Po ma³ej przerwie od nieudolnego pisania i jeszcze gorszego rysowania, nadszed³ ponownie czas na pisanie. Poczu³em siê na si³ach aby napisaæ chocia¿ jeden tom. Od razu rozpocz±³em prace nad "Pokemon Dimensions".
W planach mam napisanie takich tomów :
+ Tom I - HeartGold & SoulSilver
+ Tom II - Diamond, Pearl & Platinum
+ Tom III - Red, Blue, Green & Yellow
Tomy bêd±... No, ¶rednie. Niektóre rozdzia³y mog± wydaæ siê naprawdê krótkie. S± one dlatego, aby oddzieliæ istotne i wa¿ne wydarzenie od pozosta³ych.
TOM I - HEARTGOLD & SOULSILVER
PROLOG
¯uj±c flegmatycznie gumê balonow±, kupi³em ¿urnal dla mamy i nowy magazyn o Pokemonach dla siebie.
Wróci³em do domu. ¯urnal od³o¿y³em na stó³, po czym pobieg³em na górê do swojego pokoju. Dopiero po paru minutach zwróci³em uwagê na panuj±c± w mieszkaniu ciszê - najwyra¼niej zosta³em sam. Ucieszy³em siê, albowiem rzadko przebywam w kompletnym spokoju.
Monotonnie przewraca³em strony w czasopi¶mie. Artyku³y o najsilniejszych Pokemonach nie zaintrygowa³y mnie, wrêcz przeciwnie ; moim zdaniem kieszonkowy stwór nie musi byæ potê¿ny, lecz musi byæ najlepszym przyjacielem. Z rozmy¶leñ ocknê³a mnie ha³asuj±ca rynna - deszcz pocz±³ padaæ. Odg³osów jêcz±cej rynny nie da siê znie¶æ, zatem zszed³em na dó³. Wzi±³em zakupiony ¿urnal w rêce. Tematyka gazety niespecjalnie mnie zaciekawi³a, tote¿ nie mia³em zamiaru czytaæ kilkadziesi±t stron o modzie i popularnych ubrankach dla Pokemonów. Totalny idiotyzm. Wtem, zamek w drzwiach siê poruszy³ ; to mama wróci³a z pracy.
-Ju¿ wróci³e¶ ze szko³y...? - sapi±c, mama spyta³a siê mnie, zapewne chc±c poprowadziæ jedn± z nudnych dyskusji.
-Mamo, s± wakacje. Kupi³em ¿urnal...
-Dziwiê ci siê, ¿e nie interesuje ciê moda. Zw³aszcza Pokemonów...
Nast±pi³a chwila grobowej ciszy.
-Wiêc, co zrobi³e¶ dzisiaj na obiad? - zapyta³a.
Obiad! No w³a¶nie, obiad! Bezczynnie siedzia³em, podczas, gdy moim zadaniem by³o zrobienie klopsików. Czu³em siê ju¿ martwy ; dot±d mój ulubiony ch³ód w mieszkaniu, sta³ siê moim utrapieniem.
-O-obiad... - wyj±ka³em - No tak, obiad... Naturalnie.
-Co ty mówisz, dziecko?
Nagle wybieg³em. Nie wiedzia³em, co powiedzieæ, co zrobiæ. Instynkt samozachowawczy mi nakazywa³ ratowaæ siê. By³em ju¿ na górze. Deszczu ju¿ nie by³o, gdy¿ rynna milcza³a. Przyszed³ mi do g³owy genialny pomys³ - gdyby tak... gdyby tak uciec? Tak, uciec. Przez okno ; raptem, jakie¶ osiem metrów ró¿nicy do ziemii. Ogarn±³ mnie strach, poniewa¿ mam lêk wysoko¶ci. Ale w mie¶cie i tak s³ynê jako "huligan" lub "opryszek", a to przez moje popisy lub akcje, które zawsze koñcz± siê dosyæ ¼le. I w tym momencie, chwila grozy - tak czy nie? S³oñce mocno l¶ni³o, przez co lustro stoj±ce po mojej lewej stronie zwróci³o moj± uwagê. Wpatrzy³em siê w siebie.
Szczup³y, ¶redniego wzrostu brunet. Oczy koloru lazurowego. Ubrany w ulubione ciuchy - bordow± bluzê na zamek z d³ugimi rêkawami i kieszeniami oraz w siêgaj±ce do kolan czarne spodenki. Z³apa³em siê za kieszeñ - co za ulga, jest. Wiem, ¿e zawsze jest, ale zawsze ¶wietnie czujê siê z t± wiedz±. Wyj±³em to - malutka drewniana bry³ka z wyrytym moim imieniem - "GOLD". Poprawi³em sobie czapkê na w³osach. By³a to moja szczê¶liwa czapka - z ¿ó³tym PokeBallem na czarnym tle. Zawsze nosi³em j± daszkiem do ty³u.
W koñcu... skoczy³em.
ROZDZIA£ I - NO TO KLOPS
L±dowanie by³o miêkkie. Rosa na trawie by³a bardzo mi³a w dotyku. Nie mia³em jednak czasu na podziwianie natury i pobieg³em do najbli¿szego sklepu spo¿ywczego.
-Witam, m³odzieniaszku - powiedzia³ wiecznie wspania³y pan Monneku.
Skin±³em g³ow±, co mia³o znaczyæ "dzieñ dobry". Rozgl±da³em siê po pó³kach, a¿ znalaz³em - papryczkê chili, pieprz, li¶cie laurowe, miêso i sos pomidorowy, czyli rzeczy wrêcz niezbêdne do przyrz±dzenia klopsów. Do tego wzi±³em chleb z ziarnami, kozie mleko, dietetyczne pa³ki bambusowe i ry¿. Ze sklepu wyszed³em z ogromn± torb± pe³n± przysmaków.
Teraz dopiero czeka³a mnie niezwyk³a zagadka ; jak dostaæ siê do domu, je¿eli drzwi frontowe s± zamkniête, a mama z pewno¶ci± jest ciut zdenerwowana? Popatrzy³em na sekwojê rosn±c± obok mojego domu. By³a dosyæ wysoka, pomy¶la³em wiêc, ¿e dam radê siê wspi±æ... Zauwa¿y³em jednak¿e linkê zarzucon± na drzewie. Skorzysta³em z okazji - wspi±³em siê po niej. Nie jestem gruby... wiêc czemu nie. Parê chwil wcze¶niej wrzuci³em na pewn± ga³ê¼ drzewa torbê z zakupami. Wzi±³em j± i wszed³em przez okno do mieszkania.
Zamkn±³em drzwi od pokoju. Wyj±³em wszystkie sk³adniki. Niestety, nic nie jest idealne ; zapomnia³em, i¿ potrzebujê ognia! By³em bardzo z³y. Wyobra¼cie sobie me szczê¶cie po odnalezieniu pod biurkiem zapalniczki i o¶miu zapa³ek (w sumie, sk±d one s± u mnie...?). Po³ama³em drewniany kij do joggingu. Od³amki wrzuci³em do glinianego pó³miska. Po³o¿y³em trzy zapa³ki, a nastêpnie wszystko zosta³o rozpalone dziêki zapalniczce. Sta³em uradowany d³u¿sz± chwilê, patrz±c na b³yszcz±ce p³omienie i sycz±ce miêsko.
Zdj±³em miêso. Zacz±³em je masowaæ. Pokroi³em na plastry paprykê chili i wrzuci³em do wnêtrza apetycznych klopsów. Nagle zobaczy³em... moje biurko, ca³e brudne! Nie mam w dodatku talerzy. Chwila... mia³em brudne. Wzi±³em je i podszed³em do okna. Zamoczy³em je w wodzie z rynny. I tak nikt siê nie dowie. Zrobi³em dwie porcje - dla mnie i dla mamy. Ka¿dy dosta³ po trzy klopsy oblane szkar³atnym sosem pomidorowym. Danie by³o niczego sobie. Otworzy³em drzwi i zszed³em na dó³. Mama spa³a na kanapie, zostawi³em wiêc na stoliku obiad. Szybko zjad³em, po czym wyszed³em na dwór.
Spacerowa³em sobie tu i tam, wszêdzie. Praktycznie nie ma co robiæ - w mojej okolicy nie ma ¿adnych rówie¶ników. No, nie licz±c Yellowa... W³a¶nie go spotka³em.
