POKECOLLECT.net.pl - Oficjalne forum strony DomixPokemon.pl
Zarejestruj
Zaloguj


Znalezionych wyników: 56
Pokemon - Forum PokeCollect Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: daru to kupa
Kleszczu

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 6310

PostForum: PV i PVF (Pokemon Valhalla)   Wysłany: 2 Grudzień 15, 21:08   Temat: daru to kupa
Pewnie nie oberwało mi się głównie za to, że wcześnie poszedłem w nyny i wątek o PokeKościele nie był mojego autorstwa (chociaż śmieszkowe posty mnie zastanawiają... kiedyś oberwałem 20% za mniejszą pierdołę niż całe śmieszkowanie).

Łotewer, Darek "uspokoi" niektórych, wrzuci jeszcze parę kopiuj-wklejek, gdzie będzie potrzeba najmniej napracowania i odleci na Lanturnie.

Za to ostatnie zdanie w ostatnim wpisie Conquesta mocno plusuję, gdyż tak naprawdę innego argumentu tego stanu rzeczy nie ma.
  Temat: Valhalla upadnie - tajemnicza plotka
Kleszczu

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 2209

PostForum: PV i PVF (Pokemon Valhalla)   Wysłany: 23 Listopad 15, 16:45   Temat: Valhalla upadnie - tajemnicza plotka
Siekieratka.
  Temat: WAW Pokemon - Social Media PPS
Kleszczu

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 2053

PostForum: Fora na zwykłych domenach   Wysłany: 1 Czerwiec 14, 14:18   Temat: WAW Pokemon - Social Media PPS
Odpowiadam oczywistościami na oczywistość, tyle ;)
  Temat: WAW Pokemon - Social Media PPS
Kleszczu

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 2053

PostForum: Fora na zwykłych domenach   Wysłany: 31 Maj 14, 20:07   Temat: WAW Pokemon - Social Media PPS
Ale Facebook też żeruje na aktywności użytkowników, a do tego tworu bardziej podobny jest owy serwis z dopiskiem WAW :P
  Temat: Rebelianci z Pefał
Kleszczu

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 2299

PostForum: Pozostałe hosty for tzw. darmowych   Wysłany: 17 Maj 14, 12:51   Temat: Rebelianci z Pefał
Eee dobry odkop nie jest zły?

Zresztą temat mocno nieświeży, żeby nie powiedzieć - martwy. Choć konsekwencje bytu tego czegoś to silniejsze wsparcie dla WAW... więc w sumie nie skończyło się złym zakończeniem.
  Temat: Kleszczgiwłej!
Kleszczu

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 1786

PostForum: Internet/Gry/Komputery/Konsole/Telefony   Wysłany: 20 Luty 14, 23:43   Temat: Kleszczgiwłej!
Zwycięzcy dostali już kody, lecz wszystkie się nie rozeszły, więc... kto pierwszy, ten lepszy!

WARGAMING!

GTESC-KT45B-BFX8V-ZA9CX
GTE5W-UBPHV-B4A93-PHG5Z
GTE5G-D6EEN-626YY-FTGKV


STRONGHOLD
KINGDOMS

1612-9A7D-6867-BA5D
1623-BC4D-3CD1-DFE8

DRAKENSANG

0012_4094_9227_8226
  Temat: Bursztynowa Liga
Kleszczu

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 2890

PostForum: FanFiction   Wysłany: 16 Luty 14, 21:44   Temat: Bursztynowa Liga
Sezon II

Walka numer 8


Uczestniczy: Luca Aller (Kleszcz) (wyzywający) James David Clarkson(Drowker) (wyzwany)
Miejsce: White Ruins w Unova
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Kleszcz:

Noc potrafi obudzić mroczną naturę człowieka. Lecz są też i tacy, którzy nie wierzą w takie bujdy, gdyż zwyczajnie utracili blask w swej duszy i nie znają już dobra czy zła. Widzą wyłącznie jedno – cel, który mają do spełnienia. Misję, od których zależy spojrzenie w lustrze. Przeznaczenie, dla którego zostali stworzeni. Nie są oni złem, czy dobrem tego świata, a także nie stanowią równowagi ładu czy chaosu. Zwyczajnie żyją definicją nowego, lepszego świata… Jeden z nich właśnie zakończył pracę na maszynopisie. Z delikatnością sięgnął po kartę świeżo ukończonego manifestu. Wziął głęboki oddech, po czym zaczął go czytać na głos:

„Żyjemy w świecie przepełnionym Pokemonami o niezliczonej maści. Egzystujemy razem z nimi od niezliczonych pokoleń na każdym kontynencie, posługując się nimi zarówno jako bronią, jak i szansą współistnienia wśród innych miłośników Pokemonów. A więc czy na pewno jesteśmy panami własnego losu, czy może jednak marionetkami istot, które być może nawet nie są pochodzenia ziemskiego? Nie boję się zadać Wam tego pytania – czy potrafilibyście żyć bez Pokemonów? Przeżylibyście bez ich wsparcia? Część z Was z pewnością upadłaby pod ciężarem prawdziwego życia, lecz z pewnością pewna grupa najwytrwalszych dałaby sobie radę. Jednostki najsilniejsze, gotowe na starcie z nową rzeczywistością.

Właśnie takich ludzi poszukuję, gotowych na zdjęcie ze swoich barków brzemienia zwącego się Pokemon, świadomych skali wyzwania, które ich czeka w trakcie misji, a także odważnych, by oczyścić ten zatruty świat raz na zawsze. To nasza planeta, a więc to my powinniśmy podporządkowywać ją sobie, a nie pozwalać na zanieczyszczanie jej jednostkami innej kategorii, które być może już w tej chwili dominują nad nami nie tylko liczebnie? To jest ostatnia chwila, by uderzyć, gdyż każdy kolejny dzień zwłoki zbliża nas do momentu, gdy okaże się, że jest już za późno.

Nazywam się Klaus Hertez i jestem człowiekiem numer jeden w Team Revo-Ex. Celem zarówno organizacji, którą niedawno założyłem jak i moim osobistym jest eksterminacja gatunku określanego jako „Pokemony”. Oczywiście jestem w pełni świadomy tego, że z chwilą pierwszego uderzenia wszyscy obrócą się przeciwko nam, jednak nie zapomnijcie o tym, że owa ignorancja i wrogość to oznaka strachu, który jest naszą siłą.

A zwycięstwo wkrótce będzie nasze.”


Spojrzał oczami wyobraźni na wyimaginowaną aulę, gdzie setki jego zwolenników w tym właśnie momencie skandowało hasła „Śmierć!”, „Team Revo-Ex!” czy „Klaus, jesteśmy z tobą na dobre i złe!”… lecz to nadal były tylko słowa. Potrzeba czynów, czy pokazu siły.

Czas przetestować broń przed świtem nowej ery.

*


Luca spojrzał na pochmurne niebo. Niesamowite dla niego było to, jak szybko potrafiła zmienić się pogoda, gdy jeszcze parę godzin temu znajdował się na szczycie Dragonspiral Tower, gdzie niesamowicie intensywnie prażyło słońce. Teraz ta sama wieża dołączyła do całości ponurego krajobrazu, który nie wzbudzał chęci do życia. Jakby w pewnym momencie cała przyroda chciała mu zasygnalizować, że wkrótce zdarzy się coś niezwykle smutnego… „Bez przesady, być może zwyczajnie zmienia się pogoda. No cóż, długo tu nie pobędę” – po czym ruszył dalej. Widział już przed sobą pierwsze zarysy White Ruins i zwyczajnie nie mógł się poddać. Nie dzisiaj, bo inaczej kolejne wymówki będą oddalać go od jego celu, którym miał być powrót na ścieżkę trenera Pokemonów, którego kolejne dni krążą wokół marzeniom stania się numerem jeden w całym rejonie Unova. „A do tego potrzeba mi zarówno silniejszego składu, jak i większego doświadczenia w starciach z innymi trenerami. Czyż nie znajdę tego tutaj - nieopodal Icirrus City, skąd najlepsi wyruszają do Opelucid by dopiąć formalności?” – spojrzał ponownie za siebie, lecz tym razem jego oczy znalazły wcześniej wspomniane miasto.

Długa droga czekała go i jego skromną ekipę, by zmierzyć się z Brycenem, mistrzem pogromców smoków – Pokemonów o typie lodowym, lecz okolice samej mieściny były bogate w przeróżne stworzenia. Niestety, najwyraźniej dzisiaj jeszcze nie miał szczęścia i nie miał okazji skorzystać z ani jednej okazji do walki, lecz z drugiej strony tyle już słyszał o White Ruins i o legendarnych Pokemonach, które były nieraz łączone z owym miejscem , a w pełni sprawna i zdolna ekipa ma okazję skorzystać z potencjalnej okazji na progres w niezapomnianym starciu.

Spojrzał na swoje Poke Balle – miał tylko dwa Pokemony, i to niekoniecznie potężne: Knacka, Snivy’ego otrzymanego od profesor Saramedy oraz Eelektrika, którą z braku pomysłu nazwał Elektrą. Może nie był to jeszcze skład godny pretendenta o tytuł mistrza Ligi Unova, lecz miał jeszcze wiele czasu przed sobą, a zdobyte wcześniej dwie odznaki były dowodem zakończenia żmudnego epizodu eksplorowania przybrzeżnych partii rejonu Unovy. „Do rozpoczęcia turnieju jeszcze sporo czasu, nie powinienem się spieszyć, a powoli rozbudowywać swoją jakość” – pomyślał, po czym wznowił wędrówkę ku ostatniemu punktowi dzisiejszej wycieczki. Wcześniej planował spędzić tam noc na poszukiwaniu nowych wyzwań, lecz ta aura ze zmianą pogody w roli głównej… nadal budziło to w nim złe przeczucia. Jednak nie mógł przewidzieć tego, co miało się wkrótce zdarzyć.

[Witam, jestem bezmyślnym botem reklamowym pewnej gry online, ale mimo tego i tak nie obsługuję BBCode.]*[/align]

Miał nadzieję, że zachodzące słońce przywita go w chwili, gdy dotrze do White Ruins, lecz pogoda nie miała ani grama ochoty zmieniać swej ponurej i przygnębiającej aury. Luca westchnął z grymasem niezadowolenia, a po chwili wstał, otrzepał się i jeszcze raz rozejrzał się po owej mitycznej lokacji. Niestety, owa „tajemniczość” musiała kryć się w opowieściach, mitach, legendach i baśniach, gdy tak naprawdę na pierwszy rzut oka uderzało wrażenie, że to tylko kolejne stare ruiny. Znajdujące się między wzgórzami resztki dawnej świątyni nie budziły w sobie mistyczności… a może to efekt złej aury panującej zarówno na niebie, jak i na ziemi? Luca podszedł do jednej z samotnych kolumn, która zapewne niegdyś stanowiła jeden z elementów wspaniałej kolumnady czy też zadaszenia, po czym pociągnął dłonią po niej z dziwną delikatnością i nutą dedukcji, jakby szukając ukrytego przycisku mogącego otworzyć nieznaną nikomu jaskinię, czy też pomieszczenie. Niestety – bez skutku.

