezdolne do walki. Jak powiedzia³ Croc na pierwszy ogieñ poszli Luxio Diany i Feraligatr Mike'a. Przez wcze¶niejsz± k³ótnie obaj byli bardzo zmotywowani by pokonaæ przeciwnika. Diana widzia³a, ¿e futro jej Pokemona jest pe³ne iskier.
- Poka¿ co potrafisz futrzaku! - krzykn±³ Croc. Luxio tylko czeka³ na tak± okazje. Natychmiast zaatakowa³ Discharge. Fala piorunów polecia³a w stronê krokodyla, który by³ szybszy ni¿ wygl±da³ i bez problemu zrobi³ unik.
- Ha, unika³em lepszych ciosów gdy by³e¶ jeszcze jajkiem! - wy¶mia³ Croc. Dianie jak i jej Pokemonowi dzia³a³o to na nerwy. Teraz kaza³a u¿yæ ruchu Spark. Luxio otoczy³ siê elektryczno¶ci± i pobieg³ w stronê rywala. Wbrew oczekiwaniom krokodyl nie ucieka³ tylko zablokowa³ cios krzy¿uj±c przed sob± ³apy. Choæ czê¶æ ataku zosta³a zatrzymana to cia³o niebieskiego gada zosta³o pora¿one pr±dem. Odepchn±³ Luxio przed siebie i znów prowokowa³ do ataku. Diana polecia³a u¿yæ Double Team by zdezorientowaæ przeciwnika. Dooko³a krokodyla pojawi³o siê mnóstwo kopii elektrycznego lwa. Jednak dla Croc'a nie by³ to problem. Wystrzeli³ z paszczy potê¿ny strumieñ wody, który zniszczy³ iluzjê. Sam Luxio równie¿ dosta³ z Hydro Pomp'y. Choæ atak by³ s³abszy ni¿ normalnie to mocno zrani³ Pokemona. Diana nie wiedzia³a co robiæ. ¯aden z ataków Luxio nawet nie trafi³ przeciwnika. Polecia³a znów uderzyæ Discharge'em. Jej lew ponownie wystrzeli³ masê piorunów w rywala. Tym razem Feraligatr nie ucieka³. Swoj± piê¶ci± pokryt± lodem odpar³ elektryczn± moc. W chwili zetkniêcia siê piorunów z lodem b³ysnê³o jasne b³êkitno-bia³e ¶wiat³o. O¶lepi³o ono krokodyla co Diana szybko wykorzysta³a i kaza³a u¿yæ Spark. Dziêki b³yskawicznej reakcji Luxio Feraligatr przyj±³ ca³± moc uderzenia w brzuch. Cios by³ do¶æ silny by sprawiæ, ¿e przeciwnik uklêknie na jedno kolano.
- Twoja obrona zosta³a prze³amana. - powiedzia³a zadowolona Diana. Luxio równie¿ by³ z siebie dumny. Croc by³ natomiast bardzo z³y.
- Wcze¶niej widzia³a¶ mnie mi³ego. Ale skoro chcesz mnie poznaæ z³ego to proszê. - powiedzia³ powoli. Po wypowiedzeniu tych s³ów natychmiast ruszy³ do ataku. Jego k³y b³ysnê³y gotowe zatopiæ siê w ciele Luxio, który u¿y³ Discharge. Krokodyl g³adko przebieg pod piorunami i z³apa³ lwa w zêby. W chwili z³apania rywala wyskoczy³ z miejsca w górê i rzuci³ trzymanym Pokemonem o ziemiê. Luxio zawy³ z bólu gdy uderzy³ o pod³o¿e. Feraligatr w tym czasie przygotowa³ Ice Punch by uderzyæ nim w bezbronnego przeciwnika. Pokemon ucieka³ przed ciosem dos³ownie przed uderzeniem. Nawet Croc by³ zaskoczony, ¿e uderzy³ w ziemiê. Luxio ponownie u¿y³ Discharge. Krokodyl uskoczy³ przed atakiem i odpowiedzia³ Hydro Pomp. Zaczê³ siê ostrza³ miêdzy Luxio a Croc'iem. Dla ludzkiego oka b³yskawiczne ruchy Pokemonów by³y niemal nie do zobaczenia. Diana polecia³a u¿yæ Spark. Feraligatr by³ zaskoczony ruchem i ponownie przyj±³ jego moc. Zmêczenie dawa³ mu siê we znaki tak jak i Luxio. U¿ywanie tak silnych ciosów po³±czone z ci±g³ymi unikami sprawia³o, ¿e dwa Pokemony by³y mocno wyczerpane. Nagle Croc ponownie wyprowadzi³ swoj± szar¿ê. Wyskoczy³ w górê i u¿y³ Aqua Tail. Dziêki Double Team Luxio ucieka³ przed atakiem, który zrobi³ wielk± dziurê w ziemi. Znów klony zosta³y zniszczone przez strumieñ wody z paszczy gada. Ale w¶ród kopii brakowa³o twórcy. Ferailgatr spojrza³ w górê i zobaczy³ lec±cego na niego elektrycznegó lwa. Wyl±dowa³ dok³adnie na g³owie przeciwnika i u¿y³ Discharge. Croc zachwia³ siê na nogach. Nagle z³apa³ Luxio w ³apê i zacz±³ brutalnie uderzaæ nim w ziemiê. Nie mia³ ¿adnej lito¶ci dla wyj±cego z bólu Pokemon. Po kilku ciosach w pod³o¿e cisn±³ nieprzytomnym lwem w stronê sparali¿owanej Diany. Widok jej Pokemona w takiej sytuacji sprawia³, ¿e mia³a ochotê zemdleæ razem z Luxio, który le¿a³ przed ni±. Podesz³a do niego i wziê³a Pokemona na rêce. Nawet nie zareagowa³ na dotyk. Ciê¿ko dysza³. Diana spojrza³a na Feraligatr'ora. Sta³ w miejscu i patrzy³ na ni± jakby mia³a byæ nastêpna. Jego oczy b³yszcza³y czerwieni±. Tylko czeka³ na now± ofiarê. Diana by³a zbyt przera¿ona by wezwaæ kolejowego Pokemona. Mike powoli wyci±gn±³ Pokeball. Chcia³ odwo³aæ Croc'a. Gdy ten dostrzeg³ co zamierza zrobiæ zarycza³ na niego. To ju¿ nie by³ Croc, to by³ dziki Pokemon. Jego u¶pione instynkty zbudzi³y siê, a mieszanka furii oraz chêci do walki przejê³y nad nim kontrolê. Diana nie mia³a wyboru. Dr¿±c± rêk± wezwa³a Luxio do Pokeballa. Zamiast niego do bitwy stan±³ Bronzor. Rywal nie traci³ czasu i ruszy³ do ataku u¿ywaj±c Crunch. Bronzor stworzy³ cztery ¿ó³te kule, które polecia³y w stronê krokodyla. Gdy siê zbli¿y³y b³ysnê³y mu przed twarz±. Croc straci³ rozpêd i przewróci³ siê. Trenerka stalowego stworka kaza³a u¿yæ Extrasensory. Oczy Bronzor'a zaczê³y ¶wieciæ, a fioletowa aura scisne³a wij±cego siê na ziemi krokodyla. Feraligatr wzniós³ siê do góry i polecia³ w stronê pobliskiego drzewa. Przez zamroczenie nie móg³ siê broniæ wiec Bronzor kontynuowa³ atak miotaj±c przeciwnikiem po ca³ym polu bitwy. Nagle krokodyl ockn±³ siê i uderzy³ Hydro Pomp. Si³a by³a tak wielka, ¿e Diana musia³a zrobiæ unik przed pos³anym w jej kierunku Pokemonem tarcz±. Jej podopieczny uderzy³ w drzewo, a krokodyl ruszy³ za nim by dokonczyæ co zacz±³. Diana kaza³a u¿yæ Bronzor'owi Iron Defense by przetrzyma³ burzê ciosów Feraligatr'ora. Gdy siê do niego zbli¿y³ zacz±³ uderzaæ w niego jak oszala³y. Bronzor ponownie zebra³ swoj± psychiczn± moc i odepchn±³ krokodyla na kilka metrów. "Teraz albo nigdy" pomy¶la³a Diana. Kaza³a u¿yæ Gyro Ball Bronzor'owi. Pokemon zakrêci³ siê wokó³ i polecia³ w stronê Feraligatr'ora. Zacz±³ lataæ blisko niego i biæ w taki sposób by jego przeciwnik nie móg³ wstaæ. Gdy Feraligatr by³ u kresu si³ stalowy Pokemon postanowi³ to zakoñczyæ. Wzniós³ siê wysoko ponad przeciwnika i u¿ywaj±c Gyro Ball wbi³ go w ziemiê. W momencie uderzenia kurz zas³oni³ ca³± scenê. Diana po tym co widzia³a nie mia³a pewno¶ci czy Feraligatr zosta³ pokonany czy nadal siê trzyma. Jednak widok le¿±cego gada sprawia³, ¿e na sercu zrobi³o jej siê lekko. Mike wezwa³ swojego przyjaciela do Pokeball'a.
- Twoja kolej Plip. - powiedzia³ Mike wystawiaj±c do walki bia³ego Pokemona o d³ugiej szyji i ma³ych skrzyde³kach. Jego brzuch by³ w czym¶ co przypomina³o skorupkê bia³ego jajka z ma³ymi niebieskimi i czerwonymi trójk±tami. Sam Pokemon by³ u¶miechniêty a jego wygl±d nadawa³ mu wrêcz niewinnego wyrazu. Diana rozpozna³a w nim Togetic'a. Tym razem ona pierwsza zadzia³a. Kaza³a u¿yæ Gyro Ball. Jej Pokemon polecia³ w przeciwnika. Mike kaza³ u¿yæ Metronome. Plip zakrêci³ ³apk± w powietrzu kilka razy i szybko zacz±³ kopaæ dó³. W wykopanej dziurze skry³ siê dos³ownie sekundê przed uderzeniem. Gdy Bronzor siê zatrzyma³ pod nim wyskoczy³ Togetic atakuj±c ruchem Dig. Szybki zwrot pozwoli³ unikn±æ obra¿eñ. Stalowy stworek zaatakowa³ Extrasensory ale jego moc skupi³a siê na kuli któr± stworzy³ Plip ciosem Ancient Power. Kula wybuch³a na ¶rodku pola bitwy. Togetic ponownie u¿y³ Metronome. Bronzor chcia³ uderzyæ Gyro Ball'em, ale nagle Togetic poprostu znikn±³. Diana rozpozna³a ruch Teleport. Kaza³a Bronzor'owi byæ czujnym i od razu zaatakowaæ Extrasensory. Togetic dos³ownie znik±d pojawi³ siê obok Bronzor'a. Jednak teraz to psychiczny Pokemon by³ szybszy i pe³n± moc± zaatakowa³ Plip'a. Skrzydlaty stworek zosta³ rzucony na ziemiê. Bronzor u¿ywaj±c Confuse Ray uniemo¿liwi³ mu wykonanie jakichkolwiek ruchów. Mike móg³ tylko patrzeæ jak Bronzor koñczy starcie przy pomocy ruchu Gyro Ball. Po kilku atakach Plip by³ niezdolny do dalszej walki. Bronzor podlecia³ Diany. Choæ cieszy³a siê z wygranej to nadal martwi³a siê o stan Luxio. Ci±gle przed oczami mia³a jak Feraligatr brutalnie wbija go w ziemiê. Teraz gdy zobaczy niebieskiego krokodyla ten straszny widok bêdzie wracaæ.
-Hej. - powiedzia³ Mike stoj±c przed ni±. Tak siê zamy¶li³a, ¿e o nim zapomnia³a.
- Co?
- Dobrze walczysz. I... przepraszam za Croc'a. On czasem... traci panowie nad sob±. - wyja¶ni³ Mike. Ba³ siê reakcji Diany na jego s³owa.
- Dziêki. Wybacz ale mój Luxio natychmiast potrzebuje opieki medycznej, wiêc cze¶æ. - powiedzia³a i zaczê³a szybko i¶æ w strone najbli¿szego Centrum Pokemon. Po kilku krokach ju¿ nie sz³a a bieg³a staraj±c siê jak najszybciej pomóc swojemu Pokemomowi.
Wizje mo¿na oceniaæ do godziny 20 dnia 15 stycznia 2014 roku, lub do momentu, gdy jeden z graczy biedzie mieæ znacz±c± przewagê nad rywalem
Za³o¿enie do walki: Pojedynek ma siê odbywaæ w lesie.
Mo¿na to zrobiæ w tym temacie z wg. kryteriów w spoilerze:
a)Ortografiê, interpunkcjê oraz stylistykê
b)Pomys³owo¶æ
c)Fabu³ê
d)Opis walki oraz d³ugo¶æ opowiadania
Po czym oddajemy g³os na w naszej opinii zwyciêsk± wizje.
Jeden g³os to jeden punkt w pojedynku.
Nale¿y tak¿e dodaæ w³asne odczucia co do walk, ale nie powinny byæ brane pod uwagê. Proszê kierowaæ siê w³asnym sumieniem przy przyznawaniu g³osu.
lub pod tym adresem.
