NIM SIÊ WE¬MIESZ DO CZYTANIA, UPRZEDZAM:
-JE¦LI NIE CZYTA£E¦ POPRZEDNIEGO PZG TO JEDYNIE BÊDZIESZ SOBIE WALIÆ SPOILERAMI!
-WYMAGANA JEST CHOCIA¯ POWIERZCHOWNA ZNAJOMO¦Æ TOMU DRUGIEGO POPRZEDNIEGO PZG!
-WIEM ¯E ROZDZIA£ TAKI SE ALE NA NI LEPSZEGO NIE BY£O MNIE STAÆ!
-TO TYLKO WYCINEK ROZDZIA£U
--------------------------------
Tom I Rozdzia³ LXIX - M "Frezja Têsknoty"
Od kiedy uda³o nam siê znale¼æ Elise a Power zdemolowa³ port min±³ tydzieñ. Elise wci±¿ pozostawa³a w ¶pi±czce a Power stara³ siê pogodziæ pracê w PPD z codziennymi wizytami w szpitalu w celu dogl±dania swojej siostry. Mnie za¶ drêczy³o sumienie, ¿e pomimo tego ¿e oni zrobili dla nas tak wiele, my nie jeste¶my w stanie zrobiæ dla nich nic. Wci±¿ pamiêtam wpis z jego dziennika, który podejrza³am gdy kilka dni temu, kiedy Power chyba przez nie uwagê, nie schowa³ go:
„Powoli zaczynam w±tpiæ w to, czy s³usznie ludzie nazywaj± mnie bohaterem. Jakim cudem mam chroniæ ca³y ¶wiat, skoro nie mogê ochroniæ nawet w³asnej siostry? Jak mam tego dokonaæ? Pomimo ¿e codziennie s³yszê jaki to ze mnie dobry facet i jaki to silny jestem, tak naprawdê czujê siê s³aby i kruchy. Muszê pomóc Elise, muszê byæ dla niej podpor± i opok± ale…ale póki co, sam nie wiem sk±d mam wzi±æ si³ê by jej pomóc. Codziennie patrzê na jej Espeona, który le¿y têsknie ko³o mojego ³ó¿ka i nie mogê siê pozbyæ wra¿enia ¿e mog³em temu zapobiec. ¯e zosta³a zgwa³cona z mojej winy.”
Moja rozmowa z nim sprzed kilku dni te¿ wci±¿ mi rozbrzmiewa w g³owie za ka¿dym razem gdy na niego patrzê. Kto bêdzie twoj± podpor± gdy Elise zniknie? Kto wtedy bêdzie dawa³ ci si³ê? Patrz± na niego codziennie i pomimo tego ¿e siê u¶miecha i jest pe³en energii, to jest jednocze¶nie zmêczony i wykoñczony. Tak bardzo chcê co¶ zmieniæ ale nie wiem jak. Tak bardzo chcê móc co¶ zrobiæ!
-Melody, skup siê. – upomnia³a mnie Mama. – Strzel chocia¿ jedn± siódemkê.
-Przepraszam. – odpowiedzia³am celuj±c pistoletem w tarczê.
Sesja treningowa na strzelnicy posz³a mi ¼le, cztery trafienia za cztery punkty, trzy trafienia za dwa, dwa strza³y poza tarczê i jeden strza³ za piêæ punktów, podczas gdy moja mama trafia³a w siódemki, ósemki i dziewi±tki. Po treningu na strzelnicy, obie posz³y¶my na sto³ówkê. O ile mojej Mamie dopisywa³ humor, to mnie niezbyt.
-Nie martw siê córeczko. Ka¿dy ma prawo mieæ raz na jaki¶ czas z³y dzieñ. Bêdzie lepiej. – pocieszy³a mnie siadaj±c naprzeciwko. Na jej tacy by³y kubek z kaw± i dwa kawa³ki pizzy, która by³a dzisiejszym specja³em. Na mojej jedynie puszka z sokiem pomarañczowym i mocno doprawiona zapiekanka. – Najwa¿niejsze to nie my¶leæ o z³ych wynikach.
-Pewnie masz racjê. – odpowiedzia³am niemrawo otwieraj±c puszkê z sokiem.
-Hej, co¶ siê sta³o z³otko? – spyta³a patrz±c na mnie troskliwie.
-Nie, wszystko gra. – odpowiedzia³am sztywno.
-Skoro tak twierdzisz, nie bêdê ciê naciskaæ. – stwierdzi³a wzruszaj±c ramionami po czym z u¶miechem siêgnê³a po jeden z kawa³ków pizzy. – Smacznego.
Przyznaje, nastrój mia³am pod³y, im czê¶ciej widzia³am Powera tym bardziej nie mog³am siê na niczym skupiæ wiêc wziê³am siê za swoj± zapiekankê. Przerwa koñczy³a siê za piêtna¶cie minut po której mia³am mieæ trening powietrzny z moj± Mam± i Powerem. Niezbyt pewnie czu³am siê w powietrzu, wola³am byæ na ziemi ale ¿e niekiedy bêdê zmuszona wznie¶æ siê w górê, to lepiej ¿ebym nie trzês³a portkami.