- Co tu robisz, nieznany mi człowieczku? – głos zza jego pleców niemalże nie zabił obecnego trenera z zaskoczenia.
Luca instynktownie odwrócił się, by odkryć źródło owego głosu. Wtedy też ujrzał przed sobą osobę o podobnym wzroście, lecz zarówno o spojrzeniu jak i wyrazie twarzy ulicznego bandziora, co stanowiło idealny kontrast dla noszonej przez niego kamizelki charakterystycznej dla Rangerów. Na dodatek charakterystyczny czarny Tomahawk, czy niebieska bejsbolówka... W sumie sam nie mógł się zdecydować, czy ma się obawiać łomotu, czy mu zaufać i dołączyć do rozpoczętej rozmowy.
- Wiem, że się nie znamy, a wyglądasz jakbyś zobaczył samego diabła. Jestem James! – po czym dziarsko podał dłoń, co jeszcze bardziej zaskoczyło i poniekąd przeraziło Lucę. – Wybacz tą bezpośredniość, lecz mógłbym powiedzieć że z nieba mi spadłeś.
- Luca Aller… - niemrawo odpowiedział trener - ale po co byłbym tobie potrzebny? Jestem tutaj tylko na chwilę, może na nieco dłużej, ale nic więcej. Nie wiem jak mógłbym pomóc Rangerowi…
- Eh, w sumie prawie trafiłeś – w tym momencie JD przestał grać sylwetkę dobrodusznego członka organizacji Rangerów - normalnie odpuściłbym sobie wsparcie jakiegoś przypadkowo spotkanego trenera, który raczej nie dotrzymałby mojego tempa, co nie Kira? – dopiero wtedy Luca zauważył, że u boku JD znajdował się Absol, którego spojrzenie wzbudziło u trenera co najmniej duży niepokój. – Lecz tym razem może mi się przydać obecność drugiej osoby w mrocznych korytarzach White Ruins…
- Korytarzach?! Jest tutaj coś ukrytego? – Luca zapomniał o strachu i wstępnej nieufności do Jamesa, gdy usłyszał słowo "korytarz", wyraźnie sugerujące, że być może kryje się jednak coś tajemniczego w owym miejscu. – Chętnie, czemu nie? Pomogę!
- Eh, nie napalaj się trenerku, to tylko patrol, bo krążą o tym miejscu niefajne wieści. Potrzebuję kogoś, kto zapewni mi… spokój – po czym JD pomyślał o ciasnych korytarzach, które w mroku sprawiały wrażenie jeszcze mniejszych. Ale no cóż, służba, nie drużba.
- Nie rozumiem… Jednak w sumie jeśli wiesz o tym miejscu więcej niż ja sam, to chętnie dołączę – po czym Luca jeszcze raz otrzepał się wykazując gotowość do wyruszenia.
- No dobra, dobra. W sumie im szybciej to odhaczę, tym prędzej… będę mógł się zająć własnymi sprawami – JD ruszył w kierunku, który miał go zaprowadzić do ukrytego wejścia do podziemnych korytarzy White Ruins.
Luce nie pozostało nic innego, jak ruszyć za nim. „No nareszcie coś się dzieje!” - pomyślał z uśmiechem na ustach.

*


Niestety - tak jak JD to przewidywał w swoich myślach - był to tylko, a może aż rutynowy patrol wymyślony przez „górę” organizacji. Po kilku godzinach wędrowania po opuszczonych korytarzach zarówno trener, jak i Ranger powoli zbliżali się do wyjścia z badanego obszaru. Między nimi panowała cisza – Luca nadal miał w głowie pierwsze spotkanie z towarzyszem, zaś sam James nie miał ochoty rozwijać głębokich relacji z trenerem, który miał mu tylko zapewnić towarzystwo podczas eksploracji po znienawidzonych przez niego ciasnych i mrocznych korytarzach. Czasem padały między nimi krótkie pytania i jeszcze krótsze odpowiedzi, lecz w tym wszystkim panował formalizm czy bezosobowość. Służbowy patrol, nic więcej. Byleby tylko odhaczyć swój mało ciekawy obowiązek.

Wkrótce pojawiło się i owe wyjście, które z każdym krokiem było coraz bliższe i wyraźniejsze. James już zastanawiał się, jak tu podziękować, jak i jednocześnie spławić typa, byleby tylko szybko wrócić i móc odpocząć po kolejnym nudnym zadaniu, lecz… coś było nie tak.
- Czy mi się zdaje, czy powinna panować już noc?
- Tak.
- To czemu jest tam tak jasno? – Luca nie mógł odpuścić swej ciekawości. – Albo trwało to dużo dłużej, albo…
- Ktoś tam jest – przerwał mu JD. – Bądź gotów.
- Na co?
- Na wszystko – po czym dał porozumiewawczy sygnał swemu Absolowi.
Kira ze stoickim spokojem przyjęła niewerbalną informację. Luca sięgnął po Poke Ball z Knackiem, po czym dołączył do milczącego towarzysza, by w kompletnej ciszy zmierzać ku wyjściu.

O dziwo, pierwsze co zaatakowało dwójkę patrolujących przy wyjściu z podziemnych korytarzy były wyłącznie reflektory. Zaskakujące były dwie rzeczy:
- Czemu są tutaj te światłojeby, a także gdzie są ci, którzy je tu postawili? – James zapytał samego siebie, lecz nie potrafił odpowiedzieć na te pytania.
- Może to Rangerzy? Martwili się o nas i…
- Nie bądź tak naiwny, gdyby zaczęli drżeć o moje zdrowie czy życie, wcześniej zauważyliby to i chociaż staraliby się skomunikować ze mną. A w końcu mam aktywny komunikator… - po czym sięgnął po swój smartfon, by po chwili… - Cholera! Co się stało?!

Luca spojrzał na Jamesa z niemym zapytaniem, nie rozumiejąc co się w ogóle dzieje.
- Nie działa! Przecież przed chwilą jeszcze sprawdzałem, czy nie przyszły nowe koordynaty, 5 minut temu! – po czym spojrzał na zegarek i ponownie zaklął na głos.
- Eeee… też nie działa? – Luca próbował odkryć źródło ponownego wybuchu gniewu rzucając najbardziej prawdopodobną opcją.
- Brawo Nostradamusie. Lepiej sprawdź, czy i twoje bajerki działają.
Trener sięgnął po swój podręczny nawigator – niestety nie dawał żadnego znaku życia.
- No to jesteśmy w dupie – tyle zdążył powiedzieć.

Nagle usłyszeli nad sobą złowrogi warkot jednego z helikopterów, który w następnej chwili agresywnie wylądował na jednej z okolicznych polan, wcześniej zręcznie unikając wystających szczątków po dawnej kolumnadzie. Zanim zdążyli jakkolwiek zareagować, za ich plecami zjawili się nieznani im napastnicy w kombinezonach maskujących, które może nie gwarantowały niezauważalności, lecz skutecznie pozwalały poruszać się bezszelestnie za patrolującymi. Nawet nie bawili się w zaawansowane sztuki walki czy wsparcie Pokemonów, lecz zwyczajnie wyciągnęli urządzenia, które błyskawicznie udowodniły, jak skuteczne jest unieszkodliwienie przy pomocy ładunku elektrycznego.

„Co się dzieje?” – szaleńcze myśli kołotały w głowie Luci, zaś z mroku wyłaniały się kolejne postacie o podobnym, nietypowym ubiorze oraz z dziwnymi instrumentami, czy też przedmiotami, o dość długich gabarytach. Po chwili wszyscy, którzy pojawili się w oświetlonym obszarze stanęli w bezruchu ustawiając się w wyszkolonym szyku (nie licząc dwójki napastników, która dbała o spokojny spoczynek schwytanych członków patrolu), a śmigła helikoptera zastygły w identycznym bezruchu. Wtedy też maszynę opuścił jegomość, ubrany w specyficzny opancerzony kombinezon złożony głównie z ochronnej warstwy kevlaru, niosąc ze sobą w kaburze jakiś dziwny przedmiot stworzony z tworzyw metalicznych, który budził niepokojące skojarzenia. Jegomość podniósł dłoń – w tej samej chwili schwytani usłyszeli odgłos kliknięć w owych długich przedmiotach trzymanych przez ustawionych w szyku członków grupy. Zapanowała złowroga cisza, którą przerwał wyróżniający się jegomość w potężnym kombinezonie:
- Dobry wieczór – przywitał ich głos, który od samego początku budził niechęć i odrazę do jego posiadacza. – Nazywam się Klaus Hertez i jestem liderem organizacji zwanej Team Revo-Ex. Nie wiem kim jesteście…

Młody trener poczuł, że powoli wracają mu siły, przynajmniej, by cokolwiek powiedzieć.
- Nazywam się Luca i kompletnie nie wiem… – nagle Luca poczuł uderzenie kolbą w kark, by po chwili ponownie opuścić głowę i głośno jęknąć z bólu.
- Milcz, gdy Lider do ciebie mówi, chyba że każe ci odpowiadać! – tyle usłyszał od jednego z pilnujących ich wartowników w ramach wyjaśnienia.
- Zbędna jest mi wiedza, kim jesteście – Klaus kontynuował z tym samym stoickim spokojem, jakby do ostatniego zdarzenia wcale nie doszło – aczkolwiek macie niewątpliwą przyjemność być świadkami małego przedstawienia w ramach przygotowań do szeroko zakrojonej akcji będącej formą przedstawieniu całemu światu, że pewna era w cywilizacji ludzkiej właśnie zmierza ku końcowi. Tak, mowa o pewnej rewolucji…
- Weź przestań pieprzyć, bo gadasz tak samo jak inni zapuszkowani wizjonerzy! – James nie wytrzymał, a następnie poczuł ten sam ból, który spotkał jego towarzysza.
- Eh, wizjonerzy. Wiecznie to samo, niecne złe plany przy pomocy zepsutych Pokemonów… - Klaus splunął z wyraźną odrazą – nie miały prawa się spełnić, gdy swoje marzenia i ambicje powierzasz plugawym bestiom spoza naszej planety! Ale nie, pewnie nie przyznacie mi racji, bo właśnie w tej chwili macie ze sobą pozorne małe więzienia zwane Poke Ballami. Pozorne, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy to wszystko się zmieni…
- Czy ty mówisz o dominacji Pokemonów?! Lecz się! – JD był świadom tego, jakie będą konsekwencje tych słów, lecz kolejne zdania Klausa wzbudzały u trenerów niechęć. Zwyczajnie były pełne jadu i nienawiści wobec Pokemonów...
Klaus dał dłonią kolejny sygnał. Wartownicy podnieśli dwójkę schwytanych, lecz po chwili wyciągnęli swoją podręczną, tym razem chwytając za kolbę jak za rękojeść.
- Widzę, że nie jesteście jeszcze gotowi na zrozumienie mojej idei, no cóż, ludzie lubią być głusi na czyjeś słowa. Jednak od czego w końcu są czyny? Szeregowy pierwszy od lewej, pokaż skuteczność naszego argumentu w słusznej sprawie.

Wskazany członek w ustawionym szyku podniósł w górę wydłużony przedmiot, wycelował nim w znajdujące się wyżej drzewo, po czym pociągnął za spust. Wszyscy w okolicy usłyszeli specyficzny, nikomu nieznany, lecz z pewnością złowrogi huk, zaś z owego drzewa wystrzeliły w niebo przerażone, wcześniej śpiące Pokemony. Szeregowy ze stoickim spokojem wycelował w jednego z odlatujących w panice stworów, zatrzymał oddech i pociągnął jeszcze raz za spust. Spadający po chwili kształt upewnił go w przekonaniu, że seria kul z pewnością nie chybiła.

- Doskonale szeregowy, wróć do szyku! – stoicki spokój nie opuszczał Klausa. – I co teraz powiecie? Co mają do powiedzenia wizjonerzy przy mojej sile argumentów… a raczej argumentu siły?
Zarówno Luca jak i James milczeli – jednego dusił strach, drugiego gniew. Lider grupy doskonale to wyczuwał, zresztą było to wyraźnie widać w ich oczach. Uśmiechnął się w geście triumfu, po czym kontynuował:
- Ale nie, pewnie macie swoje argumenty, zapewne lepsze! Dlatego daje wam propozycję nie do odrzucenia! Pokażcie mi swoją radość z bycia trenerem Pokemonów! Walczcie między sobą, jeden na jednego, może przekonacie mnie że się mylę!
- Mamy walczyć dla ciebie?! Dupku, nie ma szans! – wrzask Jamesa nie zrobił na Klausie większego wrażenia.
- Pragnę przypomnieć – jest to propozycja nie do odrzucenia. W innym przypadku, jak widzicie, mam dużo chętnych pragnących się wykazać, że nie tylko jeden z szyku potrafi strzelać. A na pewno ci, którzy właśnie celują z krótkiej broni palnej w wasze potylice. Czyż nie?