* * *
Sezon II
Walka numer 3
Uczestniczy: Anthony Emerald (Dialgu¶...Max Starn (Sky) (wyzwany)
Miejsce: Lumiose City w Kalos
Przewidywalna data oddania: 11 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania: 16 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
Walka numer 4
Uczestniczy:Jason Jupiter (Fallen) (wyzywaj±cy) vs Vincent de’la Grande (Rocket) (wyzwany)
Miejsce: Dendemille Town w Kalos
Przewidywalna data oddania: 20 stycznia 2014 roku
Ostateczna data oddania: 23 stycznia 2014 roku
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze
* * *
Lubisz skrobaæ ró¿ne teksty? Zaczynasz sw± pisark± przygodê? Chcesz podnie¶æ swoje umiejêtno¶ci w pisaniu? A mo¿e chcesz siê zmierzyæ z innymi? W takim razie Bursztynowa Liga jest miejscem dla ciebie. Do³±cz jeszcze dzi¶.
Wejd¼ tutaj |
Temat: Tin Tower |
Drowker
Odpowiedzi: 53
Wy¶wietleñ: 25735
|
Forum: TinTower Wys³any: 5 Styczeñ 14, 20:03 Temat: Tin Tower |
Bumcfksz! Pora na chamsk± reklamê!
Czy masz do¶æ swojego prze³o¿onego, który gustuje siê postonekrofili? Tak!
Czy masz do¶æ kogo¶, kto "otwarcie przyznam, ¿e rozwali³em PC dos³ownie i w przeno¶ni"? Tak!
Masz do¶æ "postowania na martwym"? Tak!
Je¶li tak, to skanduj z moim ziomem Daniel Bryan YES! YES! YES!
TinTower.pl - Polska spo³eczno¶æ graczy WiFi zaprasza!
Bumckfsz!
Pierwsze forum oraz strona po¶wiêcona gr± WiFi. Chcesz zacz±æ graæ? Nic prostszego! Strona oferuje masê poradników w tym wprowadzenie do walk, wyja¶nienie czym s± punkty IV oraz EV i podzia³ na klasy zgodny ze Smogonem.
Interesuje ciê hodowla? Jest! A mo¿e RNG w III Generacji? Proszê bardzo! Role poków w walkach Wifi? Bumckfsz jest!
Ingame jest ci±gle rozwijany. Pojawia siê nowe teksty, stare s± uzupe³niane, a ju¿ wkrótce spis eventów z BW i B2W2.
A mo¿e manga? Na TT znajdziesz opisy rozdzia³ów serii Red, Green i Blue autorstwa Lexsiso. Bardzo dobra robota, ¶wietnie siê czyta, wci±ga i zachêca do siêgniêcia po mange.
Przychodzi Zdzisiek do sklepu.
-Dzieñ dobry.
-Dobry.
-Opisy Speciala dostanê?
-Panie, póki co tylko RGB.
-A to nie chcê. Czyta³em.
-Panie, panu powiem, ¿e lada dzieñ rzuc± cze¶æ opisó Yellow. Mogê panu pod ladê schowaæ, jak pana chce. Ale to nie s± tanie rzeczy, panie ...
A forum? Forum ¿yje i ma siê ¶wietnie. Integracja jest, mo¿na pogadaæ o wszystkim, przej¶æ z ciskania na <cenzura> na gadanie o kaczkach. Nikt nie bêdzie siê czu³ obcy, tylko trzeba chcieæ siê zintegrowaæ.
Nie b±d¼ Arab!
Turniej, turnieje, turnieje. Trwa NeverUsed Cup w ramach Tin Tower Series, nied³ugo rozpocznie siê TURNIEJ FRIENDS (OU). Turniejów na TT nie braknie, oj nie. Ka¿dy, nawet kompletny zielony mo¿e startowaæ. Bumcfksz!
Turnieje nie? Pisanie ficków? Jak tak, to traficie idealnie! Bursztynowa Liga to miejsce dla was! Walka, ale na teksty i to trwa ju¿ ponad rok. Drugi sezon, mega ewolucje i mega wszystko! A jak nie liga, to mo¿e jaki¶ fick? Jest dzia³, mo¿na, wszystko(z kucami to ró¿nie) przeczyta siê. Chocia¿ pocz±tek.
Ficki nie? A mo¿e Arty? Tak? ¦wietnie! Jest dzia³ FanArtu, gdzie mo¿na wrzuciæ swoje prace i pochwaliæ siê przed publik±. A w dziale dzia³a Akwarelowa Liga, czyli odpowiednik Bursztynowej ligi dla Artystów.
Arty nie? A PBF? Tak¿e jest! Mamy 5 Mistrzów Gry. Wanna play game? To wpadaj! TT MG nie gryz±, nie fucz±, nie drapi±.
A mo¿e felietony? To TT zaprasza do wspó³pracy! Mamy specjalny dzia³ na stronie i ka¿dy mo¿e napisaæ jaki¶ artykulik.
Koniec chamskiej reklamy! Bumckfszon!
Peace Yo! |
Temat: Na Shoucie niewiedza |
Drowker
Odpowiedzi: 20
Wy¶wietleñ: 11608
|
Forum: TinTower Wys³any: 5 Styczeñ 14, 18:58 Temat: Na Shoucie niewiedza |
Wystarczy³o odpisaæ w shoucie, a nie kopiowaæ zapis z TT Shouta na Collecta i po ruszyæ go po 13 godzinach. Du¿o by siê nie zmieni³o w tej kwestii.
A co do dopisku, ¿e chamstwo, brak kultury i tak dalej. Fallenie napisz co opinia publiczna s±dzi o TT. |
Temat: Na Shoucie niewiedza |
Drowker
Odpowiedzi: 20
Wy¶wietleñ: 11608
|
Forum: TinTower Wys³any: 5 Styczeñ 14, 18:41 Temat: Na Shoucie niewiedza |
| Czyli co? Nawet na w³asnych ¶mieciach nie mo¿na pociskaæ po czym¶, bo kto¶ kopiuje to na inne forum i tutaj wyra¿a swoje zdanie? |
Temat: Strona TinTower |
Drowker
Odpowiedzi: 34
Wy¶wietleñ: 14761
|
Forum: TinTower Wys³any: 29 Grudzieñ 13, 08:24 Temat: Strona TinTower |
| PokeMan napisa³/a: |
Nie, ja tylko oceniam ilo¶æ ludzi, zalogowanych...te zafajdane statystyki. Bo prêdzej kto¶ nowy wejdzie na PVF ni¿ TT. |
Wchodz± sobie, bo PV jest wy¿ej indeksowane ni¿ TT. To jest niepodwa¿alny fakt i z tym nie ma co siê k³óciæ. A wiadomo, ¿e cz³owiek wpierw wchodzi pierwszy link jaki zostanie mu wyszukany. TT dopiero sobie buduje tak± pozycje i mam szczer± nadzieje, ¿e za jaki¶ czas bêdzie du¿o mocniejsza ni¿ teraz.