-Mamo. – zaczê³am sama z siebie. – Za³ó¿my ¿e jest ch³opak który ci siê podoba. Wiele dla ciebie zrobi³ ale nie mia³a¶ mu jeszcze okazji podziêkowaæ. Prze¿ywa on teraz trudny okres i boisz siê co¶ powiedzieæ by go dodatkowo nie dobiæ. Jak mu powiedzieæ, ¿e go kochasz?
Moja mama spojrza³a na mnie pytaj±cym wzrokiem z lekkim grymasem na twarzy który wydawa³ siê mówiæ „ No nie¼le ”. Mars wziê³a ³yk kawy ³api±c siê za g³owê i spogl±daj±c na mnie.
-A co¶ prostszego? – spyta³a u¶miechaj±c siê.
-MAMO!
-Ju¿ dobrze, ju¿, tak siê tylko wyg³upiam. – przeprosi³a chichocz±c po czym ju¿ z powa¿n± min± zaczê³a mówiæ. - Moim zdaniem powinna¶ mu powiedzieæ ¿e zawsze ma w tobie podporê. Zadaniem kobiety jest wspieranie swoich partnerów, zw³aszcza kiedy maj± gorszy okres. Wiem ¿e to co teraz powiem wyda ci siê g³upie ale tak to ju¿ jest, gdy mê¿czyzna zawali co¶ wa¿nego w swoim ¿yciu to traci wiarê w siebie. Naszym zadaniem jest pomóc mu znów w siebie uwierzyæ i lepiej zrobiæ to szybko. Im d³u¿ej facet pozostaje w do³ku, tym trudniej potem go z niego wyci±gn±æ.
-Acha. – odpowiedzia³am lekko zdezorientowana.
-Wstawaj kotku, czas na trening powietrzny. – rzuci³a koñcz±c piæ swoj± kawê i bior±c pust± tacê pod pachê. Ja tak¿e wsta³am i skoñczy³am piæ swój sok, po czym obie puste tace odda³y¶my wyrzuci³y¶my do kosza na puste tace.
A wiêc tak to jest z tymi facetami. Jakby tak siê bli¿ej przyjrzeæ to co¶ w tym jest. To chyba co¶ na wzór instynktu macierzyñskiego. Tym lepiej rozumiem Powera w sytuacji w jakiej siê znalaz³. Tak to zawsze móg³ liczyæ na Elise gdy by³o mu ¼le lecz teraz Elise jest ¶pi±czce i pomimo ¿e nie chce nas zadrêczaæ, to prze¿ywa koszmar.
-Ej, córeczko. – rzuci³a cicho lecz rado¶nie Mama jak sz³y¶my na pole treningowe. – Wnuki by³yby mile widziane ale dopiero za jakie¶ piêæ lat, wiêc wiesz…
-MAMO! No wiesz co?! Jak mog³a¶ o tym pomy¶leæ?! – wrzasnê³am na ni± odskakuj±c na kilka centymetrów. Sama my¶l ¿e ja i Power mieliby¶my dzieci sprawia³a ¿e wariowa³am.
-Co? – spyta³a rozk³adaj±c rêce i u¶miechaj±c siê – Ja tylko mówiê jakie mam wymagania. Nic wiêcej.
-Jak mog³a¶ pomy¶leæ ¿e mog³abym od razu pój¶æ z nim do ³ó¿ka! – doda³am. – Naprawdê! Jaka matka pomy¶la³aby tak o w³asnej córce?
-Oj ju¿ dobrze mój b±belku, ju¿. – zaczê³a s³odko obejmuj±c mnie od ty³u i ca³uj±c w policzek, ko³ysz±c siê lekko. – Mamusia przeplasia i obiecuje siê ju¿ wiêcej nie nabijaæ.
-No…dobra. Za karê kupisz mi dra¿e kokosowe.
-Dobrze dobrze. – odrzek³a wystrzeliwuj±c do przodu. - A teraz chod¼, bo zaraz siê spó¼nimy. Nie chcemy chyba by twój ch³opak na ciebie czeka³, prawda?
-Nie…tak...moment...co!?
Mama tylko obejrza³a siê przez ramiê u¶miechaj±c promiennie. Sk±d ona wie ¿e chodzi o Powera? Obie pobieg³y¶my na pole treningowe na którym czeka³ ju¿ ch³opak o granatowych w³osach spiêtych w kucyka. Przywitali¶my siê. Najpierw zaczê³o siê od teorii któr± z wielkim zapa³em wyg³osi³a moja Mama. Dziwi³o mnie ¿e na dzisiejszym treningu jeste¶my tylko ja i Power.
-Poniewa¿ Ryuuzetsu co¶ wypad³o a Solo wci±¿ le¿y w szpitalu, dzisiejszy trening przeprowadzimy we dwoje. Przywo³ajcie swoje Pokemony. Najpierw poæwiczymy kilka podstawowych manewrów a potem we¼miemy na warsztat korkoci±g . W górê ludziska!
Power wyrzuci³ w górê swój Pokeball. Kula trzasnê³a otwieraj±c siê i wypuszczaj±c z siebie Latiosa na którego szybo wsiad³. Gdy ju¿ mia³am wyrzuciæ w górê swój Pokeball ze Staraptorem us³ysza³am g³os matki.
-Melody, dzisiaj nie polatasz sama. Dzisiaj poæwiczymy manewry z pasa¿erem. Melody, wskakuj na Latiosa. Potem siê zmienicie.