Schwytani usłyszeli za sobą pomruk sugerujący przytaknięcie, zaś tyły ich głów zostały delikatnie przyciśnięte przez blisko znajdujące się lufy pistoletów.
- A, zapomniałbym! Uwielbiacie o coś walczyć! Odznaki, tytuły, honory i tak do końca świata i dzień dłużej! Dlatego mam propozycję jako… powiedzmy pan całego dzisiejszego przedstawienia! – po czym uśmiechnął się złowieszczo, świadomy bólu słów, które zaraz wypowie. – Zwycięzca wyjdzie z całego spotkania cały i zdrów! A przegrany… będzie lżejszy o jedno więzienie dla tych waszych Pokemonów! Jeśli wam coś nie odpowiada – wyciągnął z kabury przedmiot o srebrzystym połysku i dziwnym magazynku, mającym kształt bębenka – chętnie przetestuję swoją broń przy pomocy większej ilości strzałów niż tylko jednym.
- A więc to szantaż, dupku? – James nie zamierzał odpuścić, był zbyt rozwścieczony na to co się dzieje, a tym bardziej na pewną bezsilność.
- Ty to tak nazywasz. Sam wolę definicję nadania większej wartości całej walce. Uznaj to za mój gest, bo na samym początku nie miałem ochoty być aż tak miły. A właśnie, skoro już jestem taki miłosierny to aż was przeproszę za użycie broni impulsowej do wyłączenia waszej elektroniki. Nie chciałem tu żadnych niespodziewanych gości...

- Walczmy – Luca zaskoczył Jamesa – teraz nic im nie zrobimy, aczkolwiek nie mogą sobie ot tak zniknąć do końca naszych. Wolę przegrać potyczkę by wygrać wojnę.
- Wzruszające słowa – sarkazm Klausa wyraźnie bił po uszach – aczkolwiek trenerek ma rację. Chyba że wolisz nadal grać obrońcę sprawiedliwości i za chwilę pożegnać się z tym… Pokemonem – po czym spojrzał znacząco na Kirę.
- Cholera, zajebię ciebie też, jak tylko wyrównam pozostałe warunki, jednak teraz… eh, walczmy – JD ciężko przyszły te słowa, lecz z pewnością ułatwiła je lufa ponownie tuląca się do jego potylicy.
- A więc… jak to się u was mówi – niech wygra lepszy!
Humor nie opuszczał Klausa nawet w tak ponurej chwili.

*


- Kira… ustaw się – kolejne słowa bolały Jamesa, lecz świadomość bezsilności wzbudzała jeszcze większy ból.
- Knack, wybieram ciebie! – w głosie Luci panowało pragnienie, by całość zakończyć jak najprędzej.
„Niech ten koszmar skończy się jak najprędzej!”
- Jeszcze dajecie im imiona, jakie to słodkie! – Klaus nie zamierzał milczeć podczas walki, lecz po chwili zmienił ton na bardziej złowieszczy. – Walczcie poważnie, bo inaczej przestanę być miły!

- Knack, Leaf Tornado! – Luca starał się jak najbardziej zachować pozory normalności tego starcia, lecz im bardziej się starał, tym mocniej bolało go w środku to, co właśnie robi.
Snivy posłusznie zaczął obracać się wokół własnej osi, zaś pojawiające się pierwsze liście zaczęły ulegać sile wzmacniającego się wiru. Po chwili naprzeciwko Absola stało niewielkie tornado, którego „ostrza” niebezpiecznie lśniły w blasku reflektorów.
- Uderz!
- Kira, unik, a następnie kontruj szybkim ciosem!

Jego podopieczna nie miała problemu z ominięciem nadchodzącego huraganu pełnego ostrych liści. Z łatwością odskakiwała nadchodzącemu zagrożeniu, które zbyt wolno zbliżało się w jej stronę, by zaskoczyć. Wreszcie po jakimś czasie Knack nie miał już siły dłużej utrzymać ataku, co skutkowało osłabnięciem wiru i zatrzymaniu się samego Pokemona w celu nabrania oddechu po zbyt długotrwałym ataku. Wtedy też Kira z łatwością zbliżyła się do Snivy’ego, by z jeszcze większą łatwością przy pomocy rogu wyrzucić dużo mniejszego Pokemona na niemały dystans.

- Knack, musisz odzyskać tą energię… Mega Drain!
- Czemu bierzesz tą walkę na poważnie?! – Jamesa zaczęła powoli drażnić coraz większa rola Luci w tej grze marionetek. Tym bardziej, że jego wyłączony komunikator gwarantował JD, że prędzej czy później pojawi się paru zaniepokojonych Rangerów. Pragnął grać na czas, lecz jego przeciwnik tego mu nie ułatwiał
- A czy myślisz, że specjalnie wracałem do Unovy, by stracić na zawsze pierwszego Pokemona już w pierwszej poważnej walce? Cokolwiek będzie się działo, walka musi trwać! – W oczach Luci pojawiały się pierwsze łzy, lecz czy były to łzy bezsilności czy z beznadziei sytuacji?
- Ehh… Dupku, pomyśl trochę!
- Nie chcę wam przeszkadzać w tej czułej rozmówce… lecz gdybym chciał obejrzeć telenowelę, to bym ją sobie włączył! – Klaus ponownie przypomniał o sobie w swoim stylu.
- Dobra, no to sobie walcz! – James rzucił we wściekłości jakiekolwiek słowa, nadal licząc, że prędzej czy później ktoś z organizacji zainteresuje się jego losem.
- Knack, użyj Mega Drain!
- Kira, skontruj to Quick Attackiem!

Po chwili obydwa Pokemony sparowały się ze sobą, jednak całe uderzenie Absola zostało szybko zregenerowane przez sprytny atak Snivy’ego. Jednak nadal to Pokemon Luci sprawiał wrażenie zarówno bardziej zmęczonego starciem, jak i będącego silniejszym faworytem „na odstrzał”.
- Knack, Gastro Acid!
Snivy instynktownie wyrzucił z siebie niemałe jak na jego gabaryty pokłady klejącej się mazi, która nie mogła nie trafić w blisko stojącego Absola. James kombinował, co z tym fantem zrobić, gdyż jak przewidywał, kolejna komenda Luci mogła być tylko jedna:
- A teraz Leaf Tornado!

Knack z dużo większym impetem rozpoczął kolejne podejście do wirującego ciosu. Tym razem samo tornado było dużo silniejsze, aż członkowie Teamu Revo-Ex musieli dbać, by ich nakrycia głowy nie dołączyły do rotującego Snivy’ego.
- Kira, nie możesz tego przegrać! Zrób to! – James po raz pierwszy od dawna… stracił kontrolę nad sobą. Wiedział, że ten cios zakończy walkę… lecz w oczach Luci widział tą samą utratę kontroli nad sytuacją. Klaus skutecznie ciągnął za sznurki.
Mroczny Pokemon otworzył swe usta, zaś po chwili pojawił się zalążek świetlistej i białej sfery . Po chwili owa sfera stała się strumieniem, a strumień promieniem. Ice Beam. To nie mogło się nie udać, szczególnie gdy sam ładunek zamrażającej energii przeszedł przez wir niczym nóż w masło, a zaledwie sekundy zakończyły żywot zarówno trawiastego ataku, jak i Pokemona oponenta.

Milczenie.

*


Przerażająca cisza mogła świadczyć wyłącznie o jednym. Luca właśnie przegrał, i to zarówno boleśnie, jak i sprawiedliwie z Jamesem. Nawet nie miał szans – jego przeciwnik, pomimo olbrzymiej niechęci musiał go pokonać. Zresztą on sam nawet nie miał w tej chwili odwagi spojrzeć w oczy dwudziestolatka. Wtedy też usłyszał za swoimi plecami odgłos klaskania. Zwrócił głowę w stronę, skąd donosił się owy dźwięk. Zauważył szyderczo uśmiechniętego Klausa, w pełni zadowolonego z końca walki. W tej chwili pragnął rzucić się na niego i zrobić mu wiele złego, z uszczerbkiem na zdrowiu czy życiu włącznie, lecz lufa blisko potylicy po to tam była, aby mu przypomnieć o konsekwencji owego czynu.

- Tak, oto właśnie kwintesencja walk przy pomocy Pokemonów! – w tej chwili uśmiech zniknął z twarzy Lidera, zaś w oczach pojawiły się iskierki gniewu. – Gdzie wasza radość z zakończonego starcia? Gdzie te słodkie słówka gratulacji, czy życzenia ponownego spotkania w silniejszych składach, bo w końcu zawsze kiedyś może dojść do rewanżu? Chyba nie słyszę? Czy może to magia odbiorników telewizyjnych?
Następnie bez dłuższej zabawy sięgnął do kabury, by wyciągnąć broń o srebrzystym połysku i charakterystycznym bębenku nad cynglem. Rewolwer. Ustawił lufę w kierunku nieprzytomnego i wychłodzonego Knacka.

- Czas odciąć jednego trenera od tej pępowiny. Witamy w nowej rzeczywistości, panie trenerze… – po czym przymknął jedno oko, aby nie chybić i… BANG!
To był ten moment, gdy całe życie przeleciało przez życie całkiem młodego trenera. Jeszcze chwilę temu stał w bezruchu, a w jego głowie dominowały myśli pełne apatii, by tuż przed strzałem obudzić w sobie wszystkie zmysły i w akcie szaleństwa zasłonić Knacka swoim ciałem, jednocześnie przyjmując na siebie całe zło, które wydostało się z nieznanej nikomu, aczkolwiek śmiercionośnej broni. Poczuł, jak pocisk przedarł się przez jego bok i opuścił ciało świdrując je na wylot, jednak pełen przerażenia i troski o pana pisk Knacka uświadomił go, że jego Pokemonowi nic się nie stało. Resztkami sił wezwał Pokemona do Poke Balla, aby nic więcej złego nie stało się i tak skrzywdzonemu stworkowi. Sam ból był niemiłosierny – jakby ktoś wyrwał mu cały kawał ciała, a sam zarys świata stawał się coraz bardziej czarno-biały…

- Zaimponowałeś mi! Widzę, że albo twoja wola walki jest niesamowicie silna, albo jesteś zwyczajnym idiotą – odparł Klaus, chowając przy tym broń do kabury – co mi tam! Pozwolę ci żyć, jako dowód szacunku dla twojego poświęcenia, jakiego w sumie wymagam od członków mojej organizacji. Z takim oddaniem dla idei nawet pasowałbyś do nas… jednak jesteś nie po tej stronie, po której wymagam. A po tym wszystkim z pewnością będziesz nas nienawidzić… - westchnął, po czym odwrócił się w stronę helikoptera. – Na nas już czas i pora, czas sprawdzić, jak poszło oddziałowi C w eksterminacji Pokemonów kategorii B+ przy pomocy technologii Kałasznikowa. Czas nas zresztą goni… Eh, i znowu się nie wyśpię.