Przede mn± sta³ mojego wzrostu pulchny ch³opiec o kasztanowych w³osach. Mia³ on wielkie szelki i ¶mieszne, du¿e buty. Najwiêksz± uwagê przyci±ga³y jego oczy - by³y szmaragdowe, pe³ne mi³o¶ci, pieszczoty i dobroci.
-Cze¶æ, Gold - zagai³ - Co tam u ciebie.
-W sumie nic. Spacerujê, ot tak... Wybiera³em siê w³a¶nie na Szafirow± Ska³ê - sk³ama³em.
-Tak? Czy mogê i¶æ z tob±?! Proszê!
¯a³owa³em mojego k³amstwa. Ten ³akomczuch u boku jest jak kula u nogi.
-Wiesz, Yellow... - przerwa³em, albowiem z ogrodu pani Kibir wypad³ przestraszony Spoink. Biega³ jak szalony. Dopiero po chwili spostrzeg³em, i¿ tarmosi siê on z jak±¶ smycz±. Nie chcieli¶my mu przeszkadzaæ w tej czynno¶ci, wiêc poszli¶my razem nad jezioro, nad Szafirow± Ska³ê.
Ca³± drogê próbowa³em milczeæ. Na ogó³ rozmowy z Yellowem s± monotonne - wci±¿ mówi o swojej kolekcji pluszanych maskotek Pokemonów.
-No to jak, Gold... Co robimy? - spyta³ po dotarciu na ska³ê.
Chwilê pomy¶la³em.
-Ciszej do diaska... Yellow. Polujemy na... ³awicê Magikarpiów.
-Och, och! ¦wietnie. To co mam robiæ?
Wsta³em i powiedzia³em :
-Musisz pilnowaæ. Byæ stra¿nikiem, rozumiesz? To wa¿ne zadanie. Ja tymczasem pójdê po prowiant do kiosku.
-Och, dobrze, generale! - zacz±³ chichotaæ i kwikaæ, jak ogromne prosiê.
Powoli odszed³em, po czym zacz±³em biec. Mia³em pewien plan! Doszed³em do kiosku, gdzie zakupi³em trzydzie¶ci sztuk kasztanów jadalnych. Szybko skombinowa³em dobr± procê opieraj±c± siê na mechani¼mie sk³adaj±cym siê z gumki recepturki i dwóch, dobrze zlepionych ¿ywic±, patyków. Mia³em zamiar zrobiæ ma³e polowanie na kaczki, gdzie kaczk± by³ oczywi¶cie Yellow.
Wszed³em na jakie¶ wysokie drzewo. By³o ca³kiem niedaleko Szafirowej Ska³ki, wiêc mia³em ¶wietn± bazê do strzelania do Yellowa. Strzeli³em pierwszego kasztana. On g³o¶no jêkn±³, ale nawet nie raczy³ obejrzeæ siê za siebie. Leñ! Kolejne dziewiêtna¶cie kasztanów sprawiedliwo¶ci dosiêgnê³o kolegê. Wygl±da³ na przestraszonego, i to bardzo. Tym bardziej, ¿e wokó³ jeziora nie by³o nikogo oprócz jego. No... i schowanego mnie. Po jakim¶ czasie ta zabawa mnie znudzi³a i zlaz³em na dó³. Nie chcia³o mi siê przebywaæ z Yellowem, ale nie chcia³em mu sprawiaæ przykro¶ci.
Je¶li dobrze by siê zastanowiæ, nie mam nic lepszego do roboty ni¿ siedzenie z nim. Na Szafirowej Skale. Ja i on. Tylko. Ta my¶l przyprawia³a mnie o dreszcze. Yellow to ma³a chwalipiêta. Jest zarozumia³y, ale w g³êbi duszy jest dobrym przyjacielem. Kompletnie nie wiem, co o nim s±dziæ.
ROZDZIA£ II - CO Z KOLEKCJ¡?
Przez ca³± noc nie mog³em spaæ. Co¶ mnie drêczy³o. Z pocz±tku my¶la³em, ¿e to przez te cholerne klopsiki... Ale to chyba nie to. Mo¿e mam wyrzuty sumienia... Przez Yellowa... Czemu go drêczê? Dla zabawy, powiadam. S³aby pretekst. A mo¿e to po prostu mój worek... E, g³upie skojarzenia.
Wyszed³em z pokoju po szklankê wody. Przez zamy¶lenie i ciemno¶æ spad³em ze schodów. Obudzi³em siê dopiero po dwóch godzinach, ledwo przytomny. Spojrza³em na zegar - czwarta nad ranem. Zd±¿y³bym siê jeszcze przespaæ, zrezygnowa³em jednak z przyjemno¶ci i postanowi³em przespacerowaæ siê dla zdrowia. Powiadaj±, i¿ powietrze z rana jest niezwyk³e.
Wychodz±c z domu zauwa¿y³em b³yszcz±cy, ma³y obiekt. Ra¿±ce ¶wiate³ko wydobywa³o siê z okna od pokoju Yellowa, w s±siedztwie. Wspi±³em siê na sekwojê i spostrzeg³em kolekcjê pluszanych Pokemonów. Wygl±da³o to nawet ciekawie - w¶ród nich rozpozna³em Clefairy, Pikachu, Rotoma i dziwnego Sandshrewa, który mia³ oczy z pere³, a jego skóra by³a robiona z l¶ni±cego z³otem materia³u. Promienie s³oneczne pada³y na kolekcjê, a szczególnie na Sandshrewa, i to dlatego zosta³em o¶lepiony.
Yellow jeszcze spa³. ¦ni³ pewnie o ciastkach, gdy¿ podnosi³ rêce do góry i mamrota³ co¶ w stylu "wiêcej, wiêcej". Strasznie siê za¶lini³. Wtem, do g³owy przyszed³ mi nikczemny pomys³... Ukra¶æ mu Sandshrewa! Tak, to go zaboli - z pewno¶ci± jest wiele wart. No i nie ukra¶æ, a po¿yczyæ. Na jaki¶ okre¶lony czas. To przecie nic z³ego... Tak s±dzê. A na przemy¶lenia by³o ju¿ za pó¼no, gdy¿ wkroczy³em ju¿ do pokoju przez otwarte okno. Z³apa³em maskotkê i zwia³em. Tym samym sposobem dosta³em siê do swojego mieszkania.
Po³o¿y³em siê w ³ó¿ku i dusi³em pluszaka. My¶la³em wtedy o zrozpaczonym ch³opczyku. Postanowi³em jednak siê zdrzemn±æ...
Ponownie wsta³em o godzinie dziesi±tej. Teraz ¶mia³o mog³em i¶æ do Yellowa. Zapuka³em w wielkie, mahoniowe drzwi. Wyszed³ akurat Yellow, po czym zwróci³em siê do niego :
-Cze¶æ - powiedzia³em weso³o.
-Cze¶æ - odpowiedzia³ tajemniczym tonem, który mi siê bardzo nie spodoba³. Czy¿by nie zauwa¿y³? Niemo¿liwe...
-Mogê wej¶æ? - spyta³em grzecznie.
-Tak, jasne.
Automatycznie wbieg³em do jego pokoju na górze. Schludnie po¶cielone ³ó¿ko, jego dziwaczny ton... Co¶ tu nie gra.
-Czego¶ szukasz? - zaniepokoi³ siê.
-Nie, w sumie nie...
-Czemu tak zblad³e¶?
Istotnie, by³em na twarzy blady niczym ko¶ciotrup. Nie wiedzia³em co mi dolega. Nagle poczu³em okropny skurcz. Zakrêci³o mi siê w g³owie. A w tej samej chwili... to by³o przera¿aj±ce - nic nie czu³em. Oczywi¶cie nie fizycznie, tylko, ¿e tak powiem, psychicznie. Nie mia³em w ciele ¿adnego uczucia. Rado¶ci, lêku, w¶ciek³o¶ci. Nic, kompletnie nic. Wtem, roz³o¿y³em siê na ziemii jak d³ugi. Upad³em i straci³em przytomno¶æ.
Obudzi³em siê we w³asnym pokoju. Spojrza³em na zegar - dwunasta. By³em nieprzytomny przez dwie godziny...! Powoli wsta³em. Zszed³em na dó³. Przywita³a mnie wystraszona mama.
-Ale mi narobi³e¶ k³opotów, skarbie - powiedzia³a zatroskana.
Nie by³a to moja wina, wiêc nie musia³em siê t³umaczyæ. Pozwoli³a mi wyj¶æ na dwór, aby powdychaæ trochê ¶wie¿ego powietrza.