Mnie zastanawia co chcesz osi±gn±æ, porównuj±c PV, które jest 11 lat na rynku, ma pozycje monopolisty z 4 letnim sta¿em TinTower, które dopiero buduje/naprawia swoj± markê.
| Drowker napisa³/a: | | Wychodzimy z prostego za³o¿enia - na cholerê kolejny klon PV. Lepiej znale¼æ nisze i w niej siê rozwijaæ, dochodz±c do perfekcji. Jabuko ju¿ to ci kiedy¶ t³umaczy³. |
| PokeMan napisa³/a: | | Brawo. PC te¿ znalaz³o swoj± niszê, bo jeste¶my jedynym forum które ³±czy ró¿ne obozy na PPS poprzez bardzo rozwiniety dzia³ o tym. Ty natomiast warto¶ciujesz swoj± niszê wy¿ej od Collectowej. Hitler co¶ podobnego robi³. |
Poka¿ mi gdzie niby warto¶ciuje TT wy¿ej ni¿ Collecta? Nie uderzam do PC, tylko do PV oraz odsy³am do wypowiedzi Jabuka, gdzie t³umaczy profil projektu TT.
To co robi siê na tym forum zwisa mi i powiewa, bo sytuacja na PPSie, kto z kim gdzie i na ile razy jest mi obce. Jednak nie stawiam PC ni¿ej czy wy¿ej ni¿ mojego "g³ównego" forum. To ty stawiasz TT ni¿ej ni¿ swój byt, m.in kilka postów wy¿ej.
I nie - to ¿e jeste¶my na jakie¶ scenie, nie znaczy, ¿e mamy siê tym interesowaæ. Wojenki miedzy forumowe interesuj± ma³o osób i jeszcze mniej siê w nich udziela.
Oraz wbij sobie do tego prawicowego ³ba - nigdzie nie ocenia³em i nie atakowa³em profilów prowadzenia stron. Póki co nie mam prawa tego oceniaæ, poniewa¿ jestem technikiem oraz globalnym moderatorem na TinTower, bo nie bêdê obiektywny. Odda³em TT cze¶æ mojej duszy, mój czas oraz moje nerwy, wiêc wiadomo - dla mnie to najlepsze forum z dobr± atmosfer±, za¶ reszta jest be.
Ocenie czy tak naprawdê by³o dopiero, gdy rzeknê/stracê funkcje na TT.
Przy okazji dziêkuje za porównanie do Hitlera. Naprawdê mi³o, ¿e kto¶ mnie porówna³ do zbrodniarza wojennego, który mia³ na rêkach krew milionów ludzi. Wprost skaczê z rado¶ci.
Dla mnie End Of Topic. Nie mam zamiaru nabijaæ postów i robiæ gówno burz, bo kto¶ ma ma³ego fiutka, przez co próbuje go sobie powiêkszyæ obra¿aj±c inne fora oraz strony gdzie co¶ siê dzieje. I'm out, mój e kutas jest na tyle du¿y, ¿e nie potrzebuje takiego dowarto¶ciowania siê.
Idê spamiæ w SB.
Ne¶ka wracasz do akcji. Masakruj prawicowca jak tylko chcesz. A ty Hyu gwa³æ t± jego kozê.
Have a nice day! |
Temat: Story From Zhery |
Drowker
Odpowiedzi: 0
Wy¶wietleñ: 2122
|
Forum: FanFiction Wys³any: 28 Grudzieñ 13, 23:13 Temat: Story From Zhery |
Propaganda od The Drow One trwa! Wpierw Bursztynowa Liga zawita³a na Collecta to teraz kolejna ulotka promocyjna oraz mojej najlepsze(i najd³u¿sze) dzie³o czyli Story From Zhery. Piszê to od ponad roku i dalej koñca nie widaæ Tekst z czasem siê rozwija i staje siê coraz d³u¿szy i d³u¿szy.
Przedmowa z "Mitu Stworzenia ¦wiata" autorstwa Austina Carnowskiego
Ksiêga Pocz±tku, rozdzia³ I
Na pocz±tku by³a Ciemno¶æ, zrodzona z Chaosu oraz bêd±ca jego czê¶ci±.
Wtedy Wszechstwórca rzek³:
"Niechaj siê stanie ¦wiat³o¶æ!"
I sta³a siê ¦wiat³o¶æ, zrodzona z £adu oraz bêd±ca jego czê¶ci±.
Wszechstwórca widz±c, ¿e ¦wiat³o¶æ jest dobra, a Ciemno¶ci jest z³a, oddzieli³ je od siebie, tworz±c Niebo, gdzie panowa³ £ad oraz Piek³o, gdzie rz±dzi³ Chaos.
Nastêpnie Wszechstwórca stworzy³ dwie sfery – Z³ot± oraz Czarn± - bêd±c± esencj± Dobra oraz Z³a, £adu oraz Chaosu, po czym rzek³:
"Niechaj powstanie byt, zrodzony ze ¦wiat³a i £adu oraz bêd±cy jego czê¶ci±"
Za¶ Z³ota sfera wybuch³a.
Tak powsta³ Stwórca, zrodzony ze ¦wiat³a i £adu oraz bêd±cy jego czê¶ci±. Wszechstwórca spojrza³ na swojego podanego, po czym rzek³:
„Zrodzony zosta³e¶ ze ¦wiat³a i £adu oraz jeste¶ jego czê¶ci±. Bêdziesz moj± rêk±, tworz±c ¶wiat dla mojego oraz w twojego ludu. Id¼ i czyñ moj± wolê, jako ¿e jestem twoim panem, a ty moim s³ug±.
Nadaje ci imiê Arceus, Stwórca zrodzony ze ¦wiat³a oraz £adu"
Arceus rykn±³, na znak ¿e zrozumia³ swe zadanie, za¶ Wszechstwórca przeniós³ go do jego królestwa.
Wtem Wszechstwórca rzek³:
"Niechaj sfera, zrodzona z Ciemno¶ci i Chaosu oraz bêd±c± jego czê¶ci±, stworzy byt, gdy Stwórca wype³ni swe zadanie.
Nadaje ci imiê Delirus, Stwórca zrodzony z Ciemno¶ci oraz Chaosu"
Za¶ Czarna sfera rozpad³± siê i znik³a.