Po tym wszystkim odszedł do helikoptera z tym samym stoickim spokojem, z jakim jakiś czas temu przyszedł do wówczas zaskoczonych trenerów.
- A tobie, drugi trenerze, sugeruję pomóc dzieciakowi – prędzej czy później zabraknie mu paliwa do życia, które my ludzie zwiemy krwią. To nie Pokemon, zwykłe Centrum mu nie pomoże – rzekł do Jamesa, po czym wsiadł do helikoptera.
Nie minęła chwila, a wszyscy członkowie Team Revo-Ex ruszyli w znanym sobie kierunku, a maszyna, po uruchomieniu śmigła uniosła się i ruszyła by kontynuować nadzór nad swymi „testami”…

James rzucił się na Lucę, lecz ten miał już zamknięte oczy, zaś puls stawał się coraz mniej wyczuwalny.
- Cholera, nie padaj mi tu, bohaterzyno od siedmiu boleści!
Wtedy też usłyszał też szelest nad sobą. Podniósł głowę. Ujrzał trzech Rangerów znajdujących się wyżej niego.
- Pierdoły, lepiej późno niż wcale! Szykujcie medyka, transport do jasnej cholery! Człowiek nam zdycha!
  Temat: Kleszczgiwłej!
Kleszczu

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 1786

PostForum: Internet/Gry/Komputery/Konsole/Telefony   Wysłany: 14 Luty 14, 16:51   Temat: Kleszczgiwłej!
Krótko i na temat - drugi giveaway, zaś pierwszy na PC! (jeśli pasuje w innym miejscu, można wątek przesunąć)

Zasady na szybko - wy w tym wątku piszecie, o jaką pozycję chcecie powalczyć (podając tytuł czy sam numerek), ja czekam najczęściej 3-4 dni, losuję i zwycięzcom przesyłam kody. Sam ich nie wykorzystam, a element losowy zabija argument faworyzowania. Tym bardziej, że dzisiaj kodów mam dużo (i w tym momencie pragnę podziękować Nilsonowi i wooperowi z PV, którzy podzielili się swoimi kodami, co podbiło ilość prezentów do zdobycia).Jeśli zaś nie będzie chętnych - wrzucam je w kolejnym wpisie i zwyczajnie "kto pierwszy - ten lepszy".

Lecimy z koksem! Możecie zgłaszać się do losowania do poniedziałku 17 stycznia, do godziny 12:00! Wszystkie późniejsze wpisy tracą rację bytu w giveawayu.

1) Trzy kody dla początkujących graczy w gry Wargamingu
Cytat:
World of Warplanes i World of Tanks

Jeśli jeszcze nie grasz w żadną grę Wargamingu, ten kod może być dobrym powodem, żeby zacząć. Wpisując go przy zakładaniu nowego konta, dostaniesz:
7 dni konta premium
500 złota
1 dodatkowe miejsce w garażu
samolot premium III poziomu
Sumaryczna wartość dodatków to ok. 60 złotych. Kodu nie można wykorzystywać na już istniejących kontach.


2) Dwa kody dla miłośników Stronghold Kingdoms
Cytat:
Stronghold Kingdoms

Dla wszystkich graczy, którzy stawiają swoje twierdze, mamy kod, dzięki któremu otrzymają:
2 x 7– dniowy żeton premium
5 x pakiet losowy
5 x pakiet przemysłowy
5 x pakiet żywnościowy
2 x pakiet badań
100 punktów kart


3) Gra Splinter Cell: Conviction - jeden kod Uplay

I czas na RETRO, czyli kody z poprzedniego giveawayu.

4) Karta Paysafe z 5 € do wydania w grze Drakensang Online - jeden kod.

5) Kod na wierzchowca w grze Neverwinter - jeden kod.


Czyli jak widać, 3+2+1+1+1=8, więc można znaleźć coś dla siebie w niemałej puli.
  Temat: DomiX Pokemon
Kleszczu

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 8788

PostForum: DomixPokemon   Wysłany: 8 Luty 14, 12:44   Temat: Re: DomiX Pokemon
Conquest napisał/a:
Dziś, dosłownie przed chwilą ruszyła nowa odsłona strony. Adminem dalej jest dominik94. Na stronie znajdziecie newsy, odcinki online. Strona zmieniła także design.


Właśnie, z czystej ciekawości przeglądałem stronę... i owych nowych i świeżych wiadomości nie ma (nie liczę pod to ogłoszeń o 5. rocznicy strony etc.)

Czy jest jakiś powód zaniechania tej funkcji strony? Bo w sumie według serebii czy innych stron jej podobnych trochę się działo przez ostatnie 2-3 miesiące (rzucając z przykładów - Pokemon Bank).
  Temat: Bursztynowa Liga
Kleszczu

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 2890

PostForum: FanFiction   Wysłany: 2 Luty 14, 00:27   Temat: Bursztynowa Liga
Bursztynowa Liga

Sezon II

Walka numer 5

James David Clarkson (Drowker) vs Anthony Emerald (Dialguś)


Uczestniczy: James David Clarkson (Drowker) (wyzywający) vs Anthony Emerald (Dialguś) (wyzwany)
Miejsce: Battle Chateau w Kalos
Starcie miedzy zawodnikami: Pierwsze


Drowker

vs Anthony "Tony" Emerald


Cześć I

Do: James Clarkson
Od: Ranger Squad HQ

1. Rozpocząć operacje „Nurse”. Celem jest znalezienie podejrzanej Joy Korini z Lavender Town(kod 001/005), jej aresztowanie oraz doprowadzenie na przesłuchanie.
2. Meldunek o zatrzymaniu podejrzanej via SSIX.
3. W razie problemów z aresztowanej podejrzanej albo w momencie pojawienia się Makai Taki, wycofać się natychmiast oraz zgłosić to do dowództwa. Pod żadnym pozorem nie kontynuować pościgu!
4. Otrzymać jakieś informacje o tajemniczym kamieniu od lokalnego profesora Augustine Sycamore'a. Urzęduje on w Lumiose City(kod 003/006).
5. Wszelkie próby zamachów zgłaszać do dowództwa oraz lokalnych władz.
6. Współpracować z lokalnymi jednostkami Pokemon Ranger w regionie Kalos (kod 006).
7. Meldunek operacyjny do dowództwa głównego co tydzień via SSIX.
8. Kontynuować operacje „Kagai” w regionie 006, aż do przysłania nowych rozkazów.

Koniec wiadomości


Zielone oczy kolejny raz wbijały się tekst wiadomości, wyświetlanej na cztero calowym ekranie dziwnego urządzenia. Przypominało ono swoją budową, dość gruby Smarthphone z wysuwaną klawiaturą, lecz to było podstawowe urządzenie Rangersów. Łączyło one komunikator obsługujący protokół SSIX z analizatorem Pokemonów, będącym ubogim krewnym Pokedexów oraz Poke Asystą, umożliwiającą chwilo złapanie dzikiego stworka. Lecz ten model nie posiadał tej funkcji, ponieważ właściciel gardził Asystą, tak samo jak gardził smoczymi Pokemonami. Na szczęście modułowa budowa urządzenie pozwalała na wymianę elementów.

Co do samego tekstu, to był on krótki oraz precyzyjny. Żadnych farmazonów, żadnego lania wody czy filozoficznych rozważań. Typowy rozkaz, zaś nadawca zapewnię wysyłał setki podobnych notek codziennie, więc to dla niego nie było nic wielkiego. Można podejrzewać, że robił to automatycznie niczym robot, bo on był tylko pośrednikiem między dowództwem, a zwykłym szarym Rangerem. Nawet nie zastanawiał się kim jest odbiorca i jaką ma misje. Dostał rozkaz na kartce, wklepał go do komputera i nacisnął "Wyślij". Resztę już miały zrobić maszyny, zmieniając zero jedynkowy w kod impulsy elektryczne.

Odbiorcą był James David Clarkson, świeżo mianowany Ranger drugiego stopnia, dla którego to była pierwsza poważna misja w tej roli. Dwa lata ciężkiego, wymagającego poświeceń treningu oraz wylewania setek litrów potu, o krwi nie wspominając, miały go przygotować do roli strażnika. Jednak to zadanie było bardzo osobiste dla Skippera, jak nazywali go w Akademii. Przecież to on pierwszy odczuł uderzenie Makai'ego, który prawie go zabił podczas walki. I to był jego jedyny błąd.
Później próbował go wytropić, aby w końcu zostać ponownie zdradzonym, ale tym razem przez siostrę Joy, której ufał.

Lecz wtedy, gdy klęczał na środku zabytkowego stadionu na Lilly of Valley Island zrobił swoją spowiedź. Wyznał grzechy, zaś deszcz oczyścił jego duszę. Bóg nakazał mu odkupić swoje winy jeszcze raz, a jego wysłannikiem był ponownie Makai Taka. Czyżby ten psychopata był bratnią duszą dla Jamesa? Na to pytanie JD dopiero musiał znaleźć odpowiedź, ale Taka dał mu tajemnicy kamień, będący zarazem pierwszą wskazówką. Przedmiot zaś sprowadził go do Kalos, gdzie usłyszał o legendzie na temat potężnej przemienię Pokemonów. Nazywano to Mega Ewolucją.

Obecnie jednak opierał się o boczne nadkole zielonej terenówki, czekając na swoich towarzyszy, ponieważ nikt w dowództwie Kalos, nie chciał go puścić samego. James był zbyt wybuchowy człowiek, więc postanowiono dać mu dwie "niańki", przez co wszyscy kierował się do laboratorium lokalnego profesora, Augustine Sycamore'a, zajmującego się badaniem Mega Ewolucji, aby dowiedzieć się czegoś więcej, jednak wpierw musieli odbębnić swoje obowiązki jako Rangerzy. Czyli patrol po sektorach.

Tuż przed nim stała młoda blond dziewoja, która obserwowała teren przez nowoczesną lornetkę, zaś wolną ręką szukała czegoś w swoim długim ciemnoczerwonym płaszczu, zakrywającym czarny golf oraz krótkie shorty. Miranda Lemon, bo tak się nazywała, była Rangerką drugiego stopnia, podobnie jak James, zaś jej Poke Partnerem był męski Meowstic.

-Coś ciekawego? - zapytał JD, bawiąc się urządzenie w ręce. Te patrole zaczynały go powoli nudzić, ale to był obowiązek. Nic nie mógł na to poradzić.
-Nic a nic – odpowiedziała dziewczyna, nie odrywając wzroku od lornetki – Znów czytałeś tą wiadomość, prawda? Jesteś jak małe dziecko, któremu zakazano pójścia do wesołego miasteczka.
-Tia. Nie wierze, że ktoś z dowództwa wysłał coś takiego – mruknął ignorując docinek z jej strony, po czym ziewnął. Absol, leżąca na masce terenówki leniwie podniosła głowę i popatrzyła na swojego trenera – Kira, myśli podobnie. Co jak co, ale bardzo do mnie pasuje charakterem – dodał, czekając na reakcje Pokemona, który potrafił nawiązać ze swoim trenerem wieź telepatyczną i dzięki temu porozumieć się z nim. Chyba przez tak szybko się polubili.

„Nie prawda” odparła zaspana Absol „No dobra, trochę jestem”
„Gdybyś nie była, to dawno udusiłabyś mnie przez sen” zakpił, co wywołało prychnięcie ze strony stworka."Wiedziałem. Polujesz na moje życie"
"Bez gówna, Sherlocku..."


-Zgadzam się – potwierdziła Miri - Także jest nieznośna, głośna, chamska, prostacka …
-Dobra, starczy – przerwał jej James – I tak wiem, że mnie lubisz, bo inaczej posłałbyś mnie w diabły już dawno temu – Miranda spojrzała na swojego rozmówcą. W jej fioletowych spojówkach można było dostrzec z politowanie dla słów Clarksona - Oj weź ...
-Zrobiłabym to z diabelską przyjemnością, ale nie mogę. Dowództwo kazało nam ciebie pilnować, mówiąc coś o wybuchach ...
-Tylko dwa i to nie była moja wina na litość Arceusa! - krzyknął, co przebudziło Kire do końca – Dobrze wiesz, że to był Taka. Czytałaś moją teczkę, opisy sytuacji … a co ja się będę produkował – machnął na ręką – Przeżyłem dwa zamachy. Koniec i kropka.
-Które nie były w ciebie wymierzone. Pierwszy to miał być pokaz siły, a drugi pozbycie się Kuzihiro oraz tej całej Joy, do której miałeś słabość – zakpiła z niego – Miałeś pecha i zacząłeś myśleć fiutem w pewnym momencie. Typowy facet.
-Gdybym ci uratował życie, to także miałbyś do mnie słabość – odgryzł się, po czym popatrzył w niebo – Ale masz racje. Jestem matołem …
-Jesteś matołem. Potwierdzam, mimo że znam Cie tylko miesiąc – potwierdziła Miranda. James znów machnął na nią ręką – Hmm, ciekawe gdzie twoja Skarmory panie trener – zakpiła. JD zaczął się coraz bardziej irytować.