Poszed³em do Yellowa, siedzia³ akurat w swoim ogródku. Czyta³ chyba mangê. Zauwa¿y³ mnie, i jego dotychczasowy u¶miech zamieni³ siê w kamienn± twarz. Zaskoczy³o mnie to z lekka.
-Cze¶æ... Nie wiesz mo¿e, co mi siê sta³o?
-Nie - mrukn±³ i zmierzy³ mnie ch³odnym wzrokiem.
-O co ci chodzi?
-O nic. Po prostu... No, wiem... Wiem to i... No, o nic.
-Ale¿ nie, dokoñcz. Proszê.
-Wiem, ¿e to ty ukrad³e¶ mojego pluszaka. Widzia³em to. Mam zamontowan± kamerê w pokoju, odtworzy³em sobie nagranie sprzed rana. Poza tym wiem jeszcze, ¿e to ty rzuca³e¶ we mnie kasztanami. My¶la³em ¿e to by³ twój g³upi ¿art... Ale po dodaniu tych dwóch, przykrych faktów...
-Nie. Zrozum mnie, ja... - nie dokoñczy³em, gdy¿ on mi przerwa³.
-Chcesz siê mnie pozbyæ?
-Co?! - wrzasn±³em oburzony - Kpisz sobie! Jeste¶my kolegami!
-Wiêc co mia³o znaczyæ strzelanie i kradzie¿?
-No... No... - j±ka³em.
Zamilk³em. Albo powiedzieæ mu ca³± prawdê, albo ³¿eæ. Co gorsze?
Po d³u¿szej chwili, wyszed³em. Pobieg³em do siebie po Sandshrewa. Wróci³em do Yellowa wraz z nim.
-Przepraszam... Za to... Wszystko. Nie wiem... Co sobie my¶la³em... Przepraszam.
-Dlaczego to robi³e¶?
Zebra³em siê na odwagê i mu powiedzia³em :
-Nie lubi³em ciê. Od zawsze. Nie wiem czemu. Naprawdê, nie wiem. Chcia³em ci robiæ g³upie psikusy... Ale... Najwyra¼niej nie powinienem. Jeszcze raz przepraszam.
-Nic siê nie sta³o - powiedzia³ - Ale s±dzi³em, ¿e jeste¶my przyjació³mi. Je¿eli móg³by¶, wyjd¼ z mojego mieszkania.
Wyszed³em. By³o mi smutno i przykro. Straci³em kogo¶... Có¿, bliskiego. Yellowa zna³em od dzieciñstwa. W ostatnim czasie... Jako¶, przyja¼ñ z nim mi zbrzyd³a.
ROZDZIA£ III - INSPIRACJE LETNIE
Ju¿ od miesi±ca po naszym mie¶cie rozprzestrzeniaj± siê ulotki reklamuj±ce niesamowit± walkê sponsorowan± przez Ligê Pokemon Jotho, czyli tzw. "Potêga Do¶wiadczenia". Wszyscy nie mogli siê doczekaæ tego wydarzenia.
Przyznajê, ¿e sam uwielbiam i podziwiam te widowiska. Co nieco znam zasady, ale Pokemona póki co nie dosta³em. Mo¿e po prostu profesor Elm jeszcze nie jest mn± zainteresowany? A co do "Potêgi Do¶wiadczenia", mia³a ona zostaæ zorganizowana w³a¶nie dzisiaj - drugiego lipca. Planowany start w New Bark (gdzie oczywi¶cie mam zaszczyt mieszkaæ) o godzinie jedenastej rano. Ju¿ od dziewi±tej by³o s³ychaæ turystów lub kibiców.
Wybieg³em z domu na "trybuny", które sk³ada³y siê g³ównie z drewnianych belek ustawionych wokó³ ¶redniego stadionu. Znalaz³o siê miejsce w pierwszym rzêdzie, wiêc od razu skorzysta³em. Po paru minutach przyby³ legendarny Lance - Champion Ligi Pokemon Jotho. Wraz z nim dotar³ jaki¶ ch³opak, którego niestety nie zna³em. Lance rozpocz±³ przemówienie :
-Drodzy fani Pokemon! Mam zaszczyt og³osiæ czwarty festyn "Potêga Do¶wiadczenia". W ka¿dym z tych festynów biorê udzia³ ja - Champion Ligi Pokemon tutejszego regionu. Jeden z trenerów zostaje powo³any do walki ze mn±, co zawsze jest ciekawym i niezwyk³ym pokazem umiejêtno¶ci i strategii. Tym razem toczê bitwê z doskona³ym trenerem z Kanto - ma on na imiê Red. Zacznijmy!
Rozleg³y siê okrzyki i oklaski. Lance wystawi³ Garchompa, a Red - Blastoisa. Garchomp u¿y³ Trzêsienia Ziemii - Blastoise oberwa³. Nagle, ku zdziwieniu publiczno¶ci - Blastoise u¿y³ Hyrdo Armaty. Nie to jednak zaskoczy³o publikê, tylko fakt, i¿ ten cios by³ tzw. werskiem. Tak to nazywam, wersk. Jak by³em ma³y, to tak mówi³em - wersk oznacza uderzenie, które nokautuje przeciwnika. Sam Lance siê zdenerwowa³, bowiem to on wygrywa³ wszystkie turnieje. Red zmieni³ Pokemona na Charizarda, a Lance wystawi³ Dragonita. Tym razem by³o spektakularnie ; Charizard mocno dosta³ Zamieci±. Red siê tym nie przej±³ i u¿y³ Wyrzutni Ognia. I znowu, wersk. Lance by³ oburzony i wystawi³ Gyaradosa, a Red - Venusaura. Venusaur u¿y³ S³onecznego Promienia i powali³ werskiem Gyaradosa. Bitwa by³a zbyt krótka i publika domaga³a siê wiêcej, ale by³ to turniej 3 versus 3.
Lance mocno siê zirytowa³ i poprosi³ Reda o pokazanie PokeDexu. Zobaczy³ w nim umiejêtno¶ci i statystyki Pokemonów, a w dodatku przedmioty przez nie noszone. O dziwo, przedmioty by³y legalne. Champion, ca³kowicie zdenerwowany, ukry³ siê gdzie¶ miêdzy turystami. Nastêpnie powsta³a d³uga kolejka po autografy od Reda. W koñcu przysz³a kolej na mnie.
-Jak masz na imiê, ma³y - spyta³, lekko siê u¶miechaj±c.
-Gold... - patrzy³em zafascynowany.
-Dla Golda od Reda... Proszê.
-Dziêkujê - powiedzia³em uprzejmie i odszed³em. Natychmiast pobieg³em do swojego domu. Wyj±³em spod ³ó¿ka w moim pokoju kufer skarbów - ukrywa³em tam moje fantastyczne przedmioty. Od³o¿y³em autograf i wyszed³em na dwór. Przed tym zatrzyma³a mnie mama i da³a mi ulotkê szko³y letniej, "Uniwersytet Pokemon".
-Mo¿e... Mo¿e chcia³by¶ i¶æ do takiej szko³y letniej? To bardzo fajne.
Równie¿ tak my¶la³em.
-Skorzystam z pewno¶ci± - u¶miechn±³em siê szczerze i odszed³em.
W tej¿e chwili profesor Elm wyszed³ na taras i usiad³ wygodnie na krze¶le. By³o to nie tylko dla mnie, lecz chyba dla ca³ego miasta ogromnym zdziwieniem - Elm wyszed³ z laboratorium?! Akurat mnie zobaczy³ i zawo³a³ do siebie. ¦mia³o podbieg³em.
-Och, Gold. Jeste¶ jedynym takim... - w tym momencie popatrzy³ na mnie od stóp do g³ów - Brawurowym ch³opakiem w wiosce. W³a¶nie siê zastanawia³em, czy kto¶ taki jak ty nie zechcia³by pomóc w moim nowym projekcie.
-Jakim projekcie? - spyta³em zaskoczony.
-Jak wiesz, jestem profesorem wiedzy ogólnej Pokemon. Ka¿da taka osoba stara siê uzyskaæ jak najwiêksz± liczbê odkrytych Pokemonów. W tym pomagaj± nam chêtni trenerzy, którzy odwa¿± siê wyruszyæ ku wielkiej przygodzie. Naukowiec mojego pokroju zostaje obdarzony przez specjalne organizacje rzadkimi Pokemonami, nazywanymi równie¿ starterami. Dysponujemy typem wodnym, ognistym i ro¶linnym. Czy zechcia³by¶ przyj±æ to wyzwanie?