* * *
Remeber The Name
Chapter 1
Yellow Town
Ma³e miasteczko, które coraz czê¶ciej by³o nazywane dzielnic± Central City, ni¿ samodzielnym bytem, jednak to tutaj swoje laboratorium mia³a czo³owa badaczka w regionie Zhery – profesor Jasmine Nazarenko. Ta trzydziestoparoletnia kobieta, mimo do¶æ m³odego, by³a bardzo szanowana osobisto¶ci± w ¶wiecie badaczy. Pewn± zas³uga tego by³ sta¿ u samego profesora Samueal Oaka w Kanto kilka lat niewiasta siedzia³a w swoim laboratorium, studiuj±c kamienn± tabliczkê z dziwnym znakami. Jak ka¿dy badacz mia³a swoj± g³ówn± specjalizacje. Jej by³o poznanie genezy powstania ¶wiata stworków, a Zhery by³o prawie idealnym miejscem. To w³a¶nie w tym regionie znajdowa³y siê ¶wi±tynie po¶wiêcano legendarnym Pokemonom, zapisane w prawie wymar³ym jêzyku Alpha. Prawie. Jedynie rodzina jej szwagra umia³a pos³ugiwaæ siê w tym jêzyku. Mimo, ¿e on zagin±³ ponad trzyna¶cie lat temu, to wiedza zosta³a przekazana dalej.
Pracê przerwa³o jej pukanie do drzwi, a po chwili w pomieszczeniu rozleg³ siê d¼wiêk skrzypi±cych zawiasów. Pierwsz± my¶l± Jasmine by³o przypomnienie sobie, ¿e prosi³a o ich naoliwienie swojego najm³odszego siostrzeñca. Nastêpnie obróci³a g³owê i spojrza³a na parê nastolatków – ch³opca i dziewczynê - którzy szli po swoje pierwsze Pokemony. U¶miechnê³a siê na ich widok, chc± dodaæ im otuchy w tym dniu.
-Lure – spojrza³a na zielonookiego blondyna, którego oblicze zakrywa³a czapka bejsbolówka. Ch³opak ¶ci±gn±³ na krycie g³owy, wyci±gaj±c rêce z kieszeni jeansowych spodni - Claire – doda³a gdy jej wzrok przeniós³ siê na szatynkê o fioletowych spojówkach, ubranej w krótk± spódniczkê oraz czerwon± koszulkê na rami±czkach – Mi³o was widzieæ.
-Dzieñ dobry pani profesor – powiedzia³a dziewczyna, poprawiaj±c torebkê na ramieniu – Przepraszamy za spó¼nienie, ale Lure musia³ jak zwykle zaspaæ – warknê³a. Jej kolega ciê¿ko westchn±³ – Za¶ do Phila nie da siê dodzwoniæ.
-Spokojnie Claire – za¶mia³a siê Jasmine, chocia¿ dobrze wiedzia³a do czego by³a zdolna ta m³oda osoba - Podejd¼cie i wybierzcie swoich nowych przyjació³ - Oboje zbli¿yli siê do sto³u. Zdziwili siê bardzo, widz±c tylko dwie kule, zamiast trzech.
-Ee pani profesor. Gdzie trzecia kula? - zapyta³ Lure, jednak po chwili zmarszczy³ brwi, za¶ na twarzy pojawi³ siê drobny u¶miech. Siêgn±³ po Pokeball – Ju¿ tu by³?
-Godzinê temu. I zgadnijcie gdzie pó¼niej poszed³ – odpar³a badaczka podchodz±c do blatu. Claire zacisnê³a pie¶æ ze z³o¶ci – Szykuj± siê k³opoty – pomy¶la³a.
-Phil! - krzyknê³a dziewczyna, przep³aszaj±c Pidove siedz±ce na dachu budynku.
* * *
Deskorolka. To by³o jego ulubione zajêcie, za¶ park w Yellow Town by³ jego ulubionym miejscem z trzech powodów.
Pierwsz± by³ skatepark. Od piêciu lat, zawsze po szkole, tutaj przychodzi³. Wpierw ze starszym bratem, pó¼niej z Pichu, którego dosta³ od cioci na urodziny. Na pocz±tku czê¶ciej wywo³ywa³ ¶miech ni¿ zachwyt, z czasem sta³ siê najlepszy w ca³ym mie¶cie. Ciê¿ka praca, nie podawanie siê oraz uparto¶æ. To by³y cechy jego rodziny oraz jego samego. Teraz nikt nie móg³ mu podskoczyæ. Nikt.
-Dajesz! - krzyknê³a jaka¶ dziewczyna z grupki nastolatków stoj±cych niedaleko rampy. Czy to by³a jaka¶ jego fanka, czy przypadkowa osoba, nie obchodzi³o go to teraz. Teraz liczy³a siê tylko ostatnia sztuczka.
Widzia³ jak ¶wiat obraca siê do góry nogami. Czu³ jak podmuch powietrza otacza jego cia³o i próbuje ¶ci±gn±æ go w dó³. Obrót siê skoñczy³, za¶ grawitacja zaczê³a robiæ swoje. ¦ci±ga³a go w dó³. Pu¶ci³ krawêd¼ deski chwilê przed dotkniêciem o pod³o¿e. Dla niego to trwa³o wieczno¶æ, dla jego widowni tylko kilka sekund. Zatrzyma³ siê, podniós³ deskê i powoli podszed³ do grupki. Niebieskie krótkie spodenki kontrastowa³y z czarnym T Shirtem, na którym widnia³ napis „Team eXtreme" wraz "Navy" na pleach.
-To by³o sympatyczne stary! - powiedzia³ jeden, klepi±c go po barku. Ch³opak u¶miechn±³ siê – Powiniene¶ pomy¶leæ o tych zawodach cz³owieku. Wygra³by¶ to z palcem w dupie!
-Ta? - zapyta³ retorycznie k³ad±c deskê tu¿ obok Pichu, który to poda³ mu butelkê – Dziêki Rai – doda³, bior±c ³yk wody. Nastêpnie ¶ci±gn±³ kask zakrywaj±cy ³ys± g³owê.
-Tak - odpar³. Elektryczna mysz pokiwa³a g³ówk± z nudy – Przemy¶l to sta ...
-Phil! - us³yszeli za sob±. Przez cia³o Phila przesz³a gêsia skórka. Zna³ ten g³os i on nie wskazywa³ na nic dobrego.
-Ee to ja spadam – mrukn±³ lider grupki, która nagle rozp³ynê³a siê. Pichu wskoczy³ na bark swego trenera.
-Dziêki ci bardzo tchórzu – pomy¶la³ Phil. Za³o¿y³ okulary i podniós³ deskê oraz kask – Rai, nie nawi±zuj kontaktu wzrokow … - poczu³, ¿e co¶ go opl±ta³o. Zauwa¿y³ pn±ce – Zabra³a Chikorite – jego podopieczny tylko potwierdzi³ jego domys³y. Sekundê pó¼niej obaj byli w powietrzu – Claire, to nie jest ¶mieszne.
-Zamknij siê! - warknê³a dziewczyna, poprawiaj±c swoje d³ugie czarne w³osy – Mog³e¶ powiedzieæ, ¿e idziesz wcze¶niej!