-Tori? Robi to, co twoje poke asystowe ptaszki nie potrafią, czyli obserwuje – odparł spokojnie – Poke Asysta, debilizm.
-Nie umiesz tego obsługiwać, temu narzekasz. Solana …
-Solana to, Solana tamto. Daj mi spokój – mruknął – Jestem Rangerem drugiego stopnia, a ona już chyba ma ostatni poziom. Jej Pulse jest dość silny, co muszę to przyznać, ale Tinia zdjęła go. Tak samo jak Pikachu tego dzieciaka Karla ...
-Jak elektryczne ataki nie są efektowne, to co chciałeś osiągnąć – zakpił podchodząc do auta. Kira zeskoczyła z maski, po czym usiadła obok swojego trenera. Spojrzała na niego pytająco – Co z twoją Absol?

„Na serio nie możesz jej po prostu zaprosić na kawę? Takie podchody były modne w podstawówce, a ty masz już chyba ponad dwie dychy na karku.” rzekła Kira. "Masz szanse! Dajesz!"
„Odczep się, dobra? Co się uparłaś z tą kawą, przecież mnie i jej nic łączy, chyba że … ty mały diable”
„James i Miranda zakochana para” zakpiła „Widzę jakie myśli masz o niej ty zbereźniku jeden ...”


-Kira, zabije Cie kiedyś za to – warknął James, zaś Miranda zabrała wodę z miejsca pasażera. Absol tylko uśmiechnęła się złowieszczo, po czym spojrzała w niebo, próbując dostrzec Tori – Hmm, ciekawe czy coś znalazła. Trochę mnie martwi, że nie dała o sobie jeszcze żadnego znaku.

-Pewnie nie – odparła dziewczyna przykładając butelkę do ust. Miała już zabrać łyk, ale w tym momencie podmuch wiatru powalił Rangerkę, wylewając zawartość na jej golf. James spojrzał wpierw w górę, a później obserwował jak Tori ląduje tuż obok niego. Spojrzał na Kire, która tylko prychnęła – To było chamskie! - krzyknęła zdenerwowana. Skarmory tylko wrzasnęła, strojąc się do walki. JD pokiwał przeczącą głową, po czym podał Mirandzie rękę. Dziewczyna nie skorzystała z gestu, tylko fuknęła i podniosła się o własnych siłach – Dupek.

-Co ja znów?! Nie wiedziałem, że to zrobi – podszedł do stalowego ptaka – Znalazłaś coś ciekawego, czy dalej nic? - Tori wydała z siebie metaliczny skrzek – Rozumiem. Dobra, wracaj do obserwacji -Skamory pokiwała głową na tak, po czym wzleciała ku górze, zaś JD spojrzał na Mirande. Ta miała ochotę go rozszarpać – Eeee, co?
-Zaraz Cie zabije – Kira znów zachichotała, po czym wskoczyła na maskę. James przewrócił oczami. Nie po raz pierwszy słyszał taką groźbę i nie robiło to już na nim wrażenia. Oparł się o maskę, ziewnął i wyjął swoją komórkę – Słyszysz?!
-Pół lasu słyszy – mruknął – Uspokój się. Mówiłem, ja nie mam z tym nic wspólnego. Kira potwierdzi, bo czyta moje myśli – Absol potwierdziła – Tori po prostu ukazuje swoją radość …
-Zabije Cie – warknęła powoli podchodząc do Skippera. W oczach miała żądze mordu – Przegiąłeś – rzuciła się na Clarksona, a ten odsunął się, po czym złapał za ramie, wykręcił je, a drugą wolną rękę przygniótł czaszkę Miri do maski auta.
-Spokój – rzekł JD przyciskając jej głowę do maski. Kira zaśmiała się – Przypominam. Ja mam pas w Krav Madze, nie ty. Ja miałem być trenerem, nie ty, ja …
-Puść mnie! - krzyknęła Lemon.

"Świetnie. Bierzesz sprawy swoje ręce! Może się obrócę ..." przerwała widząc żądze mordu w oczach Jamesa.
"Zaraz wrócisz do Pokeballa i tyle będziesz miała z możliwości chodzenia wraz ze mną" warknął JD.


-Przerywam w randce? - zapytał pojawiający się kolejny Ranger. Był to czarnoskóry brunet, ubrany w ciemno czerwony płaszcz z przyczepioną krótkofalówką na ramieniu, tylko że rozpięty. Pod nim nosił czarny golf oraz jeansowe spodnie. Był dwa lata starszy od Jamesa, przez co dowodził grupką składającą się z byłego chuligana oraz swojej siostry, gdyż Jacob, bo takie imię posiadał, był starszym bratem Mirandy, jednak nie rodzonym, a adoptowanym. Oboje zostali przygarnięci przez pewne małżeństwo z Cylage City, gdy byli jeszcze małymi szkrabami. W ich żyłą nie płynęła ta sama krew, ale byli tak samo blisko jak rodzone rodzeństwo. Jacob chciał chronić swoją siostrę za wszelką cenę, zaś Miri wściekała się na takie traktowanie, ale w głębi duszy była mu za to wdzięczna.

-Zostawić was na kilka minut, a już zaczynacie się do siebie dobierać – zaśmiał się widząc cała sytuacje. Jego szare ślipia wbiły się Jamesa, zaś Mroczny Pokemon zeskoczył z maski i podbiegł do przybysza – Co jest Kira? - pogłaskał Absol po głowie – Dobra Skipper, puść moją młodszą siostrę.
-Jak sobie życzysz – odparł JD, uwalniając Mirandę. Ta tylko fuknęła zła jak osa – Gdzie teraz, szefie?
-Sprawdzimy jeszcze Battle Cheatu, a później jedziemy do Lumiose City. Dostałem informacje, że Sycamore jest w swoim gabinecie i coś odkrył odnośnie tych kamieni – odparł przybysz, wsiadając do pojazdu. Clarkson wskoczył na tył terenówki, zaś Kira tuż za nim. Dziewczyna bez słowa usiadła na miejscu pasażera – Miri, co jest?
-Jest zła na cały świat – zakpił JD, zaś Jacob zabrał mikrofon CB Radia do ręki – Meldunek u operacyjnego?
-Trzeba to zrobić – nacisnął guzik – Tu jednostka g zero osiem zero, zgłaszamy się, odbiór.
-Tu dowództwo g zero osiem zero, jaki jest was status, odbiór – zatrzeszczało radio. Clarkson ziewnął.
-Sektor omega c dwa dwa sprawdzony. Brak problemów. Kierujemy się do omega c trzy jeden, po czym do alfa l jeden. Potwierdźcie, że zrozumieliście, odbiór.
-Potwierdzam g zero osiem zero. Szerokości, dowództwo bez odbioru – usłyszeli w odpowiedzi. Murzyn odłożył mikrofon, po czym opalił terenówkę.

-Dobra. Obudźcie mnie jak dojedziemy – rzekł JD, obracając daszek swojej czapki tak aby zasłaniały oczy, położył się na połowie siedzenie, oparł głowę o plecak jaki leżał na tylnej kanapie i zamknął oczy. Kira usadowiła się na wolnej przestrzeni, także oddając się odpoczynkowi – Śpioch z ciebie demonie – pogłaskał swoją podopieczną, po czym odpłynął.

Jakiś czas później

James przebudził się gdy do jego uszu doszła jakaś skoczna piosenka dla nastolatek, które dopiero wchodziły w ten "magiczny" wiek. Jego uszy krwawiły, gdy kolejne słowa uderzały w bębenki. Nie wytrzymał, tylko szybko podniósł się, wyprostowałem i jednym płynnym ruchem zmienił stacje radio, ku zaskoczeniu Mirandy oraz Jacoba.
-Was p*jebało? - zapytał dosadnie, usadawiając się na fotelu – Co to było? Moje uszy krwawiły.
-One Way czy jakoś tam – odparł kierowca, gdy z głośników popłynęła jakaś ludowa muzyka z mocnym damskim głosem – No weź, teraz to chyba ciebie pojebało – zmienił stacje – Słuchać tego pseudo producenta, który ma większe parcie na szkło niż ten łysy gość od duetów? Myślałem, że masz lepszym gust.
-Przypadek z tym, a co do gościa nie mam nic osobistego do niego, ale racja. Kawałki robi o kant dupy rozbić – ściągnął czapkę, patrzą na pobliską rzekę. Brakowało mu trochę tych spokojnych wypadów z Tinią oraz Krokiem, gdy jeszcze był w formie podstawowej, nad jezioro i trenowania. Beztroski czas, ale wszystko się zmieniło. Jego życie rozsypała się jak domek z kart, chociaż był jeden plus. Rodzice w końcu byli z niego dumni. Rodzice – Muszę zadzwonić do mamy, ale to wieczorem dopiero.
-Maminsynek – zakpiła Miranda, której poprawił się humor – Chociaż … Jacob, mamy chyba jakiś prezent dla naszej Ma?
-Miałaś kupić – odparł zaskoczony chłopak – Miri!
-Jak zwykle moja wina! - krzyknęła dziewczyna – Jak zwykle! Wielki pan Ranger trzeciego stopnia, a nie pamięta o prostym prezencie dla Mamy.
-Z szacunkiem gówniaro. Jestem starszy i mam prawo ...
-Starszy, a głupszy!

-Będziemy w Lumiose to kupicie, w czym taki problem – rzekł JD przeciągając się – Zgłodniałem trochę. Chyba pora na jakiś obiad.
-Racja – Jacob, chcący zmienić temat, poparł kolegę po fachu, patrząc na zegarek na desce samochodu – Dochodzi piętnasta. Podejdziemy do Cheatu, to coś zjemy. Miri?
-Wszystko mi jedno – mruknęła, gdy dojeżdżali do potężnego budynku z kamienia. Na Jamesie zrobiło piorunujące wrażenie. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo piorunujące.

Cześć II

-Witamy w Battle Cheatu – rzekł portier, który podszedł do nich – W czym możemy państwu pomóc?
-Sprawdzamy czy wszystko w porządku i chcieliśmy coś zjeść – odparł Jacob pokazując odznakę.
Tymczasem kilka dzieciaków z daleko obserwowało Absol Jamesa, zaś dwójka próbowała podejść. Kira widząc te podchody, warknęła dając znak, aby nikt się do niej nie zbliżał. Zaś JD oddał trzy PokeBalle w ręce siostry Joy, która stacjonowała w budynku, przy okazji pokazując jej zdjęcie poszukiwanej. Dalej nie mógł pojąć, jak one się rozróżniają, mimo tłumaczeń agentki Taki, ale to nie było najważniejsze w tym momencie.

-Czyli nie widziałaś jej? - zapytał pytanie, aby potwierdzić to co odpowiedziała wcześniej.
-Niestety nie. Od kiedy zniknęła z Lavender Town, to nikt jej nie widział … to chyba było jakieś dwa lata temu, po tym strasznym zamachu w Lilly of Valey Island.
-Ta, pamiętam – mruknął. Odruchowo sprawdził czy siekierka jest przy jego pasie – No cóż, dziękuje. Za ile mogę odebrać swoich podopiecznych?
-Myślę, że za jakieś trzydzieści minut. Najwyżej dam je twojej przyjaciółce – odparła spokojnie. JD kiwnął głową na znak, że zrozumiał, po czym skierował się ku Mirandzie oraz Jacoba. Ci rozmawiali o prezencie dla swojej mamy.