Spojrza³am na ch³opaków. Latios patrzy³ na mnie u¶miechaj±c siê swoimi fioletowymi ¶lipiami a Power u¶miechaj±c siê macha³ rêk±. Z lekk± obaw± usiad³am za Powerem na grzbiet niebieskiego Latii. Lata³am ju¿ kiedy¶ na Latias jako pasa¿erka, wiêc chwyci³am mocno za sier¶æ na grzbiecie, spodziewaj±c siê silnego odrzutu przy starcie. Ku mojemu zdziwieniu, start by³ ³agodny i delikatny. Nie zauwa¿y³am nawet kiedy unie¶li¶my siê w powietrze.
-Melody, obejmij mocno Powera w pasie, inaczej spadniesz. – skrytykowa³a mnie matka kr±¿±c na swoim Staraptorze nad nami.
Z lekkim strachem i obaw± objê³am go w pasie przytulaj±c siê do jego pleców. Jego brzuch by³ twardy, przez mundur mog³am wyczuæ zarys jego miê¶ni.
-Nie masz nic przeciwko, prawda? – spyta³am po chwili.
-To dla twojego bezpieczeñstwa, wiêc nie mam o co siê przyczepiæ. – odpowiedzia³ smêtnie.
Power i Latios zawsze wykonywali wszystkie polecenia bez wiêkszych problemów. Lecz przyszed³ czas na korkoci±g.
-Ok, wzleæcie najwy¿ej jak siê da i zacznijcie spadaæ wpadaj±c w korkoci±g. Z t± ró¿nic±, ¿e macie ten korkoci±g kontrolowaæ tak, by ani wam ani pasa¿erowi nie sta³a siê krzywda. Gdy mnie miniecie, macie z tego korkoci±gu wyj¶æ, zrobiæ nawrót w moj± stronê i siê zatrzymaæ. OK! Jedziemy.
Latios gwa³townie wystrzeli³ w górê. Zimno powietrze trzaska³o po policzkach a w³osy Powera ³opota³y na wietrze.
-Nie boisz siê? – spyta³ gdy wznie¶li¶my siê do¶æ wysoko.
-Z tob±? Niczego. – odpowiedzia³am wzmacniaj±c u¶cisk. – Jed¼my z tym koksem!
Power jedynie spojrza³ przez ramiê i u¶miechn±³ siê.
-Latios! Do dzie³a.
Po chwili poczu³am jak moje cia³o staje siê lekki. Zaczê³am spadaæ w dó³. Mimo to, ¿e zwykle by³abym przera¿ona, to czujê tylko lekki strach. Dlaczego? Power zachowa³ kamienn± twarz i powoli zaczynali¶my wirowaæ spadaj±c w dó³. Ma³a czarna kropka któr± by³a prawdopodobnie Staraptor mojej mamy powoli siê powiêksza³a.
-TRZYMAJ SIÊ! – rykn±³ Power – ZARAZ BÊDZIEMY WYCHODZIÆ!
-DAJESZ!
Gdy tylko moja Mama mignê³a mi przed oczyma, poczu³am ostre szarpniêcie najpierw w bok a potem do ty³u. Odruchowo mocniej siê przytuli³am do Powera by po chwili poczuæ jak wylatujê ostro w powietrze lecz co¶ mnie chwyta i ponowne l±dujê na grzbiecie Latii.
-Strasznie lekka¶. – rzuci³ Power spogl±daj±c na mnie przez ramiê i u¶miechaj±c siê.
-Dobrze, 15 minut przerwy. ¯eby¶cie mi potem w powietrzu pawia nie pu¶cili. – zarz±dzi³a Mama. – Na ziemiê.
Latios w b³yskawicznym tempie znalaz³ siê nad ziemia, delikatnie zsiad³am z niego i usiad³am na pobliskiej ³awce, po chwili do³±czy³ do mnie równie¿ i Power, podczas gdy Mama wykonywa³a jaki¶ telefon. Zagadaj do niego! Dalej! Rusz siê dziewczyno! On tu korzenie zapuszcza!
-To…masz jakie¶ plany na wieczór? – spyta³am nie¶mia³o.
-Idê do szpitala a potem, nie wiem, mo¿e pójdê na piwo. W koñcu dzi¶ sobota. – odpowiedzia³ patrz±c w ziemiê. No tak, sobota, jutro mamy wolne a sobota wieczór to jedyny czas kiedy mo¿e wypiæ jaki¶ alkohol.
-A…mogê i¶æ z tob±? Do szpitala a potem skoczymy siê gdzie¶ rozerwaæ.
-Pewnie. Elise siê ucieszy ¿e kto¶ jeszcze przyszed³. – odpowiedzia³ smêtnie.
-Ej, wszystko gra? – spyta³am szturchaj±c go ³okciem. - Jeste¶ jaki¶ nieswój.
-Tak, po prostu siê nie wyspa³em, to wszystko. – sk³ama³ przecieraj±c oczy.
Sk±d wiedzia³am ¿e k³amie? To by³o widaæ na kilometr. On by³ wykoñczony psychicznie. Potrzebowa³ rozrywki, czego¶ dziêki czemu o tym wszystkim zapomni. Gdy mê¿czyzna zawali co¶ wa¿nego w swoim ¿yciu to traci wiarê w siebie. Naszym zadaniem jest pomóc mu znów w siebie uwierzyæ. Tak zrobiê Mamo.