-Odstaw mnie na ziemie to pogadamy – powiedzia³ Phil. Obok jej spostrzeg³ blondyna w czapce – Lure …
-Ja siê nie wtr±cam – przerwa³ mu ch³opak, chowaj±c rêce do bezrêkawnika . Jego wzrok utkn±³ na wkurzonej dziewczynie oraz jej Pokemonie.
-Dobra. Rai elektrowstrz±s! - krzykn±³ wisz±cy w powietrzu trener. ¯ó³ta mysz zeskoczy³a z jego ramienia i w locie uderzy³a ³adunkiem elektrycznym w ro¶linnego potworka. Chikorita pu¶ci³a Phila, który upad³ na ziemie, lecz w locie wyda³ kolejny rozkaz. Pichu, zrobi³ unik przed ostrym li¶ciem rywalki, a nastêpnie podbieg³ i uderzy³ zielonego stworka – Koñcz to – Rai dobi³ ro¶linnego startera, za¶ jego trener, który sta³ ju¿ na nogach, otrzepa³ siê z kurzu – Chcia³em po do ...
-Nie! - wrzasnê³a Claire, lecz zamiast podbiec do Pokemona, rzuci³a siê na Phila – Ty parszywy ma³y gnojku …
-Lure mo¿e ma³a pomoc?! - wykrzycza³ £ysy, który nie chcia³ zrobiæ krzywdy swojej przyjació³ce.
-Yo Ten Ten wyluzuj! - blondyn podbieg³ do brunetki i odci±gn±³ ja od kolegi – Wyluzuj!
-Zaraz i tobie skopie dupê! - ponownie wrzasnê³a, uderzaj±c Lure w brzuch. Ch³opak pu¶ci³ j±, za¶ Claire rzuci³a siê na swego rywala. Phil odskoczy³, za¶ dziewczyna wywróci³a siê. – Nie ¿yjesz! Zawsze nas wystawiasz! - Ryknê³a gdy ponownie sta³a. Podbieg³a do rywala i tym razem skutecznie go powali³a. Obok nich przebieg³o kilku nastolatków.
-Cholera jasna! Niech kto¶ ¶ci±gnie t± pojeban± laskê ze mnie! - krzykn±³ Phil.
-Uduszê ciê! - Lure próbowa³ jako¶ odseparowaæ dwójkê.
-Hej Phil – ca³a trójka spojrza³a na rudow³os± dziewczynê – Nie ¿ebym wtr±ca³a siê sprawy twoje i twojej dziewczyny …
-To nie jest mój ch³opak! - warknê³a Claire. Trener wykorzysta³ moment nie uwagi brunetki i rzuci³ j± z siebie.
-Nie wa¿ne. Na stadionie jaki¶ go¶ciu walczy Giblem i pokonuje wszystkich! - powiedzia³a, by nastêpnie pobiegn±æ dalej. Phil spojrza³ na Lure, który zastanawia³ siê.
-Pó³ legendarny pokemon z Sinnoh? To mo¿e byæ ciekawe – odpar³ blondyn pomagaj±c wstaæ swemu przyjacielowi – Claire uspokoi³a¶ siê?
-Tak – mruknê³a brunetka, chowaj±c ro¶linnego startera do Pokeballa. Rai wskoczy³ na ramie Phil gdy ten podniós³ deskê, po czym ca³a trójka pobieg³a w kierunku stadionu – Mog³e¶ powiedzieæ, ¿e idziesz wcze¶niej.
-Dasz sobie spokój? - zapyta³ ch³opak. Spojrza³ z³otymi têczówkami na swoj± przyjació³kê – Znasz mnie.
-A ty mnie. I ¶ci±gnij ten medalion w koñcu – powiedzia³a. Phil odruchowo z³apa³ za medalik, który wisia³ na jego szyi. Nie móg³ go straciæ.
Trójka przyjació³ wbieg³a na plac otaczaj±cy stadion w momencie gdy walka zakoñczy³a siê.
-Nie! - krzykn±³ jaki¶ dzieciak, gdy jego Rattata upad³ nieprzytomny. Jego rywal, szarow³osy ch³opak sta³ naprzeciw niego z skrzy¿owanymi rêkami na klatce. Przed nim za¶ prê¿y³ siê Gible, gotów do kolejnej walki.
-Kto nastêpny? - zapyta³ nieznajomy. Po okolicy przeszed³ pomruk - No co tchórze? Nikt tu nie ma jaj, aby walczyæ z Gray'em Augustem? - brak reakcji – Co za miasto. Same tchórze – Phil wyszed³ przed szereg i zaj±³ miejsce naprzeciw Gray – W koñcu jakie¶ miêso. Gotów na pora¿kê? - za¶mia³ siê.
-Zobaczymy – w jego rêce pojawi³ siê Pokeball, który sekundê pó¼niej uwolni³ ma³ego niebieskiego krokodyla – Toad, zaczniemy od wodnej broni …
* * *
Spokój i gor±ca herbata. Tego jej brakowa³o. Jasmine spojrza³a na stolik gdzie le¿a³y trzy wype³nione teczki, nastêpnie na tablicê z manuskryptem, a na koñcu na swojego chat geara. Brak nowych wiadomo¶ci.
-Dane Phila, Claire i Lure wype³nione, Juniper mnie nie zabije za jeden dzieñ zw³oki i nikt do mnie nie pisa³. Czas na przerwê – pomy¶la³a uradowana. Mia³a ju¿ zawiesiæ kitel, gdy us³ysza³a kolejny raz skrzyp zawiasów. Odruchowo obróci³a g³owê – I po przerwie – do laboratorium wesz³y dwie postacie. Pierwsz± pozna³a bez problemu. Bia³o czarne kimono, fioletowe w³osy na ¿elu oraz nie schodz±cy z twarzy u¶miech.
-Kaori – rzek³a Jasmine, gdy jej wzrok przeniós³ siê na drug± osobê. M³ody ch³opak, mniej wiêcej wieku Kaoriego, podniós³ wzrok ze swoje czapki – No proszê. Sam wielki Red Satoshi z Kanto odwiedzi³ mnie – za¶mia³a siê. Pikachu na jego ramieniu skoczy³ na rêce pani profesor – Co jest ma³y przyjacielu? - pog³aska³a Pokemona.
-Ciebie te¿ mi³o widzieæ, Jasmine – mrukn±³ Red, poprawiaj±c czerwono czarn± czapkê.
-Có¿ – zacz±³ Kaori – Widzê ¿e ci przeszkodzili¶my – wskaza³ na kitel w jej rêce – Chyba nie jeste¶ z³a?
-Mia³a sobie zrobiæ przerwê, ale jak pojawi³ siê milcz±cy trener, to z³y znak – za¶mia³a siê ponownie, a nastêpnie poda³a teczki swemu przyjacielowi – Zgadnij co tu jest.