-Nie widziała, co mnie nie dziwi. Makai także zapadł się pod ziemie po uderzeniu w Violet City, jedynie pojawił się podczas turnieju …
-Tak, wiemy. Historie waszej znajomości wałkowaliśmy chyba tysiąc razy – fuknęła dziewczyna, po czym skierowała się w kierunku jadalni. James spojrzał na Jacoba, który tylko wzruszył rękami.
-Weź kup jej kwiaty na przeproszenie czy coś – rzekł chłopak do JDiego. Ten puknął się w głowę – To się nie dziw. Wkurzyłeś ją, a Miri długo trzyma urazę. Dobra chodź, bo sam zgłodniałem – obaj ruszyli, ale Clarkson prawie natychmiast zatrzymał się widząc jak jego Absol niepewnie przygląda się innemu rogowi pokoju. Sam spojrzał w tym kierunku.

Niby zwykła sytuacja. Młody chłopak, może siedemnastoletni, adoruje kobietę niewiele starszą od Jamesa. Jednak w tej akcji było coś, co zainteresowało Kire.
W ciemno można było powiedzieć, że to nie był brunet z charakterystyczną grzywką. Zielony T shirt, rozpinana bluza ze sterczącym kołnierzykiem oraz podwiniętym rękawem, niebieskie jeansy i jakieś addiasy. No i gogle na głowie. Prawie zwyczajny chłopak.

Za to kobieta wydała się Jamesowi znana. Wysoka niewiasta o długich blond włosach ubrana w brązową skórzaną kurtkę oraz jeansy. Niby skupiała się na rozmowie z chłopakiem, ale jej duże niebieskie oczy ukradkiem lustrowały zebranych i na jeden krótki moment spotkały się z zielonymi spojówkami Jamesa. Przez jego ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Modlitwy zostały wysłuchane.
Ten ułamek sekundy wystarczył im obu, aby zrozumieć z kim mają do czynienia. Oboje poznali … nie, oboje uświadomili sobie swoje zamiary względem siebie. Kobietą uśmiechnęła się wydawać się mogło, że w kierunku swojego rozmówcy, ale to był uśmieszek skierowany do JDiego. Ten sam co ostatnim razem …

James spojrzał na Kire i oboje wymieni między sobą myśli. Absol kiwnęła głową, po czym ruszyła za niewiastą, która zabrała swojego rozmówcę za rękę i udała się w tylko im znanym kierunku.
-Pakuje się w pułapkę – mruknął sam do siebie, a następnie zwrócił się do Jacoba – Zaraz do was dołączę, dobra? Kira chce się przewietrzyć.
-Dobra, my już zamówimy – odpowiedział Jacob, po czym obaj ruszyli przeciwne strony – Mam złe przeczucia – wyjął swój Holoclaster i wybrał numer – Officer Jenny? Tutaj Jacob Lemon, Kalos Pokemon Ranger Squad. Będziemy potrzebować …

Tymczasem James podążał za kobietą i jej kochankiem. Był pewny co do tożsamości niewiasty, ale jegomość także mu wydawał się dość znajomy. Jakby gdzieś go już spotkał, albo przynajmniej widział z daleka. Przecież Ona musiała mieć jakiś cel, robiąc z chłopaka, jeszcze nieświadomą swojej roli, przynętę na Rangera ... albo był inny, nie znany jeszcze Jamesowi powód.
W końcu wyszli na dość duży placyk znajdujący się na tyłach przybytku. Ku zadowoleniu Jamesa, nie było nikogo postronnego w pobliżu, dzięki czemu nie musiał patrzeć się na cywili, a tym samym na punkt trzeci rozkazu. Delikatny wiatr poruszył koronami drzew dookoła, gdy para się zatrzymała. Chłopak dopiero wtedy zauważył JDego.

-Dobra, starczy tych gierek – rzekł James w kierunku dwójki. Spojrzenie jego i kobiety spotkały się na kilka sekund. Teraz był już pewny - Będzie stawiać opór, czy podasz się … Joy? - zapytał, zaś Kira zawarczała. Chłopak zrobił krok w przód – Posłuchaj mnie gościu, to nie jest twoja sprawa.
-Za kogo się uważasz? - warknął brunet, zaś w jego dłoni pojawił się Pokeball – Ashley, odsuń się, zaraz pokaże temu punkowi gdzie jest jego miejsce!
-Ashley? Nie stać cie na coś bardziej wymyślnego? - zakpił z poszukiwanej. Ta zaśmiała się – A i nie punk, tylko – pokazał odznakę – James Clarkson, Johto Pokemon Ranger Squad. Ta kobieta jest poszukiwana …
-Nie stać cie na coś bardziej wymyślnego? - teraz to ona zakpiła, po czym zwróciła się do chłopaka – Nie przejmuj się nim Tony. To mój były facet. Jest straszny zazdrosny o to, że zerwałam z nim, więc wymyśla jakieś chore bajki – skłamała. JD przewrócił oczami – Pokaż mu miejsce w szeregu. Przecież taki szczur, nie jest problem dla ciebie.
-Nie bądź tak cwana Joy, oj nie bądź. Dobra, miejmy to z głowy, przesłuchanie czeka – chciał zrobić krok, ale Tony rzucił kule z której wyłonił się Poliwrath – Słuchaj casanovo. Próbuje uratować ci tyłek oraz wypełnić swoje zadanie, więc łaskawie odwołaj swoją kijankę i daj mi w spokoju …
-Kupiłeś sobie odznakę na bazarze za kilka dolców i uznajesz się za Rangera? Rana, pokażmy mu gdzie jest jego miejsce!
-Ej! - krzyknął poruszony tą zniewagą munduru – Zbyt dużo kosztowało mnie zostanie Ranger, więc żaden marnej jakości casanova nie będzie mi ubliżać – James sięgnął po Pokeballe, ale kieszeń były tylko dwie kule. Kiry oraz Tori – Cholera no tak, zostawiłem ekipę na przeglądzie – mruknął, po czym spojrzał na Absol.

„Kira …” zaczął spokojnie. Mroczny pies pokiwał przecząco głową.
„Przecież on ma przewagę typów! Zapomnij!” odparła lekko zaniepokojona.
„Kira proszę …”
„Nie! Jeszcze mi futro zamoczy.”
„Kira! Właź na pole walki!” krzyknął mentalnie. Absol westchnęła.
„Dobra, no ... „ rzekła zrezygnowana.


Mroczny Pokemon zrobił dwa kroki naprzód i stanęła naprzeciw wodno walczącego Pokemona. James jeszcze raz spojrzał na Tony'ego, który palił się do walki. Zaś Joy/Ashley stała za nim z założonymi rękami i z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
-Pora wrócić do siodła - przekręcił daszek czapki o 90 stopni w prawo - Wiesz kto jest następny? - wskazał na Tony'ego – Ty jesteś następny! - a następnie palce przesunął na kobietę – A później ty! Kira, Psycho Cut!

Ostrze na czubku głowy Absol zabłysło na jasnoniebiesko, po czym wykonała kilka ruchów swoją czaszkę, tworząc coś przypominające ostrza, które popędziły ku Poliwarhtowi. Tony chyba przewidział taki ruch ze strony Jamesa, ponieważ rozkazał użyć Bubblebeam, aby skontrować atak, po czym dodał, aby jego podopieczna podbiegła i próbowała uderzyć Kire. Mroczny Pokemon, odskakiwał przy każdej próbie ciosu, czekając na odpowiedni moment, ale popełniła błąd. Spóźniła się o ułamek sekundy, przez co uderzenie otwartą dłonią ogłuszyło ją. Później było drugie, poprawiające poprzedni cios. Trzecie uderzenie prawie powalił Kire, ale przed czwartym już uciekła poprzez skok do góry, po raz kolejny używając Psycho Cuta. Jednak brunet wyczuł intencje mrocznego Pokemon, rozkazują Ranie wyprowadzić Submmision. Jedna z finalnych ewolucji Poliwaga złapała Disaster Pokémon za tylne łapy i płynnym ruchem rzuciła Absol o podłoże. Tylko James zauważył, że jej oczy zabłysły na sekundę. Mogło to oznaczać tylko jedno.
-Kira! - krzyknął James, gdy jego podopieczna wstała – Jesteś w stanie jeszcze walczyć?

„Nie zadawaj głupich pytań.” warknęła ”Jakiś plan?”
„Gramy na czas.”
„Dobra, ale mam nadzieje, że widziałeś co zrobiłam” odparła.


-Slash! - rozkazał. Absol zaczęła biec w kierunku Rany, ta zaś przyjęła odpowiednią pozycje, tak jakby oczekiwała tego ataku.
-Rana, Circle Throw, po czym Dynamic Punch! - Tony wydał polecenie, oczekując, prostej, bezproblemowej wygranej.
-Tak jak myślałem – mruknął JD, zaś wodno-walczący Pokemon złapał jego podopieczną w pasie i przerzuciła przez głowę, po czym prawie natychmiast powstał, chcą zadać ostateczny cios. Jednak jakiej było jej zdziwienie, gdy zamiast jednej Kiry było ich pięciu. Każda groźne warczała na rywalkę. Tony był zaskoczony takim obrotem sytuacji, ale nie pokazał tego po sobie – Calm Mind!

-Nie pozwól na to! Bubblebeam! - odparł casanowa, rozmyślając nad strategią swojego rywal – Wie, że mam przewagę typów, ale mimo to atakuje, a nie próbuje zadawać ciosów z dystansu. Albo ma coś zanadrzu, albo jest głupszy od tych dwóch członków Team Flare, których pokonałem z Max'em - tymczasem wodny stworek wykonał polecenie. Wystrzelił w hordę Absolów, które zabłysły na biało, strumień bąbelków. Cios niszczył kopie jedną po drugiej, aż w końcu trafiła w odpowiednią. Jednak było już za późno. Specjalny Atak i Obrona Disaster Pokemona wzrosły – Dynamic Punch! Nie pozwól aby cię zaatakowała!

Kira odskoczyła po ataku bąbelków jaki przyjęła na siebie, a następnie ponownie użyła Psycho Cuta. Rana po raz kolejny unikała psychicznych ostrzy, zaś jej pieść zabłysła na niebiesko. Była już tak blisko, gdy spostrzegła wredny uśmieszek na twarzy Absol. Tony i Joy także do dostrzegli, ale nie wiedzieli czemu Pokemon uśmiecha się przed znokautowaniem. Jednak po chwili cała trójka odkryła prawdę.
Prawdą był promień o wszystkich kolorach tęczy, który uderzył całkowicie zaskoczoną Rane, prawie ją nokautując. Ostrze Kiry zaświeciło na biało, co mogło znaczyć, że użyła Sword Dance. Jej Atak wzrósł.

-Co to by ... Future Sight? - zapytał Tony widząc jaka jego Poliwarth się podnosi – Jednak jeden cios nie mógłby powalić mojej podopicz ... ach tak – zreflektował się – Calm Mind zwiększa specjalny atak, przez co cios okazał się silniejszy niż normalnie. Grałeś na czas, bo wiedziałeś, że mój Pokemon uniknie ciosów twojej Absol, a teraz zwiększyłeś sobie Atak. Niezły pomysł, poczekaj, zapisze to sobie – wyjął z plecaka notatnik.
-Gdzieś to już widziałem – mruknął JD, obserwując sytuacje. Dostrzegł, że Joy uśmiechnęła się złowieszczo – Więc o to ci chodzi. Czyżby Taka potrzebował notatek jakiegoś gówniarza? - zadał sobie pytanie, zaś Tony zanotował – Już? Możemy wracać do walki?
-Tak. Rana, Hypnosis! - rozkazał chłopak. Clarkson uśmiechnął się pod nosem – Nie podoba mi się to ... - dodał w momencie gdy brzuch jego Pokemona zaczął wirować, próbując uśpić Kire.
-Magic Coat! - rzekł krótko Clarkson. Tony próbował jeszcze cofnąć komendę, ale było już za późno. Absol stworzyła przed sobą przypominające coś lustro, które odbiło atak, usypiając Rane – Podasz się, czy mamy to zakończyć przez Ogoshi ...