-Dobra. To po wizycie w szpitalu pójdziemy mo¿e na molo na diabelski m³yn, co ty na to? – spyta³am weselej tr±caj±c go ramieniem.
-Jasne, czemu nie. – odpowiedzia³ znów bez entuzjazmu.
-Dobra, chod¼, czas na moje æwiczenia. – rzuci³a wstaj±c po czym chwyci³am go za d³onie i zaczê³am go ci±gn±æ ¶miej±c siê. – Rozchmurz siê, proszê, chocia¿ na chwilê.
-Postaram siê. – odpowiedzia³ wstaj±c niechêtnie.
Wypu¶ci³am swoj± Staraptor z Pokeballa i oboje natychmiast na ni± wsiedli¶my. Trochê siê ba³am ¿e gdy Power mnie obejmie w tali zacznie mi odbijaæ, lecz okaza³o siê ¿e obawy by³y bezzasadne. Jego dotyk by³ mi³y, delikatny i ciep³y, a tak¿e mocny i wytrzyma³y zarazem. Stara³am siê jak najbardziej skupiæ i uwa¿aæ na manewry, lecz jego obecno¶æ za mn± i fakt ¿e obejmowa³ mnie w tali… jako¶ mi nie pomaga³.
-Dobrze. Melody, korkoci±g i koñczymy na dzisiaj. – zarz±dzi³a Mars.
-Siê robi! Staraptor! Lecimy!
Wznie¶li¶my siê wysoko w górê. Wci±¿ mi w g³owie dzwoni³y instrukcje Mamy. Wzleæcie najwy¿ej jak siê da i zacznijcie spadaæ wpadaj±c w korkoci±g. Z t± ró¿nic±, ¿e macie ten korkoci±g kontrolowaæ tak, by ani wam ani pasa¿erowi nie sta³a siê krzywda. Gdy mnie miniecie, macie z tego korkoci±gu wyj¶æ, zrobiæ nawrót w moj± stronê i siê zatrzymaæ. Dobra. Jeste¶my do¶æ wysoko.
-Gotowy? – spyta³am.
-No. – odpowiedzia³ smêtnie.
Pomimo ¿e oczekiwa³am czego¶ innego, to musia³am siê zadowoliæ tak± odpowiedzi±.
-Dobra, no to jazda. Staraptor! Korkoci±g!
Staraptor zluzowa³ wszystkie miêsnie pozwalaj±c na swobodny spadek w dó³. Na przedzie by³o zupe³nie inaczej ani¿eli jako pasa¿er. Wszystko woko³o wirowa³o a góra miesza³a siê wci±¿ z do³em. Macie ten korkoci±g kontrolowaæ tak, by ani wam ani pasa¿erowi nie sta³a siê krzywda. Gdy mnie miniecie, macie z tego korkoci±gu wyj¶æ, zrobiæ nawrót w moj± stronê i siê zatrzymaæ. Gdy minê Mamê mam wyj¶æ, zrobiæ nawrót i siê zatrzymaæ. Zaczê³am wyszukiwaæ szaro-rudej kropki która oznacza³a moj± Mamê na jej Staraptorze. I jest. Wypatrzy³am j±. Skoncentrowa³am na niej wzrok i czeka³am na moment, w którym bêdziemy na równym poziomie, by wiedzieæ kiedy wydaæ komendê wyj¶cia z korkoci±gu.
-STARAPTOR! WYCHODZIMY!
Ptak skrêci³ ostro w prawo wznosz±c siê do góry i robi±c wielki nawrót w stronê drugiego Staraptora. Gdy byli¶my do¶æ blisko, Pokemon delikatnie zacz±³ zwalniaæ a¿ zwolni³ ca³kowicie.
-Brawo. Bardzo ³adnie. – pochwali³a nas l±duj±c na ziemi i zsiadaj±c z gracj± ze swojego Staraptora. – No, to chyba wszystko je¶li chodzi o dzisiejszy trening. Acha, Power, masz jutro wpa¶æ do Yellow na zmianê opatrunków, pamiêtaj.
-Dobrze dobrze. – odpowiedzia³ krzy¿uj±c rêce.
-No, bawcie siê zdrowo i z g³ow±. – doda³a puszczaj±c do mnie oczko oraz odwo³uj±c swojego pokemona by nastêpnie siê z nami po¿egnaæ. –Czó³ko!
-To co? Co¶ zjemy i idziemy, nie? – spyta³am odwo³uj±c swojego Staraptora.
-Wiesz co, ja sobie chyba dzisiaj odpuszczê zabawê i pójdê wcze¶niej spaæ. – odpowiedzia³ ziewaj±c i drapi±c siê po g³owie. – Wezmê tylko co¶ do picia , odbiorê od Yellow Umbreona i pójdziemy do szpitala.
-Ja po niego pójdê. – zaproponowa³am u¶miechaj±c siê.
-Serio?
-Pewnie. Spotkamy siê przed fontann±.
-Dobrze.
Umbreon by³ od rana na kontroli i jakich¶ badaniach a ¿e nasz± dru¿yn± zajmowa³a siê Yellow, wiêc nie powinno byæ problemu z odebraniem Umbreona.