-Wiem wiem – mrukn±³. Szybko przejrza³ dokumenty – Widzê, ¿e kontynuowa³ rodzin± tradycje i zabra³ ostatniego z trójki.
-Nie mia³ wyj¶cia – opar³a siê o blat biurka – Co macie ciekawego dla mnie?
-Nowa tabliczka – powiedzia³ Kaori. Jasmine westchnê³a – Co jest?
-Mam jeszcze t± tabliczkê od Juniper – na d¼wiêk imienia profesor z Unova, Red przekln± ¶linê - i za kilka dni ma wpa¶æ jakie¶ jej uczennice. Bianca i chyba White … - przerwa³a widz±c jak trener z Kanto bladnie – Co z tob±? Znasz je?
-Nie – sk³ama³ i natychmiast zmieni³ temat – Kaori, jeste¶ mistrzem Zhery tak? Muszê pewnie zdobyæ odznaki i pokonaæ elitarn± …
-Nie do koñca – wesz³a mu s³owo badaczka – Je¶li chcesz zmierzyæ z Kaorim, to musisz wygraæ Mistrzostwa Ligi Zhery czyli Amber Conference .
-Jasmine – rzek³ mistrz – Nie potrzebuje adwokatki, ale dziêki. Red jako ¿e jeste¶ mistrzem ¶wiata, nie potrzebujesz wygrywaæ Ligi. Zdob±d¼ odznaki Fight Dojo. Wtedy zmierzmy siê – trener z Pallet Town potwierdzi³ skiniêciem g³owy, a Pikachu wróci³ na swoje miejsce – Ale ³atwo siê nie podam.
-Zobaczymy – mrukn±³. Ju¿ mia³ odchodziæ – A Jasmine. Jakby uczennica Juniper pyta³a siê o mnie, to mnie nie widzia³a¶, jasne? - kobieta skinê³a g³ow±, ¿e rozumie
– Do zobaczenia - podszed³ do drzwi, które otwar³y siê prêdko¶ci± ¶wiat³a. Trzy postacie minê³y Reda, biegn±c w kierunku badaczki. Jeden trzyma³ Totodile'a w rêkach.
-Ciociu pomó¿ – mrukn±³ ch³opak, którego Satoshi pozna³. U¶miechn±³ siê pod nosem, po czum wyszed³, za¶ Jasmine zabra³a krokodyla oraz jego Pokeball. Ca³a trójka postaci ciê¿ko dysza³a – Rai, jeste¶ ca³y? - mysz potwierdzi³a.
-Debil – mruknê³a Claire – Debil, debil i debil.
-Zamknij siê – warkn±³ Lure – Chocia¿ raz siê zamknij. On chocia¿ zawalczy³.
-Spokojnie – powiedzia³ Mistrz Zhery, próbuj±cy jako¶ za³agodziæ sytuacjê. Dwójka m³odych trenerów spojrza³a z niedowierzaniem. Mistrz ich regionu stoi tu¿ obok ich.
-O cze¶æ Kaori – rzek³ Phil, a nastêpnie u¶cisn±³ d³oñ mistrza. Lure i Claire spojrzeli na swego przyjaciela – Co? Kaori to przyjaciel Randy'ego. A w³a¶nie. S³ysza³e¶?
-To ¿e twój braciszek siedzi w Kanto? - zapyta³ kpi±co – Tak. Przecie¿ ja go przekona³em.
-Dziêki. Na serio – mrukn±³ ³ysy, po czym obaj za¶miali siê.
-Dobra dobra. Co siê sta³o? - zapyta³ Jasmine. Lure spojrza³ na przyjació³, a nastêpnie zacz±³ opowiadaæ.
-No có¿ …
* * *
Drug± rzecz± dlaczego Phil kocha³ park, by³o blisko¶æ do kilku boisk gdzie odbywa³y siê walki Pokemon. To by³ drugie ulubione zajêcie. Dwóch starszych braci, którzy byli bardzo dobrymi trenerami, nie by³o dzie³em przypadku. Oni mieli to zapisane w genach. A jego Pichu, którego dosta³ do cioci na urodziny, okaza³ siê ¶wietnym stworkiem. By³ zdecydowanie szybszy, silniejszy i bystrzejszy ni¿ inne przedstawiciele jego gatunku. I nie lubi³ siedzieæ w Pokeballu.
Teraz Phil sta³ naprzeciw Gray'a, za¶ ich Pokemony oddycha³y ciê¿ko. By³y ju¿ zmêczone d³ug± walk±. £ysy ch³opak musia³ co¶ wymy¶liæ, poniewa¿ ci±g³± walka na dystans nie by³a op³acalna na d³u¿sz± metê.
-Podajesz siê? - zapyta³ jego rywal. Phil u¶miechn±³ siê i wyda³ rozkaz ataku swojemu pokemonowi. Totodile podbieg³ do przeciwnika, próbuj±c podrapaæ Gible'a – Unik i smocza w¶ciek³o¶æ – pó³ smok wykona³ polecenie. Krokodyl by³ ods³oniêty – Bingo.
-O nie. Toad kontra wodn± broni±! - nie zd±¿y³. Niebieski promieñ trafi³ w startera z Johto, posy³aæ go na deski. To by³ koniec – Cholera.
-Gible wracaj – Gray schowa³ Pokemona – Dobra walka - mrukn±³, po czym odszed³. Phil podbieg³ do swojego stworka. By³ ranny. Zabra³ go na rêce i spojrza³ na przyjació³.
-Mówi³am … - Claire zaczê³a, ale zabójczy wzrok ³ysego uspokoi³ j±.
-Do laboratorium – rozkaza³ Lure …
* * *
-I o to ca³a historia – skoñczy³ blondyn. Kaori by³ zaintrygowany. Gible w jego regionu. W Sinnoh jest rzadko spotykany i tylko jedna osoba kontroluje ich populacje.
-Muszê zadzwoniæ do Cynthi – pomy¶la³ mistrz Zhery. Phil patrzy³ na maszynê lecz±c±, która pomaga³a jemu Pokemonowi wróciæ do formy. Ci±gle zastanawia³ siê czemu podj±³ siê tej walki. Przecie¿ by³ na przegranej pozycji. Smocze pokemony mia³y przewagê nad wodnymi stworkami, mimo to powa¿nie zagrozi³ Gray'owi. I co¶ czu³, ¿e to nie jego ostatnia walka z szarow³osym. Jasmine patrzy³a na swoje siostrzeñca. U¶miechnê³a siê pod nosem, widz±c w nim to samo co u jego starszych braci. Odpowiedzialno¶æ za Pokemony.