Po tym d³ugim kazaniu nagle za¶wieci³y mi siê oczy.
-Naturalnie...! Zawsze o tym marzy³em. Ogl±daj±c doskona³e walki najlepszych trenerów, ju¿ trochê siê o tym dowiedzia³em...
-To wspaniale! - wyj±³ spod p³aszcza trzy PokeBalle - Wiêc, którego Pokemona wybierasz? Po lewej to Cyndaquil, ognisty ; po prawej Chikorita, ro¶linny ; z kolei miêdzy nimi znajduje siê wodny Totodile.
Podziwia³em te Balle z rozdziawionymi ustami.
-Wybieram... Totodila!
-Proszê.
Wzi±³em do rêki ma³±, zimn± kulê. Czu³em co¶ dziwnego, co¶... nadzwyczajnego. ¦cisn±³em i lekko rzuci³em, krzycz±æ "Id¼, Totodile!".
No i ukaza³ mi siê ten wodny Pokemon. To co¶ piêknego - mia³ on du¿e, br±zowe oczka i szorstk±, niebiesk± skórê. Tu i ówdzie mia³ ró¿owo-czerwone ³uski.
-To-to-dile! - chrz±kn±³.
-Musisz jednak¿e wiedzieæ, ¿e... - Elm zacz±³ d³ugie t³umaczenie - Pokemony posiadaj± swoje poziomy do¶wiadczenia. Niektórzy nazywaj± to "stadium". Mo¿emy to zobaczyæ za pomoc± specjalnej maszynki, zwan± PokeDexem. A, w³a¶nie... Oto i twój.
Podarowa³ mi ¶redniej wielko¶ci tablet. Mia³ dotykowy ekran i automatycznie zidentyfikowa³ mojego Totodila. W dodatku zapisano mi go w mojej karcie trenerskiej, znajduj±cej siê zreszt± w Dexie.
-Dziêkujê! - wrzasn±³em, nie mog±c poskromiæ swojego szczê¶cia
-Nie ma za co - u¶miechn±³ siê profesor - Aha, a to twoja... Promocja.
Poda³ mi kartkê z napisem "Promocja do "Uniwersytetu Pokemon", wydana przez prof. Elma dla Golda, New Bark".
To by³ mój zwariowany dzieñ. Poszed³em do domu siê pakowaæ, bowiem stajê siê trenerem i bêdê podró¿owaæ, a w dodatku wyruszam do "Uniwersytetu Pokemon"...
Kolejne czê¶ci ju¿ niebawem...!
Swoj± drog± z góry mówiê, i¿ póki co nie bêdê wrzucaæ kolejnych epizodów. Gwarantujê jedynie, ¿e jeszcze w najbli¿szym tygodniu spotkacie przynajmniej dwa nowe rozdzia³y.
za du¿o! zlewa siê, mog³e¶ chocia¿ porobiæ po linijce odstêpu miêdzy rozdzia³ami.
b³êdów nie mam, ale mam dziwne wra¿enie ¿e to ¿ywcem z mangi wziête.
Sygnatura użytkownika
'Creditsy ( one tu by³y zawsze, i nie poke, ja nie outujê, prêdzej collect znowu zamkn± ni¿ st±d pójdê ):
Inaka - Powiedzieæ dziêkujê za wszystko to za ma³o. Te rozmowy na GG, gra, ocenianie moich wypocin, tyle tego. Jednak na razie to proste "Dziêkujê" musi wystarczyæ.
Blue - Te rozmowy na GG wci±¿ mam gdzie¶ na dysku zapisane. Mimo ¿e nie ma ciê tutaj do¶æ d³ugo, ja pamiêtam i bêdê pamiêta³.
Maron - Mówicie o nim ró¿ne rzeczy, ja powiem ¿e dziêkujê mu za te nauki których mi udzieli³.
Conquest - Praca pod tob± jest bardzo mi³a. Nawet jak znikniesz bêdê ciê mi³o pamiêta³ za otwarto¶æ i za to ¿e nas s³uchasz.
Afil, Byaku, optic, hyu, jabuko, vapek i ca³a reszta luda - fajnie siê z wami trolowa³o i gnêbi³o pokemana, dowalajcie mu za mnie ]
CHÊTNYCH DO WYMIANY MY¦LI ZAPRASZAM NA GG : 32441748
Od b³êdów czyste, tylko jak to stwierdzi³ Domin, zlewa siê to wszystko strasznie. A fabu³a jest nawet ciekawa, ale na d³u¿sza metê bêdzie troszkê... nudna.
ROZDZIA£ IV - PRZYSZ£O¦Æ
A jednak - zawsze musi siê co¶ staæ! Tym razem zamkniêto drogê do Cherrygrove i trzeba by³o i¶æ naoko³o miasta Violet, które jest otoczone wy¿ynami. Musia³em wiêc gnaæ a¿ do drugiego przej¶cia lasu Ilex, przechodz±c przez Azalea i jaskiniê Union, aby dotrzeæ wreszcie do "Uniwersytetu Pokemon". Mêczarnia!
Wyruszy³em. Podró¿, o dziwo, by³a bardzo szybka. Po czterech godzinach spaceru wraz z krótkimi przerwami zdoby³em las Ilex. Teraz pójdzie ju¿ jak z górki...
Po paru minutach w centrum lasu co¶ siê za¶wieci³o. Pomy¶la³em, ¿e to jakie¶ szk³o lub co¶ innego po³±czone z promieniami ¶wietlnymi. Po momencie to siê powtórzy³o. Przyspieszy³em kroku i zobaczy³em co¶ niesamowitego. Dziwny, l¶ni±cy Pokemon. Stwierdzi³em, i¿ nale¿y on do specjalnego rodzaju Pokemonów b³yszcz±cych, które s± strasznie rzadkie. Nadal nie wiedzia³em, co to za stworek, tote¿ wyci±gn±³em PokeDex i zbada³em sprawê. Myli³em siê - wed³ug maszyny, ten Pokemon to Celebi. Pochodzi z rodziny legendarnych i szlachetnych Pokemonów.
-Gold... S³yszysz mnie...? - odezwa³ siê Celebi.
By³em zdumiony. Wstrz±snê³a mn± mowa Pokemona.
-Nie bój siê mnie. Jestem dobrym Pokemonem... Mo¿esz mi zaufaæ. Chod¼ za mn±...
Szed³em za nim w milczeniu. Doprowadzi³ mnie do jakiej¶ skrzyni... Nie wiem, co to.
-To las... Ten las... Opiera siê na mocy tej starej krypty. Ja w niej mieszkam... Tylko trenerzy z dobrym sercem mog± mnie z niej wywo³aæ. Tacy, jak ty... Wielkim przywódc± nas wszystkich, to jest Pokemonów, jest Arceus. To staro¿ytny Pokemon i tylko legendarne Pokemony mog± siê z nim kontaktowaæ. Wie on o wszystkim. Kaza³ mi przenie¶æ ciê do niedalekiej przysz³o¶ci, aby¶ wiedzia³, co masz robiæ...
Nie wierzy³em w to, co widzê i s³yszê. Niesamowite! Nie zd±¿y³em siê nawet rozmy¶leæ, gdy¿ co¶ huknê³o i oprócz bieli nic nie widzia³em. Wkrótce zobaczy³em co¶ spektakularnego.
-Oto twoje najwa¿niejsze wycinki z przysz³o¶ci... Zostaniesz najpotê¿niejszym trenerem... Poznasz niezwyk³± Cynthiê... Bêdziesz telepatycznie komunikowa³ siê z legendarnymi Pokemonami... Staniesz siê medium... Spotkasz Arceusa... Niestety, pokona ciê kto¶ silniejszy... Wybawisz Jotho i Kanto z tarapatów. Wszystkie te zdarzenia s± u³o¿one w z³ej kolejno¶ci i mog± ulec przemianie, a nawet co¶ lub kto¶ mo¿e do nich nie dopu¶ciæ. Musisz uwa¿aæ i kierowaæ siê sercem... Arceus rozkaza³ mi daæ tobie serce Ho-Oha i duszê Lugii...