-Cze¶æ Yellow. – powita³am j± wchodz±c do jej gabinetu. Umbreon który le¿a³ u jej stóp poderwa³ siê i podbieg³ do mnie ³asz±c siê merdaj±c szczê¶liwie ogonem. Klêknê³am i zaczê³am go szarpaæ mocno za policzki. – No cze¶æ ty ma³y zbóju ty!
-Cze¶æ Melody. – powita³a mnie ch³odno blondyna siedz±c za biurkiem i ³ypi±c na mnie przez okulary. - Skoro ju¿ tu jeste¶ mo¿esz go zabraæ. Power nie raczy³ siê chyba po niego pofatygowaæ.
-Jeny, Yellow, naprawdê, po tobie ostatniej siê tego spodziewa³am. Wiesz co on teraz przechodzi.
-Tak, wiem i dobrze go rozumiem ale musi siê wzi±æ w gar¶æ.
-Postaram siê go jako¶ wyci±gn±æ z tego do³ka. – odpowiedzia³am wstaj±c. – Dziêki i mi³ego weekendu.
-Tak, wzajemnie. – rzuci³a wracaj±c do czytania kart pacjentów na biurku.
-Chod¼ idziemy do pana. – rzuci³am weso³o do Umbreona otwieraj±c drzwi. Pokemon rado¶nie przez nie wyskoczy³ a ja zaraz za nim wysz³am i zamknê³am drzwi. W drodze nad fontannê stoj±c± przed wej¶ciem do Centrali, Umbreon weso³o podskakiwa³ i drepta³. Gdy zaszli¶my nad fontannê, Powera jeszcze nie by³o wiêc usiad³am na ³awce przed fontann±. Umbreon równie¿ usiad³ obok mnie i zacz±³ siê we mnie smutno wpatrywaæ.
-Spokojnie, twój Pan zaraz przyjdzie. – rzuci³am g³aszcz±c go po g³owie. Jego ¿ó³te ¶lipia by³y ¿ywe i b³yszcza³y. – Ten twój Pan, same z nim k³opoty co? Ale mimo to go kochasz, co nie?
Pokemon potwierdzi³ to u¶miechaj±c siê.
-Ech... ty te¿ siê martwisz co z Elise i Espeon, prawda? – spyta³am wzdychaj±c. Pokemon kiwn±³ zgodnie g³ow±. – Ja te¿. Tak samo twój Pan. Wci±¿ o niej my¶li i nie daje sobie chwili wytchnienia. Zwykle podziwiam jego upór ale tym razem bardziej mnie on martwi. Je¶li dalej bêdzie siê tak zadrêcza³ to siê zajedzie. Muszê znale¼æ jaki¶ sposób by siê zrelaksowa³ i odpocz±³. – doda³am zaciskaj±c palce na kolanach. – Muszê.
Po chwili w drzwiach Centrali pojawi³ siê ch³opak z granatowym kucem i smêtn± min±. Umbreon od razu podbieg³ do swojego Pana skacz±c rado¶nie.
-A Espeon nie zabierasz? – spyta³am lekko zdziwiona brakiem fioletowego Pokemona.
-¦pi sobie w Pokeballu ale nie chcê jej budziæ. – odpowiedzia³ g³aszcz±c Pokemona po g³owie. – Chod¼my.
Ze wzglêdu ¿e Power nie by³ zbyt lubiany na mie¶cie z powodu zdemolowanego portu, poruszali¶my siê bocznymi uliczkami by po pó³ godzinie dotrzeæ do szpitala w którym le¿a³a Elise. Z racji ¿e do tej pory nie mia³am czasu na odwiedziny u Elise. Po chwili stanêli¶my przed drzwiami.
-To tutaj. – oznajmi³ chwytaj±c za klamkê.
Drzwi siê otworzy³y. Sala na której le¿a³a Elise by³a ma³a. £ó¿ko, okno, urz±dzenia do monitoringu organizmu i szafka nocna na której sta³ szklany flakon z dwiema ¶nie¿nobia³ymi frezjami. Power podszed³ do ³ó¿ka chwytaj±c swoj± siostrê za d³oñ i mocno j± ¶ciskaj±c. Pierwszy raz widzia³am Elise z bliska. Nierówno obciête czarne w³osy, blada skóra i twarz bez ¿adnego wyrazu. Jak i manekina. Oddycha³a spokojnie i powoli. Ten widok mnie przera¿a³. Elise zawsze by³a u¶miechniêta i ¿ywa, jej twarz nigdy nie przybra³a takiego wyrazu jak teraz. To by³o straszne.
-Je¶li siê boisz mo¿esz poczekaæ przed sal±. – powiedzia³ nagle ze wzrokiem wlepionym w jej twarz. – Elise i tak siê cieszy z twoich odwiedzin. Jestem tego pewny.
Co zrobiæ? Chcê mu ul¿yæ ale… ten widok mnie przera¿a.
-Nie. – odpowiedzia³am chwytaj±c go za d³oñ. – Zostanê.
-¦mieszne. – zacz±³. – Do tej pory to zawsze ja l±dowa³em w szpitalu. Teraz nast±pi³o odwrócenie stron. Tyle ¿e ona wiedzia³a o robiæ. A ja nie wiem.
-Wiesz wiesz. – pocieszy³am go. – Musisz to tylko sobie przypomnieæ. Pozatym… na pewno cieszy siê ¿e kto¶ przynosi jej codziennie kwiaty. – doda³am spogl±daj±c na frezje.