„Głupia nazwa dla Night Slash.” mruknęła Kira
„Cicho. Wiesz, że lubię nazywać wasze finishery”


-Dobra, podaje się – mruknął niezadowolony Tony, podchodząc do Rany – Dobrze się spisałaś – JD gwizdnął, co zwróciło uwagę chłopaka. Rzucił mu jakaś jagódkę – Mint Berry, dzięki – mruknął zdziwiony. Brunet podał owoc swojemu Pokemonowi, który po chwili się przebudził. Tony uśmiechnął się do Rany, a następnie ją odwołał, wymieniając ręce Pokeball.
-Co się tak patrzysz?! Skop mu tyłek, przecież byłeś uczestnikiem Bursztynowego Turnieju i walczyłeś z finalistą! - krzyknęła zdenerwowana Joy. Tony zdziwił się tym wybuchem agresji ze strony kobiety, która z wyraźną irytacją patrzyła na Jamesa.

-Okej. Desertmon, potrzebuje twojej asysty! - krzyknął, a po chwili nad polem walki zawisł Flygon. JD zdziwił się, bo pierwszy raz widział tego Pokemona. Wyjął swoje urządzenie i szybko zeskanował stwora – Masz Pokedex?
-Nie, to takie urządzenie Rangerów. Pokazuje podstawowe dane o stworku. Okej, ziemia smok … nie cierpię smoków – odparł, po czym popatrzył na Kire. Ta dalej odczuwała skutki poprzedniej walki, więc stwór z Hoenn miał przewagę. Zmiana nie wchodziła w drogę, ponieważ jego Pokemony były u siostry Joy … chociaż. Spojrzał w niebo i uśmiechnął się. Była jednak szansa na równy pojedynek w powietrzu.

„HALO! ZIEMIA DO JAMESA! JA TU OBRYWAM, WIĘC PRZESTAŃ MYŚLEĆ O TYŁKU MIRANDY, TYLKO MI POMÓŻ!”

Natychmiast jego wzrok wrócił na pole walki, gdzie Absol unikała kolejnych rzucanych kamieni. Była wyraźnie zirytowana zachowaniem swojego trenera i gdyby mogła, to użyłaby Psycho Cuta na nim.
-Dragon Beath! - krzyknął Tony pewny swojej wygranej. Jego Flygon wystrzelił w rywalkę niebieski promień.
-Protect, a następnie Batton Pass! - Kira stworzyła przed sobą zieloną ścianę, o którą rozbił się cios, po czym zaświeciła się na sekundę, aby w ostateczności wrócić do Pokeballa. JD sięgnął po drugą kule jaką miał, zaś Absol wydostała się przedmiotu – Dzięki Kira, a teraz pora na mojego drugiego Pokemona – rzucił przedmiot ku górze. Tony oraz Joy w napięciu oczekiwali na pojawienie się drugiego podopiecznego Jamesa, ale Pokeball otworzył się i … tyle. Skipper złapał pustą kulę, po czym uśmiechnął się szeroko – Ups, zapomniałem …

-Kpisz sobie ze mnie?! - wrzasnął Tony – Jestem Anthony Emerald! Toczyłem epickie bitwy z Jasonem Jupiterem, Steven, Darionem, Tamarą czy … - przerwał słysząc charakterystyczne skrzeczenie.
-Gdybyś dał mi dokończyć, to byś wiedział, a tak – wzruszył ramionami, po czym zaczął przypominać sobie nazwisko chłopaka. Emerald, gdzieś na pewno je słyszał – A teraz wszyscy razem! Krzycz Tori! Krzycz Tori!

Desertmon, gdy ujrzał pędząc ku niemu Skarmory, nie miał już czasu na reakcje. Zaliczył bliski kontakt ze stalowy skrzydłami Tori, która ponownie wzniosła górę, przygotowując się do kolejnego podejścia, które nadeszło po chwili, ale smok był szybszy.
-Sandstorm! - krzyknął Tony, zakładając swoje gogle na oczy – Muszę zniwelować jakoś jego przewagę – pomyślał, gdy pole walki ogarnęła burza piaskowa – Desertmon, użyj Hone Claws, po czym Fire Punch!
-Tori! - James zasłonił sobie oczy ręką, próbując dostrzec swojego Pokemona. Usłyszał jedynie skrzeczenie – Kontruj wszystko Metal Soundem. Wierze w ciebie.

Tori próbowała wypatrzyć swojego rywala, który miał teraz nad nią przewagę. W tej burzy czuł się jak ryba w wodzie. Jako Vibrava dorastał na pustynie Hoenn, gdzie spotkał swojego dotychczasowego trenera, a tam panowały iście spartańskie warunki. Teraz to on polował, a Skarmory była zwierzyną. Nie odwrotnie. Atak z powietrza go zaskoczył, ale już nie da się nabrać.
W końcu wyczuł odpowiedni moment. Jego pieść zabłysnęła na czerwono, zaś on sam pognał ku rywalce. Zorientowała się zbyt późno, aby uniknąć ciosu, lecz wydała z siebie potężny metalowy skrzek. Równocześnie Fire Punch dosięgnął celu, zadając dość mocne obrażenia, ale sam odczuł atak rywalki. Natychmiast odleciał, aby zregenerować swoje zdrowie, lecz Tori siedziała mu na ogonie. Rozpoczęła się pościg pomiędzy oboma latającymi typami. Desermont próbował się pozbyć metalowego ptaka, ale ta użyła Agillity, zmniejszając niebezpiecznie dystans między oboma Pokemonami. Smok pognał ku górze, czekając na odpowiedni moment. Jego pieść już płonęła, zaś z każdą chwilą burza piaskowa odbierała trochę życia Skarmory. W końcu nadszedł ten moment.
Obrócił się o 180 stopni i zapikował ku rywalce. Ta odbiła w bok, chcą uniknąć kolizji, ale Flygon na to czekał. Zanurzył pieść w odsuniętym brzuchu Tori, wytracając ją z równowagi, przez co zaczęła pikować. Desermont nie chciał odpuścić, tylko zakończ to jak najszybciej. Pieść dalej płonęła, zaś burza powoli ustępowała na rzecz słońca.

Tymczasem na ziemie trwała dyskusja pomiędzy trenerami.
-Gratuluje pomysłu! - zakpił JD – Nic nie widać!
-Ja widzę – odparł Tony, który założył kołnierzyk swojej koszuli na usta, aby uchronić się przed piaskiem.

„Ma gogle, temu widzi. Powinieneś sobie kupić gogle, wiesz …” Kira zaczęła swój wywód
„Od kiedy znasz się na modz … k*rwa, już pamiętam! „


-Jasna cholera! Joy, ty mała wredna s*ko! - krzyknął zdenerwowany – Specjalnie to zrobiłaś! Makai kazał Ci, abyś śledziła poprzednie jego ofiary, a tylko o Emeraldzie było ostatnio głośno! Chcesz pozbyć się świadków, bo wie, że tym razem dobierzemy mu się do tyłka!
-Makai Taka … chwila! - wykrzyczał Dialguś, odwracając się w miejsce gdzie stała Ashley, ale już nie było – Co tutaj jest grane?!
-Coś ci zaczyna świtać? Przypomnę ci. To ten psychol …
-Pamiętam … chcesz mi powiedzieć, że ona jest jego wysłanniczką … - obaj usłyszeli charakterystyczny śmiech. Śmiech psychopaty z Kanto - O cholera!
-Tori, Sunny Day natychmiast! - James sięgnął po toporek, będąc gotów do ataku. Nad polem walki pojawiło się słońce, powoli rozpraszając burze piaskową. JD ruszył w kierunku Emeralda, mając bardzo złe przeczucia – Tony! - krzyknął gdy Sandstorm słabł. Był już w połowie dystansu, gdy usłyszał charakterystyczne skrzeczenie bólu. Spojrzał w niebo – Ten dzień nie mógł się lepiej skończyć, prawda? - zakpił, widząc jak nieprzytomna Tori leci ku niemu. Nie zdążyłby sięgnąć po Pokeball, zaś Kira była zbyt daleko aby go uderzyć.
-Desertmon, złap Skarmory za nim upadnie! - krzyknął Tony. Flygon pognał ku Tori, łapiąc ja w odpowiedniej odległości od Jamesa. Ten spojrzał na Emeralda, który wyglądał na całego – Powiesz mi co tutaj się dzieje? - zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. JD rozejrzał się dookoła i spochmurniał. Joy już nie było.
-Cholera jasna … masz swój notesik? - zapytał casanowy, odwołując Tori – Dobra robota, zasłużyłaś na odpoczynek – schował Pokeball za pas. Tymczasem Emer sprawdził plecak i kieszenie, będąc wyraźnie zaniepokojonym – Tak sądziłem. Dobra chodź, spiszemy zeznania i pogadamy na spokojnie …

Cześć III

Jakiś czas później

James właśnie kończył wysłuchiwać historii Tony'ego. Szybko sobie wyjaśnili to i owo, po czym porozmawiali o Tace. O dziwo chłopak nie widział, ani nie słyszał o nim od tej sytuacji Hoenn, co mogło znaczyć, że Makai nie był nim zainteresowany. Jednak musiał istnieć powód, czemu ten dupek go napadł. Czyżby chodziło mu o ten dziennik?

-Dziwne – rzekł James – Zjebałeś mi akcje, ale mimo wszystko, pomogłeś mi. Sprawdziłem Kire oraz Tori w walce, wiem, że Joy oraz Makai czegoś szukają – wyciągnął kule – Tylko po co mi to dawał, to ja nie wiem …
-Mam coś podobnego – rzekł Tony, wyciągając podobny kamień – Leżał on sobie między skałami przy Victory Road w Johto. Profesor Oak nie wiedział co to jest, więc wysłał mnie tutaj, a że spotkałem pewnego fajnego typa …
-Victory Road w Johto – mruknął JD. Momentalnie wrócił wspomnieniami do wydarzeń, które rozpoczęły jego podróż ku ciemności. Pociąg, trasa między Kanto a Johto, śnieżne szczyty, jego pierwsze spotkanie z Joy. No i pierwsza walka z Taka. Nie równa, bo zdominowana przez psychola, ale zdjął jednego z jego Pokemonów.
-Słuchasz mnie? - Tony wyrwał go z odmętów wspomnień. James kiwnął głową na tak, po czym zauważył, że w ich kierunku zmierzała Miranda – Hej maleńka …

-Maleńka to może być twoja pała – warknęła Miri, po czym uderzyła Jamesa w tył głowy – Ładnie tak mnie wystawiać? Gdzie się włóczyłeś z moim bratem?!
-Nie wiem o co ci chodzi. Jacob miał do ciebie przyjść, ja zaś miałem nosa – Absol warknęła – Znaczy moja kochana Kira miała i wypatrzyliśmy Joy.
-Chwila, tą Joy?! - krzyknęła zdenerwowana – Aresztowałeś ją? Sprawa zakończona?
-Nie, bo mój nowy kolega, próbował zabajerować Joy. A opowiem Ci przy obiedzie, bo teraz na serio muszę coś zjeść – odparł zdziwiony. Zastanawiał się, gdzie wcięło brata dziewczyny.
-Miałeś czas– mruknęła Miri, po czym jej wzrok się przeniósł na bruneta uśmiechającego się przyjaźnie – Może nas zapoznasz, panie wielki wojowniku?
-Miri to Tony Emerald, gość który także miał zatargi z Makaim. Casanovo to Miranda Lemon, moja koleżanka po fachu …

„Koleżanka po fachu, tia jasne ...” zakpiła Kira, ale JD zignorował to „Tchórz”

-Miło mi – rzekł Emer, zaś JD schował dłonie do kieszeni spodni – Mieliśmy trochę zły początek, ale możemy to naprawić …
-Zapo …
-Miri, spiszesz od niego zeznania? Ja muszę coś załatwić – powiedział odchodząc. Nie zważał na protesty Mirandy. Po prostu odszedł, kierując się ku budynkowi. Chciał odebrać swoje Pokemony. Kira podążyła tuż za nim.