Wtem, co¶ wewn±trz mojego cia³a mnie mocno zaku³o. Czy¿by to prawda? Po chwili przed oczami mia³em ró¿ne fragmenty mojej przysz³o¶ci. Pokona³em kolosalnego dowódcê szeregów niejakiego zespo³u R, Giovanniego... Pozna³em Cynthiê i Lanca... Pozna³em kogo¶ jeszcze, nazywanego Silverem... Ratowa³em ludzi... W koñcu doszed³em do wa¿niejszych rzeczy ; rozmawia³em z Arceusem... Nareszcie... Walczy³em z... Tak, z nim. Nie przyjrza³em mu siê, poniewa¿ wszystko zgas³o. Wróci³em do normalno¶ci, co wiêcej, by³em ju¿ w Violet.
Wszed³em do du¿ego budynku. Tak, to by³a ta akademia. Zobaczy³em co¶ znajomego... To by³ chyba jeden z tych obrazów, które widzia³em w Ilex. W dodatku, zobaczy³em pewnego ch³opaka, którego tak¿e widzia³em w Ilex.
¦redniego wzrostu, szczup³y ch³opak. Mia³ piwne oczy i czerwone w³osy. Ubrany by³ w d³ug± i szerok± czarn± koszulê przyozdobion± bia³ymi szwami i w niebieskie jeansy. Przygl±da³ mi siê z wrednym u¶mieszkiem.
Zignorowa³em go i poszed³em do dyrektora, aby za³atwiæ potrzebne mi papiery. Wszed³em ostro¿nie do gabinetu.
-Czy mo¿na? - spyta³em.
-Ach, oczywi¶cie...
-Chcia³bym uczêszczaæ do tej szko³y... Proszê, mam nawet promocjê od samego profesora Elma.
Staruszek zmarszczy³ brwi.
-Profesor Elm? On da³ ci promocjê? Musisz byæ naprawdê rzadkim okazem, ch³opcze. Czy podarowa³ ci co¶ jeszcze? - spyta³ z niepokojem.
-Tak. Startera, to jest Totodila.
-Ach... Wiêc jednak...
-Co siê sta³o?
Dyrektor usiad³ na krze¶le ³api±c siê za serce.
-Jak masz na imiê...
-Gold.
-Gold! To prawda! To prawda!
-Oszala³ pan?!
-Ale¿ sk±d. Przepowiednia siê sprawdzi³a. Do Jotho mia³ przybyæ niesamowity trener, który uwolni ¶wiat od zag³ady i pokona legendarnego...
Tutaj przerwa³.
-W ka¿dym razie, Gold. Zapisujê ciê do klasy B. S±dzê, ¿e w A bêdziesz siê nudzi³... A teraz, przepraszam.
I wypchn±³ mnie z gabinetu. By³em uradowany i zaskoczony jednocze¶nie. Jaka przepowiednia? Nie mia³em jednak¿e czasu, bowiem musia³em biec na zajêcia.
Usiad³em w ³awce wraz z tym ch³opakiem, którego widzia³em w przysz³o¶ci. Nie chcia³em akurat z nim, ale tylko to miejsce by³o wolne.
-A teraz, m³odzie¿y - mówi³ nauczyciel - Czas zaj±æ siê szlachetnymi Pokemonami, jakimi s± Pokemony gatunku Legenda. Zacznijmy od prawdopodobnego boga, który...
-...Stworzy³ wszystkie Pokemony. Na imiê mu Arceus.
Profesor bardzo siê zdziwi³.
-Sk±d o tym wiesz?
-Kiedy¶, gdzie¶ czyta³em...
-Dobrze. Nastêpnie, stwory, które przyby³y z otch³ani kosmosu. S± nimi Jirachi, Deoxys i Regigias. Pokemony uwiêzione w wymiarach czasoprzestrzeni - Dialga, Palkia, Giratina. W podziemiach - Moltres, Heatran. Regirock, Registeel. W jaskiniach - Articuno, Regice, Lugia. W Ecruteak... Suicune, Raikou, Entei, Ho-Oh. W mistycznych i niewyja¶nionych miejscach - Arceus, Zekrom, Reshiram, Mew, Mewtwo, Kyorge, Rayquaza, Zapdos, Groudon. Najbardziej zagadkowym Pokemonem jest otó¿ Arceus. Przypuszczamy, i¿ ¿yje on w Sinnoh... Nie mamy jednak dowodów. Zanotowane?
Po sali rozleg³o siê wielkie "tak".
-Kolejna wa¿na rzecz. Typy Pokemon - stal, kamieñ, ziemia, trucizna, ro¶lina, owad, mrok, duch, normalny, psychiczny, waleczny, lodowy, wodny, ognisty, elektryczny, smoczy. S± jeszcze podtypy - b³yszcz±ce, zaklête, szlachetne i Arcon. Arcon - to znaczy, uzbrojone w specjalne statystyki i ekstremaln± formê. Póki co odnotowano jeden przypadek Arcon, u Suicuna. A teraz... przerwa.
Wszyscy wybiegli na korytarz. Wyk³ad bardzo mnie zaintrygowa³.
ROZDZIA£ V - MISJA : RATUNEK
Po wyk³adzie naszym zadaniem by³o z³apanie Pokemona. Uczelnia podarowa³a ka¿demu trzy PokeBalle, dwa GreatBalle i jednego UltraBalla.
Miejscem pobytu ka¿dego ucznia by³o miasto Violet, wiêc oczywistym by³o, ¿e wiêkszo¶æ wybierze siê do jaskini Union lub do Ruin Alph. Ja jednak chcia³em byæ kreatywny i poszed³em do lasu Ilex.
Las ten bowiem s³yn±³ z niezliczonej ilo¶ci rzadkich Pokemonów. Prêdko siê o tym dowiedzia³em, gdy¿ zauwa¿y³em gniazdo Bedrilli. Zapowiada³o siê naprawdê ¼le...! Nagle zaatakowa³ mnie jeden z drapie¿ców. Wzi±³em swojego Totodila, który szybko poskromi³ Pokemona. Mog³em ju¿ spokojnie i¶æ naprzód.
Wci±¿ s³ysza³em nikczemne chichoty i szepty. My¶³a³em, ¿e to po prostu drzewa. Nic bardziej mylnego - to ludzie. Zauwa¿y³em wysokiego mê¿czyznê z lazurowymi w³osami. Mia³ na sobie czarny kombinezon z czerwon± liter± "R" na ¶rodku. Spo¶ród tych ciuchów wyró¿nia³y siê bia³e rêkawice i tego samego koloru buty. Nikogo oprócz niego nie by³o, tote¿ uzna³em, i¿ prowadzi on monolog.
-Tak... Zapanujê nad ¶wiatem... Zacznê od Jotho, a skoñczê na Sinnoh... Giovanni z pewno¶ci± poprze moje pogl±dy... Razem pokonamy wszystkich. Je¿eli on siê nie zgodzi... Zreszt±, mam ju¿ nowe projekty maszyny zasilanej moc± Pokemonów. Osi±gnê to, co tylko bêdê chcia³...!
Z³oczyñca wyci±gn±³ ¶redniej wielko¶ci szklan± kabinê i w³o¿y³ do niej dziwnego stworka. Mój PokeDex zdo³a³ go zidentyfikowaæ - to Larvitar. By³em w¶ciek³y na tego wandala...! Niech no ja go dorwê. Po¿a³uje, ¿e co¶ takiego w ogóle mówi³!
Nie mia³em czasu na rozmy¶lania, gdy¿ us³ysza³em przera¼liwy jêk Larvitara. Zerwa³em siê z miejsca.
-Totodile, Wodna Broñ! - krzykn±³em.
Przestêpca nie¼le oberwa³. Szybko wy³±czy³em to ustrojstwo i wyj±³em Pokemona. Mia³em chwilê na ogarniêcie siê, poniewa¿ czarny charakter póki co le¿a³ nieruchomo.
-Ty jeste¶ Larvitar... Cze¶æ, jestem Gold.
Ma³y potworek u¶miechn±³ siê.
-Czy zechcia³by¶ zostaæ moim Pokemonem?
Pokemon podskoczy³ i wyra¼nie siê zgodzi³. Rzuci³em w jego stronê PokeBalla - niesamowite ; Larvitar zamieni³ siê w bia³± plamê i wpe³z³ do magicznej kuli. Tak - pierwszy Pokemon ju¿ jest mój!
W tym momencie mê¿czyzna ockn±³ siê.