-To nie ja. Dzisiaj to Mars je przynios³a. Widaæ musia³a ju¿ byæ u niej z wizyt±. – odpowiedzia³. – Frezje to jej ulubione kwiaty, tylko one ros³y w okolicach Twinleaf, zawsze bawili¶my siê na ³±kach gdzie ros³o ich na pêczki. Gdy nast±pi³o Kosmiczne Ciemno*, Frezje przesta³y rosn±æ, Elise p³aka³a za nimi chyba kilka godzin. Wtedy ¿adne z nas nie marzy³o by byæ w PPD. Mo¿e dlatego pod¶wiadomie kupi³em jej w³a¶nie Frezje, by przypomina³y mi o czasie, kiedy ¿yli¶my jeszcze tak beztrosko.
-Wszystko gra? – spyta³am wzmacniaj±c u¶cisk.
-Tak, znowu zacz±³em siê rozklejaæ. Przepraszam. – odpowiedzia³ wzdychaj±c. Wci±¿ wpatrywa³ siê w Elise wzrokiem pe³nym bólu i smutku. Oni maj± o tyle trudniej, bo nie mieli nigdy rodziców którzy by siê o nich zatroszczyli, nie poczuli czym jest matczyna mi³o¶æ, mieli tylko siebie, dlatego to tak boli. Dla nich, jeste¶my ich rodzin±. Dlatego naszym zadaniem w tej tragedii, bêdzie im pomóc wróciæ do normalno¶ci na tyle, na ile to mo¿liwe. Musz± mieæ w nas oparcie i schronienie. Mama mia³a wtedy racjê. To bêdzie ich boleæ jeszcze d³ugo po tym gdy Elise wróci do zdrowia ale nie mo¿emy pozwoliæ by borykali siê z tym sami. Musimy im pomóc. Power ju¿ i tak d¼wiga zbyt du¿e brzemiê na swoich barkach. Chcê go chocia¿ trochê odci±¿yæ. Chocia¿ minimalnie.
-Mam nadziejê ¿e wkrótce siê obudzisz Elise. – zacz±³ u¶miechaj±c siê smutno. – A wtedy pomogê ci stan±æ na nogi. Znów bêdziemy normaln± rodzin±. Obiecujê.
-Mogê z ni± porozmawiaæ? – spyta³am. Power kiwn±³ zgodnie z g³ow± puszczaj±c moj± oraz jej d³oñ i robi±c kilka kroków w ty³. Podesz³am do niej i u¶cisnê³am jej d³oñ. By³a sucha i do¶æ ch³odna.
-Hej, Elise. Tu Melody. – zaczê³am cicho. - Mam nadziejê ¿e wkrótce siê wybudzisz. Twój brat nie mo¿e przestaæ siê zamartwiaæ o ciebie. Ca³y czas o tobie my¶li, troszczy siê o ciebie bardziej ani¿eli pierwszy lepszy ch³opak. Szczê¶ciara z ciebie ¿e masz kogo¶ kto siê tak o ciebie troszczy, chodz±ce ¿ywe srebro. – ci±gnê³am u¶miechaj±c siê delikatnie, wpatruj±c siê w jej zamkniête teraz oczy. – Mam nadziejê ¿e nied³ugo siê przebudzisz. Smutno i cicho nam bez ciebie. Wracaj do nas prêdko.
Po tych s³owach oboje wyszli¶my z Sali i wspólnie zdecydowali¶my ¿e nie mamy na nic wiêcej si³y, wiêc poszli¶my do Centrali. Power wydawa³ siê byæ w o wiele lepszym nastroju ni¿ by³ przed wizyt± w szpitalu. Nim siê obejrzeli¶my, nasta³ wieczór. Power zamkn±³ siê w pokoju ch³opców a ja skoñczy³am braæ prysznic, ubra³am siê i wesz³am do pokoju dziewcz±t.
-No no, s³ysza³am ¿e nie¼le sobie poczynasz z Rivalsem. – oznajmi³a le¿±ca na swoim ³ó¿ku Ryuuzetsu która szczerzy³a siê w moim kierunku. Jej Houndoom le¿a³ przy jej ³ó¿ku rozci±gniêty na ca³± d³ugo¶æ. – Muszê przyznaæ ¿e ca³kiem nie¼le sobie z nim radzisz.
-Nie wiem o czym mówisz. – odpowiedzia³am siadaj±c na swoim ³ó¿ku. Espeon Elise le¿a³a skulona na ³ó¿ku swojej pani. – Po prostu rozmawiamy ze sob±, jak to przyjaciele z dru¿yny.
-Taaa, jasne. – jêknê³a bia³ow³osa siadaj±c i wpatruj±c siê we mnie z u¶mieszkiem. Jej czerwone oczy wwierca³y siê we mnie. – Wiesz ¿e mnie nie ok³amiesz, prawda?
-Tak, wiem. – odpowiedzia³am niechêtnie. Prawda, ten cholerny naturalny zmys³ wykrywaj±cy k³amstwa czasami doprowadza³ mnie do szewskiej pasji. – Ale nic miêdzy nami nie ma, ja po prostu chcê mu pomóc i tyle.
Czarnoskóra zaczê³a siê jeszcze bardziej szczerzyæ a ja jedynie skrzy¿owa³am rêce na piersi i uda³am ¿e patrzê na Espeona.