-Jednak dobrym pomys³em by³o danie mu tego jajka – pomy¶la³a. Maszyna zapika³a – Gotowe – rzek³a podchodz±c do urz±dzenia. Wyjê³a dwie kule i poda³a je trenerom.
-Dziêki – powiedzia³ Phil, chowaj±c kule za pas. Claire kiwnê³a tylko g³ow±.
-Proszê was bardzo. Gotowi do waszej wielkiej drogi? - zapyta³a. Ca³a trójka potwierdzi³a – To dobrze. Macie pó³ roku do Amber Conference. Kto wie, mo¿e które¶ z was wygra …
-I wtedy zmierzy siê z Elitarn± Czwórk±, a pó¼niej ze mn± – doda³ Kaori. Jego wzrok zatrzyma³ siê na Philu. £ysy u¶miechn±³ siê z³owieszczo – To tyle. Lure po¿egna³e¶ siê ju¿ z nimi?
-Co? - zapyta³a Claire. Lure opu¶ci³ g³owê i wyszed³ przed szereg – O czym on mówi?
-Lecê do Lauren – mrukn±³. Szatynka ju¿ mia³a ruszyæ, ale rêka Phila j± zatrzyma³a – Zg³osi³em siê na wymianê – spojrza³ na swoich przyjació³. Claire by³a wkurzona na maxa, za¶ £ysy przyj±³ to ze stoickim spokojem – Ja … - przerwa³ widz±c gdy dziewczyna wysz³a z pokoju – Cholera.
-Nie przejmuj siê ni± – rzek³ Phil staj±c w ramie w ramiê z koleg±. Poklepa³ go po plecach – Powodzenia stary. Kiedy¶ siê zmierzymy - u¶miechn±³ siê z³owieszczo.
-Jasne – odpar³ Lure. Panowie przybili sobie po pi±tce - Ale i tak skopie ci ty³ek - za¶miali siê.
-Dobra. A teraz mam co¶ dla was - poda³a im Pokedexy - Chyba wiecie co to jest - obaj potwierdzili - Przyda siê wam.
* * *
Nasta³ kolejny dzieñ. Ten dzieñ. Phil ostatni raz spojrza³ w lustro. Jego szare têczówki dok³adnie lustrowa³y odbicie. Móg³ dostrzec lêk. Ale to zawsze tak jest. Tak samo czu³ siê Randy przed wypraw±. Tak samo czu³ siê Jack gdy rusza³ w swoj± podró¿. I teraz tak samo czuje siê Phil Carnowski - "najm³odszy dzieciak Austina". Nienawidzi³ jak ludzie tak do niego mówili. Nie cierpia³ tego ca³ym swoim sercem.
Rêka ³ysego powêdrowa³a na wisiorek przerwanego Pokeballa. Symbol przyja¼ni ponad wszystko. Mia³ go od sze¶ciu lat i znaczy³ dla niego bardzo du¿o. Mimo ¿e Claire t³umaczy³a mu w dzieñ w dzieñ, ¿e ta przyja¼ñ siê skoñczy³a, to On nie zdj±³ go. Nie móg³.
Wzi±³ g³êboki oddech obracaj±c siê, po czym podszed³ do szafy. Jego ubranie by³o zawieszone na wieszaku. To co zwykle. Spodnie w tzw. „urban camo", niebieska koszulka ETW(Elite Trainer Wear) oraz czerwona bluza z kapturem. No i nieod³±czny element – okulary przeciws³oneczne. To by³ jego znak rozpoznawczy. Mo¿na powiedzieæ, ¿e swego rodzaju podpis.
Wyj±³ rzeczy z szafy, po czym szybko siê ubra³. Mimo ¿e robi³ to w dzieñ w dzieñ, to dzisiaj by³o inaczej. Mo¿e dlatego, ¿e zniknie na prawie pó³ roku?
Podszed³ do biurka, gdzie le¿a³ Pokedex, portfel dwa Pokeballe oraz najnowszy SmartGear. Po chwili wszystko by³o na swoim miejscu, za¶ na dotykowym ekranie SmartGeara wskaza³a aktualny czas. Zosta³ tylko plecak. Podniós³ go. Nie wydawa³ siê ciê¿ki. Szybko przeanalizowa³ czy wszystko ma.
-¦piwór jest. Gacie oraz rzeczy na zmienna s±. Lekarstwa s±. Pokeballe s±. Jedzenie jest. To czego brak? - podrapa³ siê po g³owie. Nie móg³ sobie przypomnieæ. Rai wskaza³ na deskê – Wiesz dobrze, ¿e nie mogê tego zabraæ. Trudno. Najwy¿ej bêdzie zgrzyt, ale wszystko da siê kupiæ – za³o¿y³ plecak, za¶ Pichu wskoczy³ na jego bark – Gotów? - Pokemon kiwn±³ g³ow±. Phil po¿egna³ siê jeszcze z rodzicielk±, po czym wyszed³ przed dom – No gdzie ona jest – mrukn±³ sam do siebie.
-Chod¼ – warknê³a Ten Ten, która tylko go minê³a. Widaæ dalej by³a wkurzona za akcje z Lurem. Szczerze to jej siê nie dziwi³, ale to by³a jego samodzielna i suwerena decyzja. £ysy ruszy³ za dziewczyna, która by³a kilka kroków przed nim.
-To gdzie pani przewodnik? - zapyta³ sarkastycznie. Claire spojrza³a wpierw na niego, a pó¼niej na las który j± otacza³.
-Do Central City a pó¼niej … - zaczê³a siê zastanawiaæ.
-Inhore City – skoñczy³ za ni± – Pozwolisz ¿e poprowadzê? - ruszy³ w kierunku g³ównego miasta.
-Dobra panie wiem wszystko o niczym - burknê³a.
-Jeste¶ taka urocza, gdy siê z³o¶cisz – zakpi³. S³oñce zaczyna³o panowaæ na niebie.
Wszystkie eventy, postacie oraz miejsca wystêpuj±ce w powy¿szym tek¶cie s± oparte na podstawie hacka "Light Platinium" autorstwa WesleyFG.
Nie mam ¿adnych praw do marki Pokemon.
Drowker 2012/2013
Zainteresowany/a dalszymi losami Phila? Sprawd¼ Story From Zhery na TinTower lub FanFiction.net albo daj znaæ w komentarzu pod tekstem, ¿e chcesz kolejny odcinek tutaj.
Zapraszam do Bursztynowej Ligi. Poni¿ej link do dzia³u, a tam walki, zasady zabawy oraz Karty Postaci
[URL=http://www.tintower.pl/forum/forumdisplay.php?fid=135]
Dzia³ Bursztynowej Ligi[/URL]
Follow me on Twitter https://twitter.com/TheDrowOne
IN DROW WE TRUST |
| |
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Szablon savePokeCollect stworzony przez Raika/Perry. Statystyki   
 
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.
|