-Ty... Jeste¶ bardzo sprytnym m³odzieñcem... Us³ysza³em twe imiê... Gold. Ja z kolei nazywam siê Purple. Nale¿ê do w³adzy wykonawczej Zespo³u Rocket. Widzê, ¿e masz ju¿ dwa Pokemony. Nie ma sensu walka z tob±, albowiem wygrasz - mam tylko Zubata... Wiêc... ¯egnaj. Zapewne siê zobaczymy!
I uciek³.
W gruncie rzeczy by³em zadowolony ze spotkania z tym dziwnym cz³owiekiem. W koñcu z³apa³em Larvitara. Wszyscy mi bêd± zazdro¶ciæ
Dotar³em do szko³y. Wiêkszo¶æ z³ap³a Rattatê, Sandshrewa, a "kreatywni" z³apali Kakunê. Okaza³o siê, i¿ czerwonow³osy ch³opak dorówna³ miswoim Pokemonem - schwyta³ Taurosa!
-Hej... Jak masz na imiê? - zagada³em.
Ch³opak przez d³u¿szy moment milcza³. Wpatrywa³ siê w ziemiê, lecz chyba wiedzia³, ¿e nie odejdê tak prêdko.
-Silver - powiedzia³ surowym tonem.
-Wiêc, gdzie z³apa³e¶ Taurosa?
-W Ruinach Alph. Jest tam wiele ciekawych stworków... A ty, jak widzê, masz Larvitara. Z lasu Ilex, nieprawda¿?
Bardzo siê zdziwi³em.
-Sk±d wiesz?
-Bo wiem, ¿e Purple... To znaczy... No, po prostu wiem. Kiedy¶ takiego tam widzia³em...
-Aha - odwróci³em wzrok w drug± stronê, udaj±c w ten sposób obojêtno¶æ - Masz jeszcze jakiego¶ Pokemona?
-Tak... Zubata. Je¶li to jakie¶ wypytywanki, to wybacz, ale nie mam dzi¶ humoru. A je¿eli uwa¿asz siê za lepszego... Grubo siê mylisz.
Okropnie mnie to zez³o¶ci³o.
-Kpisz sobie! Stawaj do walki, tchórzu!
-Musisz najpierw nauczyæ siê samoopanowania... Ale walk± nie pogardzê. Id¼, Zubat!
Z jego PokeBalla wyskoczy³ fantastyczny Zubat.
-Id¼, Larvitar!
Pokemony w tym czasie patrzy³y sobie w oczy z nienawi¶ci±.
-Zubat, Truj±ca Ig³a!
Truj±ca Ig³a, niczym oszczep ci±gn±cy za sob± fioletowe p³omienie, uderzy³a Larvitara. Wielkich obra¿eñ on nie poniós³.
-Larvitar, Rzut Kamieniem!
Larvitar w mistyczny sposób utworzy³ kamieñ i silnie nim rzuci³ w przeciwnika. Zubat spad³ na ziemiê. Wiadomym by³o, i¿ by³ to wersk.
-Có¿, ca³kiem nie¼le. Ale skoñcz ju¿, bo po tobie. Dalej, Tauros!
Tym razem z GreatBalla wyskoczy³ ogromny byk Taurosem nazywany.
-Larvitar, Laser!
Z oczów Larvitara wydoby³y siê wi±zki ¶wiat³a. Z tego co wiem, os³abi³y defensywê przeciwnika.
-Tauros, u¿yj Szar¿y!
Ogromne cielsko wpad³o wprost na biednego Larvitara. Kolejny wersk... Nie poddajê siê jednak tak ³atwo.
-Naprzód, Totodile! U¿yj od razu Wodnej Broni!
Strumieñ wody trafi³ we wroga. Nie zrobi³o to jednak wra¿enia na Silverze.
-Tauros, skoñcz z tym. Szar¿a!
Znowu to samo. Totodile przewróci³ siê. Czy¿by... Czy to w³a¶nie Silver mnie pokona? Niemo¿liwe... A mo¿e... Kto wie. Niestety, z pola bitwy uciek³em jak tchórz do Centrum Pokemon... Stanê siê mocniejszy. Pokonam go za wszelk± cenê!
ROZDZIA£ VI - PRZYJA¬NI POCZ¡TKI
Wyszed³em z tego cholernego Centrum Pokemon. Wci±¿ nie mog³em pogodziæ siê, ¿e ponios³em klêskê... Czy ten trener, który mnie pokona, to Silver? Chcia³bym teraz otrzymaæ jaki¶ znak od Arceusa. Niestety, cuda rzadko siê zdarzaj±... Chwila, jedno cudowne zdarzenie ma teraz miejsce!
W stronê Centrum Pokemon zmierza³a szczup³a dziewczyna. By³a naprawdê piêkna - mia³a na sobie jeansy i lawendow± bluzkê z niebiesk± kamizelk±. Jej b³êkitne oczy i kasztanowe w³osy robi³y wra¿enie.
-Hej! Wiesz mo¿e, czy to Centrum Pokemon jest czynne? - spyta³a.
Ja, zawsze brawurowy, zuchwa³y i ¶mia³y, nie mog³em wykrztusiæ z siebie ani s³owa. By³em wrêcz zdumiony moj± postaw±.
-Kolego, normalnie siê spyta³am. Czemu nie odpowiadasz? - zaczê³a siê niepokoiæ.
Czu³em, jak krople wstydu i pokory ciekn± mi po karku. Niesamowite!
-Dobra, skoro tak... Sama siê przekonam - powiedzia³a.
-Nie, stój! Ja po prostu... Jestem ciut nie¶mia³y - zacz±³em.
-Ach. Jednym z objawów twojej nie¶mia³o¶ci z pewno¶ci± by³a walka z tamtym ch³opakiem?
I znowu - cisza. W koñcu siê odezwa³em :
-Jak masz na imiê?
-Ja pytam o Centrum, a ty... A, kogo to obchodzi... Crystal. A ty?
-Gold. Od dawna mieszkasz w tych okolicach?
-Nie, mieszkam w New Bark.
New Bark? I ja jej nie widzia³em?!
-Mój ojciec jest znanym profesorem - rzek³a.
-Aha... Czy to nie aby profesor Elm?
-Owszem! A ty czêsto przesiadujesz w Violet...
-Sk±d ten pomys³?
-Skoro walczysz z jakimi¶ trenerami...
-Ale¿ nie... Równie¿ mieszkam w New Bark.
-Niemo¿liwe. Jak mog³am ciê przeoczyæ? - zmru¿y³a oczy, jak gdyby chcia³a mnie przejrzeæ na wylot.
-Ci±gle zadajê sobie to samo pytanie...
-Jeste¶ trochê zabawny. Jeszcze siê zobaczymy, ale muszê i¶æ... Cze¶æ!
I posz³a. Oby¶my siê spotkali. Na razie mia³em inne zmartwienie - co dalej? Co dalej z moj± przysz³o¶ci±? Czy ju¿ co¶ zaprzepa¶ci³em, czy raczej przeciwnie? Zreszt±, wszystko siê mo¿e zmieniæ. Teraz idê po moj± pierwsz± odznakê!
Wszed³em do wielkiego pomieszczenia - sali Violet.
-Hej, m³ody! Chcesz siê przekonaæ, kto jest królem mody? A mo¿e w jak krótkim czasie pokonaæ siê zd±¿ê?
Od razu domy¶li³em siê, ¿e to lider sali.
-Ju¿ przegra³e¶ - powiedzia³em.
Wyra¼nie zdeterminowa³o go to do walki.
-Id¼, Totodile!
-Id¼, Spearow!
Moim zdaniem oczywist± rzecz± by³o, ¿e zwyciêzc± bêdê ja.
-Dobrze, m³ody. Co¶ dla och³ody - Spearow, Atak Skrzyd³ami!
Nic wielkiego. Mój Totodile prawie nie ucierpia³.
-S³uchaj, kole¶. Pogód¼ siê z przegran± - Totodile, Wodna Broñ!
Spearow mocno dosta³. By³ niezdolny do walki.
-Nie¼le, ale niezbyt dobrze. Naprzód, Pidgeotto!
To ptaszysko by³o ju¿ wiêksze. I ciê¿sze. No, i pewnie potê¿niejsze.
-Pidgeotto, Stalowe Skrzyd³a!
Totodile siê roz³o¿y³ - niestety, wersk.
-Kolej na ciebie, Larvitar! Rzut Kamieniem!
I po zabawie - wersk.
-Niezwyk³e. M³ody, wygra³e¶... Proszê, to Odznaka Zefiru!