Kilka minut później James wrócił na miejsce, gdzie Miranda kończyła spisywać zeznania, odpędzając się od końskich zalotów Tony'ego. Kira fuknęła, dając wyraz swojemu niezadowoleniu zachowaniem swojego trenera.

„Dobra, wygrałaś. Zaproszę Mirandę na tą cholerną kawę w tym zasranym Lumiose City, tylko przestań wałkować ten temat” rzekł do swojego Pokemona, a ta tylko uśmiechnęła się „Absol swatka, ja pi*erdole”

-Już? - zapytał Clarkson podchodząc do dwójki ludzi. Lemon wyglądała jakby zaraz miała eksplodować ze złości. Tony podpisał swoje zeznania na tablecie, kończąc ten żmudny proces – Szybko.
-Krótko i zwięźle. Twój raport będzie obszerniejszy – odparła z wyraźną satysfakcją w głosie. Skipper spochmurniał na samą myśl o pisaniu raportu – Dobra, chodźmy. Poszukajmy mojego brata i jedźmy do tego profesora.
-A może dasz zaprosić się na kawę? - rzekł już desperacji Emerald, widząc, że jego podryw nie przynosi skutku. Lemon miała już wybuchnąć, ale JD był szybszy.
-W sumie to mam pomysł. Jest remis w naszej poprzedniej walce, to co powiesz na trzecią rundkę. Jak wygrasz, to Miri pójdzie z tobą na kawę – rzekł. Oboje spojrzeli na bruneta jak na szaleńca, a przy okazji blondynka miała ochotę go rozszarpać. Emer pokiwał głową, dając sygnał, że się zgadza – Świetnie, Miri posiedziujesz? - zadał kolejne pytanie.
-Tak - Rangerka wycedziła przez zęby, po czym skierowała się ku środkowi pola walki, lecz wyszeptała jedno zdanie do Skippera – Tylko przegraj, a zabije Cie podczas snu – James prychnął, po czym cofnął się o kilka metrów. W jego ręce pojawił się Pokeball – To będzie pojedynek treningowy pomiędzy James Clarksonem z Olivine City a Anthony Emeraldem z Petelburg. Każdy uczestników może użyć tylko jednego Pokemona. Pojedynek trwa, aż do momentu gdy jedna ze stron będzie niezdolna do walki. Gotowi?

-Krok, potrzebuje twoje asysty! - krzyknął, James ciskając kule w kierunku pola walki.
-Buckie, naprzód! - ryknął Dialguś. Sekundę później Sceptile oraz Feraligatr zwarły się. Rozpoczęła się próba sił – To będzie krótkie. Mam przewagę typów oraz ...
-Nie wymądrzaj się, tylko walcz – rozkazał James – Przerzuć go przez plecy i Ice Punch! - jego Pokemona przełamał klincz, obrócił się plecami do rywala i silnym ruchem przerzucił go przez bark. Chciał wyprowadzić uderzenie pięścią, jednak Sceptile zablokował cios X Scissorem. Łapa Kroka odbiła się od ostrzy Buckie, zaś ten przeturlał się przez bok, natychmiast wstając. Ogon Aligatora, który rozbłysk na jasnoniebiesko, zdzielił odsłoniętego startera z Hoenn – Nugerani! - krzyknął JD widząc dogodną sytuacje. W pysku jego Pokemona zaczęła gromadzić się niebieska kula, która po sekundzie wystrzeliła w kierunku rywala. Ten odskoczył i będąc jeszcze w powietrzu odpowiedział gradem roślinnych pocisków, a te dosięgły Kroka, zadając mu dość duże obrażenia.

-Leaf Blade! - krzyknął Emer, zaś Sceptile po wylądowaniu pognał ku rywalowi, a jego liście zamieniły się w roślinne ostrza. Chciał zadać dwa precyzje cięcia, ale Aligator złapał swoimi świecącymi łapami ostrza. Znów zaczęła się próba sił – Brick Break?
-Ta, wpadliśmy na to jak jeszcze był Croconawem – odparł JD, zaś nad polem walki zaświeciło słońce. James spojrzał na kule na plecach Buckie, które mieniły się potężnym blaskiem – Cholera! Krok, odskocz do tyłu! Natychmiast!
-Za późno! Solarbeam! - krzyknął pewny swojego Tony'ego. Miał powodu do radości. Jeden z najpotężniejszych specjalnych ataków typu roślinnego pognał ku Aligatorowi, lecz ten jakimś cudem uniknął ataku.
-Cholera, nie musi nawet przeładowywać – powiedział James. Krok, który gotował się do ataku, ryknął – Myśl JD, myśl … - przerwał, patrząc na wkurzoną Mirande.

„Ona mnie zabije przecież” rzekł do Kiry, a ta tylko się zaśmiała.
„Sam się w to pakowałeś” odparła mu „Trzeba było po prostu ją zaprosić, a nie robić jakieś pojedynki”
„Dzięki za pomoc. To twoja wina, bo od trzech tygodni wiercisz mi dziurę, aby zaprosił ją na kawę … wariant d pięć. Powinien wystarczyć”


-Dobra - rzekł James widząc jak Aligator odskakuje od kolejnego ataku – Rain Dance! Będzie miał czas na dwa ataki, ale wytrzymamy – rozkazał. Krok ryknął, zaś nad polem walki zaczęły pojawiać się ciemne chmury. Sceptile strzeli kolejny raz, tym razem trafiając. Krok padł na ziemie – Nie!
-To chyba … - przerwał widząc jak z pyska aligator wystrzela niebieska kula – Buckie unik! - Sceptile chciał odskoczyć, ale promień trafił w jego nogę, zamrażając ją na amen. Roślinny stworek został unieruchomiony.
-Wariant d pięć! - krzyknął JD
-Jaki wariant? - zapytał Emer, zaś Feraligatr powstał i ryknął. Jego ciało otoczyła woda – Aqua Jet …
-Powiem ci co się teraz stanie – zaczął James, zaś Krok wystrzelił ku górze – To będzie twój ko …
-Solarbeam! - ryknął Tony w akcie desperacji. Skippera zatkało. Tego się nie spodziewał. Buckie zaczął ładować promień, zaś wodny stwór gnał ku niemu dalej, ale spostrzegł swoją sytuacje.
-Nugerani, ale zamróź się sam – rozkazał niepewnie Clarkson. Ta taktyka była szaleńce ryzykowna, ale jedno nauczył się do Stevena – Ryzyko popłaca - mruknął, zaś Krok zaufał swojemu trenerowi i wykonał polecenie, zmieniając się w bryłę lodu. Chwile później Sceptile wystrzelił promień.

„Co ty kombinujesz?” zapytała zaciekawiona Absol, widząc jak promień uderza w bryłę „To gwarantowany nokaut, nawet ten drań Krok tego nie przetrwa.”
„Pada już deszcz, przez co siła Solarbeamu jest mniejsza. No i jeśli dobrze kombinuje ...” przerwał widząc jak promień znika. Feraligatr był cały i zdrowy „.. to cios tylko roztopi lód. Teraz koniec”


-Ice Punch, po czym Osotogari! - krzyknął JD, zaś pieść Krok zabłysła na niebiesko. Buckie przyjął cios jak prawdziwy mężczyzna oraz próbował się jeszcze zrewanżować, ale ogon otoczony przez strumienie wody powalił go – Dobra walka.

-Wygrywa James Clarkson – powiedziała Miri z wyraźną ulgą w głosie. Tony odwołał Sceptile'a, zaś JD podszedł do niego. Obaj ucieleśnili sobie dłoń – Może jednak nie jest takim matołem … - przerwała, gdy jakaś dziewczynka podbiegła do nich i wręczyła coś Emeraldowi. Ten wyraźnie ucieszył się, podobnie jak Clarkson – Ciekawe co – miała się ruszyć, ale Kira zagrodziła jej drogę – Męskie sprawy, tak? - zapytała się Absol, a ta tylko pokiwała głową – Coś czuję, że to twoja sprawka.

James i Anhtony wymienili między sobą jeszcze kilka słów, po czym się pożegnali. Clarkson wrócił do Miri, która stała z jego Pokemonami. Miał już coś powiedzieć, ale usłyszeli kobiecy krzyk. Pierwsza wystartowała Kira, a tuż po niej reszta.

Epilog

Przy jednej ścian było już dość dużo zbiegowisko ludzi. James oraz Miranda przecisnęli się przez tłum, ale to co zobaczyli przeraziło ich, zarazem rozwiązując zagadkę gdzie był Jacob.
Odpowiedź była prosta – został ukrzyżowany, ale nie tak jak Jezus. Napastnik wpierw go dotkliwie pobił, po czym przywiązał jego ręce do lin i zawiesił na końcach jednej ze ścian budynku. Za pewnie nie było świadków, ponieważ ta cześć ogrodu była wyłączona z użytkowania z powodu remontu elewacji.
Miri wpierw głośno krzyknęła imię swojego brata, po czym padła na kolana i zalała się łzami. James zachował zimną krew, bo wiedział, że musi coś zrobić. Domyślał się, kto jest sprawcą.

-Kira, Psycho Cut w liny! Krok złap go nim upadnie! - rozkazał. Oba jego Pokemony wykonały polecenie. Absol swoim psychicznym ostrzem przecięła liny, zaś Aligator złapał rannego Jacoba. James podbiegł do kolegi i pobieżnie sprawdził jego stan. Na szczecie żył, ale dostrzegł ranę w brzuchu. Jakby zrobioną skalpelem – Do samochodu … - rzekł, zaś z kieszeni kurtki wyleciała kartka. Krok oraz Kira pobiegli do terenówki, która stała na parkingu, a JD przeczytał wiadomość, po czym ją zgniótł i cisnął w przed siebie.
-Przesadziłeś. Teraz na serio przegiąłeś pałę – mruknął i już chciał ruszyć w kierunku auta, ale przypomniał sobie o klęczącej Miri. Podbiegł do niej – Chodź!
-Co oni mu zrobili …
-Miri wiem, że to ciężkie, ale musisz się pozbierać – rzekł łagodny głosem. Jej fioletowe oczy mokre od łez spoczęły na nim – Dla Jacoba. Chodź, jedziemy do szpitala! - podniósł głos, równocześnie pociągając ją za rękę. Miranda wybudziła się z letargu i obaj pobiegli ku jeepowi, ale w myślach Clarksona dalej krążyły słowa z kartki.

„Pamiętaj głupcze, im dłużej spoglądasz w mrok, bacz, by i on nie zaczął spoglądać na ciebie.”
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Szablon savePokeCollect stworzony przez Raika/Perry. Statystyki
Internetowe RPG - gry MMO i MMORPG online TOP50 Gry Pokemon Valhalla AntyGaming”PokeSerwis Tylko Lati
Pokemons.tnb.pl pokemon special Pokemon Trainer
Dream League
Topsites FireChao TopsitesPPN Top 50 Forum Topsite

Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak każde inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przeglądarką możesz regulować warunki przechowywania cookies.