-Kochasz go, co? – spyta³a nagle szczerz±c siê z³owieszczo.
-NIGDY W ¯YCIU! – odpowiedzia³am natychmiast nadymaj±c siê.
-K³amczucha! – zakrzyknê³a Ryuu wytykaj±c mnie palcem.
-Nawet je¶li, to nic ci do tego! – odpowiedzia³am w¶ciek³a.
-Spokojnie diablico, spokojnie, tylko sobie ¿artujê. – rzuci³a znów k³ad±c siê na swoim ³ó¿ku. – Powodzenia, ten ch³opak zas³uguje na chwilê wytchnienia po tej lawinie nieszczê¶æ jaka go spotka³a.
-Ech, chyba pójdê mu powiedzieæ dobranoc. – pomy¶la³am na g³os wstaj±c.
-Id¼, id¼, poca³uj go na dobranoc. – zaszydzi³a Ryuu szczerz±c siê.
-Phi! Po prostu jeste¶ zazdrosna ¿e ja kogo¶ znalaz³am i tyle. – odpowiedzia³am nadymaj±c siê i podchodz±c do drzwi.
-Ej rudzielcu! – zakrzycza³a Ryuu. – Powodzenia.
Pomimo ¿e siê k³ócimy i czasami nie mo¿emy siebie znie¶æ, to jednak Ryuuzetsu to równa dziewucha.
-Dziêki Ryuu. – podziêkowa³am wychodz±c. Im bli¿ej podchodzi³am do pokoju ch³opców tym szybciej moje serce wali³o i mocniej siê denerwowa³am. Koniec koñców, zapuka³am do drzwi.
-Wkroczyæ! – odpowiedzia³ g³os zza drzwi.
Je¶li odpowied¼ by³a inna ani¿eli „Wej¶æ” albo „Proszê” oznacza³o to ¿e Power mia³ dobry humor. Wesz³am do ¶rodka. Power le¿a³ na swoim ³ó¿ku z poduszk± na g³owie, Umbreon za¶ drepta³ w swoim koszu ubijaj±c chyba koc do spania.
-O co chodzi? – spyta³ zabieraj±c poduszkê z g³owy i siadaj±c na ³ó¿ku.
-Nic – odrzek³am u¶miechaj±c siê i zagarniaj±c w³osy za ucho. – Chcia³am tylko powiedzieæ dobranoc.
-Wiesz Melody. Chcia³bym ci podziêkowaæ. – zacz±³ nagle. – Wiem ¿e to co mówi³a¶ do Elise kierowa³a¶ te¿ po¶rednio do mnie i… i dziêkujê.
-¯aden problem. – odpowiedzia³am. Znów krêpuj±ca cisza. Co jest dziewczyno? Czemu nic nie gadasz?! MÓW CO¦, ZAGADAJ DO NIEGO! Usiad³am na ³ó¿ku obok niego. – Pamiêtasz gdy siê ciebie pyta³am o to, kto jest twoj± podpor±?
Power spu¶ci³ g³owê w dó³ zak³adaj±c rêce na szyjê.
-Tak. Wci±¿ nie znam odpowiedzi.
Mam szansê! Powiedz to! Teraz!
-To wys³uchaj mnie teraz! – zaczê³am ostro. – Nie chcê d³u¿ej tylko staæ z boku i patrzeæ jak sam musisz sobie ze wszystkim radziæ! Chcê ci choæ trochê pomóc nie¶æ ten ciê¿ar jaki d¼wigasz ka¿dego dnia na swoich barkach! – Power wyprostowa³ siê i zacz±³ siê we mnie wpatrywaæ. Czu³am jak jego wzrok, pomimo ¿e delikatny, wwierca siê we mnie i sprawia ¿e moje gard³o wysycha. Zamknê³am wiêc oczy. - Zrobi³e¶ do¶æ i zas³ugujesz na chwilê wytchnienia. Nie chcê byæ tylko przyjació³k± z dru¿yny! Chcê staæ siê twoj± podpor±! Chcê pomóc ci nie¶æ ten ciê¿ar, jakkolwiek ciê¿ki by nie by³. Kocham ciê Power, dlatego proszê, pozwól mi staæ siê twoj± podpor±!
¦wietnie, koniec, pozamiatane. Na 100 % mnie znienawidzi. Zawali³a¶ ma³a. Piêknie.
-Melody… doceniam to co powiedzia³a¶ i to co do mnie czujesz ale… nie mogê na to pozwoliæ. – odpowiedzia³ stanowczo. – Nikt nie powinien nie¶æ brzemienia Nexusa prócz mnie. Pracujê tu nieca³e dwa lata a mimo to widzia³em ile z³a jest na tym ¶wiecie. Gwa³ty, morderstwa, porwania, samobójstwa, wszystko to tyczy siê i ludzi i Pokemonów. W ci±gu tych dwóch lat, musia³em wycierpieæ i zobaczyæ wiêcej ani¿eli niektórzy ludzi w ca³ym swoim ¿yciu. Sama my¶l ¿e kto¶ jeszcze z moich najbli¿szych albo znajomych mia³ przechodziæ razem ze mn± przez to piek³o jest nie do pomy¶lenia. Nie pozwolê na to by ktokolwiek ucierpia³ z mojego powodu. Czy to bêdzie kto¶ mi bliski czy pierwsza lepsza osoba z ulicy. Nie pozwolê.