By³em dumny z mojego pierwszego zwyciêstwa.
ROZDZIA£ VII - GOLDENROD ACH GOLDENROD
Po ma³ym odpoczynku postanowi³em ruszyæ dalej. Moim nastêpnym punktem by³o Goldenrod. Nieco siê niepokoi³em, gdy¿ mój Totodile jeszcze nie ewoluowa³.
Droga do tego miasta by³a krótka i raczej mi³a. W mie¶cie natomiast by³o przepiêknie - fontanny, sklepy, pe³no budynków, du¿o z³oceñ...
I oczywi¶cie - Sala Goldenrod. Przez szybê podejrza³em ró¿owow³os± trenerkê. Trenowa³a Pokemony typu normalnego. Zapewne by³a liderk±... Wszed³em do pomieszczenia.
-Witaj, pewnie jeste¶ trenerem? - powiedzia³a.
-Owszem. Wyzywam ciê na pojedynek.
-¯a³osne. Ka¿dy tak mówi, jest zuchwa³y i beztroski, a po pora¿ce szlocha i ucieka. Okazuje siê, ¿e wiêkszo¶æ osób ominê³a pewn± Salê Treningow±... Dlatego muszê sprawdziæ twoj± kartê trenersk±. No ju¿, pokazuj!
Pokaza³em wiêc kartê i ma³e pude³eczko z wcze¶niej zdobyt± odznak±. Dziewczyna siê roze¶mia³a.
-Kpiny! I znowu... Id¼ do Sali Azalea. Czeka na ciebie Bugsy. Jej ciocia mieszka w kwiaciarni obok, wiêc mo¿e ci jako¶ wskazaæ drogê...
Wyszed³em z budynku i wszed³em do kwiaciarni. Przywita³ mnie piêkny zapach ro¶lin.
-W czym mogê s³u¿yæ? - zapyta³a jaka¶ pani, która by³a zapewne t± ciotk±.
-Jest pani cioci± Bugsy?
-Nie, przepraszam... Ja jestem Bugsy.
-Ach! Wiêc czy mog³aby¶ walczyæ ze mn± o odznakê? Bardzo mi na tym zale¿y - poprosi³em.
-No... Niech bêdzie. Poczekaj moment przed Goldenrod...
Poszed³em poza miasto. Po chwili liderka ju¿ by³a.
-Jestem Bugsy, jak ju¿ wiesz. Liderka Sali Azalea z Pokemonami owadami. Id¼, Kakuna!
Z jej PokeBalla wyskoczy³ ma³y, ¿ó³ty kokon. Bana³!
-Totodile, Wodna Broñ!
Ten ¿ó³ty ogórek mocno dosta³.
-OK, Kakuna. Pajêcza Sieæ!
Zna³em ten atak. Powodowa³, ¿e przeciwnik jest wolniejszy.
-Totodile, u¿yj Drapniêcia!
I po Kakunie.
-Hehe... To nie koniec. Naprzód, Scyther!
Ogarn±³ mnie dziwny niepokój.
-Dobrze. Totodile, Drapniêcie!
Znowu pad³ cios. Scyther zrobi³ unik.
-¦wietnie! A teraz u¿yj Ciêcia!
Niesawmoite - wersk! Parskn±³em nerwowym ¶miechem i wystawi³em mojego Larvitara.
-Larvitar, Rzut Kamieniem!
Scyther siê roz³o¿y³, ale jeszcze nie podda³.
-Nie... Nie. Scyther - naprzód... Samodestrukcja!
Zaskoczy³ mnie ten ruch. Scyther wybuch³ wraz z Larvitarem. Larvitar w sumie nie ucierpia³, a wróg ju¿ przegra³.
-Có¿. W-wygra³e¶... Oto Odznaka Ulów. W dodatku otrzymujesz ode mnie prezent za twoj± waleczno¶æ - Atak Specjalny - Ciêcie. Podczas walki jest ca³kiem niez³y. To ma³a dyskietka - aby Pokemon umia³ ten atak, musisz wsadziæ to do swojego PokeDexa. Nauczasz na przyk³ad swojego Larvitara, a po chwili wyjmujesz tê kartê ze ¶rodka. Jest ona wielokrotnego u¿ytku, w przeciwieñstwie do Ataków Klasycznych. ¯egnaj...!
I pobieg³a. Gdzie¶ przed siebie... A ja ju¿ postanowi³em z³apaæ kolejnego Pokemona, ale od tego powstrzyma³ mnie dzwonek. Mianowicie dzwonek z PokeDexa - telefonowa³ do mnie profesor Elm!
-Witaj, Gold - us³ysza³em zasapany g³os.
-Dzieñ dobry - powiedzia³em.
-Tak, tak. W markecie w Goldenrod czeka na ciebie przesy³ka. Muszê koñczyæ!
Poszed³em wiêc do marketu. Od razu zobaczy³em jakiego¶ asystenta Elma.
-Ach, to ty. To przesy³ka... Dobrze siê opiekuj... Ni±... Nim... Tym, o.
Jak bardzo by³em ciekaw, co to jest. Starannie odpakowa³em pude³eczko z papieru... Tak! To PokeBall!
-Naprzód...! - powiedzia³em st³umionym g³osem.
Z wnêtrza magicznej kuli wydoby³a siê Bayleef. Wspaniale! Mam ju¿ trzy Pokemony!
ROZDZIA£ VIII - KONTRA WHITNEY
By³em bardzo szczê¶liwy. Weso³y w tak du¿ym stopniu, aby pój¶æ do miejscowej wró¿ki i spytaæ siê o przysz³o¶æ.
Zapuka³em do drzwi jednego z ma³ych domków.
-Taak? - zapyta³ damski, lecz wyra¼nie stary g³os.
-Ponoæ jest pani wró¿k±... Chcia³bym dowiedzieæ siê o swej przysz³o¶ci...
-Ju¿ dawno wysz³am z fachu... To koniec... ¯egnam - i zamknê³a drzwi.
Nieco siê zawiod³em, ale chêci do walki nie przepad³y. Teraz wybra³em siê do Sali Goldenrod.
-O, Gold, ju¿ jeste¶? - spyta³a opryskliwie liderka.
-No raczej. Ta Bugsy by³a strasznie ³atwa do pokonania... Czas na ciebie, Whitney!
-Wiêc dobrze, przyjmujê twoje wyzwanie - naprzód, Cleffairy!
Ma³a, ró¿owiutka kuleczka wytoczy³a siê z jej PokeBalla.
-Haha. Niech bêdzie. Id¼, Larvitar. Od razu u¿yj Rzutu Kamieniem.
Cleffairy wyra¼nie opad³a.
-Nie poddawaj siê, Clef... Metronom!
Dziwne ¶wiat³o i iskry wydoby³y siê z Cleffairy. Kula ¶wiec±ca ró¿nymi kolorami trafi³a w Larvitara. Ten jednak nie poniós³ zbyt du¿ych strat.
-To nie koniec, Whitney. Rzut kamieniem!
I w tym momencie Cleffairy wyzion±³ ducha.
-No dobra... Id¼, Miltank! Od razu - Podwójny Nokaut!
Nazwa ataku by³a zgodna z jego dzia³aniem - Larvitar przegra³.
-Có¿... - powiedzia³em obojêtnie - Wiêc id¼, Bayleef. Z marszu u¿yj Ostrych Li¶ci!
Tak, pierwszy raz poznam potêgê tego li¶ciastego stworka. A Miltank mocno dosta³.
-Ha. My¶lisz, ¿e co? ¯e koniec? N-nie... - Whitney zaczê³a wariowaæ - Miltank, u¿yj Przewrotu!
Atak ten jednak nie by³ czym¶ specjalnym dla Bayleef.
-Czas po³o¿yæ temu kres. Uderzenie Cia³em! - krzykn±³em.
Po walce. Miltank ju¿ pokonany.
-Jak mog³e¶... - przewróci³a siê na ziemiê i zaczê³a p³akaæ. Nie mia³em wyrzutów sumienia - no bo co ja jej zrobi³em?
Wyszed³em z sali ciut zak³opotany.
-Ch³opczyku, poczekaj - powiedzia³a jaka¶ starsza pani - Mam co¶ dla ciebie.
-Tak? - zmarszczy³em czo³o - A kim pani jest?
-A, ciotk± Bugsy... Pewnie znasz j±... Ale i tak, proszê - widzia³am twoj± walkê z liderkami. Oto Squirtbottle - produkt firmy Squirt - po drodze spotkasz drzewko, które jest Pokemonem. Aby siê obudzi³o, musisz je podlaæ w³a¶nie tym. Ach... Czy mogê zobaczyæ twoje odznaki?
-Owszem - wyj±³em z plecaczka ma³e, prostok±tne pude³ko z dwoma odznakami.
-Dwie? Przecie¿ pokona³e¶ Whitney... Ach, ona pewnie nie mo¿e pogodziæ siê z klêsk±... Wiêc proszê, oto twoja odznaka - Odznaka Klasyki!
By³em zadowolony z tego spotkania. Podziêkowa³em tej staruszce i oddali³em siê... Do National Parku!
ROZDZIA£ IX - ARCON ORAZ N
Wszyscy biegali w pop³ochu. P³omienie z¿era³y miasto. Nie, nie jedno miasto - miasta. Johto by³o niczym po erupcji wulkanu. Tyle, ¿e w tych okolicach nie ma ³añcuchów wulkanicznych. Ten wulkan musia³ sk³adaæ siê z trzech ¿ywio³ów - ognia, elektryczno¶ci i wody pomieszanej z lodem. Blackthorn, Mahogany i New Bark by³y konsumowane przez p³omienie. Z kolei Cherrygrove, Violet i Goldenrod pustoszy³y nieustanne b³yskawice. Ostatni ju¿ ¿ywio³ panoszy³ siê po Ecruteak, Olivine i Cianwood - te miasta by³y prawie zatopione, a tu i ówdzie mo¿na by³o znale¼æ budynki okryte lodem i szronem. Zapowiada³a siê apokalipsa.
Ci, którzy zdo³ali prze¿yæ, kierowali siê do Azalea. Z niewyja¶nionych przyczyn tylko ta wioska nie by³a zaatakowana przez kataklizmy. W³a¶nie teraz rozpoczê³a siê konferencja dotycz±ca tych wszystkich katastrof. W du¿ym pomieszczeniu zebrali siê najwiêksi specjali¶ci w dziedzinie Pokemon - profesorzy Oak, Rowan oraz Elm. Nazywani s± na razie trójc± zbawienia, gdy¿ tylko w nich jest póki co nadzieja...
-Drodzy koledzy naukowcy - zacz±³ profesor Oak - Musimy dzia³aæ. Nie mo¿emy jednak poddaæ siê i my¶leæ o zgubie.
-Zbierzmy najwybitniejszych trenerów z Johto, je¿eli tacy jeszcze istniej± - zarzuci³ Rowan.
-Ja sprawdzê w wiosce... Mo¿e kto¶ jest... - powiedzia³ cicho Elm i wyszed³.
Tymczasem w³a¶nie ja siedzia³em w Azalea. By³em zmuszony zawróciæ i zrezygnowaæ z National Parku z powodu tych kataklizmów. Razem ze mn± siedzieli w domku Silver i Crystal. Zaprosi³ nas do siebie pewien staruszek, znany wynalazca PokeBalla - Kurt. Pili¶my herbatê i rozmawiali¶my na ró¿ne tematy, gdy nagle wszed³ do domu kto¶ jeszcze.
-Witam was - powiedzia³.
Wszed³ tu ch³opak. Mniej wiêcej w naszym wieku - szczup³y, ¶redniego wzrostu, zielone, d³ugie w³osy. Ubrany by³ w bia³± koszulkê, szare jeansy i bia³± czapkê z czarnym daszkiem. Usiad³ obok nas i patrzy³ woko³o, jak by nic siê nie sta³o.
-Wkroczy³em w z³ym momencie? - zapyta³.
-Ale¿ sk±d... Ka¿dy podró¿niczy jest tutaj mile widziany. Có¿, oprócz z³odziejaszków, oczywi¶cie. - wysapa³ Kurt.
-A wiêc... Wypada siê przedstawiæ. Na imiê mi N. Pochodzê z daleka... Region ten jest tutaj ma³o znany, zreszt± dosyæ nowy... Z regionu Unova. Jestem trenerem Pokemon, zapewne jak i wy... - popatrzy³ na mnie i moich przyjació³ - Kto jak kto, ale ja jestem ambitny. Mam wiele planów... Podobnych do waszych... Byæ mistrzem Pokemon i tak dalej...
-Unova, powiadasz? - przerwa³ mu Kurt - S³ysza³em o tym miejscu. Wi±¿e siê ono z wieloma legendami... Nie odkryto jeszcze wszystkich zakamarków tej okolicy. Podobno wystêpuj± tam Pokemony, których w Jotho, Kanto, Hoenn, Almii, Sinnoh i innych regionach nie ma w ogóle... S± one ponoæ bardzo silne. Skoro jeste¶ trenerem, zaprezentujesz nam jednego?
-Chêtnie... - N wyj±³ jednego PokeBalla z kieszeni i wyrzuci³ go w powietrze - Naprzód, Zorua!
By³ to bardzo dziwny Pokemon. Niby ma³y lisek ze szkar³atn± grzyw±... Ale wyczuwa³em w nim co¶ dziwnego. I w Pokemonie, i w tym ch³opaku.
-Co¶ nie tak? - spyta³ podejrzliwie.
-Nie. Po prostu... Wydajesz mi siê byæ nieco... - urwa³em w momencie, kiedy on spojrza³ na mnie tajemniczym wzrokiem.
-Jaki?
-Niecny. Co¶ knujesz... Jak najbardziej wierzê, ¿e pochodzisz z Unovy, jednak¿e... - znowu urwa³em. Co¶ tu by³o nie tak - jego wzrok niszczy³ ludzk± pewno¶æ jak o³ówek w temperówce.
-Co¶ ci dolega, kolego?
-O mnie siê nie przejmuj - wycedzi³em przez zêby - Wiem, ¿e co¶ nie gra. Nie zmienisz mojego zdania.
-Có¿, nie wiedzia³em, ¿e jestem dla was utrapieniem i wzbudzam niepokój w waszych sercach... ¯egnam.
Tak szybko wyszed³, jak przyszed³. Crystal nagle jêknê³a i wskaza³a palcem na zegar. Kiedy przyszed³ N, by³a godzina 14:41 ; natomiast teraz jest 14:40. Rozmowa z nim trwa³a prawie dobê? Niemo¿liwe... Czy¿by jego Pokemon, albo, co gorsza, on, wp³ywa w jaki¶ sposób na czasoprzestrzeñ? Wygl±da na to, ¿e dyskutowali¶my przez minus jedn± minutê... W tym, ¿e realnie konwersacja trwa³a oko³o sze¶ciu minut. Wiedzia³em, ¿e co¶ siê dzieje.
Wyszed³em na dwór. Otworzy³em PokeGear, i ku mojemu zdziwieniu... W PokeTV pokazywano w³a¶nie najnowsze wiadomo¶ci... Jednak nie to mnie zdziwi³o, a fakt, i¿ wszelkie sztormy, huragany i inne kataklizmy w Johto i skrawkach Kanto ucich³y. Odczuwa³em dziwne wra¿enie, ¿e to ma zwi±zek z N. Prêdko wybra³em numer w PokeGearze i zadzwoni³em do profesora Elma.
-Tak, halo?
-Profesorze, potrzebujê pañskiej pomocy... Spotka³em siê z niejakim N, z regionu Unova. Przyniós³ ze sob± jakiego¶ Pokemona, Zoruê. Koniecznie muszê siê dostaæ do okolic Unovy!
Profesor zamilk³ i prychn±³ zd³awionym ¶miechem.
-Wybacz, ale... Ale to absurdalne. Unova jest blisko 6500 kilometrów st±d. Pojmujesz, jak wielka to odleg³o¶æ?
-Owszem. Ale czy nie ma ¿adnego sposobu, ¿eby skontaktowaæ siê z Unov±?
-Ekhmm, w³a¶ciwie... Czemu nie. Prze¶lê ci za chwilê aplikacjê do PokeGear, tak zwany Xtransceiver. Pozwala on na komunikacjê w Unovie... Opiera siê on na kodach - aby do kogo¶ zadzwoniæ, musisz takowy wprowadziæ. O tym regionie i jego mieszkañcach na pewno dowiesz siê wiêcej od profesor Juniper. Oto jej kod : 6R3KJC84BV0H.
______________________________________
btw to bylo cos a la epilog, poczatek. teraz juz zaczynam tom pierwszy. prace trwaja :3
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.