W jego s³owach by³o ziarno prawdy. Jak wszyscy pracujemy tu prawie dwa lata, tak wszystkie nasze sprawy by³y mocno pomotane. Zgwa³cona na ¶mieræ Lucario i cudem wyratowana Riolu Powera, Scyther który z rozkazu w³asnego trenera go poæwiartowa³, porwanie Isabel tylko dlatego ¿e zna Powera a na koniec ¶mieræ Stevena, który ochraniaj±c Powera umar³ na straszliwy nowotwór wywo³any Falami Sigma. Woko³o niego nieszczê¶cia i to w du¿ej mierze z jego powodu, pomimo ¿e jedyne co zrobi³ to… siê urodzi³. Nikt nie powinien nie¶æ brzemienia Nexusa prócz mnie.
-Rivals, pos³uchaj mnie teraz! – ryknê³am ostro chwytaj±c go za koszulê. – Mam w nosie kim jeste¶ i co masz do zrobienia! Nie mam zamiaru patrzeæ jak kto¶ mi bliski cierpi! Pomogê ci jak tylko bêdê mog³a! Czy ci siê to podoba czy nie! Kocham ciê i cokolwiek nie zrobisz czy powiesz nie zmieniê zdania! – powiedzia³am ostro po czym z³o¿y³am na jego ustach gor±cy poca³unek. Mia³am w nosie to co uwa¿a³. Przekonam go ¿e siê myli! Jego usta smakowa³y pomarañcz±.
-Melody! Starczy! – rykn±³ przerywaj±c poca³unek i chwytaj±c mnie za nadgarstki d³oni oraz gwa³townie przypinaj±c do pod³ogi – Nie pozwolê by¶ zmarnowa³a sobie ze mn± ¿ycie!
-Wolê zmarnowaæ ¿ycie u twojego boku ani¿eli ¿yæ szczê¶liwie z kimkolwiek innym! – dokrzycza³am w¶ciekle z zamiarem zrzucenia go z siebie lecz po chwili poczu³am na policzkach mokre krople. P³aka³.
-Melody… jeste¶ taka têpa. – wyszlocha³ po czym zluzowa³ u¶cisk na moich nadgarstkach.
Nareszcie do niego dotar³am. Nareszcie mi siê uda³o przebiæ przez t± jego tward± skorupê. Usiad³am prêdko, przytuli³am go do siebie i zaczê³am ca³owaæ delikatnie. Po kilku minutach zacz±³ odwzajemniaæ poca³unki obejmuj±c mnie w talii. Nie wiem ile trwa³o nim siê od siebie odkleili¶my, wiem ¿e zasnêli¶my objêci. Obudzi³am siê nad ranem. Le¿eli¶my na jego ³ó¿ku przykryci kocem. Pomimo ¿e spodziewa³am siê ¿e zrobimy „To”, nie sta³o siê nic. Z jednej strony by³am rozczarowana a z drugiej szczê¶liwa, bo gdy zobaczy³am jak zasn±³, ca³a z³o¶æ zniknê³a tak szybko jak siê pojawi³a. Le¿a³ wtulony we mnie, oddycha³ spokojnie a jego twarz by³a taka wyciszona i spokojna, nie by³a taka chyba od bodaj¿e pó³ roku. Mieli¶my siê zebraæ na trening ale… mia³am to w nosie. Niech ¶pi, niech odpoczywa. Potrzebuje tego.
---------------------------------------------------------------------------
PZG bêdzie siê pojawiaæ na DeviantArcie oraz Fanfiction.Net.
[ Dodano: 25 Pa¼dziernik 12, 19:48 ]
GDY NASTANIE DZIEÑ 25.02.2013 PROSZÊ O ZAMKNIÊCIE/PRZENIESIENIE DO ARCHIWUM/USUNIÊCIE!
Sygnatura użytkownika
'Creditsy ( one tu by³y zawsze, i nie poke, ja nie outujê, prêdzej collect znowu zamkn± ni¿ st±d pójdê ):
Inaka - Powiedzieæ dziêkujê za wszystko to za ma³o. Te rozmowy na GG, gra, ocenianie moich wypocin, tyle tego. Jednak na razie to proste "Dziêkujê" musi wystarczyæ.
Blue - Te rozmowy na GG wci±¿ mam gdzie¶ na dysku zapisane. Mimo ¿e nie ma ciê tutaj do¶æ d³ugo, ja pamiêtam i bêdê pamiêta³.
Maron - Mówicie o nim ró¿ne rzeczy, ja powiem ¿e dziêkujê mu za te nauki których mi udzieli³.
Conquest - Praca pod tob± jest bardzo mi³a. Nawet jak znikniesz bêdê ciê mi³o pamiêta³ za otwarto¶æ i za to ¿e nas s³uchasz.
Afil, Byaku, optic, hyu, jabuko, vapek i ca³a reszta luda - fajnie siê z wami trolowa³o i gnêbi³o pokemana, dowalajcie mu za mnie ]
CHÊTNYCH DO WYMIANY MY¦LI ZAPRASZAM NA GG : 32441748
Ostatnio zmieniony przez DominLoL 25 Pa¼dziernik 12, 19:49, w ca³o¶ci zmieniany 6 razy
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.